Kroki do renesansu

Redakcja
Taniec - o czym wiedzieli ludzie odrodzenia - przełamuje wszelkie bariery: kulturowe, mentalne, językowe i łączy ludzi niezależnie od ich poglądów

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz

Taniec - o czym wiedzieli ludzie odrodzenia - przełamuje wszelkie bariery: kulturowe, mentalne, językowe i łączy ludzi niezależnie od ich poglądów

Najlepszymi tancerzami byli zawsze król lub królowa. To oni występowali w głównych rolach, pokazując się poddanym w jak najlepszym świetle. Do naszych czasów przetrwały legendy o umiejętnościach tanecznych Elżbiety Wielkiej, która przez całą noc, z uśmiechem na twarzy, potrafiła tańczyć galiardy, ten rodzaj tańca, po wykonaniu którego współczesny zawodowy zespół baletowy dostaje niezłej zadyszki.
   Świetnym tancerzem był także Ludwik XIV. O jego tanecznym kunszcie mówiła wówczas cała Europa, a przydomek Król Słońce wziął się właśnie od "Baletu nocy", w którym kreował postać Boga Słońca. Bona również słynęła z umiejętności tanecznych. Mało kto wie, że to właśnie dzięki tańcowi podbiła serce Zygmunta Starego.
   Taniec dworski, który od XV wieku królował na dworach wszystkich wielkich monarchów, stwarzał odpowiedni wizerunek władcy i podkreślał pożądane cechy charakteru. Tańczono w Paryżu, Londynie, Krakowie. Dla zabawy, ale przede wszystkim dla podkreślenia ważnych politycznych chwil: przy podpisywaniu traktatów, rozmowach z poselstwami innych krajów, uroczystościach państwowych, przy zaślubinach i pogrzebach.
   Dziś, choć taniec dworski zyskuje coraz więcej zwolenników i na świecie powstają zespoły odtwarzające dawne układy choreograficzne, trudno sobie wyobrazić taniec jako formę kreacji współczesnych elit rządzących.
   Dawniej dodawał władcom splendoru, dziś wywoływałby uśmiech. Trudno byłoby się nie śmiać widząc prezydenta Kwaśniewskiego w żółtych rajtuzach, robiącego obroty w podskokach czy premiera Millera prezentującego swe wdzięki w pavanie, na forum np. Unii Europejskiej.
   A jednak, choć trudno to sobie wyobrazić, w niektórych monarchiach taniec dworski żyje do dziś. W Dżakarcie, maharadża nadal wciela się w postaci mitologiczne, kreując - zgodnie ze zwyczajem - główne role. W Japonii natomiast, na dworze cesarskim taniec dworski, w wykonaniu panujących głów, także się pojawia, ale już jedynie w najważniejszych uroczystościach, stanowiąc dopełnienie cesarskiego rytuału.

Galiarda siły

   W przepięknym, chłodnym holu Willi Decjusza w Krakowie, wyłożonym białym i czarnym kamieniem, na specjalnych stojakach ustawione zostały renesansowe suknie. Z oddali słychać muzykę. W sali na pierwszym piętrze blisko 40 osób wykonuje skomplikowany układ taneczny. - Kochani, liczymy dokładnie - mówi Marie-Claire Le Corre, francuska tancerka, która na zakończonym niedawno w Krakowie III Festiwalu Tańców Dworskich prowadziła warsztaty taneczne. - Jedenaście różnych kroków. Gdy wykonamy wszystkie, powtarzamy cały układ od początku.
   Zaczynają tańczyć. Widać, że są zmęczeni, ale z uporem za Marie-Claire powtarzają sekwencje kroków. Co chwilę ktoś się myli, co chwilę ktoś rezygnuje siadając pod ścianą. Mimo że są w różnym wieku - od 5 do 60 lat - wydaje się, że stanowią już zwartą, zaprzyjaźnioną grupę. Trudno się dziwić, wszak ćwiczą ze sobą czwarty dzień. Już powoli odczuwają radość tańca. Już nogi same prowadzą. Postawa niektórych z nich - proste plecy, wysoko podniesiona głowa - zdradza przygotowanie baletowe. Tak właśnie tańczy Katarzyna Guca. - Rzeczywiście, jestem po szkole baletowej - powie później. - Na co dzień pracuję w Teatrze Muzycznym w Gliwicach. Parę lat temu odkryłam, że dobrze się czuję w tańcach historycznych. Poznałam je w szkole i na uczelni, w Akademii Muzycznej w Warszawie, gdzie studiuję pedagogikę baletu. Lekcje jednak nie były na tyle wyczerpujące, aby wszystko pokazać: piękno ruchu i piękno kostiumu. Dostrzegam to dopiero teraz, podczas festiwalu w Krakowie. Już jestem przekonana, że taniec dawny będzie dla mnie sposobem na życie. Po studiach chciałabym uczyć w szkole, właśnie tańca historycznego.
   Przerwa trwa krótko - pięć minut. Dla wielu za krótko, aby uspokoić oddech, napić się zimnej wody i położyć z nogami podniesionymi do góry. Bolą stopy, mięśnie ud - słowem brakuje kondycji. Aż trudno uwierzyć, że dworzanie minionych epok, w ubraniu ważącym często po kilka kilogramów, potrafili tańczyć przez całą noc. - Galiarda, którą właśnie ćwiczymy - mówi Marie-Claire Le Corre, absolwentka historii na Sorbonie i paryskich szkół baletowych - jest tańcem technicznym, wymagającym dobrej koordynacji ruchów. W języku francuskim przetrwało określenie: człowiek gaillard. Co znaczy, że jest on bardzo mocny, silnie zbudowany. Galiarda wymaga bowiem siły. Dla pavany natomiast, którą za chwilę zatańczymy, najważniejsze jest pokazanie siebie i kostiumu. Ten taniec to nic innego jak prezentacja. Przecież jego nazwa pochodzi od hiszpańskiego słowa pavo, co znaczy paw. W tym tańcu można się puszyć - tłumaczy francuska tancerka. Wyciera spoconą twarz ręcznikiem, patrzy na zegarek.
   - Koniec przerwy. Ustawiamy się do pavany - woła po chwili puszczając płytę. Wszyscy zrywają się z podłogi. Odnajdują swoje pary i ruszają lekko kołysząc się na boki do spokojnego, niemal chodzonego tańca. Tutaj liczy się każdy gest, spojrzenie, uśmiech. Trzeba przecież pokazać się z jak najlepszej strony. Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu i dwa kroki do przodu jeden do tyłu...

Lewa noga pavany

   Właśnie w Willi Decjusza zakończył się wykład Romany Agnel, tancerki, choreografa, dyrektora artystycznego Festiwalu Tańców Dworskich - na temat europejskiego tańca renesansu. Na stole leżą dwa fascimile traktatów, stanowiących kompendium wiedzy o tańcach tamtych lat. Pierwszy z nich, w języku francuskim, to "Orchesographie", wielka encyklopedia tańców podpisana przez Thoinota Arbeau, za którym to pseudonimem ukrył Jean Tabourot, kanonik, prawnik, proboszcz w parafii w Dijon. W traktacie, który powstał w 1588, zawarł opisy oraz zapisy muzyczne wszystkich tańców wykonywanych na dworze francuskim w XVI wieku. Każdy krok został omówiony w związku z muzyką, każdy opis wzbogacony ilustracją. Dzięki temu wiadomo dokładnie, w jakim momencie i jak trzeba postawić każdy krok. Jest to pierwszy zapis techniki tańca, który stanie się w przyszłości podstawą tańca klasycznego. Traktat otrzymał bardzo ciekawą formę literacką: rozmowę pomiędzy uczniem Capriolem, a mistrzem Arbeau. - Mistrzu - pyta uczeń. - Jak mistrz sądzi, czy pavanę zaczynamy lewą nogą? - Tak, mój drogi - odpowiada mistrz - lewa noga jest bliżej serca, a ponieważ taniec płynie z serca, wszystkie tańce zaczynamy lewą nogą.
   Drugi traktat "Le gratie d’Amore", włoskiego mistrza Cesare Negri, został opublikowany w 1602 roku. Oprócz rad typu: jak nosić w tańcu beret, oprócz zapisu tańców znajdziemy w nim pierwszy opis ćwiczeń i lekcji. Ówczesny taniec stał już bowiem na tak wysokim poziomie, że, aby osiągnąć doskonałość i robić wrażenie na otoczeniu, trzeba było codziennie ćwiczyć. Wiedzieli o tym dawni władcy, stąd np. Ludwik XIV, który wyjeżdżał na wojnę, zabierał ze sobą zawsze nauczyciela. Codziennie rano, pod jego okiem, ćwiczył w swoim namiocie.
   Nauczyciele tańca byli bardzo ważnym elementem ówczesnych dworów. Oprócz ćwiczeń z władcami, prowadzili oni także bale, układali choreografię do muzyki, tworząc wielkie spektakle baletowe. Od ich umiejętności zależało, który dwór był uznany w Europie za najwspanialszy.

Połączeni branlem

   Na zbudowanej pod ratuszem w Krakowie scenie trwa właśnie spektakl "Ballo d’Amore" w wykonaniu tancerzy Baletu Dworskiego Ardente Sole. I kiedy wszyscy są skupieni na oglądaniu świata renesansowej miłości i intryg, za sceną rozgrywa się inna akcja: w namiotach, pod ratuszem, przebierają się w stroje renesansowe uczestnicy warsztatów tanecznych. Dziewczyny upinają włosy, ściskają się w gorsetach, wciągają na siebie ciężkie suknie - często wykonane z aksamitu zdobionego perłami i złotymi naszywkami. Jeszcze kilkanaście minut, a spod sceny ruszy kolorowy pochód renesansowych postaci. Będą szli królowie, rycerze, błazny i damy.
   - Od kilku lat prowadzę grupę taneczną Zespołu Muzyki Dawnej Capella Antiqua Bialostociensis - _mówi zapinając brązową, aksamitną suknię Helena Szuhalska z Białegostoku. - _Przyjechałam tutaj, aby się jak najwięcej nauczyć i aby przekazać tę wiedzę mojemu zespołowi. Jestem instruktorką. Dawniej zajmowałam się tańcem towarzyskim, od siedmiu lat już - dworskim. Wiele czasu poświęcam na ćwiczenie figur tanecznych i na szperanie po starych książkach, odnajdywanie układów choreograficznych. To mnie fascynuje. Szperanie po bibliotekach stało się moją prawdziwą pasją.
   Olga Patrycja Radziszewska, z Ukrainy, z Kijowa, z zespołu Kantyczki, także uczestniczka warsztatów, jest już przebrana. W niebieskiej sukni, zdobionej złotymi lamówkami, wygląda jak na starych obrazach... tylko buty - jasnobrązowe sandały zapinane na rzepy - stają się łącznikiem z teraźniejszością. Olga jest przejęta. Tydzień spędzony w Krakowie to było jej pierwsze prawdziwe zetknięcie się z tańcem. Do tej pory, z racji wykształcenia - jest studentką kijowskiego kolegium muzycznego - w zespole Kantyczki była tylko muzykiem i śpiewakiem. Teraz postanowiła, że zacznie także tańczyć. - Zawsze fascynowała mnie historia. Kiedy patrzyłam na obrazy renesansowych i barokowych malarzy, marzyłam, aby mieć takie suknie. I udało się - pokazuje strój. - Niestety, nie wszyscy - ze względu na warunki finansowe - mogli do Krakowa przyjechać. Dla nas, Polska jest bardzo droga - dodaje ze śpiewnym, wschodnim akcentem.
   Oklaski. Publiczność dziękuje tancerzom Ardente Sole za spektakl. Dla uczestników warsztatów to sygnał, że za chwilę ruszy korowód. Powoli zajmują swoje miejsca. Ubrani, ucharakteryzowani, wyglądają dostojnie. Nie wszyscy jednak mają na sobie renesansowe lub barokowe kostiumy. Bożena Kraśko z Białegostoku, do długiej aksamitnej spódnicy włożyła białą bluzkę. - Jestem nauczycielką muzyki, a nie tancerką. Nie mam kostiumu - wyjaśnia. - Od 15 lat prowadzę zespół muzyczny, grający dawne kompozycje. Postanowiłam się jednak nauczyć tańczyć, dlatego zdecydowałam się wziąć udział w warsztatach. Jeżeli muzyk wie, jak się tańczy konkretny taniec, to na pewno zagra go prawidłowo. Akcenty muzyczne są przecież dostosowane do figur tanecznych - podkreśla.
   Odzywają się bębny i flety. Korowód rusza. Idą powoli, krok za krokiem, parami i pojedynczo. Witani oklaskami, przez tłumnie zgromadzoną na rynku publiczność, oświetlani fleszami aparatów fotograficznych, przemierzają miasto. Gdy tak idą uśmiechając się do zgromadzonych widzów, nie zdają sobie sprawy, że jeszcze dziś, do późnych godzin nocnych będą pod okiem Marie-Claire Le Corre i Romany Angel uczyć publiczność podstawowych kroków tańców renesansowych. Nie wiedzą, że choć będzie lekko kropił deszcz, kilkaset osób - przypadkowych przechodniów i zagranicznych turystów - nie oprze się radości tańczenia i że wszyscy, trzymając się za ręce, wykonają razem starofrancuskiego branlea. Bo taniec sam w sobie - o czym już mówili ludzie renesansu - przełamuje wszelkie bariery: kulturowe, mentalne, językowe i łączy ludzi niezależnie od ich poglądów i zapatrywań.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie