Kompromis jest możliwy

Redakcja
- Jakie jest Pani samopoczucie jako osoby, która w oczach niektórych związkowców związanych z OPZZ uosabia zachłannych pracodawców? Zaskakująca jest metamorfoza, jaką przechodzą dziś związki zawodowe. Przecież nie tak dawno mówiła Pani o bardzo pozytywnych efektach działalności komisji trójstronnej i dialogu społecznym…

Rozmowa z HenrykĄ Bochniarz, prezesem Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan"

   - Moim zdaniem jest bardzo ważne, że dialog ten w ogóle zaistniał. Nie oszukujmy się, dialog ten poprzednio odbywał się poprzez ulice. To, że zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i przedstawiać wzajemnie argumenty, jest ważnym osiągnięciem. Najgorzej, gdy mamy do czynienia z taką sytuacją jak obecnie - kiedy nie ma ani wielkiej chęci do słuchania, ani do argumentowania. Według mnie kompromis zawsze jest możliwy. Źle, że znów wychodzi się na ulice. Widać, że gdy brakuje argumentów, szuka się form działania, które eliminują dialog.
   - Co jest w Pani opinii największym sukcesem dialogu społecznego, który był w Polsce kontynuowany przez dłuższy czas?
   - Była nim pierwsza deregulacja kodeksu pracy, która stała się możliwa dzięki negocjacjom prowadzonym właśnie z OPZZ, co pokazuje, jak wiele zależy od tego, kto stoi na czele danej instytucji. Dziś nie mamy, niestety, z OPZZ tak dobrej komunikacji jak w przeszłości. Efektem prowadzonego dialogu był również 19-proc. podatek, choć nie został on podpisany przez "Solidarność". Efektem jest również wiele szczegółowych rozwiązań, dotyczących m.in. funkcjonowania Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Myślę, że w dialogu, o którym mowa, istotną rolę odegrał wicepremier Jerzy Hausner. To on był w końcu twórcą komisji trójstronnej i jej wieloletnim przewodniczącym. Poświęcał nań wiele czasu, a dialog potrzebuje go bardzo. Dialogu nie da się zadekretować na zasadzie "siadajcie i rozmawiajcie".
   Obecna sytuacja jest w mojej ocenie skutkiem zbliżających się wyborów, co powoduje, że związki zawodowe stają się coraz bardziej upolitycznione. Uaktywniają się w czasie, kiedy następuje "łapanie" elektoratu. A ponieważ sytuacja gospodarcza się polepszyła, to zdaniem związków zawodowych powinna się ona przełożyć przede wszystkim na podwyżki płac, wzrost płacy minimalnej i rozwiązania dotyczące rent i emerytur.
   - Zwykłemu śmiertelnikowi może wydawać się, że kwestia, która jest dziś przedmiotem sporu, ma niewielkie znaczenie. Chodzi raptem o kilkadziesiąt złotych na osobę…
   - Jechałam taksówką i usłyszałam w niej pytanie o to samo: "Nie rozumiem, dlaczego nie chcecie dać tych 100 złotych" - stwierdził taksówkarz. Niestety, pewne rzeczy nie są zrozumiałe dla wszystkich. Byliśmy przez lata ćwiczeni, że wszystko zależy od rządu. Racje ekonomiczne miały wówczas znaczenie drugorzędne. I tak jest do dziś - w Polsce, niestety, bardzo trudno uciec od przeszłości.
   Taksówkarzowi powiedziałam, że polskie firmy mają za sobą bardzo trudny okres. Dwa ostatnie lata są okresem, w który polska gospodarka wchodzi po bardzo głębokiej restrukturyzacji. Firmy mają coraz lepszą kondycję i zaczynają myśleć o inwestowaniu, a kiedy będą inwestować, to wówczas pojawią się nowe miejsca pracy. Jako konfederacja musimy myśleć przede wszystkim o tym, jakie uruchomić w skali gospodarki instrumenty, żeby efektem pozytywnych zmian w gospodarce były nowe inwestycje i rozwój rynku pracy.
   - Rozmawiamy przy okazji konferencji "Rok w Unii". Uczestniczący w niej eksperci, nie wyłączając prezesa NBP Leszka Balcerowicza, nie mają wątpliwości, że dalszy rozwój gospodarki jest możliwy tylko dzięki inwestycjom. Jednym z kluczowych czynników hamujących rozwój gospodarczy jest brak planów miejscowych.
   - Myślę, że coś złego stało się z Ustawą o zagospodarowaniu przestrzennym. W konflikcie, który się ujawnił, po jednej stronie jest rząd, a po drugiej samorząd. W opinii konfederacji obowiązująca obecnie ustawa jest ewidentnie jedną z barier hamujących rozwój inwestycyjny. Mam jednak nadzieję, że wkrótce dojdzie do uchwalenia kompromisowego wariantu Ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym i powstanie akt prawny, który pozwoli wreszcie inwestować.
   Kłopot z tym, że zbliżają się wybory i wszyscy są czymś innym zajęci. Kiedy rozmawiamy z klubami parlamentarnymi, otrzymujemy odpowiedź, że one rozumieją nasze problemy, ale jednocześnie sugerują, że dobrze byłoby nie wchodzić w sprawy konfliktowe. Przypuszczam, że do września będzie tak, iż każda sprawa wymagająca przeciwstawienia się jakiejś grupie interesów będzie efektem zbyt daleko idącego kompromisu albo zostanie odłożona do późniejszego rozpatrzenia. Jeśli jednak przyszły Sejm będzie w swym postępowaniu kierował się minimum racjonalności, to istnieje szansa, że i ta sprawa zostanie załątwiona pozytywnie.
   - Stałoby się bardzo źle, gdyby przy okazji krytyki samorządów, które nie są w stanie poradzić sobie z kwestiami planowania, ucierpiała sama idea samorządności...
   - Nie mam wątpliwości co do tego, że wszędzie tam, gdzie nie ma planów miejscowych, występuje blokada inwestycji. Szczerze powiem, że nie rozumiem, dlaczego samorządy nie chcą przyjąć ustawy w proponowanym kształcie. Przecież samorządy kompletnie się skompromitowały, mając wiele lat na opracowanie planów. W Sejmie trwają bardzo intensywne dyskusje na ten temat i mam nadzieję, że zostanie wypracowane jakieś rozwiązanie kompromisowe, gdyż w przeciwnym razie będziemy mieli problem z zagospodarowaniem środków znajdujących się w dyspozycji inwestorów.
Rozmawiał:
JANUSZ MICHALCZAK

Wyższe mandaty od skarbówki z początkiem maja

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie