Kraków protestuje przeciwko sposobowi liczenia zadłużenia

Redakcja
2 miliardy i niespełna 4 miliony złotych wyniosło na koniec grudnia zadłużenie Krakowa. Rok wcześniej dług wyniósł 1 miliard 981 milionów 693 tysiące 989 złotych i 11 groszy. I choć jest to więcej niż za 2009 rok, miasto nie przekroczyło dopuszczalnego limitu zadłużenia. Jednak tylko na razie, gdyż z powodu zmiany przepisów dotyczących liczenia wysokości długu - już po pierwszym kwartale mogą być poważne problemy.

KONTROWERSJE. Gmina prawdopodobnie wkrótce przekroczy 60-procentowy limit dopuszczalnego zadłużenia. - Można walnąć siekierą, zamrozić inwestycje, ale to może przynieść większe kłopoty - mówi Mirosław Legutko, członek Kolegium RIO.

- Kraków wszedł w 2011 rok z zadłużeniem wynoszącym 59,2 procenta - podał nam Marcin Korusiewicz, zastępca dyrektora Wydziału Budżetu Miasta Urzędu Miasta Krakowa. Ustawa o finansach publicznych przewiduje, że kwota długu gminy nie może przekroczyć 60 procent rocznych dochodów. Jednak w dwóch ostatnich, kryzysowych latach, po raz pierwszy, do kasy Krakowa, podobnie jak w wielu innych gminach w Polsce, nie wpływało tyle pieniędzy, ile planowano. - Wcześniej uzyskiwano 100 procent planowanych dochodów, a nawet więcej. W ostatnim czasie jest trudniej. I to zaważyło na wynikach - powiedziano nam w magistracie. Przepisy dopuszczają zresztą możliwość przekroczenia limitu 60 proc., jeśli stałoby się tak po wliczeniu do zadłużenia pieniędzy przeznaczonych na realizację projektów dofinansowanych przez Unię Europejską; a takie inwestycje były prowadzone właśnie w Krakowie. - Po odliczeniu tego wkładu - dług Krakowa wyniósł ostatecznie 55,43 proc., czyli był mniejszy niż przed rokiem - dodaje dyrektor Korusiewcz.

Gmina Kraków w tym roku planuje wzięcie około 420 milionów złotych kredytu i właśnie miasto rozpisało w tej sprawie przetarg, by pozyskać pierwsze 100 milionów złotych (spłata ma zostać rozłożona na lata 2022-26). - Kredyt jest przeznaczony na spłatę wcześniejszych zobowiązań, czyli głównie kredytów na inwestycje zaciąganych w minionych latach - podano nam w magistracie. A tych jest niemało.

W 2011 roku miasto powinno oddać, głównie bankom, prawie 421,4 miliona złotych. Wśród tegorocznych "wierzycieli" są m.in.: Bank PKO S.A. (w sumie około 122 miliony - cztery kredyty) oraz WestL.B (trzy kredyty; w sumie około 121 milionów), ING Bank Śląski (dwa kredyty - 22,5 mln zł) czy Europejski Bank Inwestycyjny (ok. 12 mln). Do oddania zapisano też 34,4 mln zł pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Trzeba więc będzie pożyczyć kolejne pieniądze, ale to wszystko zostało jednak uwzględnione w budżetowych wyliczeniach na ten rok, by zmieścić się w dopuszczalnym zadłużeniu. Wszystko jednak może zostać pokrzyżowane przez rozporządzenia ministra finansów, według którego obecnie trzeba będzie doliczyć do długu także inne zobowiązania gminy, czego wcześniej nie wymagano.

Prezydent Krakowa skierował już pismo do premiera z wnioskiem o uchylenie fragmentu rozporządzenia ministra finansów z 23 grudnia ubiegłego roku w sprawie "szczegółowego sposobu klasyfikacji tytułów dłużnych zaliczanych do państwowego długu publicznego, w tym do długu Skarbu Państwa".

Prezydent Krakowa skierował już pismo do premiera z wnioskiem o uchylenie fragmentu rozporządzenia ministra finansów z 23 grudnia ubiegłego roku w sprawie "szczegółowego sposobu klasyfikacji tytułów dłużnych zaliczanych do państwowego długu publicznego, w tym do długu Skarbu Państwa". - Obecnie, zgodnie z rozporządzeniem ministra finansów, gminy muszą wliczać do swojego długu - oprócz kredytów i obligacji - również zobowiązania wynikające z dotacji unijnych czy z umów z odroczonym terminem płatności. Zmienia to sposób wyliczania długów, co jest szczególnie istotne dla samorządów, które utrzymują swe zadłużenie na granicy dopuszczalnego poziomu 60 proc. A tak właśnie jest od kilku lat w Krakowie - podano w magistracie. Dlatego prezydent wystosował do premiera wniosek o ponowną analizę rozporządzenia. Powołując się na wyroki Trybunału Konstytucyjnego, prezydent poddał w wątpliwość ustawowe upoważnienie do wydawania tego typu aktów prawnych. - To rozporządzenie zostało wydane niezgodnie z Konstytucją, a dodatkowo uderza w finanse samorządów - uważa prezydent Krakowa Jacek Majchrowski.
Co rozporządzenie może w praktyce oznaczać dla Krakowa?

Miasto realizuje od dawna inwestycje z tzw. odroczonym terminem płatności - wszystko zgodnie z prawem, czyli za niektóre nawet już wykonane prace - płaci przez kilka lat. I tak np. za modernizację stadionu Cracovii - w 2012 roku gmina ma wypłacić jeszcze 50 mln zł; za przebudowę stadionu Wisły - 81 mln zł w 2012 roku, a 49 mln zł - w 2013 roku; za tramwaj na Ruczaj - 45 mln w 2012 roku i 35 mln zł w 2013; za przebudowę ronda Ofiar Katynia - 69,5 mln w 2012 roku i po 1 mln zł w kolejnych dwóch latach; za przebudowę ciągu ulic Surzyckiego-Botewa-śliwiaka - 13,5 mln zł w 2012 roku, a za przebudowę układu drogowego w rejonie Centrum Jana Pawła II - 6,5 mln zł w 2012 roku.

Problem tym, że to co planowane jest do zapłaty (odroczone terminy płatności) w roku 2012 i kolejnych trzeba będzie już w tym kwartale wliczyć do bieżącego zadłużenia - czego do tej pory nie było. Wprawdzie Kraków wszedł z pewną zakładką w ten rok (do 60 proc. brakuje 4,5), ale jeśli doliczy się tylko "odroczone należności" - to jest prawdopodobne, że miasto przekroczy dozwolony próg 60 procent.

- Odroczony termin płatności to jest praktycznie także kredyt, tylko, że nie zaciągnięty w banku. A gdyby to był kredyt - byłby wliczony do bieżącego długu - mówi Mirosław Legutko, członek Kolegium Regionalnej Izby Obrachunkowej. - To będzie, począwszy od I kwartału, tak liczone po raz pierwszy, więc czekamy na sprawozdania gmin. Będziemy zadawali pytania, weryfikowali dane; dla nas to także nowa sytuacja. A do długu trzeba też będzie doliczać umowy leasingowe, partnerstwa publiczno-prywatnego itd.

Regionalna Izba Obrachunkowa przypomina, że jeśli po odliczeniu wydatków na projekty unijne - gmina przekroczy limit 60 procent - wtedy musi zostać wprowadzony "program naprawczy". RIO ma możliwości nacisku na samorząd - m.in. mogłyby być negatywne opinie dotyczące wzięcia przez gminę kredytów, by nie zaciągała nowych zobowiązań. Z pewnością wiązałoby się to też z koniecznością korekt budżetowych i cięć w planach wydatków, w tym inwestycyjnych.

- W przypadku przekroczenia przez gminę wskaźnika - będziemy starali się doprowadzić do sytuacji zgodnej z prawem - tak jednak, by nie powodować dodatkowych strat. Można walnąć siekierą, ścinać lub zamrozić inwestycje, ale to może przynieść większe kłopoty - dodaje Mirosław Legutko. - Nie mamy przyjętego schematu postępowania, nie będziemy wykonywać nerwowych ruchów i trudno na razie powiedzieć, czy decyzje dotyczyłyby już tegorocznego budżetu gmin - zwłaszcza, że ewentualne przekroczenie limitu nastąpiło z uwagi na zmianę prawa.

Limit 60 procent zadłużenia dla wszystkich gmin będzie funkcjonował jeszcze tylko do 2013 roku (włącznie), a później możliwości zadłużania się będą liczone indywidualnie dla każdego samorządu.

(J.ŚW)

janusz.swies@dziennik.krakow.pl

Sanepid wlepia kary, sądy je umarzają

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie