Kalkulacji ciąg dalszy...

Redakcja
Udostępnij:
W okresie niedawnego zawirowania na krajowym rynku walutowym analitycy bankowi poprzez media informowali klientów, że mogą dokonać operacji zmiany kredytu z dewizowego na złotówkowy. Niektórzy czynili to w popłochu, nie zastanawiając się nad ekonomicznymi skutkami takiej decyzji. Spróbujmy, na konkretnych przykładach, przeanalizować ten problem.

Zanim zmienimy kredyt z walutowego na złotówkowy, zastanówmy się nad sensem takiej operacji

   Na wstępie trzeba przypomnieć, że zajmujemy się najbardziej popularną obecnie formą kredytów bankowych dla klientów indywidualnych - kredytami złotówkowymi wyrażanymi w walutach obcych. Zasady udzielania tego typu kredytów opisywaliśmy przed tygodniem na łamach "Pełnej kieszeni".
   Popatrzmy obecnie, jak zmiany cen walut obcych wpływają na koszty wyrażonych w nich kredytów. Wyniki symulacji dla kredytów dziesięcioletnich przedstawiono w tabeli 1.
   Załóżmy, że zaciągamy kredyt w wysokości 100 tys. zł, denominowany w euro, o oprocentowaniu 5 proc. Gdyby oprocentowanie to oraz kurs waluty nie ulegały zmianie, koszty kredytu wyniosą 28,1 proc., czyli w ciągu 10 lat oddamy bankowi łącznie 128 tys. 100 zł. Przyjmijmy, że kurs euro wzrósł o 10 proc. zaraz po zawarciu umowy z bankiem i utrzyma się na takim poziomie przez cały okres spłaty. Wówczas koszt kredytu wyniesie 40,9 proc., a więc oddamy bankowi 140 tys. 900 zł.
   Gdybyśmy zaciągnęli kredyt w złotówkach (tabela 2), to przy oprocentowaniu 10 proc., niezmiennym przez okres spłaty, do zwrotu przeznaczylibyśmy 158 tys. 600 zł, a więc więcej o 17 700 zł niż w przypadku kredytu wyrażonego w walucie obcej, której kurs wzrósł o 10 proc.
   Zakładając, że oprocentowanie kredytu złotówkowego obniża się w tempie 5 proc. rocznie (wartości w kolejnych latach: 10 proc., 9,50; 9,02; 8,57, a w dziesiątym roku 6,30 proc.) to i tak korzystniejszy będzie kredyt walutowy. Koszt złotówkowego wyniesie bowiem 46,8 tys. zł, czyli o 5 900 zł więcej. Gdyby osłabienie złotówki w stosunku do waluty kredytu wyniosło aż 20 proc., wówczas kredyt ten będzie kosztował nas prawie tyle samo, ile kredyt złotówkowy o początkowym oprocentowaniu 10 proc. obniżającym się w tempie 2 proc. rocznie (oprocentowanie w kolejnych latach: 10,0; 9,8; 9,6; itd., a w roku dziesiątym 8,34 proc).
\ \ \
   Powyższe rozważania dotyczą tych kredytobiorców, którzy mieli nieszczęście zawrzeć umowę kredytową tuż przed wzrostem kursu waluty. Wzrost ten jest jednak znacznie mniej bolesny, gdy następuje już po pewnym okresie spłacania kredytu. Załóżmy, że nasz hipotetyczny kredyt zaciągnęliśmy przed dwoma laty, a obecnie jego waluta jest droższa o 10 proc. (może to dotyczyć np. euro). Gdyby założyć, że kurs taki utrzyma się już do końca spłaty kredytu, czyli przez kolejne 8 lat, wówczas łącznie zapłacimy bankowi 138 tys. 300 zł. Będzie to o 8 500 zł mniej niż kosztowałby nas kredyt złotówkowy, przy początkowej stopie 10 proc., obniżającej się o 5 proc. rocznie.
   Kredyt walutowy przestanie być opłacalny, czyli stanie się droższy od złotówkowego, gdy waluta zdrożeje o ok. 21 proc. Mówiąc konkretnie: gdy zaciągaliśmy kredyt przed dwoma laty, kiedy kurs euro wynosił 3,6 zł, poważnie zaniepokojeni możemy być wówczas, gdy kurs wzrośnie do 4,4 zł i na takim poziomie pozostanie do końca spłaty kredytu.
   Przyjrzyjmy się teraz ostatnim wzrostom kursów walut obcych. Hałasu było wiele, a w wypowiedziach wielu analityków, głównie bankowych, dominował ton, delikatnie mówiąc - poważnego niepokoju. Spójrzmy zatem już chłodno, jak rosły ceny walut. Dolar amerykański od dwóch lat oscyluje w przedziale od 3,9 zł do 4,3 zł (średnia NBP). Są to więc zmiany rzędy 10 proc. albo - przyjmując średnią 4,1 zł - wahania +,- 5 proc. Ostatnie zwyżki wyniosły kurs USD do wartości 4,18 zł, jednak dość szybko wrócił on do poziomu 4 zł. Alarm był więc w tym przypadku zupełnie nieuzasadniony.
   Nieco więcej powodów do obaw mogą mieć kredytobiorcy, którzy postawili na euro czy szwajcarskiego franka. W tym przypadku, oprócz osłabienia złotówki mamy do czynienia ze wzmocnieniem się tych walut w stosunku do dolara. W rezultacie euro, z poziomu 3,6 zł w kwietniu br. zdrożało do 4,2 zł (kurs maksymalny), czyli o blisko 17 proc., natomiast frank z 2,5 zł do 2,9 zł, a więc o 16 proc.
   Spójrzmy teraz znów na wartości w tabeli 1. Gdyby podane powyżej wzrosty kursów euro i franka utrzymywały się przez długi czas, mogą być już groźne dla naszej kieszeni. Gdy założymy, że kursy pozostałyby na maksymalnym poziomie przez cały czas spłaty, a oprocentowanie kredytów złotówkowych będzie spadać w tempie 5 proc. rocznie, wówczas kredyt walutowy okazuje się droższy od złotówkowego konkurenta dla tych, którzy taką pożyczkę niedawno zaciągnęli.
   Rozważania te są jednak obecnie na szczęście tylko teoretyczne, jako że kursy walut, po początkowej panice na rynkach finansowych, znacznie spadły.
\
\ \
   Gdyby jednak ktoś, po przeżyciu nerwowych dni huśtawki kursów, rozważał przewalutowanie kredytu powinien wiedzieć, że musi się to wiązać z dodatkowymi kosztami. Bank pobierze bowiem prowizję, która z reguły zawiera się w granicach od 0,7 do 1,5 proc. pozostałej do spłaty kwoty kredytu. Gdy zamieniamy walutę obcą na rodzimą, prowizja będzie jedynym kosztem dodatkowym. Gdy jednak chcielibyśmy wyrazić nasz kredyt w innej walucie obcej, wówczas musimy się liczyć z jeszcze jednym kosztem, wynikającym ze stosowanej przez większość banków specyficznej zasady przewalutowania. Polega ona na stosowaniu dwóch różnych kursów - kupna i sprzedaży. Procedura wygląda następująco: pozostała do spłaty kwota kredytu, wyrażona oczywiście w walucie obcej, przeliczana jest na złotówki po kursie sprzedaży (tym wyższym), a następnie (już w złotówkach) przelicza się ją ponownie, po kursie kupna (niższym), na nową, wybraną przez nas walutę. W efekcie takiego przeliczania nasze zadłużenie rośnie, bowiem tracimy od 2 do 4 proc. wartości kredytu. Tak więc łączne koszty przewalutowania mogą wynieść nawet 5,5 proc. pozostającej do spłaty kwoty.
   Trzeba dodać, że gdy w okresie paniki na rynku finansowym, a więc i przy najbardziej niekorzystnych kursach, dokonamy przewalutowania kredytu, będzie to już nieodwracalna "konsumpcja straty". Lepiej jest więc nieco poczekać i pozwolić rynkowi się uspokoić. To natomiast wiąże się z reguły z odreagowaniem, czyli normalizacją rozchwianych kursów. Jeżeli wówczas zechcemy zrealizować pierwotny zamiar przewalutowania, poniesiemy mniejsze straty.
   A co z tymi, których osłabienie złotówki dotyka w czasie, gdy już podjęli decyzję o zaciągnięciu kredytu walutowego, bądź są w trakcie jego załatwiania? Skokowa zwyżka cen walut obcych jest w tym przypadku korzystna. Przecież słaba złotówka oznacza, że kwota kredytu wyrażona w walucie obcej będzie mniejsza. Bierzmy zatem kredyt wówczas, gdy waluta, na której chcemy oprzeć kredyt, jest mocna. Są wówczas duże szanse na to, że osłabnie i płacone przez nas w złotówkach raty będą niższe.
MARIAN CHOLEWIŃSKI

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wojna na Ukrainie to wyzwanie dla całej branży IT, opinia eksperta

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie