Kolorowa Cecylia zdobywa drzewa

Redakcja
Fot. Kamila Zarembska
Fot. Kamila Zarembska
CECYLIA MALIK, krakowska artystka i malarka, która od 25 września 2009 roku realizuje projekt fotograficzny i performance w przestrzeni publicznej "365 Drzew", w ramach którego przez okrągły rok wchodzi codziennie na jedno drzewo. W dniu rozmowy wybrała akację na Plantach.

Fot. Kamila Zarembska

Dziś było trudno?

- Rzeczywiście było dosyć trudno. To akacja, a akacja ma bardzo chropowatą i ostrą korę. Raz, że ta kora się urywa, więc łatwo spaść, a dwa - można sobie poharatać nogi.

- Świetnie sobie poradziłaś. Nie idziesz na łatwiznę...

- Nigdy nie wybieram najłatwiejszych drzew! Wybieram po prostu piękne drzewa, które często są trudne, no i takie na które jestem w stanie wejść bez żadnego zabezpieczenia. Na wszystkie drzewa, na których do tej pory byłam, wspięłam się gołymi rękami.

- Do wspinaczki ubierasz się specjalnie?

- Na co dzień chodzę w kolorowych ubraniach. Ale teraz jeszcze bardziej dbałam o to, aby moje ciuchy były jaskrawe, żeby było mnie widać zza gałęzi i liści. Tak naprawdę staram się, aby powstały piękne fotografie i traktuję siebie jako element swojego obrazu. Na ręce zakładam specjalne ochraniacze, które też są sztuką. Nazywają się "niezbędniki" i zaprojektowała je Monika Drożyńska. Teraz mam na sobie takie skórzane łatki na gumkach, ręcznie haftowane, przystosowane do wchodzenia na iglaki.

- Łatwiej jest wejść czy zejść?

- To jest bardzo różnie. Generalnie wydaje się, że prościej jest wejść, ale czasami jest tak, że wdrapać się jest bardzo trudno, a zejść to się i tak jakoś zjedzie, bo jest przyciąganie ziemskie, więc nie ma innej rady (śmiech).

- Skąd wziął się taki projekt?

- Pomysł przyszedł mi do głowy spontanicznie rok temu, dokładnie 25 września. Bezpośrednią przyczyną były warsztaty dla dzieciaków "Szczyt bohaterów". Chciałam na nich opowiedzieć o moim ulubionym bohaterze, czyli Cosimo z książki Italo Calvino "Baron drzewołaz". Książka opowiada o przygodach młodego barona, który w wieku 12 lat pokłócił się z ojcem, zbuntował się na rzeczywistość, wszedł na drzewo i obiecał wszystkim, że nie dotknie stopą ziemi do końca życia. Chcąc zilustrować dzieciakom tę historię, na popołudniowym spacerze wyszłam na przypadkowe drzewo. Pomyślałam sobie wtedy: "Spróbuję robić to codziennie!". Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że mi się to uda. Codziennie wysyłałam zdjęcia na mój profil na Facebooku i szybko zaczęła mnie wspierać dość duża grupa ludzi. Swoim zainteresowaniem podtrzymywali mnie w tym postanowieniu, czasami pytali: "Co to? Już 22, nie ma dzisiaj drzewa?". Codziennie dostaję jakieś listy, ludzie wysyłają mi propozycje drzew, na które powinnam się wdrapać albo przesyłają zdjęcia samych siebie na drzewie, po tytułem "Cecylia Malik zaraża".

- A czym on jest dla Ciebie?

- Dla mnie bardzo istotne jest to, że ten mój bohater zbuntował się na rzeczywistość, zrobił coś inaczej. Ja uważam, że sztuka daje nam przestrzeń naszej własnej, prywatnej wolności. Oczywiście każdy z nas ma wiele ograniczeń, ale dzięki sztuce mogę robić coś kompletnie swojego, podążać swoją własną drogą.

- Buntujesz się przeciw czemuś konkretnemu?
Ostatni rok był dla mnie bardzo trudny - miałam niewiele czasu na malowanie, wyrażanie siebie. Więc to był taki bunt na swoją własną sytuację. Poza tym mam trochę poglądy antykapitalistyczne i antymieszczańskie, a w nie moja "mała rebelia" się bardzo wpisuje (śmiech).

- Jak ludzie traktują Twój projekt?

- Bardzo ciekawe jest dla mnie to, że właściwie każdy odbiera go inaczej. Artyści traktują ją w kategoriach sztuki. Ekolodzy uważają go za projekt ekologiczny i zapraszają mnie do różnych swoich akcji, np. w sprawie obrony parku na Woli Duchackiej czy ratowania starych drzew w Krakowie. Feministki ze swojej strony uważają, że jest to pokazanie całemu światu ogromnej siły drzemiącej w kobiecie. Natomiast nie wiem, za kogo uważają mnie przypadkowi ludzie, ale śmieją się i patrzą zazwyczaj serdecznie. Często też nikt mnie nie zauważa, kiedy siedzę na drzewie, bo nikt się mnie tam nie spodziewa. Czasami starsze panie, które przechodziły pod drzewem, zatrzymywały się, obchodziły go dookoła i pytały zdziwione: "Ale jak Ty tu weszłaś, przecież nie ma gałęzi?". Nie uważały za coś dziwnego, ze kobieta siedzi na drzewie - tak, jakby zapomniały, że mają po 70 lat i przypomniały sobie z własnego dzieciństwa, że zawsze musi być gdzieś ta najniższa gałąź, na której trzeba się podciągnąć.

- Wchodzisz naprawdę wysoko. Bywa niebezpiecznie?

- Owszem, jest niebezpiecznie. Na niektóre drzewa bardzo boję się wchodzić. Wiele razy było bardzo zimno, nawet - 20 stopni, często był deszcz, czasami musiałam wspinać się w nocy. Ale żadna z tych rzeczy mnie nie powstrzymała, bo chciałam zrealizować swoje postanowienie, nawet jeśli to było niekiedy szalone.

- To fajna przygoda?

- Właściwie codziennie przeżywam jakąś przygodę - ta nietypowa sytuacja powoduje, że kogoś spotykam, coś się nagle dzieje. Zupełnie bezkosztowo zorganizowałam sobie rok pełen niesamowitych przygód, poznałam bardzo wielu fantastycznych ludzi i stworzyłam fotograficzny pamiętnik. Oglądając poszczególne zdjęcia, mogłabym o tym opowiadać godzinami. Weszłam też na jedyne drzewo, które właściwie nim nie jest - chodzi o warszawską palmę na rondzie de Gaulle'a, która jest artystycznym projektem Joanny Rajkowskiej. Moja siostra Justyna od samego początku mówiła: "Cecylia! Ale koniecznie musisz wejść na palmę!". Kiedy w końcu klamka zapadła, w nocy nie mogłam spać, miałam koszmary, bałam się, że spadnę. Na tym rondzie cały czas stoi policja i jest straszny ruch, dlatego wybrałyśmy się tam o 5.30 rano, wcześniej czyniąc różne przygotowania i ćwiczenia na drzewach bez gałęzi. Okazało się jednak, że wspięcie się na nią nie było aż takie trudne, bo ta palma ma podoczepiane wystające łuski, po których weszłam jak po drabince.

- Na ile gatunków drzew udało Ci się wejść?

- Wierzby, jesiony, kasztanowce, klony, graby, wiązy, akacje, topole, dęby, osiki, świerki, też trochę owocowych... Jeszcze? (śmiech). Fajne było też to, że zimą drzewa były oszronione, a wiosną kwitły. Przez ten rok w zupełnie niezwykły sposób doświadczyłam piękna przyrody i to też bardzo ładnie odnosi się do książki. Wszystkie drzewa są tam opisane w sposób niezwykle zmysłowy: faktura, zapachy, rodzaje liści, dźwięki, jakie wydają w czasie wiatru, nawet smak! Ja też wszystkimi zmysłami odczuwałam drzewa, na które wchodziłam. Wspinałam się np. na kasztanowce pod Kopcem Kościuszki podczas ogromnie gęstej, listopadowej mgły. Kilka razy huśtałam się na delikatnych gałązkach kwitnącej i oszałamiająco pachnącej magnolii - to było jak w japońskiej bajce! Albo cudownie było zimą, gdy brzozę pokrył taki gruby szron - ona trzeszczała pod stopami, spadające liście niesamowicie szeleściły, wirowały, wpadały mi za koszulę... Naprawdę wystarczy unieść się parę metrów w górę i wszystko wygląda zupełnie inaczej. Tutaj mamy zwykły Kraków, zwykle miasto, a wychodzę na drzewo - i tam jest pięknie!
- Umiałaś wcześniej wchodzić na drzewa?

- O tak, w dzieciństwie byłam w tym najlepsza na podwórku! Do tej pory lubię takie rzeczy robić, wspiąć się na drzewo czy trzepak, ale muszę przyznać, że przez ostatni rok bardzo się wyszkoliłam. To świetny fitness i - no dobra, powiem - bardzo urosły mi mięśnie (śmiech). Chociaż projekt się kończy, to chodzenie po drzewach zostawię sobie jako bardzo miłą aktywność.

- Kto Cię fotografuje?

- Przeważnie są to moje najbliższe osoby - mąż, dzieciaki, siostry, przyjaciele-artyści. To nie są przypadkowe, byle jakie klatki - bardzo dbam o to, żeby ta moja "świat fotografów" dokładnie wiedziała, o co mi chodzi i jaki efekt chcę uzyskać.

- Finał projektu w sobotę o godzinie 19 - wtedy wejdziesz na swoje ostatnie drzewo. Co planujesz na zakończenie?

- Na moje ostatnie, 365 drzewo wybrałam Dąb Wolności, które rośnie na Plantach, naprzeciwko Collegium Novum UJ. Całe sobotnie wydarzenie w tym miejscu publicznym jest możliwe dzięki Krakowskiemu Biuru Festiwalowemu. Do akcji dołączyły się też dwie artystki: Monika Drożyńska, która uszyła mi ochraniacze, czyli "Niezbędnik drzewny" oraz Justyna Koeke, która właśnie teraz przygotowuje dla mnie sukienkę, w której na niego wejdę. Zorganizujemy piknik z pokazem slajdów wszystkich 364 fotografii. Będzie ciasto, owoce i toast szampanem. Parę godzin wcześniej zapraszam wszystkich na Planty, gdzie będzie można rozsiąść się na wygodnych sofach i posłuchać "Barona drzewołaza" w ramach akcji Strefa Wolnego Czytania, a po projekcji na after party do klubu "Pauza" oraz do klubu "Bomba", gdzie zostaną zaprezentowane filmy dokumentalne zainspirowane moim projektem. Bardzo chciałam, aby finał (tak jak zresztą cały projekt) miał otwartą formę - aby mógł do niego dołączyć każdy, nawet przypadkowy przechodzień.

- Planujesz zrobić coś z tymi zdjęciami?

- Moim marzeniem jest publikacja... Jestem na razie na etapie pierwszych rozmów, więc zobaczymy, jak to będzie. Bardzo bym chciała, żeby zamiast wystawy w galerii powstała książka - z fotografiami i tekstami.

Rozmawiała: Jadwiga Nowak

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie