Kamil Wójcik (Jawiszowice): Na boisku nie ma sentymentów, gdyby była okazja, pogrążyłbym tatę

Jerzy Zaborski
Jerzy Zaborski
Kamil Wójcik (z prawej) potrafi wygrywać indywidualne pojedynki z rywalami.
Kamil Wójcik (z prawej) potrafi wygrywać indywidualne pojedynki z rywalami. Fot. Jerzy Zaborski
Rozmowa z 21-letnim KAMILEM WÓJCIKIEM, pomocnikiem LKS Jawiszowice, beniaminka oświęcimskiej klasy okręgowej

- Czy po raz pierwszy zdarzyło się Panu zagrać przeciwko tacie, a tak było w Libiążu, w meczu Jawiszowic przeciwko miejscowemu Górnikowi, zakończonym bezbramkowym remisem. To właśnie Pana tata jest szkoleniowcem libiążan...
- W oficjalnym meczu tak. Kiedyś, jak prowadził czwartoligową Iskrę Pszczyna, miałem okazję zagrać przeciwko niemu sparing. Wtedy był górą, zwyciężając 3:1. Nie udało się jednak wziąć rewanżu.

- Tata bardzo Panu kibicuje, kiedy tylko mecze Górnika nie kolidują z Jawiszowicami, zagląda na Pana mecze. Z ciężkim sercem byłoby chyba zrobić krzywdę jego drużynie...
- Tata zawsze mi wpaja, że na boisku nie ma sentymentów i właśnie tej zasadzie starałem się hołdować także tym razem. Gram w środku pomocy, a więc mam defensywne zadania. Miałem jedną okazję, żeby pokusić się o gola. Nie udało się. Po wizycie w Libiążu czujemy niedosyt, bo z ostatnim zespołem w tabeli musimy wygrywać, choć tata z pewnością odmienił wiosną oblicze Górnika, bo w tej rundzie zdobył już siedem punktów, a jesienią tylko dwa. Mamy jednak swoje zadania, które trzeba wypełniać.

- Czy chciałby Pan kiedyś zagrać pod okiem taty?
- Pewnie, że tak. Serce może chciałoby jedno, ale rozsądek jednak podpowiada, że byłby to źle postrzegany układ w perspektywie walki o miejsce w składzie. Choćbym nie wiem jak dobrze wykonywał założenia na boisku, mogliby się znaleźć tacy, którzy posądziliby tatę o nepotyzm. Sportową pępowinę już dawno odciąłem (śmiech).

- Czy rozmawiał Pan z tatą o rodzinnej potyczce w Libiążu? Był może jakiś zakład o wynik?
- Nie mówiliśmy głośno o tym meczu. Nie podpytywałem też taty, czym zechce nas zaskoczyć. O wszystkim decydowało boisko. Myślę, że z punktu bardziej cieszył się tata. Dla jego zespołu każda zdobycz w walce o utrzymanie jest cenna.

- Gdyby jednak udało się Panu strzelić gola, sprawiłby radość?
- Z pewnością. Gdyby każdy z nas nie myślał o zwycięstwie, lepiej byłoby nie wychodzić na boisko.

Sportowy24.pl w Małopolsce

Wideo

Materiał oryginalny: Kamil Wójcik (Jawiszowice): Na boisku nie ma sentymentów, gdyby była okazja, pogrążyłbym tatę - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie