Wyszukiwarka wyborcza

Wybory Parlamentarne

Sprawdź, gdzie możesz zagłosować

Do wyborów pozostało

  • 01dzień
  • 06godz.
  • 46min.
Odwiedź serwis wyborczy 

Krystyna Guzik: Teraz skupiam się na igrzyskach. A potem pomyślę o rzeczach ważniejszych niż sport

Tomasz Bochenek
Tomasz Bochenek
Krystyna Guzik
Krystyna Guzik Facebook/Damian Graf
Biathlonistka Krystyna Guzik w Pjongczangu weźmie udział w swoich czwartych igrzyskach olimpijskich. Wystąpi w nich także jej mąż, Grzegorz Guzik. - Dobrze jest mieć koło siebie kogoś bliskiego, kogoś zaufanego - nie ukrywa góralka z Czerwiennego.

- Podczas gdy Pani przebywa z koleżankami z kadry na zgrupowaniu w Ruhpolding, we włoskim Ridnaun trwają mistrzostwa Europy. Wybiera się tam Pani choć na jeden bieg?
- Nie, nie wybieram się. Zostajemy w Ruhpolding, trener zdecydował, że nie będziemy startować.

- We wtorek ogłoszony został skład reprezentacji na igrzyska w Pjongczangu. I jeśli w Pani przypadku od dawna było wiadomo, że się w niej znajdzie, tak mąż musiał walczyć o to do ostatniej chwili.
- Ze mną też nie było nic wiadomo. My też miałyśmy kwalifikacje, które skończyły się po Pucharze Świata w Ruhpolding (czyli w połowie stycznia - przyp.). Liczyły się występy w Pucharze Świata, sprawdziany wewnętrzne. Trener wybierał pięcioosobowy skład z naszej szóstki, czy nawet większej ilości dziewczyn, które tak samo miały możliwość zakwalifikowania się na igrzyska olimpijskie.

- Czy dla Pani ta nominacja wiąże się ze szczególnym podekscytowaniem, satysfakcją? Bo to już Pani czwarte igrzyska - czy zawsze tak samo się to przeżywa? Mogę tylko się domyślać, że z każdym kolejnym razem chyba mniej...
- To prawda. Co czuję? Trudno powiedzieć. Niedawno w ogóle nie byłam przygotowana na to, by jechać na te igrzyska, mam na myśli stronę mentalną. Igrzysk w Soczi nie wspominam dobrze, bardzo trudny był dla mnie poprzedni sezon. Po ostatniej kontuzji (półtora roku temu zawodniczka przeszła operację barku - przyp.) wracało mi się bardzo ciężko, sezon się nie układał, byłam w totalnej rozsypce. Dopiero odkąd zaczął z nami pracować Tobias, stopniowo zaczęło się wszystko układać. Z czasem nabierałam pewności, motywacji do tego, żeby spróbować jeszcze raz zawalczyć o igrzyska olimpijskie i żeby dobrze się do nich przygotować.

- Tobias Torgersen trenerem kadry biathlonistek został w maju, pracujecie więc wspólnie już od ośmiu miesięcy. Jak Pani ocenia ten czas? Wiadomo, że współpraca z poprzednim szkoleniowcem, Adamem Kołodziejczykiem, zwłaszcza pod koniec nie układała się najlepiej - i to nie tylko w Pani przypadku.
- Powiem tak: te osiem miesięcy były najlepszym czasem, jeżeli chodzi o przygotowania w naszej reprezentacji. Żałuję, że wcześniej nie miałyśmy takiego trenera, który jest konsekwentny, wymagający, ale przede wszystkim sprawiedliwy. Nie faworyzuje zawodniczek, traktuje wszystkich tak, jak powinien. Każdej z nas poświęcał uwagę i każda dostała wskazówki potrzebne w pracy treningowej.

- Jak się czuje Pani teraz, na finiszu zgrupowania, gdy do pierwszego startu na igrzyskach pozostało niewiele ponad dwa tygodnie?

- Praktycznie wszyscy biathloniści, którzy pojadą na igrzyska, startowali tydzień temu w Pucharze Świata w Anterselvie. Trener zdecydował, że my te zawody odpuścimy, żeby spokojnie przygotować się do igrzysk. Trudno mi powiedzieć, czy taka długa przerwa w startach wyjdzie mi na dobre, bo nigdy wcześniej w takiej sytuacji nie byłam, w poprzednich latach nie odpuszczałam startów przed najważniejszymi imprezami. Teraz wszystko wyjdzie w praniu. Oby wyszło na lepsze.

- W Anterselvie startował Pani mąż, walczył tam o kwalifikację na igrzyska. I do kadry wskoczył w bardzo fajny sposób - dzień po dniu zdobył punkty Pucharu Świata.
- Tak, to prawda. Ja wcześniej wiedziałam, że Grzegorza stać na bardzo dobre biegi. Tylko coś go blokowało, paraliżowało, nie umiał pokazać tego, co potrafi. Wiedział, że walczy o tę dziką kartę - i za bardzo chciał. Starał się wszystko robić dobrze, a jak się za dużo o tym myśli, to traci się niepotrzebnie energię i z reguły wtedy nie wychodzi. Cieszę się, że w Anterselvie karta się odwróciła. Aczkolwiek nie wiem, co okazało się kluczowe: że to ostatnie zawody, z "nożem na gardle", czy może Grzegorz wrzucił na luz i starał się po prostu robić to, co trzeba.

- Grzegorz jest teraz na mistrzostwach Europy, więc pewnie do końca tygodnia pozostanie w Ridnaun. Kiedy się spotkacie, już w Polsce?
- Tak. Moje zgrupowanie potrwa do 26 stycznia, tego dnia będzie jeszcze trening, potem wracamy do kraju. Grzegorz z pozostałymi chłopakami będą w Ridnaun prawdopodobnie do 29 stycznia. Z tego, co wiem, nie we wszystkich biegach będą tam startować. W każdym razie zobaczymy się już w Polsce.

- Kiedy wylot do Korei?
- Pierwszego lutego jedziemy do Warszawy na ślubowanie, drugiego mamy wylot.

- W ubiegłym roku była Pani w Pjongczangu na Pucharze Świata. Jak tam jest - z punktu widzenia biathlonistki? No i jak przechodzi Pani aklimatyzację w miejscu, do którego leci się przez pół świata?
- Kiedy byłam tam w poprzednich latach, nie miałam większych problemów z aklimatyzacją. Natomiast trasa jest jedną z najtrudniejszych. Liczę, że będzie piękna zima, a trasy na igrzyska olimpijskie dużo lepiej przygotowane niż w ubiegłym roku. Wtedy śnieg był miejscami pomieszany z błotem, brudny, sypki, gdzieniegdzie lód. Dosyć nieprzyjemnie.

CZYTAJ: KRYSTYNA I GRZEGORZ GUZIKOWIE. WIELKA MIŁOŚĆ, ŚLUB I BIEG PRZEZ ŻYCIE Z KARABINEM NA PLECACH

- Będą to Pani drugie igrzyska z Grzegorzem, ale pierwsze małżeńskie, bo do Soczi pojechaliście jeszcze jako narzeczeni. Co dla Pani znaczy obecność męża?
- Wiadomo, że wspólny wyjazd na igrzyska to bardzo fajne przeżycie. Dobrze jest mieć koło siebie kogoś bliskiego, kogoś zaufanego, to na pewno będzie dla nas dużym plusem.

- Jakie są Pani nadzieje na igrzyska? Ostatni występ w sztafecie w Pucharze Świata - piąte miejsce, z zaledwie kilkusekundową stratą do podium - pokazuje, że jeśli w tej konkurencji wszystko się Wam dobrze poukłada, stać Was na naprawdę dobry wynik.

- Tak, to prawda. Jeśli będziemy dobrze strzelać, to jest szansa, żeby powalczyć o bardzo dobre miejsca. Ja wiem, że moje występy w tym sezonie w Pucharze Świata nie do końca były udane, ale wiem też, że miałam wiele startów z bardzo dobrym biegiem, w których przy lepszym strzelaniu mogłam osiągać super wyniki. Były też słabsze biegi i też wiem, co było ich powodem. Natomiast teraz trudno powiedzieć, co będzie w Korei, w jakiej będziemy dyspozycji. To jest biathlon, na wynik składa się wiele czynników.

- Pani najlepszym występem na igrzyskach pozostaje ten pierwszy - w biegu długim w Turynie, w którym zajęła Pani piąte miejsce.

- Te pierwsze igrzyska były dla mnie największym przeżyciem. Byłam w kadrze od półtora roku, nie we wszystkich zgrupowaniach brałam udział. Pamiętam dobrze tamten start, udało mi się fajnie strzelić, to było niesamowite przeżycie - i to biorąc pod uwagę wszystkie występy z całej kariery. W kolejnych igrzyskach brakowało trochę szczęścia w strzelaniu, w Soczi miałam problemy z aklimatyzacją, a w biegu długim trafiłam na najgorsze warunki do biegania, kiedy narty dużo gorzej jechały. Ale takie rzeczy się zdarzają, to jest biathlon. Jak będzie w Korei? Ja jestem nastawiona na to, żeby dać z siebie wszystko. A jak będzie, to się okaże. Wracając do poprzedniego pytania: nawet jeśli chodzi o naszą sztafetę, to nie ma co nastawiać się na miejsce medalowe, bo wielokrotnie różnie się toczyły nasze występy w tej konkurencji.

- No tak, feralna była choćby sztafeta w Soczi.
- Nie chcę nawet o niej wspominać. Lepiej nic nie planować, nie zakładać. Musimy się skupić, skoncentrować na tym co mamy robić, wrzucić na luz i po prostu startować.

- Zakłada Pani, że to ostatnie igrzyska? Pytam, bo za cztery lata będzie Pani w tym wieku, co teraz Magdalena Gwizdoń.
- Tak, właśnie Magda motywuje mnie do dalszej kariery. Ale wiadomo, że muszę zająć się rzeczami ważniejszymi niż sport, muszę pomyśleć o rodzinie. Na razie skupiam się na igrzyskach, chcę dokończyć sezon, potem przyjdzie czas na decyzje - czy będę dalej trenować, istotne będzie też to, kto będzie prowadził naszą kadrę. Jednak powtarzam: przychodzi moment w życiu, kiedy zmieniają się priorytety. Ja myślę, że sportowi poświęciłam już wystarczająco dużo czasu oraz zdrowia i na pierwszym miejscu powinna się znaleźć teraz rodzina. A jak się moje życie potoczy, czy będę w stanie powrócić potem do uprawiania sportu, to się okaże.

Sportowy24.pl w Małopolsce

#TOPSportowy24 - SPORTOWY PRZEGLĄD INTERNETU

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3