Konie

Redakcja
Miasto, a zwłaszcza jego obrzeża - pełne były koni. Konie - chociaż tak mało postępowe - budowały Nową Hutę, przewożąc nieskończenie wielką ilość ziemi, cegieł, zbrojeniowego żelaza. Konie - podobnie jak dzisiaj - ciągnęły dorożki, ale dorożki innym niż dzisiaj służyły klientom i innym celom. Turystów, zwłaszcza zagranicznych i bogatych, prawie nie było, ubogie rodzime wycieczki pieszo wędrowały przez miasto. Komu więc służyły dorożki stojące długimi rzędami na woniejących końskim moczem postojach? A było ich sporo, i dorożek, i postojów. W Rynku obok kościoła św. Wojciecha zawsze stało przynajmniej kilka fiakrów, pachniało rustykalnie, bo do końskich woni dołączał się zapach siana.

Marginałki

W szkole śpiewało się; "Hej, wy, konie, rumaki stalowe". Traktory zdobywały wiosnę, a traktorzystki, hoże dziewoje, krzepko dzierżące ogromne kierownice, weszły do panteonu propagandy. Prawdziwe konie - kasztany, siwki i kare - symbolizowały wszystko, co anachroniczne - technologiczne zacofanie oraz indywidualną gospodarkę.
 Dorożkami wożono ciężkie przedmioty, na przykład meble z ulicy Stolarskiej, ostatniej w Krakowie ulicy, której nazwa nie była jedynie pamiątką po dawnych czasach. Białe kuchenne kredensy z podzwaniającymi szybkami, płaskie, rachityczne etażerki, solidne stołki - wszystko to jeszcze robiono i sprzedawano na Stolarskiej, w centrum miasta. Stąd meble wędrowały na przedmieście, przeważnie dorożkami, chyba że ktoś wynajął wózkarza. Wózkarze - chudzi, często podpici mężczyźni - ciężko dysząc ciągnęli wózki, w ich ramiona wbijały się brudne, parciane pasy.
 Konie ciągnęły wielkie, płaskie wozy zwane platonami. Konie też były imponująco wielkie, zwłaszcza w porównaniu z chłopskimi, wychudzonymi szkapami i miały kudłate nogi, wyglądały jakby chodziły w marynarskich spodniach. Raz do roku, na Zielone Świątki, platony omiatano z węglowego pyłu, strojono gałązkami brzozy i tatarakiem. Odświętni, ogoleni wozacy wieźli ludzi spod klasztoru Norbertanek na Bielany, aż pod Srebrną Górę.
 Pełne koni były place targowe, przede wszystkim plac Na Stawach. Stały spokojnie, z końską melancholią zanurzając pyski w zawieszonych na szyjach brudnych workach, w których więcej było sieczki niż owsa. Czekały cierpliwie na właścicieli, marząc o ciepłej stajni.
 A na Błoniach pasły się cygańskie, dorodne konie. Mimo spętanych nóg od czasu do czasu ponosił je temperament. Usiłowały galopować, ku oburzeniu dostojnie przeżuwających krów i matek z dziećmi. Końskim harcom z pobłażliwością przyglądali się właściciele, czarnowłosi, otoczeni niebieskawymi chmurkami tytoniowego dymu, rozłożeni na atłasowych, wściekle kolorowych kołdrach.

amk

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie