Kipi kasza. O jedno słówko za dużo

Dariusz Wieromiejczyk
Ciekawa przygoda przydarzyła się w ubiegłym tygodniu pewnej brytyjskiej pielęgniarce. 46-letnia Miranda Hughes wzięła udział w programie publicystycznym telewizji Channel 5 i w czasie ożywionej dyskusji pozwoliła sobie oświadczyć, że „wyborcy partii konserwatywnej nie powinni być reanimowani w ośrodkach publicznej służby zdrowia (NHS)”. Wypowiedź ta odnosiła się do zapowiadanych przez konserwatystów cięć w finansowaniu opieki zdrowotnej, które wzbudzają wśród Brytyjczyków ogromne kontrowersje.

Na rezultaty swojego występu pani Miranda nie musiała długo czekać. Choć zatrudniona była na stanowisku administracyjnym w prywatnej firmie medycznej, pracę straciła już następnego dnia. Zatrudniająca ją klinika rehabilitacyjna ogłosiła niezwłocznie, że nie odpowiada za prywatne opinie swojej byłej już pracowniczki, ta zaś kajała się w wywiadach prasowych, przepraszając za bezmyślne gadulstwo i brak kontroli nad emocjami.

Decyzje byłego już pracodawcy uznała za słuszną, komplementując firmę jako etyczną i robiącą „wspaniałe rzeczy”. Trzeba przyznać, że nie miała w tym wypadku wielkiego wyboru. Brytyjskie media jednogłośnie uznały ją za „potwora”, a większość autorytetów medycznych domagała się nie tylko zwolnienia pani Mirandy, ale i odebrania jej prawa wykonywania zawodu, w którym przepracowała dotychczas ponad dwadzieścia lat. Pozbawionej zasad etycznych pielęgniarki nie bronił w mediach prawie nikt. Szybko też ogłosiła ona, że w przyszłości nie zamierza już podejmować jakiejkolwiek pracy związanej z ochroną zdrowia.

Historia ta przypomniała mi niedawne wypowiedzi polskich profesorów medycyny, że osoby niezaszczepione powinny stracić prawo do publicznej opieki medycznej w wypadku zachorowania na niezwykle groźną chorobę pamiętaną dziś, coraz słabiej, pod nazwą Covid 19. Znani i pełniący eksponowane funkcje lekarze grozili przeciwnikom szczepień, obywatelom tego samego państwa, płacącym wszystkie wymagane składki zdrowotne, pozbawieniem ich prawa do opieki medycznej i domagali się obciążania ich wielotysięcznymi rachunkami w razie ewentualnej hospitalizacji.

Naszym „gorącym głowom” w białych kitlach nigdy nie groziła za takie wypowiedzi żadna odpowiedzialność. Przeciwnie, zarówno politycy, jak i media tłumaczyli ich groźby potrzebą chwili. Trzeba przyznać, że choć „poprawność polityczna” nieźle namieszała już Brytyjczykom w głowach, to zarówno wypowiadane publicznie słowa, jak i obowiązki państwa wobec swoich obywateli nadal traktują oni poważnie. Nie o wszystkich Europejczykach można to niestety powiedzieć.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Nocna bitwa nad Dnieprem. Batalion Terror stoczył bój z Rosjanami

Materiał oryginalny: Kipi kasza. O jedno słówko za dużo - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Tak, to celny komentarz. Myślę bardzo podobnie.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie