Kiedy sędzia chce być gwiazdą, sprawiedliwość traci swoją moc

Rozmawia Marcin BanasikZaktualizowano 
Andrzej Banaś
9 miesięcy i 11 dni - tyle sędzia Dariusz Mazur zastanawiał się, czy wydać Romana Polańskiego Amerykanom. Dziś, po raz pierwszy, zdradza kulisy sprawy, która zbiegła się z kampanią wyborczą. Zbigniew Ziobro publicznie nawoływał wtedy do ekstradycji. - Nie miał do tego podstaw - twierdzi Mazur

[b]- Roman Polański odbył łącznie 353 dni kary, w tym większość w warunkach aresztu domowego. Czy uważa Pan, że to sprawiedliwa kara za gwałt na dziecku?[/b]
- To osiem razy więcej, niż zakładała pierwotna ugoda z sądem i cztery razy więcej niż druga, bezprawnie narzucona przez sąd ugoda. Ponadto oskarżony pogodził się ze swoją ofiarą. Sprawa ta ma wpływ na życie i karierę zawodową poszukiwanego do dziś, między innymi poprzez banicję zawodową, na jaką został skazany reżyser. Uważam, że wobec takich okoliczności dolegliwość, jaką poniósł reżyser w związku z toczącym się przeciwko niemu postępowaniem, jest sprawiedliwa.

- Zapytam tak jak Pan w ustnym uzasadnieniu decyzji o niedopuszczalności ekstradycji. O co chodzi Amerykanom?
- Można tylko domniemywać na podstawie okoliczności sprawy. Przez 27 lat Polański prawie nie był poszukiwany. Kiedy pojawiał się na festiwalach filmowych, władze amerykańskie występowały z zapytaniem, czy jest szansa, żeby go im przekazać. Przeglądy trwają kilka dni, więc zanim dostali odpowiedź, reżysera już tam nie było. Rzeczywiste ściganie Polańskiego zaczęło się w październiku 2005 roku, kiedy zwrócono się do Interpolu o zamieszczenie międzynarodowego listu gończego.

- Dlaczego akurat wtedy?
- W tym samym roku na wiosnę zaczęło się kręcenie filmu „Ścigany i pożądany”. Przeprowadzono wywiady z dwoma prokuratorami, zaangażowanymi w tę sprawę w 1977 roku i później. Ich treść wskazywała na nieprawidłowości w postępowaniu sądowym. Każdy sam może ocenić, czy miało to wpływ na to, że akurat kilka miesięcy później rozpoczęto realne poszukiwania Polańskiego.

- Film pokazywał nieudolność amerykańskiego sądownictwa?
- W wywiadach była mowa o rażących błędach, jakich dopuszczono się w postępowaniu. Sędzia Laurence Rittenband najpierw sam zaproponował ugodę z Polańskim, według której obserwacja diagnostyczna w zakładzie karnym w Chino miała stanowić całą karę. Wycofał się z tej ugody dzień przed ogłoszeniem wyroku, gdzie jedynym powodem było to, że w październiku 1977 w prasie ukazało się zdjęcie Polańskiego w towarzystwie kobiet na festiwalu Oktoberfest. Sędzia uznał, że reżyser kpi z niego. Rittenband zwołał następnie posiedzenie, które było punktem zwrotnym w tej sprawie. Zachowała się z niego tylko notatka, z której wynika, że sąd uznał obecność reżysera na festiwalu jednak za usprawiedliwioną. Mimo to sędzia w przeddzień ogłoszenia wyroku wycofał się z ugody, twierdząc, że nie podoba mu się treść raportu z zakładu w Chino, a także to, że stał się przedmiotem krytyki.

- Chodziło mu o to zdjęcie?
- Nie sprecyzował, o jaką krytykę mu chodziło. Można się jednak domyślać, że miał na myśli artykuł ze zdjęciem. Wygląda na to, że sędzia kierował się tym, by jak najlepiej wypaść w mediach. Zaproponował też nowe warunki ugody, według których miałby ogłosić nowy wyrok pozbawienia wolności do 50 lat. Obiecał jednak, że zwolni go po 48 dniach, pod warunkiem że o treści nowej ugody nie dowiedzą się media. Dodał, że zależy mu na tym, żeby do mediów trafiła informacja, że to on skazuje słynnego reżysera na bezterminową karę więzienia. W tej sprawie w amerykańskim wymiarze sprawiedliwości nie działo się dobrze.

- Sędzia Rittenband zmarł w 1993 r. Była szansa na rzetelny proces z innym sędzią?
- Były dyrektor informacji prasowej sądu w Los Angeles, kiedy przeszedł na emeryturę, ujawnił, że w 2008 r. sędzia miał taki plan, że uzna skuteczność zawartej umowy i to, że kara jest już odbyta, ale zanim tę kwestię rozstrzygnie, przez kilka tygodni potrzyma w areszcie reżysera, żeby skruszał. Dla mnie taka wypowiedź jest nie do przyjęcia. Skoro kara jest odbyta, to wysyłanie 82-latka do aresztu tylko po to, „żeby skruszał”, jest łamaniem prawa.

- Po Pańskiej decyzji w świat poszła informacja, że Polański znów uciekł przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.
- Myślę, że w tej sprawie trzeba zwrócić uwagę na to, że nie należy ulegać stereotypom. Z jednej strony większości ludzi trudno jest sobie wyobrazić, że osoba, która osiągnęła życiowy sukces, może dopuścić się gwałtu na dziecku. Niektórzy tłumaczą to sobie na przykład tym, że Polański nie wiedział, ile lat ma ofiara lub że wyglądała na starszą. Ten stereotyp jednak upada, ponieważ poszukiwany wiedział, ile lat ma dziewczyna i jakiego czynu się dopuścił. Drugi stereotyp jest taki, że Stany Zjednoczone to państwo, gdzie zasady przestrzegania praworządności są wysoko postawione, o czym świadczy choćby fakt, że tam uchwalono pierwszą na świecie konstytucję. Sędzia Rittenband pokazał, że nie zawsze tak jest. Na dowód tego można przytoczyć słowa prokuratora Gunsona, który, mimo że chciał dla Polańskiego wysokiej kary, po złamaniu przez sędziego warunków ugody, przyznał, że na miejscu Polańskiego też uciekłby z USA. Sędzia użył szantażu, zmieniając warunki ugody w ostatniej chwili. Następnie zwołał konferencję prasową, na której informował dziennikarzy o swoich potencjalnych, przyszłych decyzjach. U nas jest to niewyobrażalne, żeby sędzia przed wyrokiem mówił prasie, jak ten wyrok ma wyglądać. Decydując o dopuszczalności ekstradycji, musiałbym zgodzić się na łamanie podstawowych zasad postępowania sądowego. Na to mojej zgody nie ma.
- Decyzja zbiegła się ze zmianą władzy. Tuż przed jej wydaniem Zbigniew Ziobro stwierdził, że brak zgody na ekstradycję Polańskiego byłby przyznaniem, że są osoby równe i równiejsze wobec prawa.
- Materiał dowodowy sprawy jest, jaki jest i nic tego nie zmieni. Z punktu widzenia niezawisłego sądu nie ma żadnego znaczenia, co na ten temat uważa minister sprawiedliwości. Od uprawomocnienia się tej decyzji w ciągu sześciu miesięcy może zostać złożona kasacja, w tym również przez prokuratora generalnego. Nie uważam, żeby było mądre, aby ktoś, kto pełni określoną funkcję, a nie zna akt sprawy, wypowiadał się na temat tego, co należy zrobić. Taka osoba zwyczajnie nie ma podstaw, żeby się wypowiadać. Tym bardziej nie powinien tego robić wykwalifikowany prawnik.

- Nie zdziwił Pana brak odwołania prokuratury od pańskiej decyzji?
- Zrobiłem swoje najlepiej, jak umiałem. Wydaje mi się, że dokonałem dogłębnej analizy tej sprawy. To nie jest tak, że oni nie odwołali się na zasadzie „nie, bo nie”. Na stronie prokuratury jest oświadczenie, w którym obszernie wyjaśniają powody takiej decyzji. Wynika z niego, że dokładnie przeanalizowali moje uzasadnienie. Myślę, że to jest decyzja przemyślana, niepodyktowana chwilową emocją. Nie jest to częste, żeby prokuratura się nie odwoływała, ale takie sytuacje się zdarzają.

- 230 stron uzasadnienia decyzji o niedopuszczalności ekstradycji Polańskiego to wciągająca lektura o Polańskim?
- Dla przeciętnego czytelnika byłaby to najbardziej nudna książka o tym reżyserze. Interesująca może być jedynie dla prawników.

- Co Pan poczuł, kiedy dowiedział się, że poprowadzi sprawę słynnego reżysera?
- W tym czasie pisałem uzasadnienie wyroku w sprawie obozów pracy we Włoszech. O jej rozmiarze świadczy 360 tomów akt. Uzasadnienie zajęło mi 2850 stron. Liczbę nocy, których nie zarwałem przez półtora roku pisania uzasadnienia, można policzyć na palcach jednej ręki. Po zakończeniu takiej sprawy mało co może człowieka zaskoczyć.

- Podczas przesłuchania Romana Polańskiego spędził Pan z nim 9 godzin na sali sądowej. Jakie wywarł na Panu wrażenie?
-Jeżeli przesłuchujemy osoby od 70 lat wzwyż, to zawsze stawiamy stołek, żeby taka osoba mogła sobie usiąść. Zaskoczeniem było dla mnie to, że 82-letni Roman Polański nie zgodził się, żeby usiąść podczas przesłuchania. Nie zachowywał się jak gwiazda tylko jak każda osoba wezwana na przesłuchanie. Mówił w sposób bardzo rzeczowy. Autografów też nie było.

-Zna Pan życiorys Polańskiego?
-W aktach sprawy jest opinia kuratora sądowego, zawierająca obszerny opis życia reżysera. Można by nim obdzielić kilku ludzi. Jest w nim wiele traumatycznych przeżyć. Trzeba być silnym człowiekiem, żeby coś takiego przeżyć, nie mówiąc już o tym, żeby w wieku 82 lat zachować tak niesamowitą sprawność umysłu. Dla mnie było to najdłuższe przesłuchanie w życiu i najbardziej męczące. To duży wyczyn złożyć w tym wieku tak obszerne zeznania, bez żadnego podpierania się notatkami.

- Jak by Pan wytłumaczył przeciętnemu Kowalskiemu, dlaczego nie oddał Pan Polańskiego w ręce Amerykanów?
- Zawarł skuteczną ugodę z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, według której wymierzono mu karę. Nie zrobił nic, żeby tę ugodę naruszyć. Odbył karę. Natomiast sędzia bezpodstawnie wycofał się z tej ugody. Dalszym etapem postępowania, jakie toczyłoby się w USA, w razie jego wydania, miałoby być wyjaśnienie, że ugoda została zawarta, a kara odbyta. Czy w takim celu można kogoś pozbawić wolności? Na zdrowy rozum jest to rzecz niedopuszczalna. Na takiej zasadzie każdego można pozbawić wolności.

***

Dariusz Mazur, przewodniczący wydziału III karnego w Sądzie Okręgowym w Krakowie. Ma doświadczenie w sprawach ekstradycyjnych. W 2009 roku rozpatrywał pierwszy w naszym kraju wniosek o wydanie polskiego obywatela do USA. W 2007 roku na jego wokandę trafiła sprawa obozów pracy we Włoszech. Także jemu przypadł głośny proces Mariusza F. - mężczyzny, który zabił Portugalczyka Pedra F., prezesa międzynarodowego koncernu i kochanka swojej żony. Sędzia Mazur biegle włada angielskim. Dokumenty ws. Polańskiego przesłane od Amerykanów czytał w oryginale, zanim dostał tłumaczenia

Roman Polański w 1977 roku został zaocznie uznany przez sąd w Los Angeles za winnego uprawiania seksu z nieletnią. Polański przyznawał, że doszło do seksu, ale odbyło się to za przyzwoleniem dziewczyny. Amerykańskie prawo seks z nieletnią uznaje za gwałt. Przed ogłoszeniem wyroku reżyser potajemnie opuścił USA, obawiając się, że sędzia nie dotrzyma warunków zawartej z nim ugody. Polański mieszka obecnie we Francji ze swoją żoną.

polecane: Flesz: otyłość zabija Polaków, problem rośnie i dotyczy nastolatków

Wideo

Materiał oryginalny: Kiedy sędzia chce być gwiazdą, sprawiedliwość traci swoją moc - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3