Kevin Kenner. Mieszka z rodziną w Krakowie, bo właśnie tu odnalazł swój dom, harmonię i spokój. Jest spełniony

Redakcja
Kevin Kenner: Tu w Polsce odnalazłem swój dom. Mam poczucie, że należę do społeczności polskiej. Fot. archiwum
Kevin Kenner: Tu w Polsce odnalazłem swój dom. Mam poczucie, że należę do społeczności polskiej. Fot. archiwum
Nie ma samochodu i kryzysu wieku średniego. Choć 19 maja kończy 50 lat, czuje się o wiele młodszy niż pięć lat temu - przyznaje Kevin kenner rozmawia Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

Kevin Kenner: Tu w Polsce odnalazłem swój dom. Mam poczucie, że należę do społeczności polskiej. Fot. archiwum

- ...to nie miał być koncert urodzinowy.

- Ale był. Odbierał Pan życzenia...

- Przypadek. Dyrekcja Opery początkowo ustaliła koncert na dzień 20 maja. Powiedziałem, że wolałbym inny termin, bo dzień wcześniej mam urodziny. Dyrektor datę koncertu przesunął na 14 maja, ale dowiedział się w ten sposób, że mam urodziny. Poszło w media...

- ... i wszyscy otrzymali informację: Kevin Kenner 19 maja kończy 50 lat.

- Nie lubię robić tak wiele szumu medialnego wokół siebie.

- Czuje Pan przemijanie?

- Nie, choć mam świadomość, że każdy dzień przybliża nas do śmierci.

- Kupił Pan już porsche?

- Dlaczego pani o to pyta?

- Bo dojrzali mężczyźni kupują porsche, aby się odmłodzić.

- Nie kupiłem. Nie mam auta w ogóle. Jest mi niepotrzebne. Benzyna droga, w Krakowie korki, trudno się jeździ i nie ma gdzie parkować. Wystarczy?

- Wystarczy. Czyli nie ma Pan kryzysu wieku średniego?

- Kryzys miałem wcześniej, dziesięć lat temu, po śmierci rodziców. Umarli jedno po drugim. Ojciec miał 92 lata. Urodziłem się, jak miał 52 lata. Jak sobie teraz o tym pomyślę... Był starszy ode mnie i zaczynał nowe życie z małym dzieckiem! Póki żyją rodzice, nie myślimy o przemijaniu, bo ciągle jesteśmy dziećmi. Po ich śmierci zaczynamy zdawać sobie sprawę, że teraz czas na nas.

- 50. urodziny są dla Pana cezurą ?

- Nie chciałbym tak myśleć. Mogą być, ale nie muszą. To sprawa umowna. Czy 50. urodziny są ważniejsze niż 51.? Jedno jest pewne: każdego dnia jesteśmy wszyscy o jeden dzień starsi. Dla mnie w życiu ważny jest każdy dzień i każdy jest przełomowy: w graniu na fortepianie, w rozwoju umysłu, w dbaniu o ciało.

- Uprawia Pan sport?

- Chodzę na siłownię. Chcę mieć więcej mięśni. Zdaję sobie sprawę, że im jestem starszy, tym moje ciało nie chce robić wszystkiego tego, co chce głowa. Dlatego trenuję i nie czuję się na 50 lat.

- A na ile?

- Na 45, a może nawet 40. Dziś czuję się o wiele młodszy niż pięć lat temu. Mam spokój, mogę się wyciszyć. Moje dzieci są już prawie dorosłe. Mam więcej czasu dla siebie. Czuję się spełniony. Mogę się zastanowić, co jest dla mnie ważne w życiu.

- Co jest ważne?

- Spokój, stabilizacja, harmonia. To jest podstawa, by tworzyć w życiu coś ważnego, ale tylko mojego. Byłem kiedyś w Japonii i widziałem o godz. 7 rano na ulicy tysiące mężczyzn, w białych koszulach i ciemnych garniturach, idących takim samym krokiem, w tę samą stronę. Jak roboty. Było mi bardzo żal, że oni muszą tak żyć. Dla mnie ważna jest indywidualność, by każdy znalazł, co może od siebie dać światu. Nie zawsze tak potrafiłem myśleć. Miałem bardzo burzliwe życie. Brakowało mi oparcia. Pochodzę z Kalifornii, ale mieszkałem w różnych miejscach świata. Nie wiedziałem, gdzie przynależę, nie miałem przyjaciół, bo ciągle byłem w podróży, czułem się jakby bez korzeni. Tu w Polsce odnalazłem swój dom, swoje miejsce na ziemi. Kraków stał się moją małą ojczyzną z wyboru. Kupiłem mieszkanie w centrum i tu wracam z podróży koncertowych, tu się dobrze czuję. Mam poczucie, że należę do społeczności polskiej, że jestem jednym z was.
- Z okna ma Pan widok na Planty, obok Kleparz.

- Uwielbiam to miejsce. Na Kleparzu można wszystko kupić. To ważne, bo lubię gotować . To ciasto czekoladowe też upiekłem. Smakuje pani?

- Bardzo... Po raz pierwszy do Polski trafił Pan jako 17-letni chłopak.

-Przyjechałem do Krakowa z mamą. To był 1980 rok. Trwały strajki, do głosu doszła "Solidarność". Byłem tu tylko pięć miesięcy, ale dziś już wiem, że był to najważniejszy czas w moim życiu. Widziałem cierpienie, ale też jednoczących się ludzi wobec idei, rodzącą się wspólnotę. Było to dla mnie tak piękne wspomnienie, że później bardzo tęskniłem za Polską, marzyłem, aby tu wrócić. W Ameryce tego nie ma. Tam życie jest proste i wygodne. W Polsce nie. Miałem szczęście, że mogłem tu wracać, że mogłem tu często grać. Po Konkursie Chopinowskim...

- ...który Pan wygrał w 1990 roku...

- ...co roku przyjeżdżałem do Polski na koncerty. Ale to już była inna Polska, lecz równie dla mnie piękna. Nauczyłem się przede wszystkim, że nie lodówka, zamrażarka czy pralka są istotne w życiu. Można żyć bez tych przedmiotów i to całkiem dobrze. Była to dla mnie bardzo ważna lekcja życia. Istotne jest, by być, przeżywać, a nie jedynie mieć.

- Jakie obrazy z roku 1980 z Krakowa Pan pamięta przede wszystkim?

- Nie pamiętam, gdzie mieszkałem. Właściwie mógłbym to sprawdzić, bo zarówno mama, jak i ja prowadziliśmy w tamtym czasie dzienniki. Muszę je odszukać... Wiem jedynie, że było to osiedle, do którego dojeżdżał autobus z dworca PKP. Tam był pierwszy przystanek. Do dziś mam w oczach tłum stojący na przystanku i walkę ludzi, by wsiąść do autobusu. Wynajmowaliśmy pokój przy rodzinie. Było to małżeństwo z córką i psem. Nie wiem, czym się zajmowali. Dziwiło mnie, że on, chyba miał na imię Stanisław, potrafił pić wódkę szklankami jak wodę. Mieszkanie było dwupokojowe. W jednym pokoju mieszkali nasi gospodarze, w drugim ja z mamą. Ich córka z psem spała w kuchni. Pamiętam też bary mleczne i stoliki, do których nieznani ludzie się dosiadywali. W Ameryce nie do pomyślenia. Tak jeszcze trochę jest "U Stasi".

- Jada Pan tam?

- Do dziś. Pamiętam mamę, która godzinami stała w kolejkach do sklepów, choć nie mieliśmy kartek na mięso. Jadaliśmy głównie ziemniaki z kapustą. Pamiętam też specyficzny zapach Krakowa: dym z pieców. Gdy przyjeżdżam i czuję zapach spalonego węgla, wiem, że jestem w Krakowie.

- W roku 1980 uczył się pan u prof. Ludwika Stefańskiego.

- Wspominam te lekcje jako coś niezwykłego. Całe dnie spędzałem u niego w mieszkaniu przy ul. Gancarskiej. To profesor mnie ukształtował jako pianistę. Zwrócił mi uwagę, że trzeba być uczciwym wobec kompozytora, jego muzyki i wobec siebie. Nie znosił, by robić coś jedynie dla efektu.

- Co podoba się Panu w nas, Polakach, a czego nie może Pan znieść?

- Nie chciałbym w ten sposób analizować, bo każdy naród ma swoje wady i zalety. Tradycja, jaką odnalazłem w Polsce, jest dla mnie piękna. Tego nie ma w Kalifornii. Ale tradycja może być też blokadą, może uniemożliwiać normalne życie. Ważne, by będąc zakorzenionym w tradycji ,można było budować nowy świat.
- Brzmi Pan bardzo filozoficznie.

- Interesuję się filozofią. Mam wiele książek z tej dziedziny.

- Znalazł Pan może odpowiedź na pytanie o sens życia?

- Ciagle go szukam, choć wiem, że raczej nie znajdę.

- Po co pojawił się Pan na świecie?

- Aby spełnić misję. Gdy miałem 20 lat, spędziłem półtora roku na ulicy w Wiedniu. Byłem misjonarzem Kościoła mormonów. Wtedy mama powiedziała mi: "Kevin jesteś pianistą, masz inną misję do spełnienia". Zrozumiałem. Dziś z tym Kościołem nie mam nic wspólnego.

- Jest Pan szczęśliwy?

- Tak, bo mam szczęście w życiu: jestem zdrowy, mam stabilizację, piękne dzieci i mam muzykę. Nie narzekam.

CV

KEVIN KENNER, amerykański pianista, m.in. zwycięzca XII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina i zdobywca brązowego medalu na Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym im. Piotra Czajkowskiego w Moskwie. Został wyróżniony także International Terence Judd Award (Londyn, 1990), na van Cliburn International Piano Competition (Fort Worth, 1989) czy Gina Bachauer International Competition (Salt Lake City, 1988). Od lat występuje jako solista z doskonałymi orkiestrami europejskimi, jak Halle Orchestra, BBC Symphony Orchestra, Belgian Radio and Television Philharmonic Brussels, Oslo Philharmonic, NHK Symphony of Japan. Koncertuje również w USA z najważniejszymi orkiestrami z San Francisco, San Diego, Salt Lake City, Kansas City, New Jersey, Rochester, Baltimore, St. Paul i wieloma innymi. W 2010 roku zasiadał w juryXVI Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie