Karrrrramba, czyli jak powstawała niezapomniana Kraina...

Karrrrramba, czyli jak powstawała niezapomniana Kraina Deszczowców

Arkadiusz Maciejowski

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Stanisław Pagaczewski kochał górskie wędrówki
1/3
przejdź do galerii

Stanisław Pagaczewski kochał górskie wędrówki ©fot. archiwum rodzinne

Historia. Sto lat temu, w 1916 roku urodził się Stanisław Pagaczewski, autor słynnych przygód Baltazara Gąbki. W mieszkaniu przy ulicy Biernackiego w Krakowie, w którym napisał swoje kultowe powieści, rozmawiamy z jego synem Tomaszem Pagaczewskim.
Krowodrza, kamienica przy ul. Biernackiego 9. Pierwsze piętro. Niewielki pokój z piecem kaflowym w rogu i oknem wychodzącym na zachód. To tutaj, pięćdziesiąt cztery lata temu, Stanisław Pagaczewski rozpoczął pisanie swojej kultowej trylogii, czyli przygód Baltazara Gąbki, które śledziła cała Polska. Nie tylko dzieci, ale również dorośli. Bo, jak tłumaczy syn pisarza, wyprawy Smoka Wawelskiego miały drugie dno.

- Ojciec uwielbiał pisać w swoim pokoju. Miał w tym miejscu natchnienie. Nie robił odręcznych notatek. Wszystko tworzył od razu na maszynie do pisania - wspomina Tomasz Pagaczewski. I podkreśla, że jego ojciec, podobnie jak obecnie wielu młodych ludzi, nie chciał nigdy pracować na etacie.
- Zawsze powtarzał, że woli być sam dla siebie szefem, księgowym i motywatorem. Dlatego poza krótką etatową pracą w „Tygodniku Powszechnym” w latach 50. XX wieku całe życie był tzw. wolnym strzelcem. I był z tym szczęśliwy - podkreśla syn pisarza.

Stanisław Pagaczewski urodził się 9 lipca 1916 r. W młodości mieszkał w Ciężkowicach koło Tarnowa. Tam poznał swoją przyszłą żonę Janinę Olszowską. I to dla niej przeniósł się na stałe do Krakowa. - Tak się składa, że ojciec mojej mamy zbudował tę kamienicę przy ul. Biernackiego. Dlatego właśnie tu zamieszkali - tłumaczy Tomasz Pagaczewski.

Młody pisarz studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ukończył filologię polską.- Swoją drogą z tym uniwersytetem związany był też mój dziadek od strony ojca Julian Pagaczewski, profesor w katedrze historii sztuki. A jego portret, który znajduje się do dziś na uczelni, namalował sam Stanisław Wyspiański, z którym się przyjaźnili - mówi Tomasz Pagaczewski. - Mój ojciec nawet starał się zdobyć ten portret, ale było to niestety nierealne, chociażby ze względu na jego wartość - dodaje.

W czasie drugiej wojny światowej Stanisław Pagaczewski prowadził tajne nauczania dla młodzieży m.in. z języka polskiego, przez co musiał ukrywać się przed gestapo.

Już po wojnie, w latach pięćdziesiątych zaczął pracować jako dziennikarz w „Tygodniku Powszechnym”. Szybko jednak zrezygnował z etatowej pracy. - Ojciec miał duszę artysty. To mama, która była kierownikiem apteki, utrzymywała dom. Co prawda miała skromną pensję, ale stałą. Tata zarabiał na tzw. wierszówce, czyli miał pieniądze wtedy, gdy jego teksty zostały opublikowane - wspomina Tomasz Pagaczewski. - Bardzo małą wagę przywiązywał to tzw. rzeczy codziennych. Dochodziło nawet do takich paradoksów, że gdy dostawał od wydawnictwa kilka egzemplarzy swoich książek, to rozdawał je znajomym. A potem szedł do księgarni i słono płacił za swoją książkę, bo jej potrzebował, ale nie został mu w domu żaden egzemplarz - podkreśla syn pisarza.

Pagaczewski kojarzony jest przede wszystkim z literaturą dziecięcą. Zanim jednak stworzył pierwszą część przygód Baltazara Gąbki, łączył swoje dwie największe pasje. Górskie wędrówki z pisarstwem.

- Ojciec kochał Beskidy i Gorce. Zabierał plecak, swojego psa Aresa i wyruszał w wędrówki. Był też przewodnikiem, oprowadzał wycieczki, ale jak sam mówił, to zajęcie go męczyło. Lubił ciszę i samotność - podkreśla Tomasz Pagaczewski. Efektem górskich wypraw pisarza były dziesiątki albumów i przewodników turystyczno-krajoznawczych. Literaturą dla najmłodszych zajął się tak naprawdę przez przypadek.

- W 1957 roku tata zorganizował nam rodzinne wakacje nad polskim morzem. W czwórkę, z mamą i starszą siostrą, przez dwa tygodnie podróżowaliśmy na rowerach między Szczecinem a Helem. I na podstawie całej naszej podróży postanowił napisać opowieść „Raj na kółkach”. To miała być przede wszystkim taka nasza rodzinna pamiątka, ale jej wydaniem zainteresowało się Wydawnictwo Morskie - wspomina Tomasz Pagaczewski.

Książka okazała się sukcesem. I wtedy prawdopodobnie Stanisław Pagaczewski postanowił, że skupi się na literaturze dziecięcej. Inspiracji nie musiał szukać daleko.

- Moja druga młodsza siostra, Anna, nie chciała usypiać wieczorem i żądała, aby tata opowiadał jej bajki. Ale za każdym razem chciała nową bajkę. I wtedy ojciec wpadł na pomysł, że centralną postacią jego opowieści będzie Smok Wawelski, który codziennie ma nowe przygody - tłumaczy Tomasz Pagaczewski. - Gdy w głowie miał już setki przygód Smoka Wawelskiego, które opowiadał córce, zdecydował, że przeleje to wszystko na papier - dodaje.

Spisywanie przygód smoka Stanisław Pagaczewski rozpoczął w 1962 roku. - I sprawiało mu to wielką przyjemność. Pamiętam, jak sam uśmiechał się pod nosem, gdy zapełniał kolejne kartki. Jego szczęście polegało na tym, że nasza mama rozumiała pasję męża, zarabiała na utrzymanie domu. A tata mógł się skupić na pisaniu i swoich wędrówkach oraz licznych podróżach - wspomina Tomasz Pagaczewski. Gdy jego ojciec pisał „Porwanie Baltazara Gąbki”, miał kilkanaście lat. - Do dziś mam go przed oczami siedzącego w szlafroku przy maszynie Erica, palącego fajkę z tytoniem Amfora i moczącego jednocześnie nogi w miednicy z wodą. Nie zdawał sobie jednak wtedy jeszcze sprawy, jakie perypetie będzie miał z... cenzorem, który nigdy nie miał wcześniej zastrzeżeń do jego książek podróżniczych - wspomina syn pisarza.

Stanisław Pagaczewski już po przedstawieniu pierwszych trzech rozdziałów „Porwania Baltazara Gąbki” w Wydawnictwie Literackim dostał zapewnienie, że książka zostanie wydrukowana. Problemy zaczęły się jednak, gdy na przełomie 1964 i 1965 roku oddał skończoną powieść. Został w trybie pilnym wezwany do Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, który czuwał nad „poprawnością polityczną” książek. Gdy usłyszał jakie zarzuty ma cenzor, dosłownie oniemiał. Jednego z bohaterów nazwał bowiem imieniem „Moczarek”. Ze względu na to, że akcja książki dzieje się, jak wiadomo, w Krainie Deszczowców wszystko musiało być mokre, wilgotne i ociekające wodą. Stąd donosiciel „Moczarek”. - Cenzor nakazał zmienić nazwę tego bohatera, tylko dlatego, że ministrem spraw wewnętrznych został generał... Mieczysław Moczar. I komuś mógłby się on skojarzyć z „Moczarkiem”, będącym czarnym charakterem - wspomina Tomasz Pagaczewski.

I tak „Pan Moczarek” został ostatecznie „Panem Mżawką”. Dopiero wtedy „Porwanie Baltazara Gąbki” mogło trafić do druku. Pierwsze egzemplarze pojawiły się w księgarniach w 1965 roku. I od razu stały się jedną z najpopularniejszych bajek w tamtym okresie.

Przygody Baltazara Gąbki czytały i czytają do dziś jednak nie tylko dzieci, ale również ich rodzice, którzy pomiędzy wierszami odczytują zupełnie inne przesłanie niż tylko zabawne perypetie smoka i jego przyjaciół. - Np. w poszukiwaniu profesora Gąbki smok i m.in. kucharz Bartłomiej Bartolini musieli przejechać przez Słonecję, gdzie rządy pełnił król Słoneczko. A słynął z tego, że uszczęśliwiał wszystkich na siłę. Każdy mieszkaniec musiał być np. opalony. Jeśli ktoś odmawiał, trafiał do klatki wystawionej na słońce. No i wielu osobom król Słoneczko kojarzy się ewidentnie z innym „słoneczkiem narodów”, czyli Józefem Stalinem - tłumaczy Tomasz Pagaczewski.

Po sukcesie „Porwania Baltazara Gąbki” powstały kolejne części, czyli „Misja profesora Gąbki” oraz „Gąbka i latające talerze”. Wszystkie przetłumaczone zostały na wiele języków. Wydane zostały nawet w Japonii. - Dla ojca największą satysfakcją za napisanie książki był jednak Order Uśmiechu, który został przyznany mu przez dzieci w 1978 roku. Oczywiście zgodnie z tradycją, odbierając go w Borach Tucholskich, w miejscowości Tleń, musiał wypić puchar soku z cytryny, nie krzywiąc się przy tym zupełnie - dodaje Tomasz Pagaczewski.

Stanisław Pagaczewski, zmarł 7 czerwca 1984 roku w Krakowie, mieście, które mimo swoich licznych wyjazdów, pokochał najbardziej. - Prawie codziennie bywał na Rynku, przesiadywał w klubie „Pod Gruszką”. Był spełnionym człowiekiem, bo robił to, co uwielbiał. Czuję wielką radość, gdy widzę, że przygody Baltazara Gąbki bawią dzieci do dziś, choć powstały wiele lat temu - podkreśla syn pisarza.

arkadiusz.maciejowski@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo