Kraków. Prezes MPK zrzuca winę na wojnę i inflację, radni oczekują profesjonalnego zarządzania

Piotr Tymczak
Piotr Tymczak
W MPK brakuje kierowców. Z tego powodu zmniejszono liczbę kursów autobusów. W urzędzie zapowiadają jednak poprawę sytuacji od października.
W MPK brakuje kierowców. Z tego powodu zmniejszono liczbę kursów autobusów. W urzędzie zapowiadają jednak poprawę sytuacji od października. Aneta Żurek
Polski Ład, wojna na Ukrainie i inflacja - to powody problemów w MPK i zmniejszenia kursów autobusów, jakie prezes tej miejskiej spółki przedstawił podczas środowej (31 sierpnia) sesji Rady Miasta Krakowa. Takie tłumaczenie nie przekonało radnych. Podkreślali, że trzeba odpowiednio zarządzać firmą przewozową i w miarę wcześniej reagować, by nie dochodziło do sytuacji, która może zniechęcić mieszkańców do komunikacji zbiorowej.

Krytycznie o sytuacji w MPK wypowiedział się nawet odpowiedzialny za transport w mieście wiceprezydent Krakowa Andrzej Kulig.

- Po pandemii komunikacja zbiorowa cieszy się coraz większym zainteresowaniem ze strony mieszkańców. Powinniśmy wyjść z większą ofertą przewozową, a nie odpowiadamy na to zapotrzebowanie. Miasto się rozrasta, powstają nowe osiedla, sieć połączeń też powinna być coraz większa, a mamy problemy z tą, która jest - przyznał wiceprezydent Kulig.

Odniósł się do sytuacji, w której z powodu braku ok. 50 kierowców przy opracowywaniu rozkładów jazdy obowiązujących od września liczbę kursów autobusów zmniejszono o 4 proc. Z tego powodu na ulice wyjeżdża 25 autobusów mniej.

- Brak kierowców to problem, który dotyka wszystkie miasta nie tylko w Polsce ale też w Europie. Podobno zmiany nawyków związanych z zakupami powodują, że logistyka związana z przewozem towarów wchłania dużą liczbę kierowców. Wystarczy kilka sekund, by znaleźć pracę w tym zawodzie. A praca w MPK jest trudna, często trzeba zaczynać ją wcześnie rano, a kończyć późno w nocy. Kierowców zaczęło brakować - wyjaśnił Łukasz Franek, dyrektor Zarządu Transportu Publicznego w Krakowie.

Rafał Świerczyński, prezes MPK, podczas środowej sesji poinformował, że w listopadzie i grudniu 2021 r. otrzymał sygnał z ZTP o planie zwiększenia mocy przewozowych o 4 proc. w przypadku autobusów. - Szykowaliśmy się do tego. Na początku roku wszedł jednak Polski Ład, co oznaczało utratę ok. 10 procent wynagrodzenia dla osób pracujących na zasadzie ajencji. Później otrzymaliśmy zlecenia dodatkowych kursów autobusowych z powodu remontów w mieście - mówił prezes Świerczyński. - Do tego wybuchła woja i trzeba było realizować dodatkowe kursy na zlecenie Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wszystko to wykonaliśmy. Do tego w maju doszła inflacja, co miało wpływ na zmniejszenie zainteresowania pracą w MPK, a oczekiwania były takie, by nowi pracownicy zarabiali co najmniej 5 tys. zł na rękę. Nie byliśmy w stanie na to od razu zareagować - dodał.

Przypomnijmy, że w maju i czerwcu informowaliśmy o odchodzeniu z pracy kierowców MPK. Jako powód podawali nie tylko niskie zarobki, ale też złe traktowanie przez przełożonych i zbyt rygorystyczny system kar. Prezes Świerzyński podczas sesji próbował przekonać, że do trudnej sytuacji przyczynił się obraz MPK przedstawiany w mediach, a zarzuty o złe traktowanie, czy też nadmierne karanie określił jako mity. Zaznaczał też, że dochodziło do zwolnień pracowników z powodu alkoholu czy narkotyków. Przekonywał też, że kary były wyznaczane głównie za łamanie przepisów albo rozmowę przez telefon podczas jazdy.

Takie tłumaczenia nie przekonały radnych, którzy alarmują, że zmniejszanie kursów autobusów może spowodować, iż mieszkańcy zaczną się przesiadać do aut, co nie jest zgodne z polityką miasta, która ma ograniczać ruch samochodowy. Radni zwracali też uwagę, że jednak w lipcu MPK zareagowało i złagodziło system kar dla prowadzących pojazdy.

- Nie można winy zrzucać tylko na czynniki zewnętrzne. Od dawna docierały do mnie sygnały od kierowców, którzy przedstawiali całe listy trudności, z jakimi musieli się mierzyć. Nie zgadzam się, że wszyscy, którzy to pisali, to są wyrzuceni z MPK za alkohol albo narkotyki. Zgłaszali się obecni kierowcy, motorniczowie, którzy swoją pracę kochają. Z powodu sytuacji w firmie pojawiły się jednak braki kadrowe. A gdy kierowców brakuje, pojawia się presja na tych, którzy jeszcze są - mówił Michał Drewnicki (PiS), wiceprzewodniczący Rady Miasta Krakowa. - Doskonale widzimy, że jeżeli w komunikacji miejskiej jeden element zawiedzie albo jest z czymś problem, to natychmiast przekłada się to na problemy mieszkańców z dojazdem np. do szkół - dodał.

Radny Grzegorz Stawowy (PO, Koalicja Obywatelska) skomentował: - W MPK macie problemy ze średnim szczeblem zarządzania. Nieraz trzeba niewiele, żeby coś poprawić. Nieraz wystarczy zmienić harmonogram pracy, albo żeby dyspozytor był miłą, sympatyczną osobą.

Radny Łukasz Gibała (Kraków dla Mieszkańców) przypomniał, że już rok temu poprzez interpelację do prezydenta Krakowa zwracał uwagę na niepokojącą sytuację w MPK, skargi pracowników i zagrożenie, że może dojść do niedoborów kadrowych. - Prezydent odpisał, że jest bardzo dobrze, że takie sygnały nie są prawdziwe, a liczba prowadzących pojazdy jest wystarczająca. Gdyby wtedy prezydent podszedł poważnie do sprawy, to teraz ta dyskusja nie byłaby potrzebna. Ale to jest niestety przykład strategii ukrywania w mieście pewnych rzeczy.

Radny Michał Starobrat (Nowoczesny Kraków) komentował: - Wpływ Polskiego Ładu na każdego był identyczny. Nie rozumiem też dlaczego wybuch wojny zaburzył zatrudniane pracowników w MPK, czy też wzrost inflacji albo kosztów paliwa. Rynek zmienił się na rynek pracownika, ale nie pod koniec zeszłego roku czy w tym roku, ale już kilka lat temu. Można było wprowadzić taką politykę kadrową firmy, żeby do obecnej sytuacji nie dopuścić. Powinniście wyciągnąć wnioski. Teraz wprowadzacie zmiany, które powinniście zrobić wcześniej.

Prezes MPK i urzędnicy zapewniają, że do października poprawią sytuację w miejskim transporcie. - Dążymy do jak najszybszego zwiększenia liczby prowadzących pojazdy, tak, aby przed przyjazdem studentów w październiku komunikacja miejska została wzmocniona – zaznaczył prezes Świerczyński.

Od poniedziałku (29 sierpnia) tramwaje wróciły na os. Krowodrza Górka. Znów dojeżdżają do przystanku przy ul. Bratysławskiej. Wciąż jednak nie kursują do pętli "Krowodrza Górka", która jest przebudowywana wraz z torowiskiem prowadzących do przystanku "Bratysławska".

Kraków. Tramwaje jeżdżą na Krowodrzę Górkę, ale kiedy dojadą...

W urzędzie podają, że od czerwca do sierpnia zaczęło lub wkrótce zacznie pracę 44 nowych kierowców, a 20 kolejnych osób zostało zapisanych na kurs. Od 1 października ma dojść do kolejnej podwyżki płac o 500 zł brutto - nowi kierowcy i motorniczowie mają zarabiać 4,5-4,8 zł na rękę. Od stycznia 2023 r. płace mają wzrosnąć o dodatkowe 500 zł.

W tym roku już trzy razy uległa zmianie stawka dla prowadzących pojazdy. Od 1 stycznia było to dodatkowe 500 zł, od 1 lipca 200 zł, a od 1 sierpnia wprowadzono dopłaty do godzin dodatkowych: 15 zł dla kierowców zatrudnionych na etat i 35 zł dla ajentów.

– Planujemy, że od października oferta przewozowa dla mieszkańców i studentów na początku roku akademickiego będzie taka sama jak przed wakacjami – zapowiedział prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.

Wiceprezydent Kulig powiedział: - Jestem zaniepokojony tym, że o sytuacji w MPK, o niewykonaniu kursów dowiedziałem się od ZTP. W MPK powinni nam powiedzieć już w maju, że nie będą mogli wykonywać wszystkich kursów autobusów. Prosiłem prezesa MKP, żeby sytuacja wróciła do normalności od 29 sierpnia, ale tak się stało. Odbyło się spotkanie u prezydenta Majchrowskiego, po którym jest deklaracja, że normalność wróci od października. Liczę, że tak się stanie, a kwestia podwyżek płac w MPK zamknie tę sprawę.

Czy Polsce grozi blackout? Zapytaliśmy ekspertów

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Kraków. Prezes MPK zrzuca winę na wojnę i inflację, radni oczekują profesjonalnego zarządzania - Gazeta Krakowska

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh
Pierwsze :skończyć z LICHWIARZAMI I SPEKULANTAMI ,którzy na LICHWIE I SPEKULACJI budują majątki, bo nie dosyć ze okradaja,to jeszcze tworzą elYty,które jedyne co mogę to dawać zły przykład i korumpowac.Przywrócić społeczeństwo OBYWATELSKIE, czyli takie ,które nie polega na wyzysku,tylko na wspólnej wartości .
:D
31 sierpnia, 18:15, Gość:

A w tym czasie dyr. Franek odpowiedzialny za transport publiczny lekka rączką wydawał miliony na kilkadziesiat rowerków elektrycznych.

Od tego go przecież mamy, żeby nam dezorganizował komunikację w mieście.

G
Gość
A w tym czasie dyr. Franek odpowiedzialny za transport publiczny lekka rączką wydawał miliony na kilkadziesiat rowerków elektrycznych.
:D
„Wszystko zaczęło się psuć z powodu Polskiego Ładu…”

Powiedziałbym, że to raczej typowa „Polnische Wirtschaft” — jak lubią szydzić Niemcy.
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie