Krakowskie adresy Szymborskiej

Redakcja
W tych domach rodzili się lub jakiś czas mieszkali ludzie wpisani w kulturę Krakowa, Polski. Sława niektórych przekroczyła granice. Chcemy ich oraz te miejsca opisywać. Liczymy na wsparcie i sygnały od rodzin i mieszkańców naszego miasta.

"Tu w latach 1929-1948 mieszkała Wisława Szymborska, wybitna polska poetka, laureatka Literackiej Nagrody Nobla z 1996 roku" - tablica tej treści powinna zdobić dom przy ul. Radziwiłłowskiej 29, pierwszy krakowski adres poetki. Będą jeszcze cztery.

Radziwiłłowska, samo centrum miasta, to tu ojciec przyszłej noblistki - Wincenty Szymborski kupił trzypiętrową elegancką kamienicę z roku 1896 i przeniósł się z Torunia wraz z rodziną. Był rok 1929. "Dla siebie Szymborscy przeznaczyli sześciopokojowe mieszkanie zajmujące całe pierwsze piętro. Duże wysokie pokoje, stiuki na suficie, stare meble, dywany, fortepian - typowe mieszkanie ludzi pochodzących ze sfer inteligencko-ziemiańskich. Nie było łazienki, ale w kuchni stała wanna" - piszą Anna Bikont i Joanna Szczęsna w biografii poetki pt. "Pamiątkowe rupiecie", wydanej przez krakowski Znak. Dziewczynki, Wisława, zwana Ichną i jej starsza siostra Maria Nawoja miały swój pokój, ich niania mieszkała w służbówce.

Przy Radziwiłłowskiej mieszkała do śmierci siostra poetki. Elżbieta Pindel, która w 1978 roku wprowadziła się wraz z mężem do części mieszkania Szymborskich, wspomina dzień przyznania poetce Nobla: - Wisława zadzwoniła do nas, mieliśmy z Nawoją wspólny telefon, o pierwszej. "Chciałabym rozmawiać z Nawojeczką, bo dostałam Nobla". Ale ponieważ Nawoja była chora na serce i kładła się codziennie o dwunastej do łóżka, powiedziałam, że Nawoja teraz śpi, na co Wisława odpowiedziała: "Aaa, to nie jest teraz takie ważne, zadzwonię wieczorem".

Przyjacielskie relacje z Elżbietą i Janem Pindelami utrzymywała poetka do śmierci.

- Nigdy nie rozmawialiśmy na temat tego, co pisała. W ogóle Wisława bardzo nie lubiła mówić o własnej pracy. Opowiadała nam jedynie, że u siebie przy ul. Piastowskiej ma panią Stasię, która u niej sprząta i jak ktoś dzwoni i zapyta czy Wisława pracuje, pani Stasia odpowiadała: "Nieee, siedzi przy biurku i coś pisze".

Elżbieta Pindel wspomina też czas ostatni, gdy poetka chorowała. - Nigdy nie narzekała, nawet kiedy źle się czuła, zawsze starała się uśmiechnąć, zażartować. Zdarzało się, że nie miała apetytu i bardzo się wtedy o nią martwiłam. Pewnego razu, gdy jechaliśmy do niej z obiadem, zadzwonił telefon: "O której będziecie? Za dziesięć minut? To doskonale" - cieszyła się Wisława. I kiedy weszliśmy do mieszkania, siedziała na łóżku z takim filuternym uśmiechem i jadła rosół z poprzedniego dnia. Nawet w takich chwilach pamiętała, żeby zrobić komuś przyjemność.

Rodzinny dom przy Radziwiłłowskiej opuściła Wisława Szymborska w kwietniu 1948 roku. Miała niemal 25 lat, za sobą poetycki debiut na łamach "Dziennika Polskiego", rozpoczęte studia na UJ, już pracowała. Wraz z mężem - Adamem Włodkiem, poetą, tłumaczem, krytykiem literackim, zamieszkali w Domu Literatów przy Krupniczej 22, w tak zwanych czworakach literackich, gdzie po wojnie zgromadzono pisarzy, poetów, tłumaczy. Adam Włodek miał tam jeden pokój na poddaszu, przeraźliwie zimny, zatem po przeprowadzce na I piętro, do dwupokojowego mieszkania opuszczonego przez Gałczyńskiego, przeprowadzili się z nieopisaną radością.
W Domu Literatów mieszkała poetka do jesieni 1963 roku; wyprowadzi się stamtąd do kawalerki na piątym, przedostatnim piętrze bloku na rogu ulic 18 Stycznia (dziś Królewskiej) i Nowowiejskiej. Ze względu na rozmiary nazywała to mieszkanko "szufladą". Była już sama. Małżeństwo z Włodkiem trwało raptem sześć lat, ale przyjaciółmi pozostali aż do jego śmierci. Do końca życia także służyło poetce nazwisko Włodek; posługiwała się nim, chcąc zachować incognito, na przykład w pralni czy przy zamawianiu pizzy.

Teraz miała malutki pokój z wnęką kuchenną, ale za to z centralnym ogrzewaniem i wanną. Plus hałasującą za ścianą windę. I po latach miała już telefon. Niewielkie rozmiary nie pozwalały nawet na wstawienie tam żadnej z dostępnych na rynku tzw. meblościanek; musiała mieć zatem meble zrobione na zamówienie. Stąd było raptem sto metrów do mieszkającego przy Dzierżyńskiego (dziś Juliusza Lea) Kornela Filipowicza; będą ze sobą związani, acz mieszkając oddzielnie, do śmierci pisarza w roku 1990. To kot Filipowicza, wielkiego kociarza, gdy odszedł jego pan, stał się inspiracją dla poetki do napisania słynnego wiersza "Kot w pustym mieszkaniu".

Po poetce zamieszkali tam Janina i Władysław Dąbrowscy. - Kiedy pani Szymborska się wyprowadzała, podarowała nam dwie książki z dedykacjami i taki piękny kamień, żeby nam się dobrze mieszkało. Potem często nas odwiedzała, dzieciom zawsze przynosiła czekoladę. W czasie jednego z naszych spotkań, na pytanie, jak nam się żyje, powiedziałem: "Wszystko dobrze, ale przy dwójce dzieci to mieszkanie zbyt małe". A ona na to, że im mniejsze mieszkanie, tym więcej miłości.

Czwarty adres Wisławy Szymborskiej, ten, pod który słano gratulacje z okazji otrzymanej 3 października 1996 roku Literackiej Nagrody Nobla, to ulica Chocimska 19. Inna poetka - Urszula Kozioł będzie wspominać po latach, że wybrała to mieszkanie Szymborska z uwagi na rozłożysty wiąz, który sięgał aż okien jej mieszkania na czwartym piętrze. Dawał bowiem osłonę przed zewnętrznym światem. Po latach, gdy pewnego dnia drzewo wycięto, poetka rozpłakała się... Mieszkający wówczas w klatce obok obecny naczelny "Dziennika Polskiego" Marek Kęskrawiec pamięta, jak bardzo zimno było w mieszkaniach na trzecim i czwartym piętrze, co spółdzielnia tłumaczyła jakimś błędem konstrukcyjnym, którego nie da się zlikwidować. I oto już po "tragedii sztokholmskiej", jak nazywała poetka decyzję Akademii Szwedzkiej, kaloryfery zaczęły grzać normalnie. Widać ktoś uznał, że laureatka Nobla w zimnie siedzieć nie może. I nawet klatki schodowe wymalowano.

Wyprowadzała się z tego mieszkania Szymborska bez żalu. To w nim przeżyła wiadomość o śmierci najbliższych - Adama Włodka, Kornela Filipowicza, siostry Nawoi.

I wreszcie adres ostatni: Piastowska 46. Do nowoczesnego trzypokojowego mieszkania wprowadziła się noblistka w listopadzie 1997 roku. Wtedy już o zachowaniu incognito nie było mowy.
Krystyna Sojek-Perčić, jedna z sąsiadek wspomina: - Pani Wisława umiała w sposób dyskretny, nie narzucając się współczuć, pocieszyć i podzielić radość - chociażby z kwiatów zakwitłych przy domu. Mieszkała na parterze i tuż pod jej oknem był ogród, w którym posadziłam z mężem roślinki. I ona bardzo się z tego cieszyła. "Pani Krysiu, jakie piękne kwiaty" - mówiła. Jedna z naszych ostatnich rozmów dotyczyła właśnie niezwykłej więzi człowieka z roślinami. Zapytałam wtedy panią Wisławę, jaki kwiat wybrałaby dla siebie. "Myślę, że coś takiego jak niezapominajka..." - usłyszałam. I pani Wisława właśnie taka była - skromna, prawie niewidoczna. Jak maleńka niezapominajka.

Z kolei jej córka - Margareta Perčić opowiada o pewnym zwyczaju słynnej sąsiadki, który na początku trudno było wykryć. - Ilekroć zimą wchodziłam po schodach do mieszkania, na klatce czuć było papierosowy dym. Zaczęliśmy z są- siadami się zastanawiać, któż to sobie popala na korytarzu. Aż okazało się, że to pani Wisława wietrzy sobie podczas mrozów mieszkanie na korytarz. Zatem chcąc jej delikatnie dać do zrozumienia, że trochę nam to przeszkadza, wywiesiłam wtedy na klatce karteczkę z prośbą o to, żeby na korytarzu nie dymić. Poetka zrozumiała o co chodzi od razu i już tego nie robiła.

Inni sąsiedzi, z parteru, Małgorzata i Piotr Lityńscy zapamiętali, że ilekroć prosili poetkę, by podpisała im swe tomiki dla rodziny i przyjaciół, zawsze dziwiła się, że chcą komuś robić takie prezenty i że kogoś może to ucieszyć.

- Wpadała do nas na papierosa, kapustę, gołąbki... Umiała słuchać, lubiła słuchać, może nawet bardziej niż mówić. Podobało jej się nasze mieszkanie, bo dużo w nim przedmiotów z historią. Znajomym opowiadała, że ma miłych sąsiadów, ale mają jedną wadę - bardzo często wyjeżdżają. Teraz jesteśmy częściej, ale Jej już na naszym piętrze nie ma - mówi Małgorzata Lityńska.

Margareta Perčić opowiada też, że jak to podjęła starania, by zagospodarować pas zieleni wokół bloku. I kiedy zbierała podpisy w sprawie utworzenia na tym terenie małego parku, Wisława Szymborska powiedziała, że podpisze się pod wnioskiem obiema rękami. - Nie doczekała się tego, pomyślałam zatem, że byłoby pięknie postawić pod blokiem pomnik poświęcony poetce, naokoło którego rosłyby kwiaty, które pani Szymborska tak lubiła. Złożyłam już w Wydziale Geodezji wniosek o utworzenie tutaj parku, który nazwalibyśmy imieniem Wisławy Szymborskiej...

Jest jeszcze jeden ważny adres noblistki: Wiślna 2. Tam, w redakcji "Życia Literackiego" spędziła poetka lata od 1953 roku, kiedy została kierownikiem działu poezji w tym ważnym wówczas tygodniku, to na jego łamach prowadziła od 1960 roku, na zmianę ze zmarłym w tym miesiącu Włodzimierzem Maciągiem, "Pocztę literacką", a od 1967 roku publikowała felietony o książkach - "Lektury nadobowiązkowe".
Tablice dokonań, sławy i pamięci

Ile jest takich domów w Krakowie? Ile miejsc. Setki na pewno. Przecież Kraków to miasto dwojga zmarłych noblistów. Historia sprawiła, że przyciągał twórców literatury, ludzi teatru, filmu - ileż związanych z nimi miejsc mijamy, chodząc ulicami miasta.

Wisława Szymborska, Czesław Miłosz, Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek, Ludwik Solski, Juliusz Osterwa, Wojciech Jerzy Has, Stanisław Lem, Zbigniew Seifert, Tadeusz Kantor, Konstanty Ildefons Gałczyński, Jonasz Stern, Marek Grechuta... Czyż nie pora, by się tą chlubną tradycją miasta pochwalić? Czyż nie powinniśmy zachować pamięć o tak krakowskich postaciach, jak np.: Andrzej Bursa, Tadeusz Śliwiak, Jerzy Skarżyński, Marian Eile, Wiesław Dymny, Piotr Skrzynecki? Czyż nie warto utrwalić pamięci o miejscu, gdzie bawił widzów kabaret Siedem Kotów - z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, z Ireną Kwiatkowską, z Andą Kitschman? Albo o słynnym Domu Literatów przy Krupniczej - toż przygarnął niemal cały polski literacki Parnas? Skoro ma Kraków aspiracje, by otrzymać od UNESCO tytuł Miasta Literatury, niechby przywołał wspaniałą tradycję. Chcemy te domy i te adresy przywrócić pamięci, chcemy ożywić ślady po tamtych lokatorach, tworząc tym samym swoistą mapę kulturalnego Krakowa. Niechby wskazywała czas świetności miasta i dawała świadectwo obecności w nim osób, bez których nie sposób sobie wyobrazić kulturę Krakowa, Polski...

Chcemy takie postaci i ich krakowskie miejsca opisywać; liczymy w tym względzie na wsparcie stowarzyszeń i związków twórczych, ale i na sygnały od rodzin czy mieszkańców takich domów.

Marzy nam się, by efektem tego przywoływania miejsc wpisanych w kulturę były umieszczane na nich tablice pamiątkowe. Ile takich adresów ostatecznie się znajdzie? Ile takich tablic jest do ulokowania? Nie wiemy. Podobnie, jak nie wiadomo, ile takich tablic już na ulicach Krakowa można spotkać. Czekając na odzew w tej sprawie od Czytelników, jak i stowarzyszeń i związków twórców - zaczynamy. Od krakowskich adresów Wisławy Szymborskiej.

Radziwiłłowska 29 - pierwszy krakowski adres poetki. Będą jeszcze cztery.

Wacław Krupiński

współpraca

Małgorzata Prochal

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
z ulicy Widok

...i świetnie napisany tekst. Pytanie, czy blisko pięć lat później jest cokolwiek bliżej do jego realizacji. A może już się zaczęła?

Dodaj ogłoszenie