Kraków Wielkiej Poetki

Redakcja
Ul. Piastowska 46, dom, w którym mieszkała... Fot. Anna Kaczmarz
Ul. Piastowska 46, dom, w którym mieszkała... Fot. Anna Kaczmarz
Udostępnij:
Ul. STAROWIŚLNA: GIMNAZJUM

Ul. Piastowska 46, dom, w którym mieszkała... Fot. Anna Kaczmarz

W granatowym mundurku z marynarskim kołnierzem i w berecie za znaczkiem "U" dwunastoletnia Wisia we wrześniu 1935 r. zaczęła naukę w gimnazjum: "Stało się to przed ósmą z rana/gdy szła do szkoły w zamyśleniu/ plantami w klonach i kasztanach/ z niebieską tarczą na ramieniu/ śmiertelna, niżej podpisana".

Chodziła do gimnazjum ss. urszulanek przy ul. Starowiślnej. Skończyła trzy klasy, zanim przyszła wojna i zastąpiły ją tajne komplety. Ale przedtem zdążyła przeczytać całego Dostojewskiego. Ulubionym autorem był Anatol France.

Przed pierwszą lekcją dziewczynki odmawiały pacierz: - Religia w szkole nie była bardzo uciążliwa. Miałam okres, kiedy byłam bardzo religijna - wspominała po latach.

Z wypracowań dostawała piątki, ale z ortografii zdarzały się dwóje. Za najmniej ciekawe uznała lekcje z literatury młodopolskiej. Narzekała, że czytanie poezji skończyło się na Wyspiańskim, że nie było Peipera i Przybosia. Była oczytana jak panna z dobrego liceum.

U koleżanek budziła sympatię, podobno trudno było przejść obok niej obojętnie. Zapadała w pamięć. Najbardziej przez to, jak pisała: - W jednym z wypracowań o życiu szkoły koleżanka "przepowiada", że Wisia dostanie Nagrodę Nobla, że krakowianie będą kupować gazety dla jej nowel, a nauczycielki wyciągać uczniom jej książki spod ławki - opowiada s. Ewa Dziura. - Już w gimnazjum dała się poznać z dobrego pióra, z tego, że ma pazur w pisaniu.

Pokazuje jedno z wypracowań na pożółkniętym już papierze: "Człowieku Idealny! - pisze Wisława Szymborska, uczennica klasy IV B. - Cały dzień masz rozplanowany co do jednej sekundy, nie było chyba okoliczności, która wyprowadziłaby cię z równowagi, wszystko bowiem chodzi u ciebie jak w zegarku. (...) Dwa razy do roku odwiedzasz dentystę, lekarza corocznie, gimnastykujesz się przy komendzie radia (...) Człowieku Idealny! Niech ci ziemia lekką będzie".

Szkołę przy ulicy Starowiślnej siostry prowadzą także dziś. I wszystkie dziewczynki przychodzą na lekcje w takich samych mundurkach, jak Wisia. Szkoła z tradycją, już przed wojną, miała opinię ekskluzywnej, do której uczęszczały dziewczynki z tzw. dobrych domów. Nieraz pod budynek podjeżdżała bryczka zaprzężona w parę koni, niektóre uczennice rodzice podwozili samochodem. Szymborscy przykładali dużą wagę do wykształcenia córek. Wisię na lekcje odprowadzał tata.

Żeby ujednolić strój i nie wyróżniać się bogactwem (w szkole były także dzieci, które mogły liczyć na obniżkę czesnego i pomoc finansową) siostry wprowadziły mundurki. Takie same stroje dla wszystkich obowiązywały też podczas ćwiczeń fizycznych. I to było utrapieniem małej poetki: - Najstraszniejsze były te stroje gimnastyczne. Chodziło o to, żeby nie było widać kolan przy żadnym ćwiczeniu. Wszystkie cierpiałyśmy z powodu tych kostiumów - wspominała w jednym z wywiadów.

paulina polak

Ul. Piastowska: Dom

Zawsze uśmiechnięta, ciepła, życzliwa, a przede wszystkim niezwykle skromna - tak Wisławę Szymborską wspominają sąsiedzi. - Najbardziej ujmowała mnie ta jej niezwykła skromność. Była zwykłą sąsiadką, zawsze miłą, uśmiechniętą i przyjazną. Można było ją zaczepić i porozmawiać, nigdy nikogo nie ignorowała, nigdy się nie denerwowała - mówi Krzysztof Zieliński.

- Była zawsze stonowana, ciepła, ludzka. Kiedy jej się z mężem kłanialiśmy, to zawsze odpowiadała uśmiechem i takim głębokim ukłonem. To jest bardzo ważne, bo ludzie się różnie kłaniają, często nie wiedzą, jak ważny jest kontakt wzrokowy i uśmiech. A ona miała piękny uśmiech, którym obdarowywała ludzi, jakby chciała w ten sposób okazać szacunek - dodaje Maria Staszek.

Sąsiadka opowiada, że noblistka zawsze była bardzo spostrzegawcza, zwracała uwagę na to, co się wokół niej dzieje, obserwowała przyrodę i interesowała się ludźmi. Nigdy nikomu nie dała jednak odczuć, że jest kimś ważniejszym. - Wiele osób cierpi na manię wielkości, lubią się wywyższać. Ale ona nie, nic z tych rzeczy. Dla niej liczył się każdy człowiek - podkreśla Maria Staszek. I wspomina: - Kiedyś mieliśmy dozorczynię, która sprzątała klatki schodowe i porządkowała całe podwórze. Pracowała niezwykle ciężko i bardzo sumiennie. Pani Szymborska napisała o niej piękny artykuł. Nie wymieniła jej z imienia i nazwiska, ale oddała jej hołd. Hołd prostemu, pracowitemu człowiekowi.

Pani Maria przez ostatnich kilka lat mieszkała dwa piętra nad Wisławą Szymborską. Kiedyś posłaniec z Wydawnictwa Literackiego zostawił u niej przesyłkę, bo nie zastał noblistki w domu. - Pozwoliłam sobie do niej pójść i delikatnie zadzwonić. Nie było jej, więc wzięłam ładną kopertę, napisałam krótki liścik i zostawiłam go w drzwiach. Później słyszę dzwonek do drzwi i widzę: stoi uśmiechnięta pani Wisława i tłumaczy, że chciałaby odebrać przesyłkę. Za to, że przechowaliśmy paczkę podarowała nam czekoladki. To było niepotrzebne, ale niezwykle miłe - przyznaje Maria Staszek.

Sąsiedzi wspominają, jak spotykali noblistkę, która wracała z kiosku z gazetami czy z małą reklamóweczką z zakupami z pobliskiego targu. - Można ją było spotkać o określonych godzinach, jak sobie spaceruje nieśpiesznym krokiem. To było jak rytuał - mówią.

Wisława Szymborska w kiosku nieopodal bloku miała założoną teczkę, do której sprzedawczynie odkładały jej gazety. Zwykle sama przychodziła je odbierać. - To była moja najsympatyczniejsza klientka. Zawsze miała czas, żeby porozmawiać i pożartować. Nigdy nie widziałam, żeby na jej twarzy rysowała się jakaś troska. Zawsze przychodziła z uśmiechem - opowiada Ewa Gołda, która obsługiwała noblistkę przez ostatnich 11 lat. - Nie dawała po sobie poznać, że jest wielką poetką. Była niezwykle bezpośrednia i troskliwa. Kiedy moja zmienniczka się rozchorowała, pani Wisława przychodziła i pytała o jej zdrowie. A kiedy sklep miał zostać zamknięty rozpaczała, że nie wyobraża sobie, żeby mogła robić zakupy w innym miejscu i więcej się z nami nie spotykać. Wszyscy ją uwielbiałyśmy, można powiedzieć, że była naszą serdeczną przyjaciółką.
maciej pietrzyk

Ul. Wiślna: Praca

Związki Wisławy Szymborskiej z Krakowem, zwłaszcza z literackim Krakowem, były bardzo silne. Od 1953 roku była członkiem zespołu tygodnika "Życie Literackie" wychodzącego w latach 1951-1991. Tam prowadziła stałą rubrykę "Lektury nadobowiązkowe". Kiedy w 1960 wprowadzono w tygodniku "Pocztę literacką" odpowiadała na listy do redakcji. Oto próbki jej korespondencji z czytelnikami: "Do czego potrzebny jest Kochanowski współczesnemu poecie?" - "Do czytania". "A jednak, młodzieńcze z grzywą - pisała do innego - dawną poezję znać trzeba, już choćby dla uniknięcia zbytecznego trudu. Może się przecież zdarzyć, że napiszesz »Króla Ducha«, i potem będzie ci przykro, że już wcześniej zrobił to ktoś inny".

"Pocztę literacką" Wisława Szymborska prowadziła wraz z Włodzimierzem Maciągiem. Profesor tak wspomina tamte czasy: - Znałem Wisławę mniej więcej od roku 1955. Pracowaliśmy w redakcji "Życia Literackiego" około 10 lat. Wisława wycofała się z pracy redakcyjnej po wydarzeniach marcowych 1968 roku i w następstwie polityki władz oddała legitymację partyjną. Pracowaliśmy w jednym pokoju więc byłem świadkiem, choć przecież nie uczestnikiem, jej rozmów z partyjnymi "towarzyszami", którzy natrętnie, choć grzecznie, prosili ją o zmianę stanowiska. Wisława pozostawała nieugięta. Przyznam, że podziwiałem ją za spokój i stanowczość.

Oczywiście zaprzyjaźniliśmy się z Wisławą. Przez kilka lat prowadziliśmy razem Pocztę Literacką, czyli odpowiadaliśmy w druku amatorom twórczości poetyckiej. Bawiliśmy się tym, w miarę możności taktownie, ale czasami bezlitośnie. Przebywając obok siebie przez tyle godzin wymienialiśmy poglądy, dyskutowaliśmy o różnych sprawach, także o życiu artystycznym, o jego twórcach. Zwłaszcza o filmie - Wisława była entuzjastką kina.

Kim była jako człowiek?

Urzekała mnie w niej umiejętność ironicznego dystansu do rzeczy i świata. Miała dar specyficznej ironii, gdzie szyderstwo przełamywane było życzliwością, niekiedy nawet współczuciem. Nie znała nienawiści. I za to może kochałem ją w pewien sposób. Wśród redakcyjnych przyjaciół, do których należeli wówczas Otwinowski i Kwiatkowski, musiała się wyróżniać kobiecą delikatnością i wdziękiem. Ogromnym poczuciem taktu towarzyskiego. Tym zwłaszcza zaimponowała mi w trakcie odbierania Nagrody Nobla. Wtedy już nie pozostawaliśmy w tak bliskich stosunkach, widywaliśmy się rzadko. Ale wtedy właśnie zobaczyłem wymiar jej osobowości: niezależności wewnętrznej do świata. Nawet w obecności króla, królowej, różnych dygnitarzy Wisława potrafiła pozostać spokojna, niezależna. Może właśnie te cechy jej osobowości przemawiały do mnie najsilniej.

Jolanta Ciosek

Rynek Główny, ul. Bracka: Kawiarnie

Wpis Wisławy Szymborskiej znajduje się w księdze rodzinnej Noworolskich - właścicieli kawiarni w Sukiennicach. Słowa poetki "Panu Wojciechowi Noworolskiemu bardzo serdecznie" znajdują się obok autografu Czesława Miłosza. Nobliści wpisali się 5 października 1997 r. - To była promocja książki lub konferencja prasowa. Było mnóstwo gości - wspomina Weronika Noworolska.
Ze wspomnień właścicieli i personelu wynika, że poetka pojawiała się tam nie tylko przy okazji imprez oficjalnych. - Paląca, drobna pani o gołębich włosach przychodziła tu na białą kawę. Sporadycznie piła brandy. Czasem zamawiała kremówkę lub sernik po wiedeńsku. Pojawiała się do 2000 roku - opowiada Noworolska.

Potem wybierała "Nową Prowincję" przy ul. Brackiej.

Menedżerka lokalu Anna Szybist mówi: - Czujemy się tym zaszczyceni. Widywałam ją w towarzystwie Ewy Lipskiej, Bronisława Maja. Siadywała przy stoliku za ekspresem. Wisi nad nim zdjęcie Jeremiego Przybory i krakowscy artyści chętnie wybierają to miejsce. Miała taki zwyczaj, że zawsze odnosiła opróżnioną filiżankę. Zawsze paliła. Gdy miała zostać wprowadzona ustawa antynikotynowa, struchleliśmy. Na zapleczu "Nowej Prowincji" mówiliśmy: "Rany, przestanie do nas przychodzić Wisława Szymborska". Tak też się stało. Zakaz zaczął obowiązywać i przestała się pojawiać.

Część gości stanowią poloniści. - Znają poetów, rozpoznają ich, zauważali też Wisławę Szymborską. Jednak nie było poufałości. Grzegorz Turnau jest tu zagadywany, z nią nie wiązały się takie zachowania - opowiada. - Wtajemniczeni w upodobania poetki zwrócą uwagę na tekturową sylwetkę Andrzeja Gołoty, która stoi przy jednym ze stolików. Noblistka była fanką boksera. W czasie jednej z imprez dostała wiersze krakowskich poetów, które były pisane "z punktu widzenia Gołoty" - dodaje.

Wisława Szymborska została zapamiętana także jako patronka akcji "Nie wstawaj od stolika bez persa lub jamnika". - Los bezdomnych czworonogów nie był jej obojętny. Wspierała przedsięwzięcie nazwiskiem, udostępniała podpisane tomiki w czasie aukcji - mówi Anna Szybist.

Łukasz Grzymalski

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie