Kipi kasza. Szpieg, który skończył imperium

Dariusz Wieromiejczyk
Udostępnij:
25 maja 1913 roku, o godzinie drugiej w nocy, gości wiedeńskiego hotelu Klomser obudził pojedynczy rewolwerowy wystrzał. Wystrzałem tym odebrał sobie życie pułkownik Alfred Redl, wieloletni szef austro-węgierskiego kontrwywiadu.

Alfred Redl urodził się we Lwowie, jako jedno z czternastu dzieci urzędnika kolejowego, Franciszka Redla, który uwieńczył karierę jako naczelnik lwowskiego dworca kolejowego. Alfred Redl był z pochodzenia Rusinem (jak w monarchii Habsburgów nazywano wtedy Ukraińców), a wychowując się w wielonarodowym Lwowie od dziecka posługiwał się też językiem polskim. Urzędowego w monarchii niemieckiego nauczył się dopiero w szkole, wyrabiając sobie zarazem piękny charakter pisma, którym oczarował czytającego jego raporty cesarza Franciszka Józefa II. Wojskowa kariera Alfreda Redla, mimo dość niskiego urodzenia w wielodzietnej rodzinie, toczyła się olśniewająco. Po ukończeniu szkoły realnej we Lwowie, Alfred wstąpił do korpusu kadetów, następnie zaś dostał się do elitarnej Szkoły Wojennej w Wiedniu. Zaraz potem oddelegowano go do Sztabu Generalnego. W momencie śmierci, syn lwowskiego kolejarza był człowiekiem zamożnym, właścicielem kilku najbardziej luksusowych samochodów w Wiedniu, szarą eminencją kręgów wojskowych i poważnym kandydatem na stanowisko austriackiego ministra wojny.

Był też homoseksualistą, organizującym zakamuflowane przyjęcia dla grona najwyżej postawionych postaci imperialnego establishmentu. Przez kilkanaście lat swojej kariery współpracował z wywiadem rosyjskim, sprzedając mu najtajniejsze sekrety swego kraju, projekty twierdz (także przemyskiej) i plany mobilizacyjne. Wsypał większość siatek wywiadowczych swojego kraju w Rosji, praktycznie oślepiając austriacki wywiad wojskowy. Dość powiedzieć, że w 1914 roku sztab austriacki nie docenił siły rosyjskie na froncie galicyjskim o – bagatela, 40 dywizji.

Po ujawnieniu szpiegowskiej działalności Redla w dowództwie austriackim wybuchła panika. Wiele do stracenia miał sam dowódca armii austriackiej, Conrad von Hotzendorf, który nie tylko „nie zauważył” ekstrawaganckiego stylu życia swojego współpracownika, ale też niespodziewanie odkrył, że agentem rosyjskim był najlepszy przyjaciel i towarzysz nocnych eskapad jego syna, Kurta, niejaki Cedomil Jandric. Obaj młodzieńcy byli oczywiście oficerami. Były szef petersburskiej ochrany, Michaił Swieczin, twierdzi w pamiętnikach, że syn austriackiego dowódcy sam był rosyjskim szpiegiem, wykradającym tajne dokumenty z biurka swojego ojca. Nic dziwnego, że pułkownikowi Redlowi, dla uniknięcia skandalu pozwolono popełnić samobójstwo. Nie poddano go przesłuchaniom, nie zmieniono znanych Rosjanom planów sztabowych. Celem rządzącej sitwy było ukrycie „afery Redla”. Ceną za dyskrecję obyczajową było życie pół miliona żołnierzy, poległych w rok później na polach Galicji i Serbii. Alfred Redl jest dziś postacią zapomnianą. Wtajemniczeni nazwali go „katem armii austro-węgierskiej”. Jego dom rodzinny we Lwowie nadal stoi, powoli popadając w ruinę.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Na czym najbardziej zaczęliśmy oszczędzać?

Wideo

Materiał oryginalny: Kipi kasza. Szpieg, który skończył imperium - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie