Kraków powinien przyciągać artystów

Redakcja
Mat Schulz i Małgorzata Płysa - jedyna taka para organizatorów w Krakowie Fot. Katarzyna Stuczyńska
Mat Schulz i Małgorzata Płysa - jedyna taka para organizatorów w Krakowie Fot. Katarzyna Stuczyńska
- Jesteście idealnym przykładem działalności zainspirowanej punkowym hasłem "Do It Yourself", czyli "Zrób to sam"?

Mat Schulz i Małgorzata Płysa - jedyna taka para organizatorów w Krakowie Fot. Katarzyna Stuczyńska

Z MAŁGORZATĄ PŁYSĄ i MATEM SCHULZEM, organizatorami krakowskiego Unsound Festivalu, rozmawia Paweł Gzyl

M.P.: Unsound na pewno nie istniałby, gdyby nie grupa pasjonatów, spędzających mnóstwo czasu nad odkrywaniem nowych dźwięków i przybliżaniem ich polskiej publiczności. Ludzie wchodzący w skład zespołu festiwalowego i artyści współpracujący z nami tworzą jego jakość i potencjał. Nie musi się to jednak przekładać na wynagrodzenia finansowe kogokolwiek z zainteresowanych. To chyba nadal najbardziej dostrzegalny wyróżnik trzeciego sektora i organizacji o korzeniach DIY.  

M.S.: Udało nam się osiągnąć dość sporo z małą grupą osób, co nie zawsze było łatwe, ale na pewno daje powody do zadowolenia. Praca w takiej strukturze personalnej pozwala nam na kreatywność i elastyczność. To na pewno jest łatwiejsze, gdy nie stoi za tym duża instytucja, ale z drugiej strony ma też swoje minusy.

- Nie wierzę, że sama pasja wystarcza, żeby organizować tak wielkie wydarzenie, jak Unsound.

M.P.: Na pewno nie wystarcza. Unsound nie mógłby urosnąć do rangi jednego z najważniejszych wydarzeń muzycznych w Europie, gdyby nie wsparcie instytucji, środki publiczne i coroczne mozolne ich gromadzenie. Jednak przed nawet najbardziej aktywnie działającą organizacją, której towarzyszy konkretna wizja i chęć działania, jak i regularnie otrzymywane wsparcie, stoją wyzwania typowe dla organizacji pozarządowych, w dużej mierze utrudniające dalszy rozwój tej organizacji.

M.S.: Nikt nie zorganizowałby festiwalu bez pasji, to pewne. Natomiast dzięki większemu dofinansowaniu możliwa była realizacja szerzej zakrojonych pomysłów, o których wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć.

- A jakie trudności napotykacie najczęściej na styku z instytucjami wspierającymi finansowo kulturę?

M.P.: Poza kłopotami, związanymi ze sposobami dystrybucji środków i biurokracją, mamy problemy typowe dla trzeciego sektora. To przede wszystkim brak konkretnego modelu finansowania, umożliwiającego stworzenie stałego zespołu i pokrycie kosztów operacyjnych oraz brak stałej siedziby. Największą przeszkodą w rozwoju działalności wydaje się być jednak coroczna konieczność tworzenia na nowo stałego zespołu, licząc przy tym, że żadna z osób od lat współpracujących z festiwalem nie znalazła aby w międzyczasie pełnego etatu lub nie wyjechała do Warszawy czy za granicę, gdzie możliwości pracy w tej branży są o wiele większe. Organizacja festiwalu tego rodzaju, a przy tym utrzymanie stałego poziomu artystycznego jest zajęciem całorocznym, które powinno być realizowane przez przynajmniej dziesięcioosobowy zespół stale pracujący nad konkretnymi zadaniami.

- A macie z tym problemy?

M.P.: Ciężko osiągać te same wyniki, gdy w ciągu roku w pełni oddane pracy są zaledwie dwie, w najlepszym wypadku trzy osoby. Oczywiście, zespół taki rozrasta się nawet do 20 osób oraz prawie 100 wolontariuszy w okresie produkcji wydarzenia, ale to tylko na czas trzech miesięcy. Wszyscy biorący udział w tych działaniach - czy w ciągu roku, czy tylko w organizacji festiwalu - robią to z pasji i zaangażowania. Nie mamy jednak pewności, jak długo organizacja tego typu wydarzenia w Krakowie i za granicą możliwa będzie na takich zasadach.
M.S.: Problemem jest również fakt, że pracując z ograniczonymi zasobami i w ramach jednorocznych cyklów produkcji ciężko jest znaleźć czas na przeanalizowanie, jak rozwinąć Unsound w bardziej długodystansowy sposób. Próbujemy jednak wypracować taką strategię, pomimo że będąc cały czas skupionym na "tu i teraz", czasem jest z tym ciężko.

- Jakie w tym wszystkim widzicie miejsce dla artystów z Krakowa?

M.P.: Na pewno znalezienie rozwiązania mogącego wesprzeć bieżącą działalność organizacji pozarządowych powinno iść w parze ze wsparciem indywidualnych artystów czy grup twórczych. Kraków mógłby wtedy zapraszać do udziału w takich wydarzeniach miejscowych artystów, a nie tylko twórców z innych stron kraju czy świata. Ten swoisty "outsourcing" jest bowiem związany z tym, że nie ma zbyt wielu mechanizmów wsparcia, mogących inicjować czy wspomagać w jakiś sposób lokalnych artystów i niezależne działania twórcze.

M.S.: Myślę, że miasto powinno zastanowić się raczej, jak przyciągnąć ciekawych artystów, żeby zamieszkali i pracowali tutaj - zarówno z Polski, jak i z zagranicy. Festiwale takie jak Unsound wpływają pozytywnie na wizerunek danego miejsca. Są jednak jeszcze inne sposoby, jak na przykład oferowanie artystom galerii, pracowni i rezydencji oraz wsparcia finansowego, pomagające pracować w konkretnym mieście.

- Co właściwie dzisiaj kryje się pod nazwą Unsound?

M.P.: Unsound powstał jako niezależna inicjatywa pasjonatów mało popularnej w 2003 roku w Polsce muzyki elektronicznej. Od tego czasu rozwija się, nie tylko poszerzając program corocznego festiwalu w Krakowie, ale również organizując edycje w innych miejscach. Regularnie odbywa się edycja nowojorska, są wydarzenia w Mińsku, Berlinie, Tbilisi, Adelajdzie. Każde z nich, poza spójną linią programową, jaką staramy się rozwijać w ramach wszystkich edycji Unsound, ma swoją specyfikę uwarunkowaną miejscem, jego kulturą, sytuacją polityczną i sposobami finansowania. To daje nam wiele okazji do nauki funkcjonowania w odmiennych środowiskach, jak i do porównań. Na tle wszystkich naszych działań edycja krakowska wbrew ogólnemu kryzysowi finansowemu miasta, jest z pewnością powodem do zadowolenia.

M.S.: Od kilku lat traktujemy Unsound nie tylko jako festiwal, ale jako narzędzie, dzięki któremu mogą powstawać nowe prace zamówione. Są to zarówno mniejsze, jak i wielkoformatowe projekty, które następnie prezentujemy w innych miejscach.

- Kto zajmuje się organizowaniem tych wszystkich przedsięwzięć ukrywających się pod szyldem Unsoundu?

M.P.: W realizację działań poza Krakowem włączone są instytucje publiczne i organizacje funkcjonujące lokalnie w danym miejscu. Festiwal w Krakowie od 2008 roku organizowany jest przez Fundację Tone - Muzyka i Nowe Formy Sztuki, która pozyskuje środki na realizację kolejnych wydarzeń. Do tego czasu festiwal organizowany był niezależnie, będąc stosunkowo małą inicjatywą, finansowaną głównie prywatnie oraz dzięki wsparciu zagranicznych instytucji kultury, które promowały artystów z Niemiec, Austrii, Francji, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii. W 2007 roku festiwal po raz pierwszy został wsparty przez Urząd Miasta Krakowa stosunkowo niewielką dotacją. Natomiast od 2008 roku, dzięki rosnącemu wsparciu władz miasta, stałej pomocy zagranicznych instytutów, współpracy z Krakowskim Biurem Festiwalowym oraz grantom Unii Europejskiej, Ministerstwa Kultury (od 2012 r.) i grantom norweskim, może realizować swoje działania na szerszą skalę. Festiwal w Krakowie jest organizowany dzięki środkom publicznym - dotacjom jednostek samorządowych, ministerialnych i instytucji kultury. Poza jednorazowym wsparciem konkretnego artysty w 2012 r. budżet festiwalu nigdy nie był wspierany przez sponsorów komercyjnych.
- Unsound nie jest zatem festiwalem komercyjnym, zarabiającym na sprzedaży biletów?

M.P.: Unsound sprzedaje bilety, ale wpływy te w całości przeznaczane są na pokrycie kosztów związanych z organizacją danej edycji, nie wypracowując żadnego zysku. Nasz festiwal, pomimo dużej rozpoznawalności, nadal funkcjonuje w dość specyficznej niszy. Nie jest przedsięwzięciem komercyjnym, przyciągającym masową publiczność, pomimo że w programie pojawiają się często ci sami artyści, co później na bardziej komercyjnych imprezach. Wydaje się, że sponsorom tego typu wydarzeń nie zależy na dotarciu do nieco ponadtysięcznej (przy jednorazowym koncercie) widowni zainteresowanej awangardową produkcją, ale raczej na kilkuset tysiącach odbiorców, którzy w trakcie imprezy skonsumują jego produkt.

- Czyli nie macie co liczyć na duże koncerny wspierające młodzieżowe imprezy?

M.S.: Pomimo dużej rozpoznawalności marki Unsound dba i ceni sobie swoje undergroundowe korzenie. Nie tylko przez wybór muzyki, ale również przez określony wizerunek. Jeśli pracowalibyśmy z korporacyjnym sponsorem w taki sposób, w jaki często ma to miejsce przy dużych festiwalach, mogłoby to wpłynąć na program muzyczny, kampanię PR - niekoniecznie w taki sposób, jak byśmy chcieli. Niemniej jednak zdajemy sobie sprawę z potencjału, jaki w tym momencie ma festiwal. Marka znana jest w wielu krajach i dociera do publiczności, która wyznacza trendy. To na pewno mogłoby być interesujące dla potencjalnego sponsora. Nie spotkaliśmy jeszcze jednak firmy, która chciałaby być mecenasem tego typu wydarzenia, jednocześnie dając dużą swobodę w działaniach dla nas istotnych i stanowiących o wartości marki.

- To jakim cudem z roku na rok Unsound przyciąga coraz większe tłumy?

M.P.: Co roku zwiększa się frekwencja, a karnety i bilety wręcz znikają w przedsprzedaży. W coraz większej mierze kupuje je jednak drogą internetową publiczność zagraniczna, stanowiąc obecnie już ponad 60 proc. odwiedzających festiwal. Unsound rozpoznawalny jest bardzo mocno w Wielkiej Brytanii, USA oraz krajach sąsiadujących z Polską. Goście z zewnątrz zachwycają się miastem i sposobem, w jaki wykorzystujemy jego przestrzenie, prezentując koncerty i instalacje w niebanalnych wnętrzach. Od dawnych sal fabryki Miraculum, przez muzeum Manggha czy Techniki Miejskiej, po przestrzenie sakralne - kościół św. Katarzyny i synagogę Tempel.

M.S.: W ramach Unsoundu prezentowani są mało znani, ale bardzo obiecujący artyści, jak również wielkie projekty zamówione i specjalne wykonania. To na pewno przyciąga publiczność. Festiwal stał się również nieoficjalnym miejscem spotkań branży muzycznej. Przyjeżdżają tu dziennikarze, kuratorzy, przedstawiciele wytwórni muzycznych oraz artyści. Daje to nie tylko okazję do spotkań, ale i miłego spędzenia czasu. Kraków jest bowiem dobrym miejscem do organizacji takiego wydarzenia; wszędzie jest blisko i można poruszać się pieszo. Również sposób, w jaki adaptujemy wspomniane miejsca, sprawia, że poszczególne wydarzenia mają swoją specyficzną atmosferę, przez co nasi goście odkrywając Unsound, również poznają miasto.
- Jak widzicie przyszłość Unsoundu na tle obecnej oszczędnościowej polityki miasta i instytucji kulturalnych?

M.P.: W zeszłym roku zostało nam przyznane wsparcie w ramach trzyletniej umowy z Urzędem Miasta Krakowa, więc do 2014 roku mamy zapewnione dofinansowanie z tego źródła. Jak co roku będziemy jednak szukać możliwości finansowania również w innych miejscach. Liczymy, że rozpoznawalność marki festiwalu oraz ciekawa oferta programowa przekona inne instytucje. Nie poprzestaniemy tylko na edycji krakowskiej. W 2014 roku chcemy kontynuować program w Nowym Jorku oraz współtworzyć, po raz drugi już, program Unsoundu w ramach Adelaide Arts Festival. To ostatnie wydarzenie dobrze wypadło, więc powrót festiwalu do Australii nie jest wykluczony, zwłaszcza że Mat pochodzi właśnie stamtąd. Mamy mnóstwo pomysłów i nadal chce nam się je realizować.

Rozmawiał Paweł Gzyl

Sanepid wlepia kary, sądy je umarzają

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie