Krzyż na drogę

Redakcja
Tadeusz Jacewicz

Tadeusz Jacewicz

   Sprawa rozegrała się błyskawicznie. Prasa wyciągnęła, że czołowa postać naszej sceny politycznej urządziła w ramach struktur sejmowo-organizacyjnych, którymi zawiadywała, swojego syna i synową. Synowa kierowała biurem poselskim, syn pisał mamie ekspertyzy, płatne. W najbliższych wyborach syn chciał wystartować z wojewódzkiej listy kandydatów na posłów. Miał tam być na pierwszym miejscu, co - w połączeniu ze znanym nazwiskiem - niemal gwarantowało dostanie się do Sejmu. Wszystko legalnie, ale, nawet jak na luźne polskie obyczaje polityczne, trochę przesadnie.
   Władze partii, której dobra mama była wiceprzewodniczącą, skarciły ją publicznie i zapowiedziały zwołanie w tej sprawie sądu koleżeńskiego. Kiedy indziej pewno sprawa rozeszłaby się po kościach, ale czas jest trudny, przedwyborczy i trzeba uważać. Pani poseł się obraziła i wystąpiła z partii. Koledzy wyrazili żal, niektórzy szczerze, jeden chyba mniej, bo oczka mu się śmiały. Wyraźnie cieszył się, że ubyła poważna kandydatka do wysokich stanowisk.
   Komentarze były na ogół pochlebne, podkreślano honorowy charakter decyzji i zachęcano do naśladownictwa. Tempo decyzji tak zaskoczyło media, że niemal niezauważenie minęła informacja o wiele bardziej sensacyjna: zbiorowa dymisja kierownictwa partii, która, teoretycznie przynajmniej, nadal rządzi. Tak czy inaczej miniony weekend był czasem dużego ruchu kadrowego. W dobrym, spieszę od razu dodać, kierunku. Ten ruch był kolejnym fragmentem procesu czyszczenia Polski, który rozpoczął się wraz z wybuchem sprawy Rywina.
   Ulubionym zajęciem naszych tzw. elit politycznych oraz ludzi kręcących się wokół polityki jest dociekanie "kto za tym stoi". Jeszcze niedawno głównymi animatorami różnych gier były dwa pałace. "Duży", czyli prezydencki, i "mały", jak określano ekipę premiera. Obaj panowie pozostający, według określenia jednego z nich, "w szorstkiej, męskiej przyjaźni", prowadzili zawiłe rozgrywki instytucjonalne i kadrowe. Nawzajem na państwowej szachownicy wytrącali sobie pionki, rzadziej figury, doprowadzali też inne pionki do miejsca, w którym - jak w szachach - stawały się figurami. Rzesze dworaków pilnie obserwowały te ruchy, uprawiając zresztą na boku własne gierki. Wszystko było mniej więcej do przewidzenia. Wojny wybuchały nagle, ale trwały krótko, zmieniał się najwyżej jakiś minister czy prezes państwowej spółki.
   Po Rywinie ten uporządkowany, choć dosyć smutny świat, zaczął trzeszczeć. Pojawił się czynnik, który dawniej nie występował w rachubach: strach. Zaczęły kruszyć się interesowne przyjaźnie i sitwy. Państwowa materia stawała się oporna. Ludzie, którzy do niedawna trzaskali obcasami i byli gotowi spełnić każde polecenie, stawali się oporni. Nagle zaczęło być inaczej.
   Nie mogę racjonalnie wyjaśnić, co spowodowało ten proces oczyszczania Polski. Nikt nie wydał takiego polecenia, wręcz przeciwnie. Ludzie z pierwszych stron gazet bronili kolegów zażarcie. Najczęściej stosowano absurdalną w polityce tezę, że zanim nie ma prawomocnego wyroku skazującego, osoba podejrzana ma prawo pełnić urząd. Nie można nikogo krzywdzić, powiadali nasi luminarze, bo co będzie, jeśli sąd nie wyda wyroku?
   To był jednak łabędzi śpiew zwolenników państwa rozumianego jako sitwy kolesiów. Zmasowane ataki mediów napędzają stracha tym, którzy broniąc kolegów, bronią siebie. Wiedzą bowiem, że najpierw on, potem ja. Ten strach zmusza do działania, nawet wbrew sobie. Politycy nie przyłączyli się do procesu odnowy Polski, nie mówiąc o kierowaniu odbudową standardów etycznych. Oni dali się ponieść narastającej powodzi krytyki i społecznego obrzydzenia. Niektórzy już utonęli, innych to dopiero czeka. Powinniśmy liczyć tych "trafionych, zatopionych" jak trofea myśliwskie. To jest nasz sukces. Im więcej takich trofeów zgromadzimy, tym lepiej dla nas.
   Cieszy mnie pojawienie się w naszym życiu publicznym pewnej bezwzględności ocen i jednoznaczności wyciąganych wniosków. Jeszcze bardzo nam daleko do rozwiniętych demokracji zachodnich, ale już zaczęliśmy odwrót od postsowieckiej koncepcji państwa, w którym "włast'" może wszystko - bezkarnie. Strach zaczyna funkcjonować w polityce, na ścianach gabinetów pojawiają się złowieszcze napisy "co dalej?" Dalej może dla niektórych być źle lub bardzo źle. Amerykanie twierdzą, że nie ma obiadu za darmo. We współczesnej Polsce zaczyna narastać przekonanie, że nie ma szwindlu za darmo. To ważna mądrość, aby wszyscy zaczęli się nią posługiwać.
   Wielką przysługę zrobili nam sejmowi "dietetycy", którzy dla kilku poselskich pensji więcej przenieśli wybory na wrzesień. To wydłuża kampanię wyborczą, co z kolei stwarza szansę na przedłużenie przepierki życia publicznego. Wiele jeszcze rzeczy wyjdzie na jaw, wielu prominentów będzie musiało odpowiedzieć na trudne pytania. Oczyszczalnia państwowych ścieków pracuje pełną parą. Ku naszej radości i pożytkowi.
   Nie wierzę w nagłe obudzenie się sumienia partyjnych polityków. Jeśli robią teraz rozsądne rzeczy, to nie mogę odmówić im dobrej woli, ale przede wszystkim kieruje nimi lęk. To nas się boją, bo wiedzą, jak wściekli jesteśmy na to, co wyprawiają. Nie wypuśćmy ich z tej pułapki. Musimy już teraz przeprowadzać selekcję, którą zakończymy w dniu wyborów.
   Nie warto nikogo żałować. Polityk może się mylić, ale nie może tych pomyłek organizować, a później udawać, że nic się nie stało. Teraz pora na strategię zera tolerancji z naszej strony. Dajmy nasze krzyżyki tym, którym wierzymy. Inni też dostaną - krzyż na drogę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie