18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Królowie mrugają z portretów

PLIN
Muzeum w podziemiach Rynku Głównego w Krakowie zostało uroczyście otwarte w piątek o godz. 20. Podczas weekendu będzie mogło je zobaczyć prawie 3 tysiące zwiedzających, którzy wcześniej stojąc w długich kolejach zdobyli darmowe wejściówki. U nas nowe muzeum można poznać wcześniej, bez biletu i czekania w kolejce.

Fot. Małgorzata Mrowiec

Podziemny Rynek u nas bez kolejki

ZOBACZ GALERIĘ >>

Przy wejściu do podziemi - intrygujący ekran z pary wodnej. Dalej można m.in. porównać przy specjalnej miarce swój wzrost ze wzrostem człowieka ze średniowiecza. Albo zobaczyć rekonstrukcje twarzy ówczesnych ludzi. Albo poprzewracać na ekranie wirtualne karty Kodeksu Behema z XVI wieku. Bardzo ładne są średniowieczne bruki, ale podejrzewam, że nie każdy się będzie zachwycał. Odkopane przez archeologów przedmioty ładnie eksponowane i z solidnym komentarzem – siedemset eksponatów, szkoda, że nie więcej. Zapraszamy na spacer 3-4 metry pod płytą Rynku Głównego.

Jak w filmie

Wchodzimy do podziemi. Na ekranie z pary wodnej wyświetlany jest film – między kramami kręcą się średniowieczni sprzedawcy i kupujący. Przechodzimy przez ten ekran, symbolicznie przenikamy do świata z przeszłości, zagłębiamy się w średniowiecze, w czasy coraz dawniejsze. Ekran parowy na samym wejściu jest nowinką i atrakcją, przechodzi się przez niego z zaintrygowaniem – gorzej z zauważeniem, co tam się wyświetla, gdy w parę wkracza cała grupa zwiedzających.

Dalej skręcamy w lewo i oglądamy tzw. świadki ziemne, czyli pozostawione przez archeologów nienaruszone fragmenty gruntu. Zostawia się je dla przyszłych pokoleń badaczy, by może coś jeszcze z użyciem nowocześniejszych narzędzi znaleźli w takiej bryle ziemi. Tu są eksponatami. Sceptycy uważają, że są wyłącznie eksponatami, bo świadki naszprycowane przez konserwatorów chemią są już o zmienionej strukturze i wyglądzie, zabytki w warstwach będą niszczały i na nic już badaczom. Konserwatorzy spod Rynku odpierają ten zarzut, tłumaczą, że świadki nie są całkowicie nasączone preparatami do konserwacji, mają tylko dzięki nim jakby skorupę. Świadki ziemne nie rzucają dziś na kolana. Podczas badań archeologicznych te świeże przekroje ziemne wyglądały jak kawałki tortu – dobrze widoczne były kolejne warstwy pod Rynkiem, które narosły przez wieki (bo wtedy tu jeszcze nie zamiatano), ciemniejsze i jaśniejsze, np. warstwa piasku, bruku, mierzwy. Teraz świadki są przeschnięte, warstwy ledwie widoczne albo wcale. W jednym miejscu szczęśliwie więc wyświetlane są na autentycznej bryle ziemi kolorowe warstwy, z opisami.

Wcześniejsza wersja legendy o smoku

Między pierwszymi świadkami dochodzimy do map handlu. Tradycyjna pokazuje Małopolskę i handel lokalny Krakowa z najbliższymi miejscowościami, a przeszklona i umieszczona w podłodze – strefę handlu dalekiego. Kraków był w średniowieczu ważnym ośrodkiem europejskiego handlu - pod szybą miasta, z którymi handlował, miasta Hanzy. Stajemy na szybie nad makietami charakterystycznych budowli tych ośrodków, ratuszy, a z głośników rozmieszczonych w suficie słyszymy w różnych miejscach to dźwięk jarmarku, to szum morza itp. Za mapą kolejny świadek ziemny i fragmenty drewna znalezione na Rynku.

Obok, za zakrętem, to, czym handlowano, bałwany soli przywiezione z Wieliczki, plastry miedzi (odtworzone) i najcięższe znalezisko archeologiczne z Rynku – bochen ołowiu, ważący 693 kilogramy. Autentyk. Podobno drugiego takiego w całości na całym świecie nie odkryto. Jest z XIV w., widnieją na nim odciśnięte pieczęci książęce Władysława Łokietka, znak mówiący o miejscu pochodzenia (duża litera E, która pozwoliła ustalić, że ołów pochodzi ze złóż olkuskich) oraz oznaczenia jednostki wagi: rząd 11 kresek, oznaczający 11 cetnarów. W tle wyświetlana jest droga i wóz. W taki sposób bochny ołowiu przyjeżdżały, ze Sławkowa i Olkusza, na Rynku w budynku Wielkiej Wagi były ważone, oznaczane, ewentualnie też dzielone na mniejsze kawałki.

Niedaleko za bochnem po lewej stronie mamy wgląd w ulicę św. Jana, zrekonstruowaną komputerowo, a dalej autentyczne bruki z XIII/XIV w., z drewnianymi krawężnikami. Szkoda, że nie zamaskowano współczesnych metalowych elementów, którymi są podparte. Bruk jest praktycznie powyżej oczu, więc ogląda się go raczej odbity w czarnym, błyszczącym suficie muzeum. Przechodzący koło bruku mija po prawej m.in. wagę, na której można się zważyć w średniowiecznych jednostkach miary, a także całe pomieszczenie dla dzieci – kącik edukacyjny. Tam jest miejsce na gry, zabawy i teatr mechaniczny, z lalkami-robotami. Dzieci obejrzą legendę o smoku, którego zabija Krak – wersja wcześniejsza niż ta z szewczykiem Dratewką.

Zabiegi antywampiryczne

Następne są odtworzone przez zakopiańskich górali chaty jak z osady przedlokacyjnej, z XII i I poł. XIII wieku, której pozostałości znaleziono w tym rejonie. Chaty są zrekonstruowane z drobnymi szczegółami, warto je sobie dokładnie obejrzeć (nieokorowane bele, zamek w drzwiach jak sprzed setek lat itd.), zwłaszcza że można blisko podejść, po odtworzonym bruku (tylko na szpilkach nie polecam). W chatach są zaaranżowane warsztaty jubilera i kowala. Obok zrekonstruowanych narzędzi, form itp. na ekranie plazmowym wyświetla się proces produkcji.

Za filmowym kowalem przy pracy są pozostałości osady przedlokacyjnej i filmowa opowieść o najeździe tatarskim z 1241 r. i jej spaleniu.

Zakręt. Na nim m.in. misterna makieta kościoła Mariackiego, autorstwa krakowskiego szopkarza. Nieopodal jest inna, rozległa makieta Krakowa z 1500 roku. Nad nią, przez szkło nowej fontanny widać wieże kościoła Mariackiego. W tej części muzeum jest odtworzony fragment gigantycznego cmentarzyska z X wieku, jakie tu odsłaniali archeolodzy. W otwartych grobach kopie kilku szkieletów, w tym osoby, wobec której ówcześni zastosowali zabiegi antywampiryczne. Dalej na trasie turysty jest dział poświęcony inżynierii miejskiej (m.in. rząpie) oraz kino z ekranem 270 st., gdzie jest pokazywany kolaż ikonograficzny o historii Krakowa.

Wirtualny kodeks

Znów zakręcamy, mijamy wyświetlany na zabytkowym murze widok miasta, a za następnym zakrętem możemy poczytać umieszczony w wielkiej skrzyni wirtualny Kodeks Behema z XVI w., którego karty przewracamy na dotykowym ekranie.

Docieramy w końcu do piwnic Kramów Bogatych, by tam zobaczyć pozostałości ich murów oraz fundamenty Sukiennic. To głównie tutaj zgromadzono zabytki wydobyte w rynkowej ziemi przez archeologów. Są ładnie wyeksponowane w walcowatych szklanych gablotach. Każdy będzie mógł wirtualnie je poobracać, przybliżyć, obejrzeć z rożnych stron – na to pozwalają ekrany dotykowe, gdzie mamy dostęp do elektronicznych odwzorowań kilkuset zabytków (dla ponad 500 zabytków stworzono animacje 3D). Zabytkom towarzyszy europejska ikonografia ukazująca średniowieczne stroje, rzemiosło, to, jakie były rozrywki (np. gra w trik-traka) czy na jakich grywano instrumentach (np. fujarka – autentyczną znaleziona na rynku można zobaczyć w gablocie).

Czaszki w piwnicach

Na końcu korytarza wyobraźnię uruchamiają pozostałości najstarszych murowanych obiektów handlowych na Rynku – Kramów Bolesławowych. Z almariami, wnękami, które służyły za szafki. Oświetlenie dodaje tym murom tajemniczości, rzeczywiście robią wrażenie.

Dalej jest wejście do Wielkiej Wagi, ale na razie zamknięte, bo tamta część ekspozycji będzie gotowa dopiero w przyszłym roku.

Przechodzimy do piwnic Sukiennic, na początek mijamy odtworzone czaszki - mężczyzny, który w XII w. przeszedł udaną trepanację czaszki, a także Szweda, którego w XVII w. ścięto na Rynku (przecięty kręg jest autentyczny). W piwnicach są miejsca do oglądania filmów – fabularyzowanych dokumentów o Krakowie od czasów legendarnych aż do wejścia do Unii, a w innej części działa sklep m.in. z biżuterią (uczestnik wycieczki szkolnej kupi bursztynowy wisiorek dla mamy za 20 zł, a są też artystyczne wyroby w cenie np. ponad 4 tys. zł za kolię) oraz winiarnia. To właśnie w piwnicach Sukiennic, mrugają do zwiedzającego królowie z portretów, poruszają wąsikiem itp. A w którym miejscu wirtualny strażnik wyskakuje z awanturą i z którego zaułka wyrzuca zwiedzającego – nie zdradzamy, niech każdego zaskoczy.

Małgorzata Mrowiec

Podziemna trasa turystyczna pod Rynkiem Głównym

Muzeum zajmuje powierzchnię ok. 4 tys. m kwadratowych. Ekspozycja urządzona jest 3 – 4 m poniżej płyty Rynku. Koszt jego powstania to ok. 50 mln złotych. Bilet normalny będzie kosztował 13, ulgowy 10 zł, rodzinny 30 zł (dla dwójki dorosłych z dwójką dzieci do 16 lat, albo jednej osoby dorosłej z trójką dzieci). Zwiedzanie dostępne dla wszystkich od najbliższego poniedziałku (przez weekend tylko z darmowymi wejściówkami, które były wcześniej rozdawane).

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie