reklama

Krajobraz po Almie: twórca ma się świetnie, a tysiące wierzycieli cierpią czekając na zapłatę

Zbigniew Bartuś
Jerzy Mazgaj
Jerzy Mazgaj Andrzej Wiśniewski
Setkami polskich przedsiębiorców wstrząsnęła wieść, że Jerzy Mazgaj, twórca znanej krakowskiej sieci delikatesów, nadal figuruje na liście 100 najbogatszych Polaków Forbesa. W rok powiększył majątek o jedną trzecią - do 485 mln zł. Ich kosztem?

Czytaj również:
Prokurator w Almie na tropie oszustwa

Alma, ukochana córka Jerzego Mazgaja, praktycznie przestała istnieć: z 50 działających w zeszłym roku marketów zostały dwa: w Sopocie i w Krakowie. Ta szokująca zagłada nie miała najwyraźniej wpływu na zamożność samego twórcy, który pod koniec zeszłego roku zrezygnował z fotela prezesa upadającej spółki, a niedługo potem sprzedał większościowy pakiet akcji Tomaszowi Żarneckiemu, prowadzącemu centrum handlowe w Nowym Targu pod szyldem francuskiego E.Leclerca.

- Ja już jestem całkowicie poza tą sprawą. Poza Almą. Spółka jest w sanacji, ma kontrolowanego przez sąd zarządcę. Wszystko w jego rękach - tłumaczy nam Jerzy Mazgaj.

- Pozbył się problemu. Pozbył się nas! - odpowiadają rozżaleni kontrahenci, którym Alma jest winna ogromne pieniądze. Ich lista - w krakowskim sądzie upadłościowym i prowadzącej śledztwo prokuraturze - liczy już prawie… 200 stron. Niektórzy wieloletni dostawcy sieci, zwłaszcza ci mniejsi, popadli w nie lada tarapaty: nie mają z czego zapłacić składek na ZUS i podatków, zalegają z opłatami swoim kontrahentom, dostawcom mediów itp. Ot, łańcuszek nieszczęść - zapoczątkowany przez spółkę stworzoną i kierowaną aż do zeszłorocznej katastrofy przez Jerzego Mazgaja.

Ten ostatni pozostaje współwłaścicielem i szefem rady nadzorczej stabilnej giełdowej Krakchemii oraz świetnie prosperującej Vistuli (w której grupie są też Wólczanka, Deni Cler, W. Kruk). Jego znakiem rozpoznawczym są nadal dobra luksusowe - kubańskie cygara, drogie wina i ubrania z najwyższej półki: Hugo Boss, Armani, Louis Vuitton…

Pogrzebani i obici

- Skoro pan Mazgaj tyle ma, to niech nam odda pieniądze. Niech zapłaci za towary, które miesiącami dostarczaliśmy do sklepów Almy! - apeluje gdańszczanin Zbigniew Jurasz, właściciel działającej od 30 lat największej hurtowni świeżych owoców i warzyw w północno-zachodniej Polsce. Właśnie on jako pierwszy, latem zeszłego roku, złożył w krakowskim sądzie wniosek o upadłość Almy.

Ma do Jerzego Mazgaja wielki osobisty żal. Współpracował z Almą od początku jej istnienia, szkolił za własne pieniądze jej pracowników. Dawał sieci Mazgaja potężne upusty - nawet 400 tys. zł rocznie - za terminowe płatności, których… nigdy nie otrzymał w terminie. Organizował atrakcyjne promocje. Ufał „polskiemu przedsiębiorcy”. Wierzył, że „Polacy muszą się wzajemnie wspierać”…

Kiedy latem zeszłego roku po mediach rozlała się wieść, że półki w niektórych marketach krakowskiej sieci świecą pustkami, zjawił się u niego wysłannik Almy. - Firma pana Mazgaja była mi już wtedy winna prawie milion złotych. Ale jej przedstawiciel przekonał mnie, że na dniach oddadzą mi ten milion i będziemy handlować dalej, tylko muszę im jeszcze zrobić jedną fajną promocję owoców, głównie winogron. Zrobiłem. I wtopiłem kolejne pieniądze. Nigdy nie ujrzałem tych pieniędzy. Czuję się przez pana Mazgaja straszliwie oszukany - nie kryje rozżalony Jurasz.

W sumie Alma jest mu winna ok. 1,5 mln złotych. Dla zatrudniającej 26 osób firmy to bardzo dużo: równowartość miesięcznych obrotów. A trzeba zapłacić ludziom pensje, ZUS, podatki. Także od wystawionych Almie, a nie zapłaconych faktur. Nie ma przebacz. Polscy i zagraniczni plantatorzy, od których Jurasz kupował owoce dla krakowskich marketów, na razie cierpliwie czekają na pieniądze. Gdańszczanin jest na rynku obecny od wielu lat, ma znakomitą opinię, więc wstrzymują się z windykacją - która mogłaby go z dnia na dzień zniszczyć. Powód? Jest duża szansa, że Jurasz się odkuje i odda dług. Za Almę.

A czy Alma kiedykolwiek odda Juraszowi zaległe półtora miliona? Ta perspektywa coraz bardziej się oddala. Według ostatniego zestawienia sądu upadłościowego, długi byłej spółki Jerzego Mazgaja przekraczają ćwierć MILIARDA złotych. Teoretycznie Alma dysponuje sporym majątkiem, głównie działkami, została też dokapitalizowana przez nowego inwestora, ale wszystko to razem wzięte może nie wystarczyć do spłaty długów.

- Co gorsza, na pierwszym miejscu w kolejce są banki, które mają zabezpieczenia na hipotekach nieruchomości i akcjach, oraz Skarb Państwa i ZUS, które muszą wycisnąć należne podatki i składki, potem pracownicy, którym pan Mazgaj nie wypłacił ostatniej pensji i odpraw, w sumie 4 mln zł. Dopiero na szarym końcu my, drobni polscy przedsiębiorcy, którzy zaufali innemu polskiemu przedsiębiorcy udzielając mu kupieckiego kredytu - opisuje Janusz Szarek, dostawca spod Krakowa.

Zeznają: oszustwo

W długiej kolejce szaraków, których Alma pociągnęła na dno, stoją obok Szarka i Jurasza m.in. lokalny producent wody mineralnej, importerka kosmetyków, dostawca świeżych sałatek, wytwórca sushi, średniej wielkości producenci rolni. Na pieniądze czekają też duże firmy należące do znanych polskich przedsiębiorców, jak Tarczyński i Olewnik (wędliny) oraz Bać-Pol (sery); przez krakowską spółkę notują wyraźnie gorsze wyniki i trudniej im walczyć z zagraniczną konkurencją.

Np. spółka Jacka Tarczyńskiego musiała właśnie dokonać tzw. odpisu aktualizującego należności z tytułu dostaw w kwocie 1,9 mln zł. Mówiąc po ludzku: Tarczyński na razie nie dostanie pieniędzy za dostarczony w zeszłym roku towar i obawia się, że nigdy ich w całości nie odzyska. W efekcie, mimo olbrzymiego wzrostu przychodów, zyski za zeszły rok miał ponad dwa razy mniejsze niż w 2015 r. Strata na Almie to jedna piąta rocznego zysku...

Kolejka wierzycieli wyczekuje w napięciu na decyzje Sądu Rejonowego dla Krakowa- Śródmieścia, VIII Wydział Gospodarczy dla Spraw Upadłościowych i Restrukturyzacyjnych. - Dzieją się tam rzeczy co najmniej dziwne, a wszystko prowadzi do tego, byśmy nie otrzymali należnych pieniędzy - oskarża Zbigniew Jurasz, w kolejce „na miejscu w okolicach dwusetnego”.

Miesiąc temu sąd, na wniosek zarządcy, umorzył postępowanie sanacyjne (naprawcze) wszczęte w grudniu zeszłego roku. Zdaniem wtajemniczonych, stało się tak, bo zarządca stracił wiarę w możliwość zawarcia układu z wierzycielami i uznał, że dalsze trwanie postępowania byłoby dla nich krzywdzące. Równocześnie do sądu trafił kolejny wniosek o upadłość likwidacyjną spółki.

- Mówiąc brutalnie: cały majątek Almy najwyraźniej nie wystarczy do spłaty zobowiązań - mówi nam śledzący sprawę z bliska krakowski radca prawny.

Odwlekając jesienią zeszłego roku decyzję o wszczęciu postępowania sanacyjnego krakowski sąd szacował, że w przypadku upadłości Almy i likwidacji jej majątku, udałoby się zebrać „maksymalnie 40 mln zł”. Ucierpiałyby na tym „głównie małe i średnie polskie firmy, będące dostawcami”.

Długa kolejka przedsiębiorców ustawiła się także pod drzwiami prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawie „doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem kontrahentów spółki Alma Market SA”.

- Wszczęto je z końcem zeszłego roku po zawiadomieniu trzech kontrahentów Almy, którzy nie otrzymali zapłaty za wykonane usługi, m.in. budowlane i ochroniarskie, ale grupa potencjalnych pokrzywdzonych szybko urosła, bo zgłosili się do nas liczni dostawcy sieci - mówi Janusz Hnatko, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

Z niewielkiej sprawy, w której chodzić mogło o wyłudzenie usług wartych pół miliona złotych, zrobiła się olbrzymia - z dziesiątkami poszkodowanych twierdzących, że wprowadzono ich w błąd, albo nawet - oszukano.

Opisane w art. 286 Kodeksu karnego przestępstwo oszustwa na tak wysoką kwotę (powyżej 200 tys. zł) zagrożone jest karą nawet 10 lat więzienia. Czy ktoś może usłyszeć taki zarzut? I kto konkretnie?

- Moim zdaniem powinien go usłyszeć były zarząd Almy. Nie wierzę, że pracownicy spółki wyciągali od nas towary bez wiedzy władz spółki. A władze doskonale zdawały sobie sprawę z sytuacji finansowej i tego, że nigdy nam nie zapłacą - mówi nam jeden z wierzycieli. Inni uważają podobnie.

- Sprawa jest bardzo skomplikowana. Oszustwo zachodzi wyłącznie wtedy, gdy sprawca działał z premedytacją, czyli już w chwili zawierania umowy nie miał zamiaru jej wykonać. Trzeba to wykazać obiektywnymi dowodami (np. na okoliczność sytuacji majątkowej sprawcy), nie jedynie założyć, że skoro nie zapłacił za towar, to pewnie nie chciał płacić od początku. To piekielnie trudne - tłumaczy nam doświadczony krakowski śledczy. Dodaje, że na korzyść podejrzewanego przemawiają zawsze wszelkie czynności mające na celu ratowanie spółki, jak pozyskiwanie nowych kredytów operacyjnych czy poszukiwanie inwestorów. A tak czynił zarząd Almy.

- Czy ludzie Mazgaja działali z premedytacją? Wiele na to wskazuje - uważa Zbigniew Jurasz. Inny kontrahent opisał portalowi money.pl, jak był przez handlowców Almy mamiony: „Bierzemy kredyt z mBanku i jutro wypłacimy milion. Jesteśmy polską siecią handlową, która walczy z Biedronką, Lidlem, Tesco. Powinniśmy sobie wzajem pomagać. Liczymy, że Pan nie odmówi” - mówili. Sprawdziłem, że Alma faktycznie załatwia kredyt w mBanku. Pomogłem długoletniemu partnerowi. Jednak pieniędzy za towar już nigdy nie zobaczyłem. Stoję w kolejce dłużników”.

Prokurator Janusz Hnatko wyjaśnia, że za wcześnie mówić o zarzutach. - Postępowanie toczy się „w sprawie”, nie przeciwko komuś. Zbieramy dokumentację, przesłuchujemy kontrahentów - tonuje emocje.

Nieoficjalnie dowiadujemy się jednak, iż zgromadzony dotąd materiał jest na tyle mocny, że jeszcze dziś śledztwo przejmie Wydział ds. Przestępczości Gospodarczej Prokuratury Okręgowej. A zajmuje się on wyłącznie sprawami najcięższego kalibru.

Kto to „My”, a kto „oni”

Niepołomicki Serpol, będący częścią grupy handlowej Bać-Pol kontrolowanej przez Leszka Bacia z Rzeszowa, stracił setki tysięcy złotych dostarczając do Almy nabiał. Inna spółka Bać-Polu zarządza w Polsce popularną na świecie holenderską marką spółdzielczo-rodzinną SPAR i próbuje się odkuć: 3 marca krakowska firma Kefirek, korzystająca od ponad roku z szyldu SPAR, otworzyła w Krakowie dwa sklepy w miejscach, w których działały dotąd delikatesy Almy (przy ul. Stańczyka i Kościuszki).

- Zdajemy sobie sprawę, jak wiele dla mieszkańców Krakowa znaczyła Alma - mówi Sławomir Rupikowski, prezes Kefirka. Spółka ta dwa lata temu ledwie obroniła się przed wrogim przejęciem przez sieć Żabka, należącą do środkowoeuropejskiego funduszu inwestycyjnego. Uciekła pod szyld SPAR, bo samodzielnie nie miałaby na potwornie trudnym rynku żadnych szans w starciu z obcymi potentatami. Dla Rupikowskiego kluczowe znaczenie miało to, że SPAR jest marką stworzoną przez tysiące drobnych firm rodzinnych, tradycyjnych kupców. I że w Polsce prawa do szyldu ma Polak - Leszek Bać.

Można więc powiedzieć, że polską Almę zastąpiła w dobrych krakowskich lokalizacjach również polska firma, tyle że bardziej rodzinna. A że pod szyldem pochodzącym z Holandii? Takie czasy.

O problemach Almy mówiło się w branży już dwa lata temu. Po cichu. Wiosną zeszłego roku, ku osłupieniu klientów, zaczęły pustoszeć półki niektórych delikatesów. Okazało się, że firma ma potężne długi u dostawców. We wrześniu zarząd złożył do sądu wniosek o sanację, miesiąc później - o upadłość (wcześniej z takim wnioskiem wystąpili wierzyciele).

Ostatnio Alma zamknęła ostatni sklep w Warszawie. Jeszcze nie wiadomo, kto ją tam zastąpi. O najciekawsze lokalizacje polscy kupcy toczą bój z potężnymi sieciami zagranicznymi. Popularny na zachodzie i w centrum kraju poznański Piotr i Paweł, który wcześniej niż Alma zauważył zmiany na polskim rynku i w porę się do nich dostosował, zajął przestrzeń po krakowskiej sieci w centrum handlowym Skorosze w Warszawie, CH Klif w Gdyni i wrocławskich Arkadach. Francuski Carrefour wszedł na miejsce Almy w Aura Centrum w Olsztynie i Galerii Gama w Piasecznie, a niemiecki Lidl (grupa Schwarz, do której należy również Kaufland) - w Cuprum Arena w Lubinie…

Rząd robi poduszkę na ewentualne spowolnienie gospodarcze

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

l
ludzkiej glupocie

tacy biznesmeni moga egzystowac, tak jest na calym swiecie, a Polska to chyba swiatowa ich stolyca.

h
holota

psia mać ich była, panie redaktorze. Co po znakach rozpoznawczych jak te garnitury i cygara mając aparycję .............. , każdy widzi któż zacz ten burżua.

U
Ummm

podniecajcie się dalej......... Tak się robi biznes,

K
Krakus

Typowy kolo związany z ubecją, WSI i tym podobną hołotą, kumplami Bronka itp.

k
krakus

TERAZ POCALUJCIE PSA W NOS...TO ZGRAJA CWANIAKOW NA LUDZKIEJ KRZYWDZIE SIE DORABIALI...W PODOBNO Ks.SOWA BY;L W RADZIE NADZORCZEJ.....BRACISZEK W WA-WIE TRZYMA REKE NA [PULSIE...SZANOWNY REDAKTORZE TO WSTYD PISAC O TAKIEJ PODLOSCI...I ZNOWU NIKT NIE WIDZIAL PROBLEMU/patrz AMBER GOLD/...A PAN LEWADOWSKI TEZ NIC NIE WIEDZIAL O PROBLEMIE

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3