Koniec z domowym szlafrokiem, czyli biurko do wynajęcia

Koniec z domowym szlafrokiem, czyli biurko do wynajęcia

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Coworking - praca ni to w biurze, ni to w domu Fot. Anna Kaczmarz

Coworking - praca ni to w biurze, ni to w domu Fot. Anna Kaczmarz

Sto metrów kw. Na nich kilkanaście biurek, przy których siedzą: graficy, prawnicy, księgowi, informatycy. Każdy pracuje dla innej firmy. Łączy ich powierzchnia, którą wspólnie wynajęli.
Coworking - praca ni to w biurze, ni to w domu Fot. Anna Kaczmarz

Coworking - praca ni to w biurze, ni to w domu Fot. Anna Kaczmarz

Coworking - praca ni to w biurze, ni to w domu Fot. Anna Kaczmarz

Gdyby Magda (24 lata) pracowała w kancelarii prawnej, nosiłaby elegancki żakiet i buty na szpilkach. Gdyby pracowała w domu, część dnia przechodziłaby w szlafroku i pantoflach. Ale pracuje w biurze działającym na zasadzie coworkingu (z ang. wspólna praca). Niedawno skończyła studia, a teraz wykonuje zlecenia dla firmy działającej w Katowicach. Szefa widzi raz na tydzień. Z pozostałymi pracownikami firmy praktycznie nie ma kontaktu.

Magda robi analizy prawne, konsultuje zapisy dokumentów. Ubiera się do pracy swobodnie. W sandały i dżinsy. Albo lekkie, letnie sukienki - tak jak dzisiaj.

- Cenię sobie brak ciągłej kontroli i sztywnych reguł. Praca tutaj, w takich warunkach pozwala na mniej formalną atmosferę. Nie jest tak, jak w tradycyjnych firmach - podkreśla Magda.

***



Moda na coworking przywędrowała do Polski z Zachodu. To odpowiedź na potrzeby pracowników wolnych zawodów, którzy nie muszą pracować w budynku firmy w sztywno określonych godzinach. Zamiast przenosić pracę do domu lub siedzieć nad laptopem w kawiarni, wynajmują wspólne miejsce, w którym pracują albo osobno, albo razem przy jakimś projekcie. W polskich biurach coworkingowych, które są m.in. w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu spotykają się głównie informatycy, graficy, specjaliści ds. reklamy i marketingu, dziennikarze, PR-owcy, trenerzy biznesu, architekci, księgowi oraz specjaliści ds. projektów unijnych. Bycie wolnym strzelcem staje się coraz bardziej popularne. Z "biurek na godziny" korzystają jednak nie tylko freelancerzy, ale też pracownicy firm, w których możliwa jest praca zdalna, na odległość.

***



Jest godz. 9. Magda przychodzi do biura, które mieści się w mieszkaniu (100 m kw.), w jednej z krakowskich kamienic. Ułożyła sobie grafik tak, aby codziennie zaczynać pracę mniej więcej o tej samej porze. Ma wykupiony tzw. stały abonament, co oznacza że biurko, które wynajęła należy do niej codziennie, dziewięć godzin dziennie przez cały miesiąc. W cenie ma dostęp do internetu, telefonu oraz urządzeń typu faks, skaner i kserokopiarka. Są jednak i tacy, co wpadają do biura tylko od czasu do czasu, bo wykupili abonament tymczasowy. Podzwonią, popracują przez tydzień i znikają.

Do godz. 11 dwa pokoje z biurkami powoli zapełniają się pracownikami. Każdy przychodzi, kiedy chce. Wczoraj o godz. 12 można było zobaczyć inne twarze niż dzisiaj.

Panuje cisza, co jakiś czas przerywana przez żarty, towarzyskie rozmowy i wspólne wyjścia do kuchni po kawę lub na balkon, na papierosa. W salonie rozbrzmiewa muzyka. Nie przeszkadza to wysokiemu brunetowi, który zajął miejsce na sofie. Pracuje. W skupieniu, z słuchawkami na uszach i z laptopem na kolanach. Obok niego, na ławie leży konsola do gier Playstation. Kto ma ochotę, może pograć.

Na korytarzu słychać, jak ktoś przez telefon tłumaczy jakieś służbowe sprawy. Jeszcze ktoś inny przygotowuje się do rozmowy z klientem w sali konferencyjnej. Młoda kobieta krząta się po kuchni i odgrzewa sobie obiad. Kilku pracowników wpada na pomysł: jest upał, więc zrobią sobie przerwę - pojadą popływać na Zakrzówku...

***


1 3 4 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo