Kaśka Sochacka: Mój czas przyszedł akurat teraz

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Debiutancka płyta Kaśki Sochackiej nosi tytuł "Ciche dni" i zawiera dziesięć piosenek
Debiutancka płyta Kaśki Sochackiej nosi tytuł "Ciche dni" i zawiera dziesięć piosenek Agata Trafalska
"Ciche dni" to tytuł debiutanckiej płyty krakowskiej piosenkarki Kaśki Sochackiej. Krążek zawiera m.in. znany z listy przebojów radiowej Trójki utwór "Wiśnia". Rozmawialiśmy z wokalistką o jej drodze do wydania albumu.

FLESZ - Polacy tyją na potęgę. To wszystko przez koronawirusa

- Po raz pierwszy usłyszeliśmy o tobie dziesięć lat temu. A debiutancki album wydajesz dopiero teraz. Dlaczego?
- Każdy ma swój czas. Mój przyszedł akurat teraz. Dużo się wydarzyło, dziesięć lat to kawał życia. Musiałam trochę poszukać siebie, odnaleźć swoją drogę. Dziesięć lat temu po występie w „Mam talent” nie do końca wiedziałam, jaką chcę tworzyć muzykę. Musiało się wydarzyć dużo w moim życiu, by do wydania tej płyty doszło.

- Wspomniałaś o „Mam talent”, potem byłaś w „Must Be The Music”. Występy w talent-show nie otwierają automatycznie wrót do show-biznesu?
- W moim przypadku otworzyły – choć nie od razu. To po „Mam talent” zaczęłam na poważnie myśleć o tym, żeby się w życiu profesjonalnie zajmować muzyką. A po „Must Be The Music” podpisałam kontrakt z wytwórnią Jazzboy, z którą teraz wydaję moją płytę.

- Jak to się stało, że nie wygrałaś „Must Be The Music”, a podpisałaś kontrakt z Jazzboyem?
- Podczas prób przed castingiem na sali obecny był szef tej wytwórni – Paweł Jóźwicki, czyli Uzek. Pracował jako konsultant muzyczny przy tamtej edycji programu. Był pod wrażeniem piosenki, którą wykonywałam, więc podszedł i zapytał, czy sama ją napisałam. Tak się zaczęło. Potem były telefony i przed półfinałem Uzek zaproponował mi kontrakt.

- Pierwszym owocem twojej kooperacji z Jazzboyem okazała się piosenka „Wiśnia”, która przez 4 tygodnie triumfowała na liście przebojów Trójki. Za co słuchacze ją tak polubili?
- Wcześniej wydaliśmy „Trochę tu pusto”, ale rzeczywiście to „Wiśnia” okazała się piosenką, od której wszystko się zaczęło. Nie wiem... może ludzie akurat potrzebowali takiego utworu? Co prawda wierzyłam w ten tekst i melodię, ale nie sądziłam, że tak wiele osób się na tę piosenkę załapie. Dla mnie to było zaskoczenie, ale też olbrzymi powód do szczęścia.

- „Wiśnię” wykonał Kortez i zaprosił cię jako gościa na swoje koncerty. Jakie znaczenie dla twojej kariery miało to spotkanie?
- My się z Łukaszem znamy od 7 lat. Właściwie podpisaliśmy kontrakt z Jazzboyem w tym samym czasie. Nasze losy różnie się potoczyły, ale gdy pracowałam nad EP-ką, to muzycznie zaczęły się znowu splatać. To, że mogłam wystąpić na jego koncertach było dla mnie pięknym doświadczeniem. Kortez jest fajnym gościem, który potrafi się jarać twórczością innych ludzi i potrafi ich wspierać, co nie jest takie oczywiste w tej branży.

- Jak wspominasz waszą wspólną trasę koncertową?
- To był jeden z najfajniejszych okresów w moim życiu. Dużo się nauczyłam. Na pewno to są takie wspomnienia, które zostaną ze mną na zawsze.

- Przy płycie pracowali z Tobą Olek Świerkot i Agata Trafalska – osoby współodpowiedzialne za sukces Korteza. Jak się wam pracowało?
- Olka i Agatę poznałam w 2014 roku. Zaczęliśmy wtedy z Olkiem pracę nad pierwszymi piosenkami. Później była długa przerwa, różne rzeczy się wydarzyły i wróciliśmy do wspólnej pracy dopiero w 2019 roku. Wtedy też mocniej zaczęłam współpracować z Agatą. Zaczęło się od „Wiśni” – a potem napisałyśmy kilka kolejnych piosenek. Zarówno Olek, jak i Agata, to bardzo utalentowani ludzie. Agata jest odpowiedzialna m.in. za wszystkie moje teledyski.

- Na albumie dominują spokojne i nastrojowe ballady. Jak się odnajdujesz w tej konwencji?
- To jest w 100% moja muzyka. Takiej muzyki słucham na co dzień, to mnie inspiruje. Wiele utworów na płycie to rozwinięte przez Olka ich wstępne wersje, które sama zrobiłam, więc to chyba po prostu moja konwencja.

- Teraz nie możesz grać koncertów promujących album. Ale może w lecie?
- Jeśli poluzują się restrykcje, to na pewno jakieś koncerty zagramy. A jeśli nie – to wskoczę do studia i będę robić kolejne piosenki.

- Mieszkasz w Krakowie. Chcesz stąd kierować swoją karierą?
- Jak na razie tak, ale nie będę ściemniać, że nie myślę o przeprowadzce do Warszawy. Mam tam wytwórnie i ludzi, z którymi pracuję, więc prędzej czy później chyba tam wyląduję. Póki co jednak cieszę się tym, że jestem w Krakowie, bo bardzo lubię to miasto, mocno się do niego przywiązałam.

Wideo

Materiał oryginalny: Kaśka Sochacka: Mój czas przyszedł akurat teraz - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie