Krzywaczka. Mieszkańcy skarżą się na gryzący dym z komina. WIOŚ wszczął kontrolę

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Kominy uwiecznione przez mieszkańców
Kominy uwiecznione przez mieszkańców Archiwum prywatne
Udostępnij:
Mieszkańcy dzielnicy Skotnica w Krzywaczce skarżą się, że nie mogą nie tylko tylko pracować, a mają tam pola, ale i żyć. Źródłem problemów ma być funkcjonujący tu zakład, a dokładnie to co wydobywa się z jego kominów. Czym się w nim pali wyjaśnia WIOŚ, który rozpoczął w zakładzie kontrolę. Mieszkańcy nie dają wiary zapewnieniom właściciela, że jest to surowe, niezanieczyszczone niczym drewno.

FLESZ - Grzegorz Kuczyński o sytuacji na Ukrainie i przyszłości NATO

Z dwóch kominów, jak mówią wydobywa się czarny, gryzący dym. Na dowód pokazują nagrania i fotografie.

To wszystko idzie w naszą stronę. Gryzie w gardło, zatyka

– mówi pan Andrzej.

Jego mama Bożena mówi, że nieraz musiała uciekać z pola, bo zbierało ją na wymioty. Skarży się, że nie da się tu pracować, ani nawet spać.
Najbardziej żal jest jej matki, która nie porusza się, nie ma więc możliwości pójść gdzieś, gdzie powietrze jest lepsze.
Żal jej też zwierząt, które hodują. Kur które, grzebią w ziemi, i krów, które tu wypasają. I ziemi, bo jak mówi „strach się bać co ziemia przyjęła”.

Kiedy byliśmy na miejscu z kominów nie wydobywało się nic. W zakładzie dwa dni wcześniej rozpoczęła się kontrola interwencyjna WIOŚ. Nasi rozmówcy mówili, że od kilku dni pierwszy od dłuższego czasu, można wreszcie swobodnie oddychać.

My tu mieszkamy od pokoleń

– mówią.

Zakład pojawił się później. Nie mogą zrozumieć dlaczego pozwolono na to, żeby taki obiekt stanął na wsi, obok domów, ani tego, że kiedy już stał zmieniono miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dopuszczając prowadzenie działalności produkcyjnej.

Protestowaliśmy, ale radnych argument był taki, że fabryka już stoi

– mówi pan Andrzej.

W lutym 2019, po zgłoszeniu WIOŚ przeprowadził tam kontrolę interwencyjną, podczas której stwierdzono spalanie odpadów, a dokładnie ścinków zanieczyszczonego drewna. Na właściciela (poprzedniego) nałożona została kara.
W połowie ubiegłego roku nieruchomość kupił inny przedsiębiorca.

Mieszkańcy mówią, że problemy się nie skończyły, niektórzy twierdzą nawet, że przybrały na sile.
W grudniu ubiegłego roku szukali pomocy w gminie. Z Urzędu Miejskiego dostali informację, że urząd wystąpił do WIOŚ o przeprowadzenie w zakładzie kontroli.
Do tego, jak mówił na ostatniej sesji burmistrz Sułkowic Artur Grabczyk, ograniczona jest rola gminy w tego typu sytuacjach. Było to po tym, jak radny (a zarazem sołtys Krzywaczki) Janusz Starzec zgłosił jako interpelację „dalsze zadymianie dzielnicy Skotnica”.

Chciałabym jeszcze pożyć, żeby było spokojnie, ale to jest niemożliwością

– mówi nam starsza kobieta mieszkająca nieopodal zakładu. Jak dodaje, nieraz okna nie się otworzyć, bo tak dymi z komina.

Nowy właściciel również działa w branży meblowej. Ze strony internetowej firmy Woodica wynika, że zakład w Krzywaczce to jeden z trzech zakładów produkcyjnych tej firmy, pozostałe dwa mieszczą się w Świnnej Porębie i Zembrzycach.
Jak nas informuje Mateusz Surmiak, właściciel, zaraz po zakupie wymienił pozaklasowe kotły na kotły 4 klasy (wyprodukowane w 2016 roku) i komin, bo stary nie nadawał się do dalszego użytkowania. W piecach palone jest trocinami drzewnymi powstałymi jako produkt uboczny w procesie produkcji mebli.
To, jak tłumaczy, wióry z heblowania, pył ze szlifowania, okorki z okrajania oraz większe elementy drewniane tj.: klocki i zrzyny.

Do produkcji mebli drewnianych wykorzystujemy wyłącznie drewno surowe, niezanieczyszczone żadnymi środkami chemicznymi, które może być stosowane do celów energetycznych

– odpowiada Mateusz Surmiak.

WIOŚ podczas styczniowych oględzin w jego zakładzie w Krzywaczce nie dopatrzył się nieprawidłowości.

Oględziny kotłowni, kotła, popielnika oraz terenu wokół kotłowni pozwoliły wykluczyć podejrzenie spalania odpadów

– informuje dr Magdalena Gala, rzeczniczka WIOŚ w Krakowie.
Inspektorzy WIOŚ zwrócili się do pracownika firmy, aby w trakcie oględzin dołożył opał do kotła. Jak czytamy, w tym momencie pojawiło się zadymienie, które ustąpiło po ok. 10 minutach, a wokół zakładu wyczuwalny był charakterystyczny zapach spalanego drewna.

Pan Krzysztof nie dowierza.

Jak wiatr wieje w moim kierunku to w domu to czuć, w wentylacji. Nie wierzę, że to drewno, to nie jest ten zapach

– mówi.

Pan Andrzej też w to nie wierzy i dodaje, że komin dymi nieraz godzinę albo dwie, potem jest przerwa i znowu. Dym pojawia się o różnych porach nie tylko za dnia.
Podobne obserwacje ma pan Stanisław. Jak mówi, czasem „zgroza patrzeć jaki dym idzie”. Obawia się chorób.

Właściciel zakładu mówi, że praca pieców uzależniona jest od warunków atmosferycznych.

Jeżeli pogoda na to pozwala to palimy tylko nocą, tak aby zapewnić odpowiednie warunki naszym pracownikom przychodzącym rano do pracy. Jeżeli natomiast na zewnątrz jest duży mróz wówczas piec pracuje cały dzień

– pisze w odpowiedzi na nasze pytania Mateusz Surmiak.

I dodaje:

Obawy mieszkańców o spalanie odpadów są nieuzasadnione. Dym z komina, który czasami się pojawia to naturalny efekt, na który nie mamy wpływu. Pojawia się on głównie w chwili rozpalania pieca lub w momencie dosypywania paliwa. Jest to taki sam efekt jaki powstaje przy spalaniu np. pelletu w przydomowej kotłowni. 

WIOŚ podczas oględzin nie pobrał próbek. Uczynił to dopiero później. Jak tłumaczy nam rzeczniczka WIOŚ, nie należy to do obowiązków ustawowych, ale jest działaniem dodatkowym.

To zupełnie niezrozumiałe

- mówi Miłosz Jakubowski, radca prawny z fundacji Frank Bold, do której zwrócili się mieszkańcy.

Właściciel wiedział już, że działania kontrolne się toczą mógł się więc przygotować.

Oględziny WIOŚ potwierdziły, że w kotłowniach znajdują się dwa kotły grzewcze o mocy
350 kW każdy. Kotły wyprodukowane zostały w roku 2016 i należą do 4 klasy.
Połączenie tych faktów z informacją, że nowy właściciel zainstalował te kotły w ubiegłym roku sprawiło, że fundacja Frank Bold chce w najbliższych dniach złożyć do WIOŚ pismo domagające się ukarania przedsiębiorcy za popełnienie wykroczenia polegającego na naruszeniu uchwały antysmogowej.

Zgodnie z małopolską uchwałą antysmogową tego typu kotły można jeszcze eksploatować, ale tylko pod warunkiem, że byłyby tam zainstalowane przed 1 lipca 2017, czyli przed wejściem w życie wspomnianej uchwały. Nie jest bowiem ważna data produkcji, ale to od kiedy dane urządzenie jest eksploatowane w obecnym miejscu. Skoro kotły zainstalowano w tym miejscu w 2021 roku znaczy to, że doszło i cały czas dochodzi do naruszenie małopolskiej uchwały antysmogowej

– mówi Miłosz Jakubowski, radca prawny z fundacji Frank Bold.

Niezależnie od tego fundacja chce zwrócić się do starosty o wydanie decyzji nakazującej ograniczenie negatywnego oddziaływania na środowisko, na podstawie art. 362 ustawy Prawo ochrony środowiska.

Właściciel firmy widzi to zupełnie inaczej. Jak pisze, użytkowane kotły rozpoczęły eksploatację przed 1 lipca 2017 roku (zostały zakupione z rynku wtórnego) i jako takie jego zdaniem mogą być użytkowane jeszcze do 1 stycznia 2027 roku. Niemniej, jak zaznacza, nie planuje ich używać do tego czasu, bo jeszcze w tym roku chce je wymienić na nowe kotły 5 klasy.

Zapytaliśmy również WIOŚ.

Kwestie związane z eksploatacją kotłów grzewczych na terenie firmy zostaną wyjaśnione w toku prowadzonej kontroli

- odpowiada nam dr Magdalena Gala.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie