reklama

Księstwo na Siedliskach

RedakcjaZaktualizowano 
Owdowiała księżna Sapieżyna wciąż pamiętała słowa, jakimi Paweł zwrócił się do niej. Było to banalne zapytanie, czy woli Kraków czy też Lwów?

BOGNA WERNICHOWSKA Ona i on

BOGNA WERNICHOWSKA Ona i on

Owdowiała księżna Sapieżyna wciąż pamiętała słowa,

jakimi Paweł zwrócił się do niej.

Było to banalne zapytanie, czy woli Kraków czy też Lwów?

   Przez kilkadziesiąt lat wspólnego życia tworzyli ze wszech miar wzorową parę. Szczerze przywiązani do siebie, serdeczni, troszczący się zarówno o rodzinę, jak i ludzi, którzy dla nich pracowali, dbający o majętności. A przy tym hołdujący etosowi pracy - dla ziemi, dla przyszłych pokoleń, dla kraju, który - już kiedy byli w dojrzałych latach - odzyskał niepodległość.
   Paweł Sapieha - jeden z licznych synów Adama Kazimierza Sapiehy, wyniósł z domu gorący patriotyzm, przekonanie, że sprawy społeczne i publiczne powinno się stawiać przed własnymi. Matylda z Windisch-Graetzów, pół-Austriaczka, pół-Węgierka, wyrosła w rodzinie głównodowodzącego wojsk w Galicji, z miłości do męża już w pierwszych latach po ślubie stała się "Polką pochodzenia austriackiego", jak zwykła o sobie mówić.
   Jako niemłoda już dama, od wielu lat owdowiała, wywłaszczona przez bieg historii z rodzinnych majętności, spisała - posługując się zachowanymi z przeszłości listami i zapiskami - liczące ponad 800 stron wspomnienia, zatytułowane "My i nasze Siedliska", przeznaczone dla dzieci i wnuków. Książka ta właśnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego w Krakowie z przypisami córki księżnej Matyldy - Matyldy Osterwiny i wnuczki Marii Osterwa-Czekaj. Uroczysta promocja odbyła się w Siedliskach z bardzo licznym udziałem mieszkańców, wśród których było wielu potomków ludzi żyjących i pracujących tu w czasach Sapiehów.

ON

   Jako jeden z młodszych synów książęcej rodziny przeznaczony był do urzędniczej kariery. Studiował więc prawo, odbył praktykę w namiestnictwie w Sarajewie. Ale miał chyba w tamtych latach sporo fantazji i odwagi, gdyż jako dwudziestoparolatek przekonał rodziców, by sfinansowali jego podróż na Daleki Wschód. Wędrówka trwała prawie dwa lata - zwiedził Chiny i Japonię. Kilkakrotnie był w niebezpieczeństwie utraty życia - kiedy na Morzu Japońskim szkuner, którym płynął, dostał się w zasięg tajfunu. Głęboko wierzący młody książę przekonany był, że z rozszalałych żywiołów ocalił go święty obrazek Matki Boskiej Nieustającej Pomocy zabrany w podróż z rodzinnego domu.
   Obdarzony zmysłem piękna Paweł zgromadził podczas podróży pokaźny zbiór pięknych przedmiotów w rodzaju rzeźb z brązu, szkatułek i mebli z laki, posążków wschodnich bóstw, fajansów i porcelany, mieniących się tęczowo orientalnych makatek i haftów.
   Kiedy wrócił do Lwowa - gdzie pracował jako urzędnik namiestnictwa - a było to zimą 1891 roku, urządzono wystawę jego kolekcji. Egzotyczne przedmioty spodobały się bardzo i - jak pisała ówczesna prasa - cały Lwów spieszył oglądać te zamorskie cuda, wzbogacając fundusz lwowskiego Towarzystwa Dobroczynności, jako że Paweł Sapieha całość dochodów z biletów z góry przeznaczył na filantropijne cele.
   Młody człowiek, dzięki któremu do Lwowa przybył fragment nieznanego świata, cieszyć się zaczął wielką towarzyską popularnością. Zapraszano go na wszystkie bale i galowe obiady. Na jednej z takich fet posadzono go niedaleko osiemnastoletniej jasnowłosej panienki, która we Lwowie spędzała swój pierwszy w życiu dorosły karnawał. Była to młodsza z dwóch córek generała Ludwika Windisch-Graetza i jego węgierskiej żony Walerii Dessewffy.

ONA

   Dzieciństwo upłynęło jej pomiędzy Wiedniem, gdzie mieli swoją rezydencję Windisch-Graetzowie, Saros-Patakiem na Węgrzech, Krakowem a Lwowem - w których to miastach generał Ludwik dowodził korpusem. Wzrastała w galicyjskiej, krakowsko-lwowskiej atmosferze, bywając także w polskich domach. Rodzice Matyldy, Karli i Ludwika juniora byli jak na tamte czasy i sferę bardzo serdeczni i pobłażliwi wobec potomstwa. Szczególnie generał wiele czasu poświęcał córkom. Matka Waleria, prawdziwie artystyczna dusza, wcale nie po amatorsku zajmowała się malarstwem i rzeźbą, w wolnych chwilach raczej rozpieszczając najmłodszego synka niż wychowując córki, które szczęśliwie znalazły prawdziwie oddaną opiekunkę w uwielbianej przez obie panny francuskiej guwernantce, zwanej pieszczotliwie Manos.
   Na pierwszy bal do kasyna oficerskiego we Lwowie Matylda pojechała w towarzystwie ojca - od razu odniosła sukces. Przystojny Stanisław Mycielski, znany z kunsztu wodzireja, wybierał ją do pierwszej pary i adorował.
   Generał dokuczał później młodszej córce tą konkietą, był bowiem zdania, że tak młoda dziewczyna nie powinna zwracać na siebie uwagi.
   Kilka dni potem odbył się wspomniany już obiad w namiestnictwie, gdzie Paweł Sapieha i Matylda zobaczyli się po raz pierwszy. Wiele dziesiątków lat później owdowiała księżna Sapieżyna wciąż pamiętała słowa, jakimi Paweł zwrócił się do niej. Było to banalne zapytanie, czy woli Kraków czy też Lwów? Odpowiedziała żartem, a młody człowiek spojrzał na nią życzliwie.
   A potem nastąpiły kolejne spotkania. - Na balach i obiadach, dużo rozmawialiśmy i tańczyliśmy ze sobą, zwłaszcza mazury szalone, jak Papa to umiał - opowiadała dzieciom i wnukom Matylda po latach.

ON

   Chociaż młodzi spodobali się sobie od pierwszego wejrzenia, a każde spotkanie utwierdzało ich jeszcze w przekonaniu, że są sobie przeznaczeni, konkury nie postępowały tak szybko, jak mogłoby się wydawać. Generał Ludwik uważał, że Matylda jest zbyt młoda, aby podjąć małżeńską decyzję bez gruntownego poznania się i namysłu.
   Trudno powiedzieć, czy ojciec Pawła - Adam Kazimierz Sapieha - znany z patriotyzmu, zadowolony był z afektu syna do cudzoziemki. Szczególnie, że wcześniej rodzina chciała wyswatać Pawła z hrabianką Zofią Branicką z Białej Cerkwi, a plany te były na tyle konkretne, że Paweł myślał o zmianie obywatelstwa z austriackiego na rosyjskie, aby móc kiedyś objąć posagowe dobra żony leżące w cesarstwie rosyjskim. Ale poznanie Matyldy wyparło z myśli Pawła uroczą skądinąd "Sofinetkę", która jeszcze wiele lat potem - choć dwukrotnie zamężna, matka i babka - miała o to pretensje do owdowiałej księżnej Sapieżyny...
   Tak więc zakochana para cieszyła się swym towarzystwem, Matylda wklejała do sztambucha kolejne zasuszone kwiaty z bukietów ofiarowywanych przez Pawła, a starsze pokolenie pokierowało ich przyszłością.
   Któregoś dnia w lwowskiej rezydencji generała Ludwika pojawiła się matka Pawła, księżna Jadwiga Sapieżyna, z ceremonialną wizytą oświadczynową. Nieobecność męża u boku usprawiedliwiała złym stanem jego zdrowia.
   Zaręczyny odbyły się 5 kwietnia 1892 roku w Abacji, ślub wyznaczono na rok następny, na początek stycznia.
   Szczęśliwe miesiące narzeczeństwa Pawła i Matyldy zmąciły zdrowotne kłopoty. Starszy, ulubiony brat Pawła Leon Sapieha zaraził się najpierw ospą, a później tyfusem, która to choroba zakończyła się przedwczesną śmiercią. Rodzinę Sapiehów okryła żałoba.
   Na tyfus chorowała też Matylda, na szczęście sławny austriacki hydropata profesor Winternitz wyleczył ją lodowatymi kąpielami i okładami, tak, że po dwóch tygodniach mogła już napisać do narzeczonego, że jest zdrowa.
   Żałoba po Leonie zniweczyła plany hucznego wesela.
   14 marca 1893 roku we Lwowie w ścisłym kółku rodzinnym odbył się ślub, po czym Paweł i Matylda rezygnując z podróży poślubnej wyjechali do Siedlisk, który to majątek, leżący z dala od głównych traktów i równie odległy od rezydencji innych członków rodziny, miał stać się ich domem na długie lata.

ONA

   Niespełna dziewiętnastoletnia mężatka przybyła wraz z mężem do Siedlisk wśród nieopisanej ciżby żydowskiej (...) drogą piaszczystą od gościńca przez las obsadzoną płonącymi pochodniami, gdzie pod łukiem triumfalnym ozdobionym lampionami stał w otoczeniu oficjalistów i leśnych rządca Kazimierz Remiszewski z chlebem i solą. Oszołomiona, słabo jeszcze mówiąca po polsku uśmiechała się życzliwie do wszystkich gratulantów i podczas oficjalnych wizyt, jakie złożyć musiała wraz z mężem w okolicy. Zamieszkali w budynku zwanym "koszary" z racji, że ongiś stacjonowało tam wojsko, niedokończonym, bardzo skromnym z zewnątrz. Paweł już wcześniej urządził go przywiezionymi ze wschodniej podróży makatami, bibelotami i paryskimi meblami z jasnego drzewa sosnowego, co wnętrzom nadało wesoły wygląd. W sypialni powiesił obrazek Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, który ongiś uratował go podczas tajfunu na morzu w pobliżu Okinawy.
   Rychło nadeszła wiosna i Matylda zabrała się do urządzania zaniedbanego ogrodu, z każdym dniem ciesząc się efektem swych działań. Okolice Siedlisk spodobały się jej bardzo - piękne lasy zachęcały do polowań i konnych przejażdżek, wrażliwa na piękno natury młoda kobieta czuła się tu dobrze i coraz rzadziej narzekała na oddalenie od siedzib bliskich. Zżyła się też z oficjalistami, służbą i okolicznymi mieszkańcami, lecząc ich w rozmaitych dolegliwościach, który to dar odkryła ku swemu zdumieniu rychło po ślubie.

ON

   Paweł Sapieha nadal pozostawał w rządowej służbie - pracował w namiestnictwie we Lwowie, później został mianowany starostą w Jaśle. Jako urzędnik - pracowity i obdarzony zdolnościami organizacyjnymi - doskonale wywiązywał się ze swych obowiązków. Koledzy wszystkich rang lubili młodego księcia dla jego "prostoty w obejściu i życzliwości". Był zresztą urzędnikiem z zamiłowania i kwestie administracji krajowej bardzo go interesowały, lubił też dyskutować z doświadczonymi urzędnikami na takie tematy.
   Sapiehowie byli rodziną zżytą i serdeczną względem siebie, stąd młodzi małżonkowie często odwiedzali dwory krewniaków. Bilcze - gdzie mieszkała wdowa po Leonie z czwórką dzieci, zamek w Krasiczynie, gdzie rezydował najstarszy brat Pawła - Władysław z żoną Elżbietą i aż ośmioma synami, dwór w Nawojowej ulubionej siostry Pawła, Heleny Stadnickiej, która była dla obojga podporą we wszystkich trudnościach i kłopotach. Jednakże najchętniej wracali do Siedlisk. Dom z każdym rokiem stawał się wygodniejszy i piękniejszy, ogród rozkwitał, a lasy były dla obojga najmilszym miejscem wypoczynku.
   Przyszły na świat dzieci. Najpierw córka Elżbieta - gwiazdkowy prezent od losu, w pierwszą Wigilię po ślubie, później Alfred, pierworodny syn. Wyrósł na chłopca zdolnego i urodziwego, niestety, poległ podczas I wojny światowej, przeżywszy zaledwie 21 lat. Jako trzecia z rodzeństwa urodziła się Maria - ulubienica Pawła. Pierwszym dzieckiem, które przyszło na świat w Siedliskach, był imiennik ojca - Paweł, a znacznie później niż starsi bracia i siostry pojawiła się też w Siedliskach najmłodsza Matylda.
   Paweł był dobrym ojcem - żona z radością stwierdziła, że jego zainteresowanie potomstwem znacznie odbiega od konwencjonalnych obowiązków rodziców względem małych dzieci, powszechnych w tej sferze. Lubił się z nimi bawić, dbał o rozwój fizyczny i duchowy, interesował się wszystkim, co ich dotyczyło. Kiedy dzieci podrosły, razem z żoną zwiedzał cieszące się dobrą renomą zarówno galicyjskie, jak i zagraniczne zakłady naukowe, gdzie mogłyby się uczyć. Nawet edukacja dziewcząt utrzymana była w ich rodzinie na najwyższym możliwym poziomie.
   Gdy nadszedł czas, synowie kształcili się w angielskich szkołach, a Paweł junior już po I wojnie światowej studiował na zagranicznych uniwersytetach. Dwie córki, Elżbieta i Matylda, po ukończeniu klasztornych pensji studiowały, co było raczej niespotykane w arystokratycznych kręgach.

ONA

   Pani na Siedliskach prowadziła życie, na co dzień dość skromne. W domu nie było wiele służby, Matylda i jej mąż lubili kuchnię zdrową i pożywną, lecz prostą. Księżna Sapieżyna wiele czasu poświęcała rozmaitym społecznym zajęciom i zatrudnieniom. Dbała o szkoły, ochronki, przytułki dla sierot i ubogich. Starała się zapewnić mieszkańcom swej posiadłości zarówno oświatę, jak i lekarską opiekę. Oboje z mężem odkładali coś z rodzinnych dochodów, by później móc z tych pieniędzy kształcić zdolne dzieci z okolicy czy łożyć na poprawę warunków zdrowotnych. Dzięki tym wysiłkom okolice Siedlisk pod rządami Sapiehów stały się miejscem bardziej przyjaznym i dobrym do życia niż obszary przyległe.
   Jedyną rozrywką, na którą pozwalali sobie z prawdziwą radością, były podróże. Oboje przepadali za poznawaniem nowych miejsc, zwiedzaniem zabytków, podziwianiem natury. Stąd nieomal co roku starali się gdzieś wyjechać na parę tygodni. Matylda uwielbiała Włochy - tam czuła się najlepiej i jak zawsze mówiła, mogłaby bywać wciąż i na nowo odkrywać uroki tego kraju. Trasy ich wędrówek, do których zachęcali krewnych i przyjaciół, prowadziły przez całą Europę drogą zarówno lądową, jak i morską. Zwiedzili oprócz znanej już wcześniej Francji i Włoch - Grecję, Hiszpanię, Portugalię. Wybrali się do Ziemi Świętej i Egiptu. Oboje głęboko wierzący, zapamiętali na zawsze Wielki Tydzień spędzony w Jerozolimie jako czas najgłębszych mistycznych przeżyć.
   Księżna Matylda notowała wrażenia z podróży i po latach odczytywała z tych pokrytych kaligraficznym pismem kartek opisy pięknych, dalekich miejsc. Zachowały się też fotografie, wykonane ówczesną niedoskonałą techniką, ale ze wzruszeniem oglądane przez rodzinę.

ON

   I wojna światowa i wkrótce po niej wybuch wojny bolszewickiej doświadczył ciężko rodzinę Sapiehów. Pierworodny Alfred, zaledwie 19-letni, wstąpił do armii. Służył dwa lata, był dzielnym oficerem, odznaczonym medalem za męstwo, nim poległ na froncie galicyjskim w trzecim roku wojny. Wieści o jego śmierci nie były pewne - stąd przez jakiś czas rodzice i rodzeństwo łudzili się, że dostał się do niewoli. Nadzieje te rozwiały się pod koniec wojny, chociaż grobu Alfreda właściwie nie odnaleziono. W małej wiosce na kresach, gdzie najprawdopodobniej poległ, rodzina postawiła pamiątkowy krzyż.

   Lata wojny - pomimo że Siedliska kilkakrotnie znajdowały się na linii frontu - nie przyniosły majętności Sapiehów całkowitej zagłady. Dom stał, chociaż został obrabowany z większości sprzętów, ukraińska wataha uprowadziła też ulubionego konia Omara - który to wierzchowiec stanowił pamiątkę po Alfredzie. Zrujnowano młyn i inne budynki gospodarskie. Kiedy już można było powrócić do domu, Paweł Sapieha, który w latach wojny i na początku niepodległości piastował urząd prezesa Czerwonego Krzyża, podczas gdy Matylda pracowała w służbie sanitarnej - przyjechał wraz z rodziną do Siedlisk.
   Dzieci, poza najmłodszą Matyldą, były dorosłe. Elżbieta podobnie jak rodzice pracowała w służbie sanitarnej, a później zaangażowała się w działalność amerykańskiego stowarzyszenia społeczno-kulturalnego YWCA, Paweł służył w 8. pułku ułanów księcia Józefa Poniatowskiego, Maria pod nieobecność rodziców zarządzała Siedliskami, biorąc na życzenie matki udział w życiu towarzyskim. Nikt nie wiedział jeszcze wówczas, że ta śliczna i pełna życia panna wybierze za lat kilka życie zakonne, wstępując do klasztoru Niepokalanek. Najmłodsza Matylda była jeszcze na pensji.
   Wojenne przejścia i troski nadszarpnęły zdrowie księcia Pawła. Na początku lat 20. przeszedł ciężką operację i długą rekonwalescencję. Wrócił jednak do zdrowia i przy pomocy żony, a później syna zarządzał majątkiem.

ONA

   Jako dobra matka księżna Matylda wiele myśli i starań poświęcała losom swych dorosłych już dzieci. Wykazywała też - rzecz raczej rzadka w tamtych czasach i sferze - wiele zrozumienia dla ich życiowych planów, nawet tych, z których nie była zadowolona. Pogodziła się z samodzielnością i rezygnacją z małżeństwa najstarszej córki Elżbiety, która całkowicie oddała się społecznej pracy. Zaakceptowała wreszcie synową Amerykankę - żonę Pawła - Wirgilię Peterson. Paweł Sapieha ożenił się z nią w 1933 roku, po długiej znajomości. W tym czasie zakochani rozstali się, Wirgilia wyszła za innego, ale po rozwodzie znów nawiązała kontakt z Pawłem i została jego żoną. Najmłodsza córka Matylda też dążyła do samodzielności - ukończyła uniwersytet i zaczęła pracować jako dziennikarka.
   Kiedy księżnę Matyldę ogarniały wątpliwości, zasięgała rady swego ulubionego szwagra, Adama Stefana Sapiehy - w tamtych czasach już biskupa, który zawsze potrafił podtrzymać ją na duchu i zrozumieć.
   Nie był to dla niej łatwy czas, również dlatego, że mąż od początku lat 30. coraz bardziej podupadał na zdrowiu.

ON

   W roku 1933 oboje Sapiehowie wybrali się z pielgrzymką do Rzymu. Książę Paweł cieszył się na pobyt w Wiecznym Mieście, wierząc, że odwiedziny w Watykanie w roku jubileuszowym chrześcijaństwa przyczynią się do poprawy jego stanu ducha i zdrowia. Były to jednak płonne nadzieje. Na początku roku 1934 Paweł Sapieha rozchorował się i nigdy nie miał już odzyskać zdrowia. W długich listach, które jak zawsze pisywał do swej ulubionej córki Marii - od kilku lat już siostry Assumpty - starał się bagatelizować swój stan, ale wkrótce nie mógł utrzymać pióra w ręku. Postępująca choroba krążenia i astma spowodowały jego śmierć w sam dzień Bożego Ciała 1934 roku, którą to datę głęboko wierząca żona uznała za szczególne zrządzenie opatrzności.
   Pochowano go w Siedliskach. W kondukcie obok Sapiehów i Windisch-Graetzów szli też mieszkańcy Siedlisk i okolicy, szczerze żałujący tego dobrego i uczciwego, troszczącego się o potrzeby innych dziedzica.

ONA

   Dla księżnej Matyldy zaczęły się lata wdowieństwa. Miały być długie (dożyła 95. roku życia), a za sprawą historii - zmienne i burzliwe. Jeszcze dane jej było przez krótki czas cieszyć się dwójką małych Sapiehów - dzieci Pawła i Wirgilii - Krystyną i Mikołajem, zanim w pierwszych dniach II wojny światowej nie wyjechały razem z rodzicami za granicę.
   Z niepokojem z początku przyjęła wieść o zaręczynach Matyldy ze słynnym aktorem Juliuszem Osterwą. Ale siostra Assumpta i niepokalanki, nie wspominając już o arcybiskupie Stefanie, uspokoili ją co do osoby przyszłego zięcia. Pomimo podwójnego książęcego tytułu Matylda nie była snobką, stąd też w pełni zaakceptowała i polubiła Osterwę. Zdaje się, księżną wdowę na początku znajomości z artystą ujął też napisany wkrótce po zaręczynach z najmłodszą córką list Juliusza, w którym podkreślał, że kwestie posagu czy sytuacji materialnej przyszłej żony są mu całkowicie obojętne.
   Kiedy we wrześniu 1939 roku armia sowiecka zajęła Siedliska, księżna Matylda opuściła na zawsze dom, gdzie przeżyła tyle, może niełatwych, ale mimo wszystko szczęśliwych lat. Odtąd mieszkać miała w Krakowie razem z córkami, zięciem, a później i jedynaczką Osterwów - małą Marią urodzoną w czasie wojny.
   Czas okupacji hitlerowskiej, kiedy to na indagacje niemieckich urzędników o narodowość, zawsze odpowiadała dumnie, że jest Polką austriackiego pochodzenia, przeżyła godnie w Krakowie, walcząc o jedność rodziny i przetrwanie. Nadal też wraz z córkami angażowała się we wszelkie filantropijne akcje na rzecz zarówno uchodźców i jeńców wojennych, jak i ubogich Krakowa.
   Kiedy odmówiła podpisania volkslisty, razem z innymi domownikami wyrzucono ją z mieszkania przy Basztowej. Zamieszkała wówczas w skromnych warunkach na Dębnikach. Opiekowała się licznymi krewnymi ze strony Sapiehów, znajdowała ufność i oparcie w pobożności, cieszyła się rzadko przychodzącymi z zagranicy listami od Pawła.
   W ostatnich miesiącach życia Juliusza Osterwy pielęgnowała go razem z córką Matyldą. Była ukochaną babcią dla wnuczki Marysi i niezawodną podporą dla owdowiałej córki. Zaiste, nazwać ją można było "niewiastą mężną" w ewangelicznym znaczeniu.
   W ostatnich dziesięcioleciach życia z myślą o wzrastających za granicą dzieciach Pawła i polskiej wnuczce Marii, sięgnęła do swych zapisków i skreśliła obejmujące ponad pół wieku wspomnienia.
   Kiedy odeszła, pochowano ją na salwatorskim cmentarzu w Krakowie.
BOGNA WERNICHOWSKA
Zdjęcia pochodzą
z książki "My i nasze Siedliska"
Matyldy Sapieżyny

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3