Krakowski duet Sarapata: Możemy sobie bezgranicznie zaufać

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Krakowski duet Sarapata mocno zaznaczył płytą "EP1" swą obecność na scenie polskiej muzyki klubowej
Krakowski duet Sarapata mocno zaznaczył płytą "EP1" swą obecność na scenie polskiej muzyki klubowej Grzegorz Łach
Udostępnij:
Krakowski duet Sarapata zadebiutował właśnie płytą „EP1”. Rozmawialiśmy z tworzącymi go braćmi Michałem i Mateuszem o ich fascynacji nowoczesną elektroniką.

FLESZ - Szczepionka na starość coraz bliżej?

- Nie jesteście nowicjuszami na krakowskiej scenie muzycznej. Graliście w zespołach Salk i Lor. Dlaczego postanowiliście ostatecznie tworzyć tylko we dwóch jako duet Sarapata?
- Idea stworzenia w pełni autorskiego duetu mocno zorientowanego na elektronikę siedziała nam w głowie od dawna. Rozpad zespołu Salk tylko przyspieszył ten proces i koniec końców pozwolił nam się pełniej skupić na własnej wizji muzyki. Z zespołem Lor dalej współpracujemy, zarówno jako sekcja wspomagająca na koncertach, jak i producenci nowych nagrań. Cieszymy się, że dojrzeliśmy do tego, żeby zaprezentować się odbiorcom w tej najbardziej osobistej - sarapackiej odsłonie.

- W jaki sposób doświadczenia z grania w zespołach Salk i Lor wykorzystujecie w swej obecnej twórczości?
- Każda współpraca, czy to na scenie, czy w studiu, rozwija nasz warsztat i pozwala spojrzeć na różne muzyczne zagadnienia „spoza pudełka”. To, co zawdzięczamy tym zespołom, to szczególny rodzaj wrażliwości, sposoby operowania przestrzenią w muzyce i konstruowania specyficznych harmonii. Inną sprawą są dziesiątki koncertów zagranych często na dużych scenach, które pozwoliły nam się oswoić z technicznymi i emocjonalnymi aspektami występów. Nie boimy się tłumów i wiemy jak prowadzić dynamikę występów.

- Jesteście rodzonymi braćmi – jak ten fakt wpływa na muzyczne porozumienie między wami?
- Fakt, że znamy się już ponad 32 lata sprawia, że możemy sobie bezgranicznie ufać. Ponadto „zajawiamy się” wzajemnie muzyką od bardzo dawna. Dzięki temu dobrze czujemy to, o co chodzi drugiej osobie. Poza tym bardzo lubimy spędzać ze sobą czas, co w kontekście wspólnej, często katorżniczej pracy w studiu jest zbawienne. Mimo wielu lat na scenie, dalej koniec końców jesteśmy parą przyjaciół, którzy mogą godzinami gadać o muzyce i emocjonować się nowym sprzętem.

- To rodzice sprawili, że zainteresowaliście się tworzeniem muzyki i występami przed publicznością?
- Tata z wykształcenia jest elektrykiem, a mama pracuje w szkole podstawowej w Stanisławiu Dolnym. Trzeba przyznać, że dużo zawdzięczamy temu, że mama od początku starała się nas zainteresować słuchaniem muzyki i grą na instrumentach. Najpierw było to podsłuchiwanie Listy Przebojów Programu Trzeciego i pierwsze przymiarki do gitary. Jednak najistotniejsze wydaje nam się to, że czujemy od rodziców bezwarunkową akceptację tego, jaką drogę życiową obraliśmy.

- Jako duet Sarapata produkujecie elektroniczną muzykę klubową. Co was w niej najbardziej fascynuje?
- Z jednej strony pociąga nas transowość tej muzyki. Z drugiej pewnego rodzaju plastyczność - ogrom środków, których możemy użyć do wywołania danych emocji, stworzenia pewnej narracji czy też zbudowania specyficznej przestrzeni. Ponadto fascynuję nas to, ile uwagi poświęca się w tym gatunku pojedynczemu dźwiękowi i jego brzmieniu. Uwielbiamy to, jak potężna może być ta muzyka i ile można zdziałać za pomocą mocnego basu.

- Wasz debiutancki album „EP1” pokazuje, że pomimo tanecznej rytmiki, w waszej muzyce jest wiele miejsca na melancholijny klimat i głębokie emocje. Z czego to wynika?
- Chyba jesteśmy ambiwertykami, czyli łączymy cechy ekstrawertyków i introwertyków. Z jednej strony, mamy duże potrzeby energetyczne i jakiegoś rodzaju witalność, a z drugiej - tkwi w nas dużo melancholii i potrzeba pracy z silnymi, często niełatwymi emocjami.

- Waszą twórczość porównuje się do twórczości niemieckiego tria Moderat czy do dokonań brytyjskiego producenta Jona Hopkinsa. To faktycznie wasze największe inspiracje?
- Nie ukrywamy, że od dawna fascynujemy się twórczością wyżej wspomnianych artystów, jednak nasze inspiracje sięgają dużo dalej. Bardzo interesuje nas scena indie i post-rockowa, to, co dzieje się w nurcie neoclassical i bardziej „parkietowe” odmiany muzyki elektronicznej. W tym roku jesteśmy pod dużym wrażeniem nowej płyty Wolf Alice czy DJ Seinfelda.

- Nie rezygnujecie z ludzkiego głosu w swych nagraniach. To dla was ważny element muzyki duetu?
- Jest to bardzo ważny element, ale nie najważniejszy. Lubimy korzystać z mocno przetworzonych, poszatkowanych partii wokalnych, a czasami prosto z mostu zaprezentować ściskające za gardło wersy w wykonaniu Marceli Rybskiej.

- Macie też pewne doświadczenia w tworzeniu muzyki ilustracyjnej na potrzeby filmów i spektakli. Jaki miały one wpływ na nagrania z „EP1”?
- Muzyka filmowa, ten specyficzny sposób opowiadania historii, czy też ich komplementowania za pomocą dźwięków, ma na nas bardzo duży wpływ. Lubimy linearne narracje w muzyce, tak samo jak to, że możemy muzyką mocno stymulować wyobraźnię i podsuwać jej specyficzne obrazy. Ponadto w pracy nad muzyczną ilustracją filmu czy spektaklu najbardziej rozwijające jest to, że zaczynasz myśleć intencją emocjonalną, a nie tym, jakimi środkami dysponujesz. Pozwala to uniknąć przerostu formy nad treścią.

- Wydanie płyty poprzedziły trzy oryginalne teledyski. To dla was istotna forma promocji?
- Zgadza się, wspaniale jest umieszczać naszą muzykę w nowym kontekście za pomocą obrazu. Jak tylko możemy, zawierzamy w tej kwestii zaufanym reżyserom i reżyserkom. Dlatego do współpracy zaprosiliśmy m.in. Olę Idzikowską i Sylwię Rosak, ufając im bezgranicznie i wchodząc w pewien rodzaj synergii.

- Miks płyty dokonał ceniony krakowski producent techno – Deas. Jaki to miało wpływ na ostateczne brzmienie nagrań z „EP1”?
- Ta płyta nie zabrzmiałaby tak potężnie gdyby nie Deas. Do tego momentu nie mieliśmy pojęcia, że aż tyle basu można zmieścić w naszych produkcjach. (śmiech) Zależało nam na współpracy właśnie z nim, bo z jednej strony ma on iście nietoperzowe ucho do miksu i wszelkich dźwiękowych detali, a z drugiej - doskonale czuje, jak ta muzyka powinna działać w klubie i poruszać ludzi.

- Wraz z wiosną pewnie można będzie znów organizować koncerty. Na pewno chcielibyście zaprezentować swoją muzykę na żywo. Jaki macie na to pomysł?
- Nie możemy się doczekać koncertów! Zazwyczaj występujemy w formie live actu, w którym nasze produkcje są punktem wyjścia do tego, jak rozwiniemy je na scenie. Gdy czujemy flow, utwory trwają dużo dłużej, jest w nich więcej szaleństwa i miejsca na improwizacje. Stale rozbudowujemy nasz setup koncertowy i każdy występ przynosi coś nowego. Czasem będzie można nas usłyszeć z gościnnym udziałem wokalistki Marceli Rybskiej, gdzie będzie więcej miejsca na wyciszenie i budowanie przestrzeni, a czasem w bardziej klubowej formule, gdzie nadrzędna będzie energia i szaleństwo.

Okazje

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Krakowski duet Sarapata: Możemy sobie bezgranicznie zaufać - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

O
O2Hutnik
To synowie tej z geymonta?
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie