Katarzyna Puzyńska „Policjanci. Ulica”, Prószyński i S-ka...

Katarzyna Puzyńska „Policjanci. Ulica”, Prószyński i S-ka 2018, 335 str.

Zdjęcie autora materiału
Włodzimierz Jurasz

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Autorka popularnych kryminałów namówiła policjantów na intymne zwierzenia.
Katarzyna Puzyńska „Policjanci. Ulica”, Prószyński i S-ka 2018, 335 str.

©Fot. Archiwum

- Opowiedz, jak poznałeś swoją żonę.

- Wylegitymowałem ją. Chodziłem akurat po rynku i zauważyłem śliczną dziewczynę, która pięknie się uśmiechała. A że mogłem ustalić sobie dane… To było nadużycie.

Takim dialogiem, opisującym sympatyczne, przyznajmy, ale dość niekonwencjonalne zachowanie policjanta, rozpoczyna się nowa książka Katarzyny Puzyńskiej, zatytułowana „Policjanci. Ulica”, opatrzona podtytułem „Pierwsi na miejscu, najbliżej ludzi, krwi i okrucieństwa”.

Autorka popularnego cyklu powieści kryminalnych, rozgrywających się w okolicach prowincjonalnego Lipowa, tym razem postanowiła szczerze porozmawiać z tymi, którzy dostarczają jej literackiego materiału.
Tak powstał ten cykl wywiadów z funkcjonariuszami ogniw patrolowo-interwencyjnych, wydziału ruchu drogowego oraz interwencji. Zwanymi często krawężnikami oraz ruchaczami (to oczywiście o funkcjonariuszach drogówki).

Właśnie ruchacze są tymi, z którymi najczęściej spotyka się przeciętny, niewchodzący w kolizję z prawem obywatel. I do nich najczęściej ma pretensje. Czasem słuszne. „Nie mamy narzucanych statystyk zatrzymań czy mandatów” – mówi funkcjonariusz prewencji. Ale dodaje: „Z tego, co się słyszy, taki ruch drogowy ma minimum 10 mandatów”. Właśnie „ruchacze”, zwłaszcza z małych miejscowości, gdzie wszyscy się znają, nawet działając zgodnie z prawem, spotykają się później z ostracyzmem czy nieprzyjemnymi zachowaniami ziomków. „ To ta k…., co mi prawo jazdy zatrzymała” – usłyszał jeden „ruchaczy” podczas zakupów.

Wywiadowani oczywiście opowiadają także o zdarzeniach grożących im niekiedy wręcz śmiercią. Jak podczas zatrzymywania szaleńców latających po domu z siekierami czy pacyfikowania burd ulicznych. „Mój dowódca kompanii dostał płytą chodnikową na klatę. […] Nas było siedmiu, a ich ze czterdziestu” – opowiada funkcjonariusz prewencji. Co zabawne, najmilej policjanci wspominają interwencje (na przykład na drodze) wobec obywateli USA, którzy na widok umundurowanych funkcjonariuszy od razu kładą się na ziemię z rękami na głowie.

Przesłuchiwani przez Puzyńską policjanci nie ukrywają także ciemnych stron swego zawodu. Gdy rozeszły się plotki o kontroli w jednej z jednostek, pewien funkcjonariusz „codziennie od szóstej rano siedział na ławce przed blokiem. W razie jakby po niego przyszli. Żeby nie robili rumoru w domu”…

Warto nie tylko przeczytać, ale i kupić tę książkę. Połowę honorarium autorka przeznacza na Fundację Pomocy Wdowom i Sierotom po Poległych Policjantach.

ZOBACZ KONIECZNIE:



WIDEO: Poważny program

Źródło: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo