Kontrahent z sieci

Redakcja
Nigdy nie widzieli swoich kontrahentów. Kontraktują się z nimi za pomocą poczty elektronicznej. To wystarczy jednak, żeby interes całkiem nieźle się kręcił.

Na handlu z Chinami dorabiają się też małe, jednoosobowe firmy

Nigdy nie widzieli swoich kontrahentów. Kontraktują się z nimi za pomocą poczty elektronicznej. To wystarczy jednak, żeby interes całkiem nieźle się kręcił.

   Z taniej robocizny w Chinach korzystają już nie tylko duże przedsiębiorstwa produkcyjne, które coraz częściej budują zakłady na Dalekim Wschodzie, ale też jednoosobowe firmy.
   Jarosław Gabryś, właściciel firmy J&M z Warszawy, sprowadza z Dalekiego Wschodu rzeźbione laserowo kryształowe statuetki. Kontrahenta znalazł podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdzie wyjechał w ramach programu Work&Travel. Gabryś jest jeszcze studentem.
   - Pracowałem w firmie, która importowała kryształy na amerykański rynek. Dzięki niej zdobyłem kontakt do producenta, a także listy polecające - wyjaśnia.
   Zanim zdecydował się przeszczepić pomysł na polski grunt, wcześniej sprawdził chińskiego producenta. Kiedy okazało się, że zbiera on same pozytywne noty od swoich odbiorców, nawiązał z nim kontakt. Na początku nie obeszło się jednak bez stresu i poważnych obaw, bo żeby dostać towar, trzeba było najpierw wysłać połowę należności na konto firmy, gdzieś pod Szanghajem, której nigdy nie widziało się na oczy.
   - Wszystko przebiegło bez problemu. Kryształy dotarły bezpiecznie do Polski - mówi Gabryś i podkreśla sumienność i rzetelność dostawcy. - Reklamacje załatwiane są od ręki. Robię zdjęcia uszkodzonym statuetkom i wysyłam pocztą elektroniczną.
   Poczta elektroniczna to podstawowy kanał komunikacji między firmami. - Czasem rozmawiamy przez telefon. Korzystamy też z faksu - mówi Gabryś. - Jest z tym trochę problemów, bo ze względu na różnicę czasu informacje docierają z pewnym opóźnieniem, ale jak dotąd obeszło się bez większych wpadek.
   J&M jest niewielką firmą i mało znaczącym klientem dla Chińczyków. Na razie zamawia po kilka tysięcy statuetek. Inni kontrahenci chińskiego producenta biorą po kilkadziesiąt tysięcy sztuk. Mimo to, podkreśla Gabryś, jego firma traktowana jest poważnie.
   Współpracę z Chińczykami chwali sobie także Michał Łebkowski, właściciel firmy CNT z Krakowa, importującej z Dalekiego Wschodu odtwarzacze MP3. Chociaż nie ukrywa, że nie zawsze układa się ona po jego myśli.
   - Chińczycy są szalenie niedokładni. I nie chodzi tylko o wady produkcyjne. Często giną im np. papiery. Przedwczoraj musiałem zapłacić za transport towaru, chociaż już wcześniej uregulowałem należność. Jak się okazało, mojemu kontrahentowi zawieruszyły się gdzieś dokumenty - opowiada Łebkowski.
   Kontakt do producentów znalazł na własną rękę, szperając w Internecie. Jak wyjaśnia, w sieci działają specjalne portale ogłoszeniowe, gdzie swoje oferty zamieszczają setki tysięcy producentów, zainteresowanych każdym zamówieniem.
   - Wysłałem kilkanaście e-maili. Połowa adresatów odpowiedziała na moją ofertę, spośród nich wybrałem dwie firmy, z którymi współpracuję - mówi Łebkowski.
   Przestrzega jednak przed zbytnim zaufaniem w internetowe anonse, gdyż wśród ogłoszeniodawców trafiają się zwykli oszuści i naciągacze. - Przed nawiązaniem współpracy warto wcześniej sprawdzić kontrahenta, np. zadzwonić do polskiej ambasady w Chinach z prośbą o dostarczenie informacji o danej firmie - radzi Łebkowski.
   Niestety, możliwości weryfikacji kontrahentów z Dalekiego Wschodu są mocno ograniczone, gdyż znajomość tamtejszego rynku wśród polskich przedsiębiorców jest niewielka.
   - W Małopolsce jest kilka firm, które mają spore doświadczenie w handlu z Dalekim Wschodem. Inne dopiero zaczynają się interesować Chinami - mówi Wacław Andruszko, dyrektor Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie.
   Już niedługo będą one miały okazję bliżej poznać partnerów biznesowych z Chin. Pod koniec czerwca do Krakowa przyjedzie misja handlowa z prowincji Jiangsu, którą jesienią ub.r. wizytowali przedsiębiorcy z naszego województwa. (ET)
   Polska ma potężny deficyt w handlu z Chinami. W ub.r. sprowadziliśmy z Dalekiego Wschodu (dane szacunkowe) towary za 1,5 mld zł. Chińczycy wydali na polskie produkty tylko 558 mln zł. Na import składa się cała gama wyrobów: od elektroniki przez zabawki, narzędzia, ubrania, ostatnio także sprzęt AGD. Na liście brakuje jeszcze tylko samochodów. Sami w Chinach sprzedajemy głównie towary niesko przetworzone: miedź, chemikalia, drewno, trochę żywności.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie