Kiedy skończy się pandemia? „Wątpię, czy będzie to możliwe w tym roku”

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS
Prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS Łukasz Kaczanowski
– Wydaje mi się, że obowiązujące obecnie obostrzenia powinny być wydłużone do końca kwietnia. Tym bardziej, że nic nie wskazuje na to, aby w ciągu tygodnia sytuacja uspokoiła się na tyle, aby odmrażać jakieś branże – wyjaśnia prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS.

Mamy rekord zgonów. W czwartek dowiedzieliśmy się o 954 ofiarach koronawirusa w Polsce. To tragiczne informacje po dosyć łagodnym początku tygodnia.
Ta liczba była spodziewana, tylko nie myślałam, że tak szybko. Widać wyraźnie, że tendencja spadkowa obserwowana w okolicy świąt, nie była absolutnie wiarygodna, gdyż w okresie świątecznym była mniejsza dostępność do punktów wymazowych, mniejsza liczba skierowań i wykonanych testów, a potencjalni pacjenci nie zainteresowani diagnostyką ze względu na chęć spędzenia świąt z rodziną. Bardzo niepokojący jest ten gwałtowny wzrost śmiertelności, chociaż rządzący twierdzą, że miało na to wpływ nagromadzenie się dokumentów z okresu około świątecznego. Będziemy pilnie obserwować dobowe statystyki zakażeń, bo to one pokażą nam, czy mamy do czynienia ze stabilizacją zakażeń, czy z tendencją spadkową.

W jakim momencie pandemii obecnie się znajdujemy?
Dopiero kolejne dni pokażą, w jakim momencie epidemii rzeczywiście jesteśmy. Biorąc pod uwagę analizy matematyczne, powoli możemy przygotowywać się do spadku liczby zakażeń. Trudno jednak wskazać, kiedy to dokładnie nastąpi. Według modeli, w okolicach majówki poziom zakażeń może wynosić kilkanaście tysięcy, a w czerwcu – około 5 tysięcy. Lato zapowiada się dość optymistycznie w świetle najnowszych doniesień, które mówią, że koronawirus dość szybko traci swoją aktywność pod wpływem promieni słonecznych. Dzisiaj mój niepokój budzi zdecydowanie mniejsza dostępność do opieki medycznej oraz zmniejszona baza łóżek dla innych chorych (tj. pacjentów niecovidowych). Odwoływane są zabiegi planowane, gdyż wszystkie siły skierowano na opiekę nad osobami chorymi na COVID-19.

Zapadła decyzja o przedłużeniu obostrzeń co najmniej do 18 kwietnia. To słuszny krok?
W moim odczuciu jest to trochę niezrozumiałe dlaczego obostrzenia przedłużono na tak krótki okres czasu, czyli tydzień. Wydaje mi się, że aktualne zasady powinny być wydłużone do końca kwietnia. Tym bardziej, że nic nie wskazuje na to, aby w ciągu tygodnia sytuacja uspokoiła się na tyle, aby odmrażać jakieś branże. Dałoby nam to czas na obserwację, czy ilość zakażeń rzeczywiście się stabilizuje czy spada. Informacja z wyprzedzeniem o przedłużeniu ograniczeń, np. do końca kwietnia, pozwoliłaby przedsiębiorcom czy rodzicom na odpowiednie zorganizowanie pracy. Polemizowałabym dzisiaj jedynie z dalszym zamknięciem żłobków i przedszkoli dlatego, że sytuacja ta jest bardzo dużym obciążeniem dla aktywnie pracujących rodziców. Wszystkie badania wskazują, że dzieci w tym wieku nie są znaczącym źródłem transmisji koronawirusa. Dlatego uważam, że żłobki i przedszkola jak najszybciej powinny zostać otwarte.

Czy tempo szczepień jest zadowalające? Na jakie nowe szczepionki możemy wkrótce jeszcze liczyć?
Uważam, że tempo jest całkiem dobre dzięki zaangażowaniu wielu osób. Co więcej, może jeszcze ono ulec przyspieszeniu ze względu na zapowiedź dużych partii szczepionek, stworzeniu nowych punktów szczepień oraz dołączeniu nowych osób kwalifikujących do szczepień. Do tego coraz mniej osób jest przeciwnych szczepieniom. Wachlarz szczepionek może być wkrótce poszerzony o nowe produkty. W tej chwili na ocenę Europejskiej Agencji Leków czekają trzy różne, dwudawkowe szczepionki: Novavax z USA (proteinowa), niemieckiej firmy CureVac (mRNA) oraz rosyjska Sputnik (wektorowa). Co do tej ostatniej, to pojawiły się zastrzeżenia ujawnione przez słowacką prasę, dotyczące różnic pomiędzy dostarczonymi do Słowacji preparatami a tymi, które zostały opisane na łamach The Lancet.

Przed nami wakacje, w tym kontekście pojawia się temat tzw. paszportów covidowych. Przez wiele osób traktowane jest to jako dyskryminacja, bo nie każdy chętny zdąży się zaszczepić do wakacji ze względu na oczekiwanie na termin.
Też mam w tej sprawie ambiwalentne odczucia. Plusem jest to, że dwukrotnie zaszczepione osoby swobodnie będą mogły poruszać się po świecie. Zyskają również kraje turystyczne, bo ich gospodarka ma szanse podnieść się po kryzysie. Są też minusy, bo część osób ma na przykład przeciwskazania medyczne do zaszczepienia. Tym samym ta grupa zostanie pozbawiona "paszportu zdrowotnego" i możliwości swobodnego podróżowania. Szczepionka nie jest obowiązkowa, a dobrowolna, jednak pamiętajmy, że osoby niezaszczepione mogą stanowić potencjalne źródło zakażeń i transmisji wirusa. Biorąc pod uwagę plusy i minusy tego rozwiązania jednak skłaniam się ku wprowadzeniu tego typu dokumentu.

W internecie aż huczy od wypowiedzi antyszczepionkowców w kontekście śmierci Krzysztofa Krawczyka, który był już zaszczepiony, a zachorował na covid i z tego powodu zmarł. Jak się Pani do tego odniesie?
Niestety, żadna szczepionka nie daje nieśmiertelności. Do tego zdarzają się przypadki, kiedy tuż po zaszczepieniu dana osoba zachoruje. To świadczy o tym, że musiała się zakazić wcześniej lub tuż po podaniu szczepionki, kiedy jeszcze odporność nie miała czasu się wykształcić. Musimy też ciągle pamiętać, że Covid-19 jest niezwykle groźną chorobą i istnieje wiele czynników ryzyka jej bardzo ciężkiego przebiegu, np. problemy sercowo-naczyniowe, cukrzyca czy otyłość. Mogą one źle rokować na rozwój choroby niezależnie czy dana osoba się niedawno zaszczepiła. Ponadto, każdy z nas ma swoją, indywidualną "osobowość" układu immunologicznego – jedna osoba wspaniale odpowie na szczepionkę, u innej ta reakcja może być słabsza, a nawet w ogóle nie wystąpić. Dzieje się tak w przypadku właściwie wszystkich szczepionek, np. 20 proc. osób nie odpowiada prawidłowo na szczepionkę przeciwko WZW typu B. Zaś skuteczność wakcyn przeciwgrypowych kształtuje się na poziomie ok. 40-60 proc.

Minął rok pandemii. Jak idą pracę nad wynalezieniem skutecznego leku na koronawirusa?
Na początku WHO zalecało stosowanie leków, które są już znane i dostępne w medycynie. Dlatego przez Europejską Agencję Leków rekomendowany jest jeden tylko lek przeciwko koronawirusowi – remdesivir. Obecnie bardzo intensywnie bada się zarówno leki już dopuszczone do użycia, jak i nowe preparaty. Niestety, wynalezienia leku od zera nie da się przyspieszyć. Trzeba poznać bardzo dobrze biologię wirusa, znaleźć jego piętę achillesową i szukać czegoś, co zahamuje jego namnażanie w organizmie. Takim lekiem może okazać się znana od stu lat akryflawina, która stosowana jest w niektórych krajach doustnie, m.in. w leczeniu zakażenia układu moczowego. Nad tym projektem czuwa prof. Krzysztof Pyrć z Małopolskiego Centrum Biotechnologii, który udowodnił już w badaniach in vitro, że hamuje ona białko umożliwiające namnażanie się koronawirusa. W każdym takim przypadku naukowcy muszą zbadać czy potencjalny lek na koronawirusa może mieć jakieś poważne działania uboczne, ponieważ wszystko musi odbyć się zgodnie z zasadami bezpieczeństwa.

Wiemy też, że pani pracuje nad poszukiwaniem leku na koronawirusa. Jak idą postępy?
Czekają na mnie substancje, które będę badać pod kątem aktywności przeciwwirusowej. Na razie nie chciałabym ujawniać ich nazw, ale są to nowe związki, które mają już udowodnioną przeze mnie aktywność biologiczną, w tym przeciwnowotworową, a zostały zsyntetyzowane przez prof. Agnieszkę Wojciechowską na Wydziale Chemicznym Politechniki Wrocławskiej. Poza tym wspólnie z kolegą z Wydziału Chemii UMCS złożyliśmy międzynarodowy projekt nad opracowaniem i zastosowaniem nowego materiału o właściwościach przeciwwirusowych i przeciwbakteryjnych, który mógłby służyć do produkcji maseczek lub środków ochrony indywidualnej.

Ostatnio pojawił się raport WHO na temat pochodzenia SARS-CoV-2. Wiemy coś więcej?
Pierwszy przypadek zakażenia koronawirusem został zgłoszony przez Chiny 31 grudnia 2019 roku. Jednak takie zachorowania z pewnością musiały pojawić się już wcześniej, a przypadkowo odkryto je na targu w Wuhan. Niedawno pojawiły się wyniki badań grupy badawczej z Harvardu, która przedstawiła zdjęcia satelitarne z parkingów samochodowych przy sześciu największych szpitalach w Wuhan z września 2018 i 2019 roku. Poprzez porównanie okazało się, że parkingi w 2019 roku były praktycznie szczelnie wypełnione. Ponadto, naukowcy przeanalizowali również słowa, które były najczęściej wyszukiwane w internecie w Chinach. Okazuje się, że od końca sierpnia’19 wzrastała liczba takich fraz jak „biegunka”, „objawy zapalenia płuc”. Stąd można domniemywać, że nietypowe objawy zakażenia nowym wirusem odnotowywano tam już wcześniej. Uważam, że bardzo ciężko będzie poznać prawdziwą historię transmisji SARS-CoV-2 na człowieka. Badania wykazały, że ludzki wirus SARS-CoV-2 różni się w 5 procentach od tego, którego stwierdzono u nietoperzy. 5 proc. to dla ewolucji całe wieki. Co potwierdza tylko, że w przeniesieniu wirusa na człowieka musiał uczestniczyć jakiś gospodarz pośredni. Nie jest to żadnym zaskoczeniem, gdyż w przypadku innych ludzkich koronawirusów tak się właśnie stało. Jednym z "podejrzanych" zwierząt są pangoliny, do których nowy wirus mógł dotrzeć poprzez kontakt ze śliną lub moczem nietoperzy, np. w wyniku spożycia przez łuskowca (lub innego zwierzęcia) nadgryzionego przez nietoperza owocu. Następnie, po adaptacji wirusa do gospodarza zwierzęcego możliwe było jego "przeskoczenie" na człowieka, o ile doszło do bliskiego z nim kontaktu. Jest to bardzo prawdopodobne właśnie w Chinach ze względu na upodobania kulinarne i wykorzystywanie zwierząt w medycynie ludowej.

Kiedy będziemy mogli otworzyć korki od szampana z okazji zakończenia pandemii?
Wątpię, czy będzie to możliwe w tym roku. Dużo zależy od sukcesu programu szczepień, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Jeśli pozostaną kraje, w których wirus nadal będzie dominował, to stworzy to kolejne okazje do uwalniania się nowych wariantów, być może opornych na szczepionki. Konieczna będzie wówczas kontynuacja walki z koronawirusem. Obserwując przebieg pandemii mam wrażenie, że jesteśmy cały czas krok za wirusem. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć kierunku jego zmian. Znana nam obecnie ilość wariantów wirusa to czubek góry lodowej, bo odkrywane są tylko te, które zaczynają dominować. To wszystko powoduje, że termin odwołania pandemii przez WHO może się oddalić.

Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć jako społeczeństwo po tym trudnym roku?
W obliczu nawału informacji, a często dezinformacji, przede wszystkim powinniśmy ufać specjalistom i lekarzom. Do tego idealnie byłoby, gdyby nasze społeczeństwo w wysokim stopniu ufało rządzącym, jak w Szwecji, gdzie ludzie i eksperci nie podważają decyzji rządowych. Życzyłabym sobie jako wirusolog, żebyśmy mieli wysoką odpowiedzialność i solidarność społeczną, cechowali się większą empatią i mniejszym egoizmem. Abyśmy uważniej przyglądali się ofiarnej pracy lekarzy ratujących nasze zdrowie i życie.

W tym stuleciu czekają nas jeszcze podobne epidemie?
Niestety, wszystko na to wskazuje, że przyroda nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Właściwe jest stwierdzenie nie czy, tylko kiedy pojawi się nowa pandemia. Jest naprawdę wiele zagrożeń sprzyjających pojawieniu się nowych wirusów u ludzi, z których najważniejszym jest sam człowiek. To np. zmiany klimatyczne i ocieplenie, które powodują, że choroby tropikalne nagle pojawiają się w strefie umiarkowanej. W basenie Morza Śródziemnego już spotyka się gatunki komarów, które przenoszą wirusy denga, Zika czy żółtą gorączkę. Dlatego w przyszłości mogą być także popularne w Europie. Zanieczyszczenie powietrza z kolei wpływa na nasze zdrowie i osłabienie układu odpornościowego, a dobrym przykładem takich zależności jest Śląsk. Z innych czynników należy wymienić stale wzrastające zaludnienie i zagęszczenie populacji człowieka, szczególnie w rejonie południowo-wschodniej Azji. Fakt ten oraz bliskie kontakty ze zwierzętami, zwłaszcza w Chinach, stwarza doskonałe warunki do pojawienia się nowych wirusów wśród ludzi i sprawne ich przemieszczanie. Natomiast rabunkowa gospodarka leśna powoduje wtargnięcie człowieka na tereny zamieszkiwane dotąd przez nietoperze czy gryzonie, znane rezerwuary groźnych wirusów, jak Ebola, Marburg, Nipah czy hantawirusy. Zdaniem naukowców, cały czas istnieje groźba wybuchu kolejnej epidemii wywołanej wirusem pochodzącym od zwierząt. Dlatego tak ważne jest nie tyle wydawanie pieniędzy na walkę z aktualna pandemią, ale działania długofalowe i przygotowanie się na przyszłe zagrożenia. Lepsze inwestycje w ochronę zdrowia i monitorowania środowiska na wypadek pojawienia się potencjalnego niebezpieczeństwa. Jednak wszelkie próby polepszenia sytuacji zdrowotnej na świecie będą skazane na porażkę, dopóki człowiek nie zacznie skuteczniej działać na rzecz ochrony klimatu oraz zwierząt.

Czym jest Fundusz Odbudowy i Krajowy Plan Odbudowy?

Wideo

Materiał oryginalny: Kiedy skończy się pandemia? „Wątpię, czy będzie to możliwe w tym roku” - Kurier Lubelski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie