18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Kandydat z przeszłości

Redakcja
Ruch Odrodzenia Gospodarczego zgłosił Adama Gierka jako kandydata na prezydenta RP. Od kilku tygodni lansuje go lewicowa "Trybuna". Sam zainteresowany jak dotychczas nie powiedział "tak", ale nie powiedział też "nie". W sondażach wypada kiepsko, jednak badanie preferencji elektoratu lewicowego dowodzi, że ma spore szanse na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich. - Nie chcę być prezydentem i nie chcę kandydować. Ale jeśli będzie trzeba... - deklaruje.

Bogdan Wasztyl

   Kiedy mógłby uznać, że będzie trzeba? Jeżeli sytuacja w kraju zmieni się w taki sposób, że jego zgoda na kandydowanie będzie wynikiem obywatelskiego obowiązku. Na razie nie dostrzega takiej potrzeby ani zagrożeń dla demokracji. - Raczej nie stanę przed wyborem, przed jakim w 1970 roku stanął mój ojciec, który wcale nie garnął się do władzy, ale uznał, że nie może odmówić.
   - Wtedy występowało zagrożenie demokracji?
   - Nie, ale trzeba było położyć kres dotychczasowym metodom rządzenia, rozwiązaniom siłowym, masakrze robotników na Wybrzeżu.
   Skoro potencjalny kandydat nie widzi na razie zagrożeń dla polskiej demokracji, to może ma na myśli czynniki pozytywne - zgodę lewicy na wystawienie jednego kandydata i upatrywanie tego kandydata właśnie w nim? - Ja zawsze miałem poglądy lewicowe, wierzę, że lewica znajdzie miejsce na scenie politycznej, uważam że powinien być jeden kandydat lewicowy - mówi. - Jednak nie jestem zainteresowany staraniem się o fotel prezydencki. To miłe, że ktoś bierze mnie pod uwagę, ale na razie niepoważne. Mam inne plany.

Impuls z zewnątrz

   Jeśli przyjrzeć się bliżej krótkiej politycznej karierze Adama Gierka, można odnieść wrażenie, że zawsze czekał na jakiś impuls z zewnątrz i pozwalał nieść się fali. - Nawet nie myślałem o wejściu w politykę, zostało mi to zasugerowane, ale odnajduję się w tym - podkreśla.
   Miał 63 lata, był kierownikiem Katedry Technologii Stopów Metali i Kompozytów w Politechnice Śląskiej i wiódł spokojny żywot naukowca, kiedy w 2001 roku zadzwonił do niego Aleksander Małachowski, jeden z przywódców Unii Pracy, i zaproponował kandydowanie do Senatu z list tej partii. Nie rozważał długo. "A cóż mi szkodzi?" - pomyślał.
   Mimo że jego kampania była bardzo skromna (niektórzy twierdzą, że nie było jej niemal wcale), uzyskał największą liczbę głosów w Polsce - 180 tysięcy (poparło go aż 65 proc. wszystkich głosujących w Zagłębiu Dąbrowskim). Kilka lat później został posłem do Parlamentu Europejskiego. Mimo słabego wyniku lewicy uzyskał prawie 70 tysięcy głosów.
   - Nie czuję się politykiem i nie mam takich ambicji. Dyscyplina partyjna jest nie dla mnie. Bardziej interesuję się problemami związanymi z polityką gospodarczą, przemysłową, naukową -_ opowiada. - W Parlamencie Europejskim dyskutujemy o wizji przyszłej Europy, a nie o rozwiązaniach szczegółowych, co jako profesorowi bardzo mi odpowiada. Czuję się tam dobrze. Nie muszę niczego zmieniać w swoim życiu.
   Czy Adam Gierek podejmie kolejne wyzwanie? - _To przyszło z zewnątrz. Nikt mnie nie pytał o zgodę ani nie rozmawiał ze mną o tym. Były jakieś spekulacje, ale niepoważne
- bagatelizuje szum informacyjny wokół swojej osoby i czeka na rozwój wydarzeń. Nie ma jeszcze sztabu, nie szuka przyjaciół wyborczych, nie zawiera sojuszy. Dość dziwna postawa, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że jego kandydaturę zgłosili szefowie Ruchu Odrodzenia Gospodarczego, które powstało, by wychwalać (według członków ROG - odkłamywać) epokę Edwarda Gierka i z którym Adam Gierek jest blisko związany.

Najpierw człowiek

   Jako pierwszy wzbierającą falę "gierkomanii" wykorzystał Aleksander Małachowski w 2001 r. Dwa lata później sondaże wykazywały, że 43 proc. Polaków pozytywnie ocenia okres PRL. W kraju rodziły się kolejne inicjatywy upamiętnienia byłego I sekretarza KC PZPR - stawiano mu pomniki, jego imię nadawano ulicom. W Sosnowcu powstało Stowarzyszenie imienia Edwarda Gierka. Jednym z inicjatorów tego przedsięwzięcia jest Dariusz Sustik, dyrektor biura poselskiego Adama Gierka. Wśród założycieli stowarzyszenia znaleźli się dawni współpracownicy Gierka (m.in. Maciej Szczepański, szef Radiokomitetu, twórca propagandy sukcesu) i działacze Unii Pracy. - Politycy z SLD patrzyli na nas złowrogo, wymusili, by stowarzyszenie działało tylko w województwie śląskim - opowiada jeden z założycieli. - Ale dzisiaj w całym kraju pączkują nasze koła, a SLD się kurczy. Możemy być formacją odnowy polskiej lewicy.
   Stowarzyszenie liczy już ponoć 6 tysięcy członków. Początkowo jego szefowie zapowiadali, że nie interesuje ich polityka. Nie chcieli też stawiać pomników, bo temu z założenia przeciwny jest prof. Gierek, syn Edwarda. - Nasze miasto to jeden wielki pomnik Gierka. Chcemy wykorzystać to nazwisko do promowania Sosnowca i Zagłębia - _przekonywał przed dwoma laty Wiesław Jędrusik, prezes stowarzyszenia, które przede wszystkim miało się jednak przeciwstawić "rozpowszechnianym przez prawicę kłamstwom" na temat lat 70. i osoby pierwszego sekretarza.
   Dzięki inicjatywom stowarzyszenia byłemu partyjnemu przywódcy nadano pośmiertnie tytuł honorowego obywatela Sosnowca, a jego imieniem nazwano jedno z najruchliwszych rond w mieście. Rozważano powołanie gierkowskiego instytutu historycznego, który zająłby się dokumentowaniem "dekady sukcesu".
   Ostatnio z kręgów stowarzyszenia wyszła nowa inicjatywa - Ruch Odrodzenia Gospodarczego, na którego czele stanął prof. Paweł Bożyk, szef doradców I sekretarza KC PZPR. - _Chcemy zwiększyć rolę państwa w gospodarce. Stworzyć miejsca pracy za pieniądze z budżetu, kredytując rozwój budownictwa, infrastruktury i usług. I odkłamać mity o tym, że Gierek zadłużył Polskę -
zapowiadał Bożyk podczas grudniowego zjazdu założycielskiego we Włocławku. Z końcem kwietnia zgłosił kandydaturę Adama Gierka na prezydenta RP.
   Inicjatywy stowarzyszenia i ROG opierają się na popularności nazwiska patrona. Zdaniem "Trybuny" to jeden z największych atutów kandydata na prezydenta: "Polacy lepiej oceniają dekadę Gierka niż okres III RP. Miliony obywateli wciąż mieszkają w zbudowanych za Gierka mieszkaniach, jeżdżą po zbudowanych wówczas drogach, pracują w powstałych wtedy fabrykach. Polska wieś kojarzy Gierka ze zniesieniem obowiązkowych dostaw, opłacalnością produkcji rolnej, tanimi kredytami. Przypisywane ludziom z ekipy Gierka nadużycia wyglądają śmiesznie w porównaniu z aferami III RP. - Chcemy nawiązać do polityki gospodarczej lat 70., ale w innych warunkach, w gospodarce rynkowej - mówi Adam Gierek. - Najważniejszy musi być człowiek.
   Współpracownicy eurodeputowanego zdecydowanie zaprzeczają tezie, że popularność zawdzięcza on głównie pamięci zbiorowej (albo zbiorowej amnezji). - To jest skromny, ale bardzo stanowczy człowiek, którego nie da się promować jak produktu handlowego. Popularność zawdzięcza swojej życiowej postawie i pracy, a nie działaniom marketingowym - słyszę w biurze Adama Gierka. - Na pewno nie użyjemy hasła "Będzie jak za Gierka", choć można by wykorzystać uderzające podobieństwo kandydata do jego ojca.

Człowiek czynu

   Gmach Wydziału Technologii Materiałowej Politechniki Śląskiej w centrum Katowic, drugie piętro, widok na zapuszczone podwórka i odrapane ściany. Skromny gabinet, meble pamiętające epokę tow. Edwarda, stosy teczek, dokumentów, książek. - Proszę wybaczyć ten bałagan, ale tutaj pracuję - tłumaczy Adam Gierek, szef katedry. W Politechnice Śląskiej jest zatrudniony od 1961 roku i nie potrafi zrezygnować z pracy naukowej i dydaktycznej. - To moje życie - podkreśla - i główne miejsce pracy.
   Miał 34 lata, gdy w 1972 r. uzyskał tytuł profesora nadzwyczajnego. Siedem lat później został profesorem zwyczajnym. Zorganizował Instytut Inżynierii Materiałowej. W 1981 r., rok po tym, jak fala sierpniowych strajków zmiotła jego ojca ze szczytów władzy, Adama Gierka wyrzucono z partii pod zarzutem "wykorzystywania układów" w celu luksusowego wyposażenia instytutu. - Rzeczywiście, udało mi się świetnie wyposażyć placówkę. Studenci korzystają z tego do dziś - wspomina.
   Lata 80. to najgorszy okres w życiu rodziny. Generał Jaruzelski internował Edwarda Gierka. Adam Gierek wziął urlop bezpłatny i wykładał w tym czasie na Uniwersytecie Technicznym w Dreźnie, w byłej Niemieckiej Republice Demokratycznej. Na Politechnikę Śląską wrócił dopiero w 1989 r. - Przypuszczam, że ekipa Jaruzelskiego chciała memu ojcu wytoczyć pokazowy proces i obarczyć winą za własną nieudolność w dziedzinie kierowania gospodarką i reformowania jej. Dla ojca ten proces mógłby się skończyć gardłowo. Na szczęście Gorbaczow doszedł do władzy i koncepcja skazania Gierka upadła - opowiada Adam. - Jaruzelski zarzucał mojemu ojcu to, że się zadłużał na Zachodzie, a nie na Wschodzie. Sam zadłużył się jeszcze bardziej, ale te pieniądze zostały zupełnie zmarnowane i przejedzone, niczego nie zbudowano.
   Adam Gierek nie czeka jednak na proces Jaruzelskiego, uważa, że bolesną przeszłością powinni się zająć historycy. - Ojciec zawsze mi tłumaczył, że mściwość nie leży w naturze Polaków i ja przyznaję mu rację - tłumaczy.
   - A sprawiedliwość?
   - Historia oceni sprawiedliwie - podkreśla, choć z oceną "dekady Gierka" dokonywaną przez historyków polemizuje.
   W kontaktach bezpośrednich Adam Gierek jawi się jako człowiek ciepły i sympatyczny. Wypowiada się w sposób wyważony, starannie dobiera słowa. Kiedy opowiada o swojej pracy w Europarlamencie albo na uczelni, w jego głosie słychać pasję. - Jestem człowiekiem czynu i zawsze nim byłem - podkreśla. - Pracuję z pełnym oddaniem.
   Być może nie zaangażowałby się w politykę, gdyby w nauce polskiej było więcej impulsów rozwojowych. Niestety, nauka wciąż znajduje się na równi pochyłej - coraz mniej środków, coraz mniejsze możliwości działania, coraz mniejsze osiągnięcia. A człowiek czynu potrzebuje impulsów rozwojowych.
   Chcąc pogodzić naukę z polityką, profesor-eurodeputowany stoi w dość niewygodnym rozkroku: od poniedziałku do czwartku jest w Brukseli, w poniedziałek i piątek - na uczelni. Sobota i niedziela są przeznaczone dla rodziny, ale zarówno nauka, jak i polityka zaczynają się wdzierać w tę sferę prywatną. - Ponieważ jednak pracuję dla przyjemności, czuję się człowiekiem szczęśliwym.

Europejczyk

od urodzenia

   W życiu człowieka czynu najważniejsza jest praca, a nie rodzina. - Myśmy nigdy nie żyli wystawnie ani nie kolekcjonowali dóbr materialnych. To już taka rodzinna tradycja - zapewnia Adam Gierek, który ma: stary dom w Piotrowicach, zakupiony przed dziesięcioma laty, zapuszczony ogród (brakuje mu czasu, by zrobić porządek), czytelnię w piwnicy (brakuje mu czasu, by spokojnie oddać się lekturze), dziesięcioletniego fiata palio. Żona Krystyna jest naukowcem w Polskiej Akademii Nauk i na Politechnice Śląskiej, syn, który zdał maturę, interesuje się informatyką, a córka z pierwszego małżeństwa jest znaną okulistką. Kandydat na prezydenta lubi pływać i biegać, czasem własnoręcznie myje samochód.
   Kiedy przed ponad rokiem uczestniczył w uroczystości oddania w Waszkowskich sali gimnastycznej nazwanej imieniem Edwarda Gierka, powiedział o ojcu: "On wiedział, że należy się spieszyć, że wiek XXI będzie wiekiem jednoczenia się Europy. I chciał, aby nasz kraj wszedł do Europy w jak najlepszej kondycji", nie zważając na prawdę historyczną, odrywając się zupełnie od ówczesnych, komunistycznych realiów.
   Idea zjednoczonej Europy jest Gierkowi szczególnie bliska (- Zawsze byłem Polakiem, ale zawsze też byłem Europejczykiem. Urodziłem się Belgii, a do Polski przyjechałem w wieku 9 lat), martwi go jednak to, że w wyniku stagnacji lat 80., a także doktrynalnie przeprowadzonej transformacji ustrojowej, błędów procesu przedakcesyjnego, Polska doznała wielu strat, zwłaszcza gospodarczych, co będzie miało wpływ na przyszłościową wizję naszego kraju.
   Choć myśli globalnie, nie pali się do przyszłej prezydentury: - Jestem z rodziny dotkniętej władzą. Ojciec starał się pielęgnować życie rodzinne, ale bywało, że nie widziałem go przez 2 miesiące. Prezydentura wiąże się z potworną izolacją. Prezydent nie ma przyjaciół, ma tylko znajomych.Jest odizolowany od normalnego świata i po pewnym czasie staje sięwyalienowany ze środowiska. "Pierwszy" jest strasznie obciążony. Czy w moim wieku to byłoby najlepsze? Nie wiem.

Po gomułkowskiej szarzyźnie pierwsze cztery lata gierkowskiej dekady wydawały się wielkim przebudzeniem - sklepy były nieźle zaopatrzone, pojawiły się w nich zachodnie towary, znacznie wzrosły pensje, budowano kilkakrotnie więcej mieszkań niż obecnie, powrócono do modelu pełnego zatrudnienia. Ludzie mieli więcej pieniędzy, kupowali pierwsze pralki, lodówki, telewizory, po raz pierwszy wyjeżdżali za granicę. Później system się załamał i nastąpił błyskawiczny powrót do czasów peerelowskiego zastoju - puste półki w sklepach, reglamentacja większości produktów, brutalne zdławienie robotniczych wystąpień w Radomiu i Ursusie, propaganda sukcesu. W tym czasie znacznie zwiększono służby policyjne gotowe do tłumienia zamieszek, nasilono inwigilację Kościoła, brutalnie rozprawiano się z antykomunistyczną opozycją.

Fala strajków w sierpniu 1980 r. zrzuciła Gierka z fotela pierwszego sekretarza. Pozostały gigantyczne długi i takież (ale mało produktywne) inwestycje. Pod koniec dekady krążył żart: "Jak brzmi słowo kryzys po węgiersku? Egierek".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie