Joanna Jędrzejczyk: Nawet „Irma” mnie nie zatrzymała. Teraz to ja wpadnę do Oktagonu jak huragan

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Joanna Jędrzejczyk
Joanna Jędrzejczyk Adam Guz
O tym, jak przetrwała huragan „Irma” na Florydzie, samodzielnych negocjacjach z władzami największej organizacji MMA na świecie, roli świadomości medialnej w życiu sportowca, kolejnej obronie mistrzowskiego pasa, nadchodzącej gali w Polsce i planach występu w naszym kraju, opowiada pochodząca z Olsztyna mistrzyni UFC Joanna Jędrzejczyk (MMA 14-0) w rozmowie z Tomaszem Dębkiem.

Tomasz Dębek: Ostatnio w doniesieniach z Florydy, gdzie przygotowuje się Pani do walki z Rose Namajunas, pojawiał się głównie huragan Irma. Jego uderzenie miało wpływ na Pani plany treningowe?
Joanna Jędrzejczyk: Po części tak. Ale to nie pierwsza taka sytuacja. Kiedy rok temu przeprowadziłam się na Florydę, już po dwóch tygodniach pobytu musiałam się ewakuować przed cyklonem Matthew. On na szczęście odbił się od lądu. Tym razem nie było jednak tak kolorowo. Wróciłam do Stanów w pierwszą niedzielę września. We wtorek poleciałam do Las Vegas negocjować następną walkę. Dopiero po powrocie dowiedziałam się, że sytuacja jest bardzo, bardzo poważna. Wcześniej nie wiadomo było, w którym kierunku pójdzie huragan. Dwa dni przed uderzeniem we Florydę skręcił trochę na zachód. A właśnie tam miałyśmy się ewakuować razem z lekarką i dietetyczką. Całe szczęście tego nie zrobiłyśmy.

Czułyście się zagrożone?
Dostałam mnóstwo wiadomości, w tym takich, że jesteśmy kretynkami i powinnyśmy mocno przykleić do ubrań kartki z nazwiskami, żeby łatwiej było zidentyfikować nasze ciała. Ale nie było aż tak strasznie. Po pierwsze, moje miejsce zamieszkania nie było objęte obowiązkową ewakuacją. Nie jesteśmy chorymi ludźmi chcącymi za wszelką cenę stawić czoła naturze. Wiemy, że to potężna siła niszcząca wszystko na swojej drodze. Po drugie, w pięciostopniowej skali mocy huraganu, Irma u nas była „dwójką”. W domu wrażenie siły wiatru było takie, jakby pod oknem przejeżdżał pociąg.

Skutki żywiołu były jednak widoczne na ulicach?
Były wyrwane drzewa i zerwane linie energetyczne, ale w naszym domu nie straciłyśmy nawet prądu. Spędziłyśmy tam dwie doby. W poniedziałek wstałam o 9. rano i przez pięć godzin sprzątałyśmy skutki wiatru, pomagałyśmy też sąsiadom. Było to potwornie męczące, ale przynajmniej zrobiłam trening siłowo-kondycyjny. (śmiech) Chwilami robiło się nieciekawie. Dostawałyśmy na telefony alerty o tornadach, które często występują w towarzystwie huraganów. Chowałyśmy się wtedy w najbezpieczniejszym zakątku domu. Ogólnie byłyśmy jednak bezpieczne. Nikt z moich znajomych czy zawodników American Top Team nie ucierpiał. Gdyby coś się działo, miałyśmy zresztą opcję, żeby schronić się w klubie. Nikomu nie życzę takiej sytuacji. Ale jeśli ktoś już się w niej znajdzie, trzeba przede wszystkim zachować zdrowy rozsądek.

Co z treningami w czasie kataklizmu?
Przez jakiś czas klub był zamknięty, ale zawodowi fighterzy mogli trenować. Ja w sobotę wyszłam pobiegać, a później do porannych godzin poniedziałkowych nie można było wychodzić z domów. Na dobrą sprawę poza treningiem w poniedziałek rano – który nadrobiłam grabieniem liści i przerzucaniem gałęzi – nic nie straciłam. Wieczorem miałam już normalną sesję w klubowej sali. Jestem już skupiona wyłącznie na przygotowaniach do kolejnej walki.

Jeśli nawet Irma Pani w nich nie przeszkodziła, to…
...to 4 listopada ja wpadnę do Oktagonu jak huragan! (śmiech)

>> JOANNA JĘDRZEJCZYK: MOGŁAM ZOSTAĆ PIŁKARKĄ. WYBRAŁAM MMA, ALE SENTYMENT POZOSTAŁ <<

Już w czerwcu, gdy rozmawialiśmy na Gali Ekstraklasy, przewidywała Pani, że kolejną walkę stoczy z Namajunas w Madison Square Garden. Dlaczego oficjalnie udało się to potwierdzić dopiero we wtorek?
Miałam kilka ciężkich telefonicznych rozmów z Seanem Shelbym. [matchmaker UFC – red.] Ale kiedy spotkaliśmy się w Vegas z Daną Whitem [szef organizacji – red.], spojrzeliśmy sobie w oczy i po dwóch minutach miałam walkę w MSG. Dana darzy mnie zaufaniem. Wie, jaką częścią UFC jestem. Ja też jestem świadoma, że zasługuję na największe gale. Cieszę się, że w UFC liczą się z moim zdaniem. Sama doprowadziłam negocjacje do końca, nie mam już umowy z żadną agencją menedżerską. Dana powiedział, że chce rozmawiać ze mną. To nie było cwaniactwo UFC. Prywatnie się lubimy, ale negocjowaliśmy twardo, jak równy z równą. Obie strony są zadowolone. Sama wynegocjowałam też nowy kontrakt. Już piąty w organizacji, a będzie to moja dziewiąta walka. To też pokazuje, jak UFC szanuje moją osobę, oferując mi coraz lepsze warunki. Ludziom często wydaje się, że Polacy nie mogą mieć głosu w największych korporacjach. Ja zyskałam sobie mocną pozycję w UFC dzięki ciężkiej pracy. Dlatego mogłam negocjować, gdzie chcę walczyć. Propozycji było wiele. Mistrzowie walczą na galach w pay-per-view, a tam często dochodzi do roszad. Ktoś złapie kontuzję, ktoś nie może walczyć, Jon Jones wpadł na dopingu… Próbowano przesunąć mnie na inną galę. Ale ja twardo stąpam po ziemi. Na co dzień lubię pożartować, lecz gdy przychodzi do interesów, potrafię być bardzo poważna. Już na konferencji po walce z Andrade mówiłam, że chcę znów wystąpić w Madison Square Garden. Zaplanowałam to sobie. A dzięki realizacji planów – rocznych, półrocznych, miesięcznych czy tygodniowych – jestem w tym, a nie innym miejscu. Spełniam swoje marzenia.

W tym roku związała się Pani z grupą Paradigm Sport Managment, która dba o interesy m.in. Conora McGregora. Dlaczego tak szybko się rozstaliście?
Podpisałam ten kontrakt w marcu. Cenię współpracę z nimi, rozstaliśmy się w dobrych relacjach. Ale nie jestem już małą dziewczynką, którą ktoś będzie mamił obietnicami. Oczekuję efektów. Wiem, jak wielką sprawą była walka Conora z Floydem Mayweatherem Jrem. Rozumiem, że przedstawiciele Paradigm byli nią zajęci. Ale czułam, że mogę działać dalej sama. Jestem jednoosobową firmą. Muszę mieć pewność, że osoby współpracujące ze mną w każdym obszarze są na najwyższym poziomie. Ja daję z siebie wszystko i tego wymagam od innych. Na sukces pracujemy wspólnie. Ale ostatecznie to ja wchodzę do Oktagonu i kwestia zwycięstwa lub porażki spoczywa na moich barkach. Muszę mieć pewność, że jestem otoczona odpowiednimi, profesjonalnymi ludźmi. Dlatego postanowiłam rozstać się z Paradigm. Ale jest wiele innych propozycji. W Stanach reprezentuje mnie Brad Slater. [współpracownik m.in. aktora Dwayne’a Johnsona, znanego jako „The Rock” - red.] W Polsce i Europie Karol Jędrzejczyk, mój kuzyn, prawnik i przyjaciel. To, co teraz widać w naszych mediach, jest jego zasługą. Wspólnie odkrywamy drogę promocji i marketingu w Polsce. Budujemy ją na własnych pomysłach i doświadczeniach.

Na brak propozycji udziału w kampaniach reklamowych Pani nie narzeka.
Mój kalendarz obowiązków medialnych i sponsorskich jest bardzo napięty. Zapełnia się już na styczeń i luty. Nie idę w celebryctwo, sport zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu. Ale marketing i media są nieodłączną częścią promocji sportu. Trzeba się do nich bardzo mocno przykładać. Najważniejsze to jednak żyć w zgodzie ze sobą. Nie oczekuję od agencji menedżerskiej tego, że przyniesie mi dowolny produkt, który będę promować za pieniądze. Nie zareklamuję rzeczy, których nie chcę używać czy nie są zgodne z moją naturą. Robię rzeczy, z którymi czuję się dobrze. Współpracuję z firmami, które z radością reprezentuję swoją osobą.

Wracając do walki z Namajunas - na co trzeba będzie szczególnie uważać?
Rose to bardzo niebezpieczna zawodniczka. Jest młoda i utalentowana. Ma świetną kondycję i dobrze pracuje na nogach. Wiele walk wygrywa przez poddania, szczególnie niebezpieczna jest zza pleców. Przetarła już sobie drogę do pasa. Była finalistką 20. sezonu programu The Ultimate Fighter, który zbudował dywizję słomkową w UFC. Przegrała walkę o tytuł z Carlą Esparzą, którą ja później zdetronizowałam. Później biła się w eliminatorze do walki o pas z Karoliną Kowalkiewicz. Uległa po bardzo wyrównanym pojedynku i niejednogłośnej decyzji sędziów. Teraz dostaje kolejną szansę. Jest numerem trzy rankingu, zasłużyła na miano pretendentki.

[Pick which one you want first, because you'll be eating ALL of these.

Wideo

Materiał oryginalny: Joanna Jędrzejczyk: Nawet „Irma” mnie nie zatrzymała. Teraz to ja wpadnę do Oktagonu jak huragan - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tomek

Jestem pod wrażeniem Joanny. Wspaniały człowiek i zawodnik, nie mam idoli bo sam jestem dla siebie ale jakbym miał to Joanna była by na 1 miejscu.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3