Korzenie Rosnerów

BAJ
- To paradoks, że muzycy rodem z Oświęcimia ocaleli podczas wojny, podczas gdy większość w Oświęcimiu zginęła. To cmentarz wielu polskich artystów pochodzenia żydowskiego - rozpoczął swoją prelekcję w oświęcimskim Centrum Żydowskim Tomasz Lerski, dziennikarz i dokumentalista z Warszawy.

   Wśród wielu swoich poszukiwań historycznych i publicystycznych, Lerski trafił na niezwykłą historię rodu Rosnerów. Senior rodu - Herman - był rodowitym oświęcimianinem, dopiero potem przeniósł się do Krakowa, gdzie założył orkiestrę salonową. Miał trzech synów, z których najstarszy był także Herman (zwany Henrykiem), urodzony w 1904 r. Z wykształcenia skrzypek, który uczył się w Wiedniu u znanych profesorów. Trafił do getta w Krakowie, a potem do obozu w Oświęcimiu. Uratował go Schindler, był jednym z jego słynnej "Listy" (w filmie "Lista Schindlera" Henryka Rosnera grał Jacek Wójcicki). Po wojnie trafił do USA, gdzie dożył - mimo strasznych przeżyć - 95 lat. Na kilka miesięcy przed śmiercią przekazał swoje skrzypce do Muzeum Holocaustu.
   Drugim synem Hermana był Jerzy, urodzony w 1909 r. w Krakowie, zwany "pierwszym polskim pianistą jazzowym", który także kształcił się w Wiedniu. W wieku 17 lat skomponował modny szlagier "Za dawno za dobrze się znamy" (romans ze słowami Hemara). Miał swoją orkiestrę taneczną w Warszawie, gdzie występował do 1939 r., kiedy szczęśliwie (przez przypadek) wyjechał do USA. Tam pisał muzykę do filmów amerykańskich i trafił do "złotej setki kompozytorów". Spotkał się z Ignacym Janem Paderewskim, do którego skierował go Artur Rubinstein. Paderewski pomógł orkiestrze Jerzego Rosnera zorganizować pierwsze występy w Stanach. Średni z braci dożył 94 lat w Phoenix.
   Trzeci - Leopold Rosner - urodził się w 1918 r. i mieszka do dziś w Australii. Jest multiinstrumentalistą, nagrywał płyty z orkiestrami i muzykę do filmów (m.in. "Czarna perła" z Eugeniuszem Bodo). On także został uratowany przez Schindlera. Do dziś prowadzi własny lokal taneczno-rozrywkowy.
   Jednak najbardziej znany z rodu był ich kuzyn Adolf (jego ojciec był oświęcimianinem), czyli sławny Ady, który urodził się w 1910 r. w Berlinie, a w 1937 r. przyjechał pierwszy raz do Polski. Szczegółowo o dramatycznej historii jego życia - wielkiej sławie i wielkim upadku - opowiada film Pierre-Henry'ego Salfati "Jazzman z gułagu". Był dyrygentem i fenomenalnym trębaczem (potrafił grać na 2 trąbkach równocześnie), przywiózł do Polski swing. W filmie mówi: "Zacząłem marzyć o życiu, jakie mógłbym mieć, gdybym wyjechał do Ameryki, a nie do Polski". Zmarł w nędzy w wieku 66 lat w Berlinie.
(BAJ)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.