Komórki nadziei

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

"Mam na imię Sonia. Urodziłam się 3 lipca 2009 r., zbyt wcześnie, w 34. tygodniu ciąży, z powodu niedotlenienia. Przyczyną był węzeł pępowiny i kilkakrotne okręcenie pępowiny wokół szyi. Otrzymałam tylko 1 punkt w skali Apgar. To była ciężka zamartwica okołoporodowa" - czytamy na stronie małej Sonii którą niedawno założyli jej rodzice.

REPORTAŻ. Dziecko zamarło. Przestało kopać brzuch mamy, wiercić się i przeciągać. To był pierwszy znak, że dzieje się coś złego.

Iwona Nawara jest psychonkologiem. Pracowała z ciężko, często nieuleczalnie, chorymi ludźmi. Pomagała im przywrócić chęć życia, nadzieję i zaakceptować siebie. Do niedawna była prezeską Stowarzyszenia Wspierania Onkologii Unicorn, dziś jest członkiem zarządu. Silna, ciepła, atrakcyjna kobieta. Ma dwóch synów: 10-letniego Michała i 8-letniego Szymka, kochającego męża. Do pełni szczęścia brakowało córeczki - Soni.

Ciąża przebiegała prawidłowo. Nic nie wskazywało na to, że będą jakieś komplikacje. W lipcową noc obudziła się jednak z ogromnym lękiem. To była połowa ósmego miesiąca ciąży. Dziecko przestało się ruszać.

- Byliśmy wtedy na wakacjach w Kołobrzegu. Zaniepokojona zadzwoniłam rano do swojej lekarki. Uspokajała mnie, że dziecko jest coraz większe, więc nie ma już tyle miejsca na ruchy, że to normalne. Mimo to niepokój narastał. Po południu poszłam do lekarza - opowiada pani Iwona.

Obrazy, które nastąpiły zaraz po tym - szpital, cesarskie cięcie, reanimacja córeczki, inkubator - zapamięta do końca życia. A między nimi ciężkie jak ołów słowa: niedotlenienie, węzeł pępowiny, zamartwica okołoporodowa.

Nadrobić stracony czas



Dziewczynka szybko zaczęła oddychać. Po trzech dniach wyjęto ją z inkubatora. W piątym dniu życia mama zdołała ją nakarmić piersią. Rodzice i bracia odetchnęli z ulgą. Wierzyli, że wszystko, co złe, zostało za nimi.

- Byliśmy szczęśliwi i ogromnie wdzięczni, że udało się uratować Sonię. Przez pierwsze miesiące życia córka nie różniła się od innych dzieci. Lekarz, który ją prowadził, utrzymywał mnie w tym przeświadczeniu, traktując Sonię jak zdrowe dziecko - opowiada.

Zgodnie z jego sugestiami zabrała dziewczynkę na konsultacje u okulisty i specjalisty rehabilitanta. Trafili nawet do ośrodka wczesnej interwencji. Nie usłyszała niczego niepokojącego.

- Żaden lekarz nie powiedział mi, że każdy dzień jest na wagę złota. Gdy sześciomiesięczna Sonia nie potrafiła podeprzeć się prawidłowo na rączkach, stwierdziłam, że coś jest nie tak. Podczas wizyty u neurologa usłyszałam: "Tak, można już rozpoznać dziecięce porażenie mózgowe (MPD), proszę rehabilitować. Proszę zgłosić się, jak będzie miała drgawki, bo takie dzieci często mają padaczkę". Byłam w szoku - wspomina.

Słowo "rehabilitacja" rodzice Soni usłyszą jeszcze wielokrotnie. Nikt jednak nie potrafił sprecyzować, o co chodzi. Jakie ćwiczenia? Jak często? Gdzie? Pytania kołatały się po głowie. Postanowili wziąć sprawy we własne ręce. W Nowym Sączu znaleźli certyfikowanego terapeutę metody Vojty.

- Jest to metoda, która niezależnie od woli i wieku dziecka pobudza i uaktywnia prawidłowe wzorce lokomocji i postawy, które są zakodowane w układzie nerwowym - mówi Wojciech Dutka, fizjoterapeuta Soni.

Dwa dni w tygodniu pani Iwona i Sonia spędzają w Nowym Sączu, ucząc się ćwiczeń. Codziennie, regularnie w odstępach trzygodzinnych mama rehabilituje córeczkę. Dla niej zrezygnowała z pracy.
« 1 3

Komentarze (3)

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Komorki macierzyste dla niewidomych walka o wzrok

kurs masaz tajski (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Szanowni
11, 12, 13 marca br. Będę miał drugie podanie komórek macierzystych Tym razem infuzja będzie do płynu mózgowo-rdzeniowego. To news.
Poza tym miałem dzisiaj dwie interesujące rozmowy,...rozwiń całość

Szanowni
11, 12, 13 marca br. Będę miał drugie podanie komórek macierzystych Tym razem infuzja będzie do płynu mózgowo-rdzeniowego. To news.
Poza tym miałem dzisiaj dwie interesujące rozmowy, które uświadomiły mi, że powinienem napisać coś więcej o mojej zbiórce.
Ideą całej akcji jest dotarcie z moją historią do jak największej grupy ludzi. Założyłem, że jak dotrę do bardzo wielu, to wśród nich na pewno znajdę kilka, kilkanaście tysięcy o dobrym sercu, którzy nie przejdą obojętnie, będą chcieli mi pomóc - wesprzeć mnie w mojej zbiórce. Wiecie – dla mnie nie liczy się to, kto ile wpłaci. Ja i tak tego nie wiem, bo dane osobowe są chronione i Fundacja mi ich nie udostępnia. Ja wiem jedynie ile mam na subkoncie pieniędzy do dyspozycji. Na wszystko do Fundacji muszę dostarczyć faktury by na ich podstawie rozliczyć się zgodnie z jej regulaminem i prawem.
Zatem nie jest istotne, kto i ile wpłaci na moje subkonto. Dla mnie miłe i wzruszające jest to, że ktoś nie przeszedł obok mojej historii obojętnie, że pomógł na ile może.
Zależy mi, zatem by dotrzeć do tego przysłowiowego miliona ludzi, bo wśród nich na pewno znajdą się Ci, którzy przy okazji płacenia rachunku za prąd, telefon, kablówkę, na moje subkonto przeleją 5zł, może 10zł. A jeśli takich osób będzie kilka, kilkanaście tysięcy to „jestem w domu”. Od jakiegoś czasu tak właśnie się dzieje. Na moje subkonto wpływają większe i mniejsze kwoty pieniężne. Każda z nich zbliża mnie do całkowitego sfinansowania mojej terapii, więc każda z nich jest szlachetnym gestem, ma swoją moc sprawczą, każda z nich jest ważna!
Część pieniędzy mam już uzbierane, część muszę dozbierać. Brakująca kwota, więc nie jest astronomiczna, ale mimo wszystko poza moim zasięgiem finansowym. Dlatego zbiórka trwa i każdy, kto chce może się dołączyć – pomóc. Na mojej stronie piszę jak można to zrobić. Można wpłacać na subkonto, przez PAYPAL, przeznaczyć 1%. Można też podsuwać mi nowinki medyczne, ofiarowywać pomoc w rozpowszechnianiu informacji o mnie, robić grafiki, modlić się za mnie, – czyli kto jak może, potrafi, kto jaki ma pomysł. Wszystko to zbliża mnie do celu, który wierzę, że skończy się sukcesem. Sam jednak nie dam rady, dlatego razem z moją Drużyną robimy to wszystko, co od jakiegoś czasu możecie obserwować w Internecie. Poza tym, że dzięki nim staram się dotrzeć do możliwie jak największej grupy ludzi, strona internetowa, wydarzenie na FB i blogi mają też za zadanie uwiarygodnić, jak i dać Wam możliwość poznania mnie, jako człowieka.
Na koniec napiszę jeszcze o 1% waszego podatku. Może nie wszyscy z Was wiedzą, ale pieniądze, które przeznaczyliście na moje leczenie, lub które dopiero planujecie przeznaczyć fizycznie tak naprawdę na moim subkoncie pojawią się dopiero w listopadzie. Urzędy Skarbowe mają czas na dokonanie takiego przelewu kilka miesięcy i ponad 90% z nich robi to właśnie w ostatnim możliwym terminie. Kiedyś zmuszone były robić to szybciej, ale to się kilka lat temu zmieniło i jest jak jest.
Dziękuję raz jeszcze wszystkim Wam za każdą pomoc, za wszystkie wpłaty, te małe i te duże i mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną i pomagali mi jak tylko możecie.
Akcja „Walka o wzrok” trwa - działajmy razem!
Jarek Węglorz
http://jarekweglorz.pl/?tak-mozesz-pomoc,47
www.massagthai.infozwiń

Autor komentarza nie dodał zdjęcia
w polsce wlasnie rozpoczeto pionierska terapie slepoty komorkami

kurs masaz tajski (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

w polsce wlasnie rowniez zaczeto leczyc zanik nerwu komorkami macierzystymi.

moj kolega Jarek https://www.facebook.com/J.Weglorz mial wlasnie taki pionierski pierwszy zabieg w czwartek w klinice w...rozwiń całość

w polsce wlasnie rowniez zaczeto leczyc zanik nerwu komorkami macierzystymi.

moj kolega Jarek https://www.facebook.com/J.Weglorz mial wlasnie taki pionierski pierwszy zabieg w czwartek w klinice w Czestochowie.

na grupie o komorkach macierzystych dla niewidomych na facebook https://www.facebook.com/groups/wzrok napisal dzis notatke:

Szanowni Państwo
22 stycznia 2015r. miałem pierwsze z pięciu planowanych infuzji komórek macierzystych. Infuzja, to zabieg podobny do kroplówki. Tak ogólnie, to chodzi w nim by coś wstrzyknąć. Ja miałem w ten sposób podane dożylnie komórki macierzyste. Zabieg ten ma za zadanie przede wszystkim ocenić moją reakcję na owe komórki, no i powoli zacząć naprawiać szkody w moim organizmie. Oczywiście celowaną szkodą o którą przede wszystkim chodzi lekarzom, to odbudowa nerwów wzrokowych, bym w efekcie tego choć trochę odzyskał wzrok. Trudno jednoznacznie jest przewidzieć czy i do jakiego stopnia te zabiegi się powiodą, ale szansa na to że coś drgnie, uda się naprawić jest znaczna i uzasadniona w moim przypadku. Oczy mam zdrowe, korę mózgową w rejonie odpowiadającym za widzenie też. Jedyne co mi dolega to zanik nerwów wzrokowych. Nie jest on jednak całkowity, ale też nie są te nerwy na tyle aktywne bym widział cokolwiek. Zatem kolokwialnie mówiąc należy naprawić "kabel", który łączy oczy - kamerę, z mózgiem - rejestratorem.
Zarówno w trakcie zabiegu, jak ipo nim nie było żadnych komplikacji. W ciągu najbliższych dni spodziewana jest duża gorączka, która zaświadczy o tym, że podane do mojego organizmu komórki zaczęły działać.
Następne zabiegi - podania planowane są w okolice oczu (pozagałkowe) i do płynu mózgowo-rdzeniowego. Chodzi o to by komórki macierzyste miały jak najbliżej do uszkodzonego miejsca i szybko zaczęły przekształcać się w tkankę nerwową.
Na razie czuję się dobrze i mam nadzieję że tak będzie nadal. Muszę dbać o siebie, by się nie przeziębić, nie skaleczyć itd. Za miesiąc planowany jest kolejny zabieg.

www.massagethai.infozwiń


Autor komentarza nie dodał zdjęcia
Komorki macierzyste dla niewidomych walka o wzrok

kurs masaz tajski (gość)

Zgłoś naruszenie treści / 1

Szanowni
11, 12, 13 marca br. Będę miał drugie podanie komórek macierzystych Tym razem infuzja będzie do płynu mózgowo-rdzeniowego. To news.
Poza tym miałem dzisiaj dwie interesujące rozmowy,...rozwiń całość

Szanowni
11, 12, 13 marca br. Będę miał drugie podanie komórek macierzystych Tym razem infuzja będzie do płynu mózgowo-rdzeniowego. To news.
Poza tym miałem dzisiaj dwie interesujące rozmowy, które uświadomiły mi, że powinienem napisać coś więcej o mojej zbiórce.
Ideą całej akcji jest dotarcie z moją historią do jak największej grupy ludzi. Założyłem, że jak dotrę do bardzo wielu, to wśród nich na pewno znajdę kilka, kilkanaście tysięcy o dobrym sercu, którzy nie przejdą obojętnie, będą chcieli mi pomóc - wesprzeć mnie w mojej zbiórce. Wiecie – dla mnie nie liczy się to, kto ile wpłaci. Ja i tak tego nie wiem, bo dane osobowe są chronione i Fundacja mi ich nie udostępnia. Ja wiem jedynie ile mam na subkoncie pieniędzy do dyspozycji. Na wszystko do Fundacji muszę dostarczyć faktury by na ich podstawie rozliczyć się zgodnie z jej regulaminem i prawem.
Zatem nie jest istotne, kto i ile wpłaci na moje subkonto. Dla mnie miłe i wzruszające jest to, że ktoś nie przeszedł obok mojej historii obojętnie, że pomógł na ile może.
Zależy mi, zatem by dotrzeć do tego przysłowiowego miliona ludzi, bo wśród nich na pewno znajdą się Ci, którzy przy okazji płacenia rachunku za prąd, telefon, kablówkę, na moje subkonto przeleją 5zł, może 10zł. A jeśli takich osób będzie kilka, kilkanaście tysięcy to „jestem w domu”. Od jakiegoś czasu tak właśnie się dzieje. Na moje subkonto wpływają większe i mniejsze kwoty pieniężne. Każda z nich zbliża mnie do całkowitego sfinansowania mojej terapii, więc każda z nich jest szlachetnym gestem, ma swoją moc sprawczą, każda z nich jest ważna!
Część pieniędzy mam już uzbierane, część muszę dozbierać. Brakująca kwota, więc nie jest astronomiczna, ale mimo wszystko poza moim zasięgiem finansowym. Dlatego zbiórka trwa i każdy, kto chce może się dołączyć – pomóc. Na mojej stronie piszę jak można to zrobić. Można wpłacać na subkonto, przez PAYPAL, przeznaczyć 1%. Można też podsuwać mi nowinki medyczne, ofiarowywać pomoc w rozpowszechnianiu informacji o mnie, robić grafiki, modlić się za mnie, – czyli kto jak może, potrafi, kto jaki ma pomysł. Wszystko to zbliża mnie do celu, który wierzę, że skończy się sukcesem. Sam jednak nie dam rady, dlatego razem z moją Drużyną robimy to wszystko, co od jakiegoś czasu możecie obserwować w Internecie. Poza tym, że dzięki nim staram się dotrzeć do możliwie jak największej grupy ludzi, strona internetowa, wydarzenie na FB i blogi mają też za zadanie uwiarygodnić, jak i dać Wam możliwość poznania mnie, jako człowieka.
Na koniec napiszę jeszcze o 1% waszego podatku. Może nie wszyscy z Was wiedzą, ale pieniądze, które przeznaczyliście na moje leczenie, lub które dopiero planujecie przeznaczyć fizycznie tak naprawdę na moim subkoncie pojawią się dopiero w listopadzie. Urzędy Skarbowe mają czas na dokonanie takiego przelewu kilka miesięcy i ponad 90% z nich robi to właśnie w ostatnim możliwym terminie. Kiedyś zmuszone były robić to szybciej, ale to się kilka lat temu zmieniło i jest jak jest.
Dziękuję raz jeszcze wszystkim Wam za każdą pomoc, za wszystkie wpłaty, te małe i te duże i mam nadzieję, że nadal będziecie ze mną i pomagali mi jak tylko możecie.
Akcja „Walka o wzrok” trwa - działajmy razem!
Jarek Węglorz
http://jarekweglorz.pl/?tak-mozesz-pomoc,47zwiń

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo