Koniec kampanii wrześniowej

WŁODZIMIERZ KNAP
Oblężenie Warszawy. Kazimiera Mika nad zabitą siostrą. FOT. ARCHIWUM
Oblężenie Warszawy. Kazimiera Mika nad zabitą siostrą. FOT. ARCHIWUM
Wojnę 1939 roku Polska musiała przegrać. Napadły na nas dwa państwa, które nie miały wówczas równych sobie na lądzie. W latach 1933-1939 Niemcy na zbrojenia wydali 30 razy więcej niż II RP, a siły zbrojne ZSRR były wówczas jeszcze potężniejsze niż III Rzeszy.

Oblężenie Warszawy. Kazimiera Mika nad zabitą siostrą. FOT. ARCHIWUM

6 PAŹDZIERNIKA 1939 * Gen. Franciszek Kleeberg, dowódca Grupy Operacyjnej "Polesie" podpisuje akt kapitulacji * To koniec polskiej wojny 1939 roku * Męstwo żołnierza polskiego miało wpływ na wynik całej wojny

Jedynym ratunkiem dla Polski były sojusze, ale takie, które mogły nas skutecznie obronić. Czy takie były do osiągnięcia przez Warszawę 74 lata temu? Owszem, mogliśmy iść na ugodę z Hitlerem, lecz taki scenariusz musiałby doprowadzić wcześniej czy później albo do utraty niepodległości, albo do powtórki z lat 1944-1989 z tą różnicą, że bylibyśmy krajem całkowicie zależnym od Niemiec.

Złudne było liczenie z naszej strony na pomoc mocarstw zachodnich. Francja i Anglia szybko weszły w posiadanie ściśle tajnego dokumentu do paktu Ribbentrop - Mołotow, dzielącego Polskę między ZSRR i Niemcy. Ale sojusznicy nie powiadomili Warszawy o tajnym protokole. Ponadto, wbrew temu, co się nagminnie mówi, Francja i Anglia nie były gotowe do wojny ofensywnej.

Jednak ponadmiesięczna walka mogła mieć wpływ na cały wynik wojny. Hitler planował jeszcze w 1939 r. atak na Francję. Gdyby Polska walczyła jeszcze krócej, wtedy najpewniej już jesienią rozniósłby Francję i mógł uderzyć na Anglię, która nie miała przygotowanego lotnictwa...

Ale warto też pamiętać, że część dowódców niemieckich spodziewało się dłuższego oporu Polski, np. Erich von Meinstein (szef sztabu Grupy Armii Południe). W pamiętnikach niemieckich generałów nie ma długich zapisków o kampanii wrześniowej. W porównaniu z kampaniami we Francji, a zwłaszcza w Rosji, nie była wielka i skomplikowana.

***

Na temat kampanii wrześniowej dyskusja toczy się od 74 lat. W tym czasie powstały tysiące prac naukowych, publicystycznych czy wspomnień. Nadal jednak spór bywa ostry. Jego uczestnicy dowodzą swoich racji czy wręcz kłócą się, począwszy od tego, czy rządzący II Rzeczpospolitą dobrze zrobili, że powiedzieli Hitlerowi "nie". Duże różnice zdań dotyczą również oceny stopnia przygotowania państwa polskiego do wojny czy jakości dowodzenia.

Spór o nazwę

Zresztą nie ma zgody nawet co do tego, jak nazywać wojnę polsko-niemiecką i polsko-sowiecką w 1939 r. W Niemczech długo przeważał pogląd, że działania wojenne zamknęły się w 18 dniach. Był on na rękę PRL-owskiej propagandzie, dowodzącej, w ślad za sowieckim ministrem spraw zagranicznych Wiaczesławem Mołotowem, "bankructwa burżuazyjnego państwa polskiego". W PRL najczęściej używany był termin "kampania wrześniowa", który wszedł do obiegu już w czasie wojny. Z punktu widzenia władz komunistycznych było to określenie korzystne, bo odwracało uwagę od walk Grupy Operacyjnej "Polesie" przeciwko obydwu najeźdźcom. Jednak chyba najcelniej wydarzenia z września i części października 1939 r. nazwał Leszek Moczulski: "wojna polska". W 1943 r. w Londynie płk Roman Umiastowski, szef propagandy w Sztabie Naczelnego Wodza we wrześniu 1939 r., wydał opracowanie "Bitwa polska", nawiązując do "Bitwy o Anglię".

Świetny średni korpus

Od kilkudziesięciu lat niczym twierdzenie matematyczne wypowiadane jest zdanie, że podczas kampanii wrześniowej mieliśmy do czynienia z bohaterstwem żołnierza i - generalnie - nieudolnością dowództwa polskiego. Zdaniem prof. Andrzeja Leona Sowy z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie, sprawa jest bardziej złożona, a jednocześnie klarowna: - Gdybyśmy prześledzili całą kampanię wrześniową i nie tylko ją, to praktycznie nie sposób znaleźć przykłady na to, że gdzieś świetnie bili się żołnierze, choć dowodzili nimi partacze i tchórze. Bohaterstwo i dobre wykonywanie zadań żołnierskich jest ściśle uzależnione od fachowości i odwagi przełożonych od szczebla podoficerskiego w górę.
Jednak już niemieckie dowództwo twierdziło, że wyższy korpus oficerski armii polskiej podczas kampanii wrześniowej był kiepski. I prof. Sowa przyznaje: - Trudno się z tym poglądem nie zgodzić. Podkreśla jednak, że jest to wielkie uproszczenie oceny postaw polskich generałów w 1939 r. Przypomina, że sami Niemcy nie kryli, iż mieliśmy bardzo dobry średni korpus oficerski i żołnierzy. Sami też sukcesy na frontach II wojny światowej w dużym stopniu odnosili dzięki temu, że mieli znakomitą kadrę podoficerską i oficerską średniego szczebla. Tymczasem dość powszechny jest w Polsce pogląd, że oficerowie i podoficerowie niemieccy byli tępymi wykonawcami rozkazów swoich przełożonych. - Trudno o bardziej mijające się z prawdą stwierdzenie - podkreśla prof. Sowa. By się przekonać, że jest ono całkowicie nieprawdziwe, wystarczy choćby pobieżnie znać historię II wojny światowej. W regulaminie armii niemieckiej był oczywiście zapis, który zobowiązywał do wykonywania rozkazów, ale jednocześnie dowódcy niemieccy mieli zagwarantowane, że w razie podjęcia działań wbrew rozkazowi, ale zakończonych sukcesem, nie można było ich ukarać, a wręcz przeciwnie - zasługiwali na nagrodę. Prof. Sowa zwraca uwagę, że w wielu wypadkach dowódcy niemieccy średniego i niższego szczebla podejmowali decyzje na własną rękę. Gdyby zresztą było inaczej, II wojna światowa miałaby zupełnie inny przebieg.

Zbędne złudzenia

Od lat narzekamy, że Brytyjczycy i Francuzi nie przyszli nam, wbrew umowom, we wrześniu z odsieczą. Panuje też przekonanie, że gdyby uderzyli na Hitlera, wówczas bieg wojny zostałby odwrócony, a Niemcy w miarę szybko pokonane. Uniknęlibyśmy zatem tragicznego losu, jaki był udziałem Polski przez pół wieku: do 1989 r. Sprawa nie jest jednak tak prosta. Wbrew temu, co się nagminnie głosi, Anglia i Francja we wrześniu 1939 r. nie były gotowe do wojny ofensywnej; do pozycyjnej tak.

Krakowski historyk zwraca uwagę, że mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że ponadmiesięczna walka obronna w 1939 r. miała prawdopodobnie ogromny wpływ na cały wynik wojny. Dlaczego? Ponieważ Hitler planował jeszcze w 1939 r. atak na Francję. Jak mogłyby potoczyć się losy świata, gdyby Polska poległa po 7-10 dniach? Armia hitlerowska prawdopodobnie jeszcze jesienią tego samego roku rozniosłaby wojska francuskie i mogłaby błyskawicznie skierować swoją potęgę na Wielką Brytanię, która nie miała wówczas jeszcze przygotowanego lotnictwa. Inwazja na Anglię mogłaby się Hitlerowi udać. A gdyby tak się stało, to i losy wojny z Rosją Sowiecką mogłyby się potoczyć inaczej.

Prof. Sowa podkreśla, że jeślibyśmy mieli tak fatalne dowództwo, jak się powszechnie twierdzi, to nie bronilibyśmy się ponad miesiąc i to mając przeciwko sobie nie tylko armię niemiecką, ale również - od 17 września - sowiecką. Jednak gen. Tadeusz Kutrzeba, dowódca Armii Poznań, wspomina: "Trudności dowodzenia w wojnie z nowocześnie uzbrojonym przeciwnikiem są tak wielkie, że zmuszają dowódców operacyjnych do działań prymitywnych, ordynarnych". Kutrzeba nie krył, że "wszelkie przegrupowania, odwroty, były dla nas - prymitywnie uzbrojonych - za trudne".

Dobry oficer liniowy

Jak zatem wypadli najważniejsi nasi dowódcy w czasie wojny polskiej 1939 r.? Zacznijmy od marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego, naczelnego wodza. Generalna opinia o nim jest taka, że jest jednym z głównych winowajców klęski wrześniowej. Historycy akcentują jednak, że wcześniej dla wojska zrobił bardzo wiele, od drugiej połowy 1935 r. prowadząc intensywną reformę armii. Rydzowi-Śmigłemu oddaje się też to, że był dobrym dowódcą liniowym.

Na marginesie warto podać, że większość wyższej kadry dowódczej we wrześniu 1939 r. to byli amatorzy. Wyjątek stanowili ci oficerowie, którzy karierę zaczynali w armiach zaborczych, ale ich było stosunkowo niewielu.

Jednak naczelnego wodza należy rozliczać za plan kampanii i prowadzenie wojny. - Plan nie był dobry, ponieważ opierał się na kalkulacjach politycznych, przede wszystkim na sojuszniczych zobowiązaniach - ocenia prof. Sowa. On, jak wielu historyków, przypomina, że polscy politycy i wojskowi bardzo długo, praktycznie niemal do końca nie wierzyli, że dojdzie do wojny. Do głowy im nie przychodziło, że Hitler poważy się uderzyć na Polskę, ryzykując tym samym starcie z Wielką Brytanią. Dla żyjących w pierwszych dekadach XX wieku była ona odpowiednikiem dzisiejszych Stanów Zjednoczonych.

Bardzo poważne zastrzeżenia do zachowania marszałka Rydza--Śmigłego można mieć zwłaszcza od 17 września 1939 r. Już prof. Jerzy Łojek (historyk zmarły w 1986 r.) podkreślał, a jego opinię potwierdzają teraz analizy wojskowych, że można było przez jakiś czas walczyć z najazdem sowieckim, tymczasem naczelny wódz wydał dyrektywę, która mówiła o unikaniu walk z Armią Czerwoną. Szkoda że tak się stało, bo np. kilkudniowa obrona Lwowa mogłaby mieć duże znaczenie propagandowe. Ludzie na Zachodzie dowiedzieliby się, że Polacy stawiają opór dwóm agresorom.

Błędem, który trudno zrozumieć, było opuszczenie kraju 17 września. Zachował się jak polityk, zapomniał, że jest również, a może przede wszystkim naczelnym wodzem. - Powinien zdawać sobie sprawę, że jego postawa ma wpływ na całe wojsko. W tak tragicznej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, naród potrzebował bohaterów, przykładów heroicznych postaw - mówi prof. Sowa.

Haniebne zachowania

Prof. Paweł Wieczorkiewicz w swoich pracach krytycznie ocenia Rydza-Śmigłego. Kładzie nacisk na to, że już po 3 dniach utracił kontrolę nad armią. Nie zarzuca mu, że podejmował złe decyzje personalne dotyczące obsady wyższych dowództw w czasie pokoju. Obwinia go natomiast za to, że aż do 10 września nie powierzył żadnych zadań gen. Kazimierzowi Sosnkowskiemu, mimo jego natarczywych próśb. Prof. Wie-czorkiewicza oburza natomiast powierzenie przez naczelnego wodza gen. Stefanowi Dębowi- -Biernackiemu kluczowego stanowiska dowódcy Frontu Północnego po tym, jak skompromitował się jako dowódca (Armii "Prusy") w początkowym etapie wojny. W bitwie pod Tomaszowem Lubelskim, być może najważniejszej w czasie kampanii wrześniowej, najpierw fatalnie dowodził, a potem, przebrawszy się w cywilne ubranie, zbiegł z pola walki. Niemal równie haniebnie zachował się gen. Kazimierz Fabrycy, dowodzący Armią "Małopolska". Ten, zasłaniając się chorobą, wyjechał do Lwowa, a potem odmówił powrotu na front.
Za taką postawę Rydz-Śmigły nagrodził go, powierzając zadanie koordynacji obrony na "przyczółku rumuńskim". Także gen. Juliusz Rómmel, dowódca Armii "Łódź", nie zachował się godnie. Po zbombardowaniu swojego sztabu uciekł do Warszawy. Jednak szef Sztabu Naczelnego Wodza gen. Wacław Stachiewicz zamiast postawić go przed sądem wojennym, powierzył mu dowodzenie Armią "Warszawa". I skutek był fatalny. Rómmel nie rozumiejąc, co się dzieje wokół stolicy, nie chciał udzielić na jej przedpolach pomocy ani wojskom gen. Wiktora Thommeego, ani wesprzeć walczących nad Bzurą oddziałów generałów Kutrzeby i Władysława Bortnowskiego.

Zdaniem prof. Wieczorkie-wicza, z grona najwyższych dowódców, od szczebla armii, powyżej przeciętnej zaprezentował się jedynie gen. Sosnkowski, gen. Thommee, dowódca Armii "Łódź" (od 9 września), kontradm. Józef Unrug oraz gen. Antoni Szyling, dowódca Armii "Kraków". Zdaniem prof. Sowy, Szyling był jednym z najlepszych dowódców, a miał do wykonania jedno z najtrudniejszych, gdyż na utrzymaniu rejonu Krakowa polegał w zasadzie plan całej kampanii.

Przegrana sprawa

Warto jednak pamiętać, że chociaż dowodzenie na wysokim szczeblu pozostawało sporo do życzenia, a marszałek Rydz-Śmigły i niektórzy generałowie popełnili mnóstwo błędów, to jednak wynik kampanii nie mógł być inny. Liczby są bezwzględne: stosunek piechoty 1 do 1,5 dla Niemców, artylerii 1 do 2,8; w czołgach przewaga 1 do 5,3; w lotnictwie niemal 1 do 10. Niemcy mieli siedem nowoczesnych dywizji pancernych, Polska jedną brygadę.

Armia polska była powolna, ciągnęła za sobą olbrzymie tabory, co fatalnie odbiło się w warunkach wojny błyskawicznej. Nie była też zmotoryzowana. Za to wojsko polskie posiadało 80 tys. koni, nie tylko dla mitycznej kawalerii, ale i taborów, artylerii. Samo utrzymanie tej masy żołnierzy i koni pochłaniało 70-80 proc. budżetu armii.

Poza tym nie dokończono koncentracji wojsk. Newralgiczna armia "Kraków", na którą ruszyła cała 14. armia i część 10., miała się składać zaledwie z 7 dywizji, ale na miejscu było 5. Ponadto 17 września otrzymaliśmy cios w plecy. Związek Sowiecki napadł na Polskę.

WŁODZIMIERZ KNAP, dziennikarz

WAŻNE KSIĄŻKI

Leszek Moczulski "Wojna polska 1939".

Jej pierwsze wydanie ukazało się w 1972 r. Po raz pierwszy czytelnicy w Polsce mogli przeczytać w oficjalnym obiegu o wojnie z Sowietami. Po interwencji ambasady ZSRR została wycofana z księgarń i zniszczona. Obecne wydanie zostało uzupełnione o najnowsze ustalenia historyków. Praca Moczulskiego nadal uważana jest za jedną z podstawowych o wojnie polskiej. Bellona.

Apoloniusz Zawilski "Bitwy polskiego września".

Książkę można traktować nie tylko jak źródło szczegółowej wiedzy o pierwszym rozdziale II wojny światowej, lecz też jako reporterską opowieść o losie żołnierzy i dowódców polskich oddziałów. Barwny język, umiejętne budowanie napięcia i liczne beletryzowane fragmenty oraz cytaty z autentycznych relacji sprawiają, że pod piórem Zawilskiego narodziła się wciągająca epopeja o polskim Wrześniu. Wydawnictwo Znak.

Paweł Piotr Wieczorkiewicz "Kampania 1939 roku".

Książka ukazała się w serii "Dzieje narodu i państwa polskiego". Na prawie 150 stronach dużego formatu prof. Wieczorkiewicz zawarł kapitalną syntezę kampanii wrześniowej. Uwzględnia w niej realia polityczne i nie stroni od nieraz bardzo ostrych ocen polityków stojących na czele II Rzeczypospolitej, a przede wszystkim dowódców wojskowych. Krajowa Agencja Wydawnicza.

Heinz Guderian "Wspomnienia żołnierza".

Książka należy do kanonu literatury wojskowej. Guderian należał do czołowych dowódców niemieckich w II wojnie światowej, był generałem wojsk pancernych i architektem blitzkriegu w Polsce, Francji i ZSRR. Pod koniec wojny popadł w konflikt z Hitlerem, choć pozostał mu wierny. Był nieortodoksyjnym dowódcą, przeciwstawiają- cym się koncepcjom tradycyjnie myślących generałów. Bellona.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie