Kozłów czeka za długo

Aleksander Gąciarz
Strażaków nie może zabraknąć tam, gdzie dzieje się coś złego
Strażaków nie może zabraknąć tam, gdzie dzieje się coś złego FOT. ALEKSANDER GĄCIARZ
Miechów. Średnio co 8 godzin i 10 minut wyjeżdżali w ubiegłym roku do akcji miechowscy strażacy. Interweniowali ponad 1000 razy.

Jak informowano podczas piątkowej narady rocznej w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej tych interwencji było dokładnie 1075. Nie jest żadną niespodzianką, że najczęstszą przyczyną wyjazdów były opady i silne wiatry.

Za ich sprawą strażacy byli wzywani do pomocy prawie 600 razy. Warto zwrócić uwagę, że w całym roku 2012 tych wyjazdów było 740, a rok wcześniej jeszcze mniej (707). Ubiegłoroczne żywioły nie oszczędzały zwłaszcza okolic Miechowa, Gołczy i Charsznicy. To tam trzeba było toczyć najcięższą walkę ze skutkami wichur i ulew.

Sporo pracy mieli strażacy również na drogach. Do wypadków i kolizji wyjeżdżali 75 razy. – Stałą cechą charakterystyczną powiatu miechowskiego jest bardzo dużo interwencji, które generuje droga krajowa numer 7 z Krakowa do War­szawy – zwraca uwagę małopolski komendant wojewódzki PSP Andrzej Mróz.

Stosunkowo mało było natomiast w 2013 roku pożarów. Odnotowano ich 168, co w porównaniu z rokiem poprzednim (221) daje znaczący spadek. Komendant Mróz przyznaje jednak, że mogło się to stać z przyczyn naturalnych: ubiegłoroczna aura nie sprzyjała masowemu wypalaniu traw.

Podczas narady rocznej jak bumerang wróciła sprawa braku choćby jednej jednostki OSP z gminy Kozłów, która byłaby zrzeszona w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym. – Bardzo chcielibyśmy, aby taka jednostka powstała. Ale sprawa nie jest prosta. Musi być grupa druhów, którzy będą mieli chęci do działania, którzy przejdą odpowiednie szkolenia, będą mieli odpowiednie wyposażenie. A to wszystko kosztuje. Nie możemy włączyć do systemu jednostki, w której jest kilku druhów, a jej mobilność jest żadna. Oni muszą dawać gwarancję, że jeżeli włączymy syrenę, to w odpowiednim czasie i w odpowiednim składzie wyjadą do akcji – przekonuje Andrzej Mróz.

Brak jednostki OSP z prawdziwego zdarzenia w gminie Kozłów powoduje, że czas oczekiwania na interwencje jest na tym terenie najdłuższy. Wynika to z oddalenia od Miechowa. Kozłów jest jednym z niewielu miejsc w Małopolsce, gdzie na przyjazd strażaków trzeba czekać dłużej niż 15 minut. Pocieszające może być z tej sytuacji tylko to, że Kozłów, obok Słaboszowa i Książa Wielkiego, był w ubiegłym roku stosunkowo najmniej narażony na zagrożenia. Liczba interwencji strażackich tym rejonie (w sumie 44) to zaledwie 4 procent ogółu.

proszowicki@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Megafon

bo to jego jak zwykle zasługa, że nas tak oszczędziło...

Dodaj ogłoszenie