Królewski flis dziką Wisłą

Królewski flis dziką Wisłą

MAREK DŁUGOPOLSKI

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Wielodniowa wyprawa to także "szkoła kompromisu" FOT. KRÓLEWSKI FLIS

Wielodniowa wyprawa to także "szkoła kompromisu" FOT. KRÓLEWSKI FLIS

Dzika i niezwykła - tak o najdłuższej z polskich rzek mówi Jarosław Kałuża, szyper VIII Królewskiego Flisu na Wiśle. Od wielu już lat krakowianin zachęca - własnym i rodziny przykładem - do rozwoju tradycyjnej żeglugi.
Wielodniowa wyprawa to także "szkoła kompromisu" FOT. KRÓLEWSKI FLIS

Wielodniowa wyprawa to także "szkoła kompromisu" FOT. KRÓLEWSKI FLIS

Wielodniowa wyprawa to także "szkoła kompromisu" FOT. KRÓLEWSKI FLIS

- Póki istniał handel na Wiśle, póty Polska była potęgą - twierdzi. Od kilku lat pielęgnuje tradycję ryzy, organizując Flis. A co to jest ryza? - Niegdyś Wisła była jednym z najważniejszych szlaków handlowych. A ryzę odbyć nie znaczyło nic innego, jak tylko drewno czy galary odstawić Wisłą do Gdańska, czyli do pala - przypomina.

Na wiślany szlak wyrusza dziś. Rozpoczyna od tzw. kilometra zerowego, czyli miejsca, od którego Wisła jest żeglowna. Zrekonstruowany bat, niewielka, smukła, drewniana łódź wiosłowo-żaglowa, odbije od brzegu w okolicach Oświęcimia. Jeszcze w latach pięćdziesiątych XX-wieku przewożono nią ludzi, zboże i owoce z Sandomierza do Warszawy. Flis ma nie tylko przypomnieć dawną rolę Wisły, ale także ukazać jej współczesne oblicze. - Chcemy też uświadomić mieszkańcom, nad jaką piękną rzeką żyją - podkreśla.

- Wisła stworzyła nie tylko wielkie fortuny, m.in. Koperników, ale także podstawy bankowości polskiej - twierdzi szyper Kałuża. - W dawnych wiekach niewielu bowiem było stać na opłacenie kosztów transportu towarów po Wiśle. Zajęli się tym bogaci mieszczanie, tworząc pierwsze "wiślane banki" - przypomina. I tak pozostało do dziś, wsparcia Królewskiemu Flisowi udzielił bowiem bank BZ WBK.

Do Łączan, stolicy flisactwa górnej Wisły, dopłyną w niedzielę. To tutaj jeszcze kilkadziesiąt lat temu budowano wielkie, drewniane galary, którymi w XX wieku transportowano węgiel ze Śląska do Krakowa, Sandomierza i Puław. A wcześniej zboże, sól, mięso, miedź, potaż - a więc towary będące podstawą gospodarczej świetności I Rzeczpospolitej - aż do Gdańska.

- Łączany to najbardziej godne miejsce, by rozpocząć sezon flisacki na Wiśle - twierdzi szyper Kałuża. Z biegiem rzeki łódź minie później Spytkowice, Kraków, Niepołomice, Nowe Brzesko, Połaniec, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Warszawę... Po drodze załoga przesiądzie się z bata na - również drewnianą - szkutę. Będą też prowadzili badania m.in. poziomu zasolenia.

W pewnym momencie odbiją na Malbork. Wszystko po to, aby przetrzeć szlak na Zalew Wiślany. - Także tą drogą w przeszłości spławiano towary - przypomina. - W Nowym Dworze Gdańskim chcielibyśmy przycumować w Noc Muzeów. Wyładujemy tam kruszoną sól wielicką, a także zaprezentujemy reprinty wspaniałych sztychów niderlandzkiego kartografa Wieliczki Wilhelma Hondiusa - dodaje.

- Wisła to fenomenem. To ostatnia tak duża nieuregulowana rzeka w Europie - zachwyca się inicjator Królewskiego Flisu. Nic więc dziwnego, że żeglugę po niej promuje, gdzie tylko może. Z rekonstrukcją XVI-wiecznej wieluńskiej szkuty "dopłynął" nawet do Orleanu na Festiwal Loary. - To gigantyczna impreza. Ponad dwieście drewnianych łodzi. Naszą szkutę obejrzało blisko 700 000 osób - wspomina piękne chwile.

- W Orleanie byliśmy oblegani. Nawet armata nie pomagała... - śmieje się zadowolony. - Odpalaliśmy ją często, głównie na życzenie dzieci. Każdy wystrzał francuscy flisacy kwitowali okrzykiem "Vive la Pologne" - mówi.
1 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo