Klasztorne karpie idą jak woda

Barbara Rotter-Stankiewicz
Siostra Faustyna ma zagwarantowany obfity połów
Siostra Faustyna ma zagwarantowany obfity połów Barbara Rotter-Stankiewicz
Staniątki. - To co zarobimy na rybach, pierniczkach, dżemach i sokach jakoś wystarczy na nasze utrzymanie. Pod warunkiem oczywiście, że dołożymy do tego renty i emerytury starszych sióstr. Ale po pieniądze na remont budynków musimy wyciągać rękę - mówi s. Małgorzata.

- Jeżeli ktoś poza naszym klasztorem, na przykład w Krakowie na placu, oferuje karpie jako "staniąteckie", to oszukuje - ostrzega siostra Małgorzata.- Nasze ryby sprzedajemy wyłącznie tutaj, na miejscu.

Mimo to, na brak kupujących siostry nie narzekają. Sprzedaż trwa niemal non stop, bo chętni zjawiają się co chwilę. - O, proszę mi złowić tego dużego. I drugiego takiego samego. A trzeci może być mniejszy - wydaje wyrok kolejny klient. Siostra Faustyna przekłada ryby do wiaderka i znika w czeluściach klasztoru. Za kilka minut przynosi ciężką reklamówkę...

- Każdy chce mieć gwarancję, że dostanie świeżą rybę, a nie wyciągniętą z lodówki. Chociaż, gdybyśmy się uparły, mogłybyśmy je zamienić - żartuje siostra Małgorzata.

Lepiej kupić wcześniej
Na karpie, które w ciągu dwóch poprzednich lat zdążyły sobie już zyskać dobrą markę, są również odbiorcy zbiorowi - przeważnie klasztory - zamawiający po kilkadziesiąt kilogramów ryb. S. Małgorzata szacuje, że jeśli sprzedaż będzie szła dalej tak dobrze, jak do tej pory, to już w przyszłym, przedświątecznym tygodniu, karpi nie będzie.

Klienci przestali czekać na ostatnią chwilę, jak było to w ubiegłym roku; wolą kupić staniąteckie ryby wcześniej, n.in. w obawie, by ich nie zabrakło na wigilijny stół. Ile ich było? Kilkaset, ale dokładnie nikt nie liczył. Ważą różnie - jedne kilkadziesiąt deko, inne ponad 2 kilogramy. Ich cena też jest różna, bo siostry zdają się tu na dobrą wolę i szczodrą rękę kupujących.

Aby okazałe ryby trafiły do basenów i zbiorników, trzeba je było kilka dni wcześniej wyłowić. Jak to się robi? Najpierw spuszcza się ze stawu wodę, a potem do pracy przystępują "bracia sióstr", czyli benedyktyni z tynieckiego opactwa. Ubrani w gumowe "buty po szyję", grzęznąc w błocie, podbierakami wydobywają karpie.

- Takie koty-rybołowcy - śmieje się s. Małgorzata. - Kiedyś jedna z nas próbowała "łowienia" w stawie, ale to zdecydowanie nie jest robota dla kobiety. Wlazła, utknęła w błocie i nie miała siły się stamtąd sama wydostać - opowiada.

Męska pomoc jest więc czasem nieodzowna, bo choć siostry, jak "kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boją, niektórych zajęć fizycznie nie są w stanie wykonać same. Tym bardziej, że wśród 17 mniszek, które mieszkają w klasztorze, przeważają seniorki, 5 jest już po osiemdziesiątce, a najstarsza liczy 92 lata.

Nie tylko ryby
Ksieni Opactwa Mniszek Benedyktynek, matka Stefania Polkowska, pomysłów na finansowanie klasztoru ma mnóstwo. Od cyklicznych koncertów czy organizowania rekolekcji, po sprzedaż chryzantem i prowadzenie sklepiku z własnymi wyrobami: domowymi konfiturami, sokami, ciasteczkami, miodem. Teraz, poza karpiami, jest w Staniątkach jeszcze drugi "sezonowy" towar - to świąteczne pierniczki.

Dużym powodzeniem cieszą się malowane gwiazdki i choinki, ale przede wszystkim - Mikołaje - jak mówi s. Małgorzata: "coś między krasnalem a Dziadkiem Mrozem, tradycyjnie nazywane św. Mikołajem". Grunt, że kojarzą się z podarunkami. Wypiekane w klasztornej kuchni trafiają potem do rąk. s. Julii, która dekoruje je barwnym lukrem.

- Każdy jest trochę inny - zapewnia siostra. Choć sylwetka ta sama, różnią się kolorami i wzorkami. - Kiedyś dwie klientki pokłóciły się nawet o jednego - dodaje s. Małgorzata. - Obie upatrzły sobie tego samego Mikołaja i spierały się, która wybrała go pierwsza.

Życzliwych ludzi nie brakuje
Hektary powierzchni, gigantyczna kubatura, stare mury, wilgoć. Ogrzanie takiej "chałupy", jak określa budowlę s. Małgorzata, pochłania majątek. Odkąd wymieniono piec, jest znacznie cieplej, przynajmniej w celach, bo korytarze wielkości naw są nie do dogrzania. Lokalne instytucje i indywidualni sponsorzy starają się pomóc na ile to możliwe. Ktoś podarował trochę węgla, ktoś inny stare palety, których sterta piętrzy się na podwórzu. Będzie cieplej...- Nasze piece nie są wybredne - komentuje siostra.

Ale największe kwoty potrzebne są na inwestycje. Tu już nie wystarczy wsparcie od życzliwych osób - konieczna jest pomoc urzędów. I przyznać trzeba, że w miarę możliwości jest ona udzielana, choć nie jest to "złoty deszcz". Pomaga Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewódzki Konserwator Zabytków, UMiG Niepołomice.

Od trzech lat trwa remont dachu kościoła. Przy okazji renowacji wychodzą na jaw architektoniczne tajemnice opactwa, jak choćby zachowane na chórze gotyckie sklepienie, pod którym podczepiono później płaskie, barokowe. Na gruntowny remont czeka też m.in. Dom Gościnny.

- Na razie mamy solennie obiecane sfinansowanie jego...planów - mówi s. Małgorzata. -Dwa lata temu złożyłyśmy podanie w kwestii zmian architektonicznych. Wszystkie dokumenty w tej sprawie - plany i załączniki ważyły...12 kilogramów - opowiada. Nic dziwnego, skoro w dokumentacji musiała się znaleźć nawet opinia specjalistów stwierdzająca, że zmiany w budynku nie zagrożą populacji sowy mszarnej i orlika włochatego...Ale to już uroki naszej rodzimej biurokracji.

Informacje na temat działalności klasztoru i pomocy dla niego na stronie: www.benedyktynki.eu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie