Karol słabo mówi i z trudem chodzi. Ale walczy o zdrowie jak Król Lew

MAJKA LISIŃSKA-KOZIOŁ
Kamil nie ma czasu na nudę; wprost z rehabilitacji idzie na basen a potem do szkoły FOT. ARCHIWUM RODZINNE I FUNDACJI "ZIARNO MAKU"
Kamil nie ma czasu na nudę; wprost z rehabilitacji idzie na basen a potem do szkoły FOT. ARCHIWUM RODZINNE I FUNDACJI "ZIARNO MAKU"
W klasie jest niebiesko i przytulnie. Na dziecięcym stoliku stoi dzbanek z całkiem dorosłą kawą. Ośmioletni Karol siedzi na czyściutkiej podłodze, układa futbolowe karty i posyła mi szelmowski uśmiech. Jest sobota, nie ma lekcji. Do szkoły zajrzał dziś tylko towarzysko.

Kamil nie ma czasu na nudę; wprost z rehabilitacji idzie na basen a potem do szkoły FOT. ARCHIWUM RODZINNE I FUNDACJI "ZIARNO MAKU"

REPORTAŻ. Gdy przyszedł na świat, rodzice szaleli z radości. Po kilku miesiącach zauważyli nieprawidłowości. Robili kolejne badania i testy. Wciąż nowe i nowe. W końcu dali spokój. Zapragnęli dla syna normalnego dzieciństwa. A to zapewni mu kosztowna rehabilitacja.

Po urodzeniu Karol dostał 9 punktów w skali Apgar. Pierwsze nieprawidłowości zauważono u niego po pół roku, ale właściwie do dziś nie została postawiona jednoznaczna diagnoza. - Dlatego przestaliśmy go męczyć kolejnymi testami. Chcemy, by miał normalne życie- mówi tata Roman i cmoka syna w czoło.

Chłopiec z trudem chodzi, słabo mówi i jest leczony z powodu padaczki. Ale robi postępy, walczy z przeciwnościami, nie daje za wygraną. I to jest dla rodziców najważniejsze.

Wożą go na rehabilitację, do logopedy, na konie i na basen. To kosztuje, ale stymuluje chłopca i mu pomaga. Z każdym miesiącem umie więcej. Powoli, ale do przodu - to dewiza rodziny Karola. Nie zawsze się udaje, ale ważne jest to, by nie zejść z obranej drogi.

Podczas zajęć przedszkolnych w zespole szkół specjalnych chłopiec był objęty kompleksową opieką rehabilitacyjną, logopedyczną i psychologiczną. - Wszystko mieliśmy w jednym miejscu - mówią rodzice. - Nie wystawaliśmy w korkach, nie traciliśmy czasu; to pozytywy. Z drugiej strony wszystkie dzieci miały orzeczenia o niepeł-nosprawności. Karol był wśród nich najlepszy, jeśli chodzi o zdolności rozwojowe. Ale zamiast iść do przodu, przejmował zachowania, których wcześniej u niego nie było; na przykład z upodobaniem piszczał. - Cofał się - mówią rodzice Karolka.

Nie tego chcieli, dlatego posłali go do przedszkola integracyjnego. - Miał się od kogo uczyć i odżył - opowiada mama Marysia. - A my razem z nim.

Od roku Karol jest uczniem szkoły prowadzonej przez Fundację Wspierania Idei Marii Mo-ntessori "Ziarnko Maku". Powołali ją do życia rodzice pasjonaci. Potem powierzyli fundacji prowadzenie przedszkola, podstawówki i gimnazjum. - Wzorujemy się na podobnych placówkach założonych pod Korbielowem. Mamy wsparcie metodyczne od fundacji "Promyk Słońca" działającej w Erfurcie - mówi prezes fundacji Agnieszka Górecka.

Dla rodziców Karola liczy się to, że w szkole są wrażliwi na dzieci niepełnosprawne; bez względu na to, na jakim są etapie rozwoju fizycznego i umysłowego. A metoda Montessori sprawia, że szkoła dopasowuje się do potrzeb małego człowieka, jakikolwiek by był.

- Stawiamy na inkluzję - tłumaczy Agnieszka Górecka. - Chcemy, żeby dzieci uczyły się razem. I te wybitnie zdolne, i przeciętne, i te z różnymi ograniczeniami. Jednak nie tak, jak w klasach integracyjnych, gdzie te niepełnosprawne są w jednej sali z pełnosprawnymi, ale stanowią jakby enklawę, mają dodatkowego, przeznaczonego tylko dla nich pedagoga.

Katarzyna Duda, pedagog, wyjaśnia, że w placówkach prowadzonych przez Fundację "Ziarnko Maku" nie ma stygmatyzacji. Nauczyciel inspiruje, proponuje i pomaga, ale nie dokonuje wyboru za ucznia. Gdy uczniowie wymyślali nazwy dla swoich klas, nauczycielki zasugerowały jeże, myszki albo wiewiórki. Dzieci wybrały: lwy, niedźwiedzie oraz tygrysy. I tak zostało. Karol jest więc od "Lwów" a Klara, jego serdeczna koleżanka, od "Niedźwiedzi".
Karol uwielbia swoją nową salę lekcyjną. Wie, gdzie znaleźć globus, dzięki któremu łatwiej wyobrazić sobie świat, i pudełko z guzikami, które trzeba przyszywać, żeby kurtka była zapięta; przy okazji przyszywania ćwiczy precyzję i poprawia manualne niedoskonałości. Karol ma problemy z tak zwaną małą motoryką, a dzięki takim czynnościom lepiej rysuje.

W klasowym kąciku matematycznym są dziwne kostki, koraliki i druciki. - Trzeba dziecku pozwolić dotknąć dziesiątki albo setki korali, a jak zacznie mu pracować wyobraźnia - płynnie przejdzie do działania na liczbach - wyjaśnia Katarzyna Duda. Z pudła wyciąga druciki, na które nanizano błyszczące perełki.

- Dziesięć - mówi Karol.

- Właśnie - potwierdza pani pedagog. A dziesięć takich drucików po dziesięć koralików na każdym daje - sto; sto drucików tworzy kostkę, w której jest 1000 korali. Karol umie już liczyć do 25 i zna działania w obrębie dziesięciu. To dla niego spore osiągnięecie. - Potrafi też odróżnić numery tramwajów - opowiada tata Karolka. - 52 czy 21 - to już dla niego nie problem. Syn lubi matematykę.

I lubi szkołę. Chętnie staje z kolegami w porannym lub popołudniowym kręgu. Jest to czas na modlitwę za dzieci, które są na zajęciach i za te, które nie przyszły na lekcje. To również czas na planowanie dnia i na podziękowanie, gdy coś nowego się udało. W szkole dzieci dostają ciepły posiłek, chodzą na spacery, uczą się odpowiedzialności. - Szukaliśmy dla niego szkoły, w której rozwijałby swoje zdolności i potrafił wyrównać braki - mówi tata. - I tutaj tak jest.

Dzieci mają wolność, ale obowiązuje je też dyscyplina - Bo wolność i dyscyplina to dwie strony tego samego medalu - mówi Katarzyna Duda.

Iwona Szpor i Anna Szpotawska - nauczycielki w klasie Karola, potrafią zadbać i o jedno, i o drugie. Na lekcjach obowiązują więc zasady: nie przeszkadzaj innym w pracy, nie mów głośno - wystarczy szept; doprowadź swoją pracę do końca, bądź rzetelny w samokontroli; nie przeszkadzaj, gdy nauczyciel objaśnia coś innemu dziecku, chętnie pomagaj w pracy innym. - Moim kolegom - wtrąca Karol i całuje tatę w policzek.

W szkole na Dębnikach każde dziecko ma swoją odpowiedzialność. Pomaga nakrywać do stołu przed śniadaniem albo przed obiadem; rozsuwa stoliki, układa serwetki. - A ty Karolku pomagasz mamie? - pytam. Zamiast odpowiedzi mały mężczyzna posyła mi zabójczy uśmiech.

- U nas jest zawsze problem z wkładaniem naczyń do zmywarki - wyręcza syna tata Roman. - A ponieważ Karolek przez cały dzień chodzi w ortezach - wieczorem mu je zdejmujemy, żeby nogi trochę odpoczęły. Więc po kolacji ma gotową wymówkę: "ja nie mogę, przecież nie mam ortez"...

Dzień Karola i bez pomagania jest wypełniony po brzegi.

Oprócz tego, że chodzi do szkoły, kilka razy w tygodniu ma hipoterapię; chłopiec jest z końmi za pan brat, ale najlepiej się rozumie z klaczą Melady. Chodzi też basen oraz pracuje z logopedą. - Godziny ćwiczeń i nauki przynoszą rezultaty, ale dziecko bywa zmęczone - mówi tata. - Jak by to było dobrze, gdyby rehabilitacja syna mogła odbywać się w szkole.
Zwłaszcza że jest tu na prowadzenie różnorodnej rehabilitacji miejsce. Brakuje tylko na to pieniędzy, więc sponsorzy mile widziani.

Na razie do samodzielnego przemieszczania chłopiec potrzebuje specjalnego wózka typu Activ lub odpowiednio przystosowanego rowerka. Pędzi na nim po szkolnych korytarzach i czuje się szczęśliwy, bo rower daje mu swobodę. Taką, jak innym dzieciom dają zdrowe nogi.

Krótkie dystanse Karol pokonuje przy użyciu kul-trójnogów oraz specjalnych ortez. Są drogie, ale pozwalają usztywnić nogi chłopca. Bez tego chodzenie byłoby niemożliwe.

A chodzić przecież trzeba. Choćby po to, żeby dotrzeć do czerwonej, klasowej skrzynki pocztowej. Wygląda jak prawdziwa, choć zrobiona jest z tektury. Dzieci wrzucają tam listy do siebie. I dostają listy od nauczycieli. Karol też. Niedawno sympatycznie napisała do niego pani Iwonka: że bardzo lubi spotykać Karolka codziennie, że ma piękny uśmiech, którym obdarowuje koleżanki i kolegów. - Ten list - opowiada tata - wisi w domu na lodówce. Wystarczy, że spojrzę i już poprawia mi się humor. To ważne dla rodziców, gdy ich dziecko, które ma trudniej niż rówieśnicy, jest doceniane. Że nie skreśla się go i daje mu szansę.

Rodzice i starszy brat Franciszek kochają Karolka najbardziej na świecie. Franek bratu nieba by przychylił. Widać to, gdy podsuwa mu krzesełko, albo wtedy, gdy pomaga mu wstać, i gdy się razem śmieją, albo jak to chłopaki, trochę poszturchują. Franek wspiera też brata i przyszedł z nim dzisiaj na nasze spotkanie. - Chcemy, żeby Mały czuł się dobrze także poza domem - mówi tata Roman.

Znalazł swoje miejsce w dębnickiej szkole. Nie ma tam dzwonków, więc każdy dostaje tyle czasu, ile potrzebuje. Dzieci uczą się wewnętrznej dyscypliny i nigdy się nie nudzą. Widzą efekty swojej pracy i każdego dnia odkrywają, że nauka w szkole przynosi efekty.

Klara z drugiej klasy - ta od "Niedźwiedzi - dojeżdża do Krakowa z Bolechowic. W czasie jazdy lubiła powtarzać cyfrę za cyfrą. Pewnego dnia doszła do 999. - Mama, ty słyszysz, ja umiem liczyć - krzyknęła dumna jak paw.

Karol też lubi mówić o swoich sukcesach. Pytam więc, czego się dziś nauczył. Bo przecież lekcji żadnych nie było.

- Udzielać wywiadu - mówi. I w niebieskiej klasie robi się jeszcze weselej.

majka.lisinska@dziennik.krakow.pl

Przekaż 1 procent

Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" KRS 0000037904

W rubryce "Informacje uzupełniające - cel szczegółowy 1%" podaj: 7468 Mikołajczyk Karol

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie