Kradziony relief na aukcji

EK
W warszawskim domu aukcyjnym Rempex policja zabezpieczyła "Relief niebieski", dzieło Henryka Stażewskiego, skradzione z mieszkania znanego krakowskiego kolekcjonera. Zniknęło przed kilkunastoma miesiącami, ale kradzież zgłoszono dopiero w minioną sobotę.

PRAWO. Dzieło sztuki zniknęło przed kilkunastoma miesiącami, ale kradzież zgłoszono dopiero kilka dni temu

Płaskorzeźba to pozostałość po dużej krakowskiej firmie antykwarycznej. Razem z nią skradziono także dwa inne dzieła Stażewskiego: "Relief metalowy" i "Relief numer 73". Ich łączną wartość właściciel szacuje na blisko 200 tys. zł.

W jakich okolicznościach i kiedy doszło do kradzieży? Nie bardzo wiadomo. Z doniesienia o przestępstwie, jakie w ubiegłym tygodniu dotarło do krakowskiej policji, wynika, że między 1 września, a 30 listopada 2009 r. Dlaczego dopiero teraz zgłoszono kradzież? Kolekcjoner oraz jego pełnomocnik nie chcą na ten temat rozmawiać.

Zagadkę częściowo wyjaśnia Marek Lengiewicz, współwłaściciel Domu Aukcyjnego Rempex w Warszawie. - "Relief niebieski" był u nas od roku. Po raz trzeci wystawialiśmy go na aukcji. Nie było wcześniej żadnych zastrzeżeń, nikt nie zgłosił kradzieży. Dopiero niedawno zadzwonił do mnie znajomy - nawiasem mówiąc, znany uczestnik rynku antykwarycznego - i stwierdził, że to dzieło było u niego i gdzieś się zapodziało. Zorientował się, że znikło dopiero, gdy zobaczył zdjęcie w naszym ostatnim katalogu aukcyjnym. Niedługo potem pojawili się policjanci, którzy zabrali "Relief niebieski", a razem z nim jeszcze dwa inne, nawet cenniejsze dzieła tego samego autora - mówi.

"Relief niebieski" po raz pierwszy pojawił się w katalogu aukcyjnym Rempexu w marcu ubiegłego roku - z ceną wywoławczą 130 tys. zł. Ponieważ nie został sprzedany, w kolejnej lipcowej ofercie aukcyjnej, cenę obniżono do 80 tys. zł. Po raz kolejny miał trafić na aukcję w minioną środę, z ceną wywoławczą 70 tys. zł. Wizyta policji zablokowała jego licytację.

Śledczy próbują teraz ustalać, jaką drogę przebyła płaskorzeźba - z krakowskiego mieszkania do warszawskiej galerii. Kobieta, która oddała ją w komis do Rempexu, twierdzi, że kupiła ją jakieś 1,5 roku temu. Podała nazwisko sprzedawcy. Policja próbuje teraz do niego dotrzeć. Niewykluczone jednak, że okaże się kolejnym pośrednikiem.

- Jeszcze się nie spotkaliśmy z przypadkiem, by złodziej bezpośrednio wystawiał na aukcji skradzione dzieło. Zawsze jest to któryś z kolei pośrednik. Zdarza się natomiast, że w ciągu jednego dnia skradzione dzieło sztuki dwukrotnie zmienia właściciela. Tak było np. z zabytkowymi meblami, skradzionymi w nocy z piątku na sobotę, które trafiły do nas w poniedziałek, już po dwukrotnej sprzedaży - mówi Marek Lengiewicz.

W takich transakcjach chodzi nie tylko o to, by utrudnić dotarcie policji do złodziei, ale także, by nabywca mógł tłumaczyć się, że kupił dzieło w dobrej wierze. Jeśli nie uda się dowieść, że było inaczej, po upływie pół roku od zakupu staje się on jego prawowitym właścicielem. Potem pozostaje tylko sprawdzić, czy była spisana umowa kupna-sprzedaży, i czy odprowadzono od niej podatek.

(EK)

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie