Kto zapłaci?

Redakcja
Do redakcji i urzędów docierały anonimy. Najbardziej alarmistyczne - po angielsku, choć zapewne pisał je Polak

Zbigniew Bartuś Krakowiacy i krasnale (2)

Zbigniew Bartuś Krakowiacy i krasnale (2)

Do redakcji i urzędów docierały anonimy. Najbardziej alarmistyczne

- po angielsku, choć zapewne pisał je Polak

Opowieść piąta:

Jak Turek powiedział "pas"

i wziął nogi za pas

   W lutym gruchnęła wieść, że turecka firma Güris, która dwa lata temu wygrała przetarg na budowę najtrudniejszego odcinka szybkiego tramwaju, ma kłopoty i chce renegocjować warunki kontraktu. 18 marca, po nieudanych rozmowach z nadzorującą budowę Agencją Rozwoju Miasta i władzami Krakowa, Turcy wypowiedzieli umowę. 7 kwietnia to samo zrobiła ARM.
   A jeszcze pod koniec października zeszłego roku prezes Agencji Anna Marszał wierzyła, że Turcy zakończą wszystkie prace w terminie. Gürisowi wypłacono wtedy zaliczkę w wysokości 10 proc. wartości kontraktu - ponad 3 mln euro. Potem dostał kolejne 3 mln euro za wykonane prace.
   Jednak poważne opóźnienia zaczęły się już w zeszłym roku. Pierwszy odcinek tunelu miał być gotowy w grudniu; poślizg wyniósł 2 miesiące. W lutym wyszło na jaw, że z drugim fragmentem Turcy spóźniają się o 3 miesiące i że przy rondzie Mogilskim też będą kłopoty. Wykonawcy schodzili z budowy, bo Güris "wysiał" im 4 mln zł.
   Do redakcji i urzędów docierały anonimy. Najbardziej alarmistyczne - po angielsku, choć zapewne pisał je Polak. "Przyjaciela Krakowa" niepokoiło, że projekt, który "wszyscy inżynierowie wycenili na 57 mln euro, firma Güris realizuje za niecałe 33 mln euro", co grozi katastrofą, jak w Moskwie, gdzie zawalił się zbudowany przez Turków park wodny, czy w Turcji, gdzie w trzęsieniu ziemi, za sprawą "tanich konstrukcji", zginęło 30 tys. osób. "Przyjaciel" twierdził m.in., że w konstrukcji tunelu, nad którym buduje Strabag, Turcy użyli słabego betonu B-15 zamiast mocnego B-40. Mieli też "zastosować niewłaściwe elementy stalowe", a nawet "naruszyć fundamenty torowiska w sąsiedztwie dworca Kraków Główny" (!), a także "zniszczyć zabytkowe wykopaliska".
   W listopadzie zeszłego roku napisaliśmy o wytrzymałości betonu. ARM zleciła badania i uzyskała "wyniki budzące pewne wątpliwości"; inspektorzy budowlani komentują, że zmiany materiałów wynikały z szukania jak najtańszych rozwiązań, co jest dopuszczalne - pod warunkiem, że konstrukcje spełniają wymagania. Czy tak jest? ARM zaczął to sprawdzać.
   - Na jednym ze spotkań przedstawiciele Gürisa stwierdzili, że są w posiadaniu dokumentów świadczących, iż wszystko jest w porządku - mówi Krzysztof Adamczyk, pełnomocnik prezydenta ds. inwestycji strategicznych - W jednym z raportów miesięcznych ARM zawarł zapis, że wytrzymałość betonu w badanych próbkach spełnia wymagania wytrzymałościowe nowej normy.
   - Niektóre normy unijne są łagodniejsze od starych polskich - tłumaczy cytowany już budowlaniec.
   Kwestie jakości materiałów i robót są badane do dziś. Miasto chce wiedzieć, co ma i na tej podstawie rozliczyć się z Turkami. Sprawa rozliczeń zakończy się najpewniej w arbitrażu.

Opowieść szósta:

Czy ktoś sabotował Gürisa

i kto go zastąpi

   W arbitrażu Turcy będą dowodzić, że musieli zrezygnować z realizacji umowy z winy miasta. Dysponujemy kopią listu Bahadira Gulera, "Technical Office Managera" Gürisa, z 1 kwietnia 2005 r. Guler twierdzi, że Güris od października 2004 "w wielu prośbach i notach" apelował do ARM, by wykonała "zobowiązania, bez których prace opóźnią się, bądź wręcz będą niemożliwe". "ARM tego nie zrobiła, więc zmuszeni byliśmy ograniczyć zakres robót, a nawet zatrzymać je w pewnych obszarach na dłuższy czas" - pisze turecki inżynier. I żali się, że opinia publiczna została "urobiona" przez ARM, zaś Güris "nie miał możliwości zaprezentowania swego stanowiska". To ostatnie nie jest prawdą - wystarczyło rozesłać pisma do mediów lub wyznaczyć osobę do kontaktów z nimi.
   Niepokojąco wielu urzędników przyznaje jednak nieoficjalnie, że "miasto ma swoje na sumieniu". Jedni mówią o zmianach koncepcji w trakcie budowy: nie jest przecież np. bez znaczenia, czy nad tunelem przy dworcu powstanie pawilon, czy duży budynek. Inni wspominają o ciągłych zmianach władz ARM, przez co agencja "nienależycie nadzorowała inwestycję i nie mogła ustrzec się błędów, na które Güris będzie mógł się teraz powoływać". Krzysztof Adamczyk twierdzi wprawdzie, iż w kluczowych momentach kierownictwo ARM zachowywało się poprawnie, ale w samej agencji przez trzy tygodnie nikt nie zechciał z nami na ten temat porozmawiać. Iwona Parzniewska była bardzo miła, ale nie mogła nic powiedzieć. Natomiast nowy wiceprezes Janusz Jakubowski, zajmujący się interesującą nas kwestią, ciągle "zapoznawał się z tematem" (!).
   Część wtajemniczonych mówi o czterech ośrodkach zajmujących się KST: - Jest ARM, jest wiceprezydent Tadeusz Trzmiel, jest pełnomocnik Krzysztof Adamczyk, a nad wszystkimi stoi prezydent Majchrowski - z batem, żeby udało się przeciąć wstęgę przed końcem kadencji - _komentuje wysoki urzędnik dodając, że powoduje to organizacyjny chaos.
   
- Za sprawą umowy z Gürisem będziemy mieli zapewne pasmo procesów - przyznaje eksprezydent Andrzej Gołaś. - _Jako przewodniczący Rady Nadzorczej ARM nie zamierzam jednak dostarczać argumentów stronie tureckiej. Samobiczowanie się miasta jest bez sensu.
   - Czy ze strony miasta były błędy? - _pytam Krzysztofa Adamczyka.
   -
Aby unikać dużych problemów, uruchamianie budowy w trybie pod klucz powinno odbywać się przy zapewnieniu kompletu decyzji lokalizacyjnych i pełnego prawa do terenu. W przypadku KST startowaliśmy bez tego. Wiem, że równoczesne budowanie i pozyskiwanie terenu to nie najlepsze rozwiązanie, ale może dać ono efekt przy bardzo dobrej współpracy z wykonawcą. Takie przypadki występowały na inwestycjach realizowanych w poprzedniej kadencji, jak również na inwestycjach strategicznych wybudowanych i oddanych do eksploatacji w kadencji prezydenta Majchrowskiego - odpowiada Adamczyk.
   Stary budowlaniec:
- Zdarzają się przy tym sytuacje kuriozalne. Ostatnio, po sześciu latach epopei sądowo-administracyjnej, uchylono pozwolenie na przebudowę dróg przy Centrum Handlowym "Zakopianka" - z powodu rażącego naruszenia prawa przy wydawaniu decyzji przez prezydenta i wojewodę. No cóż... Drogi są. Auta jeżdżą.
   Konkluzja: tak się u nas buduje, bo w przeciwnym razie nie wybudowałoby się nic. Grunty w Krakowie pozyskuje się opornie, wydawanie decyzji administracyjnych, zwłaszcza tam, gdzie nie ma planów miejscowych, jest piekielnie skomplikowane. Wykonawcy znający polskie realia doskonale to rozumieją - przymykają oczy, starają się współpracować - w imię idei, własnych zysków i... kolejnych zleceń. Nikomu nie przychodzi więc do głowy, żeby wokół podobnych niedociągnięć i braków wywoływać skandal. Jednak Turkom jest wyraźnie wszystko jedno. Nigdy nie pracowali w Polsce i najpewniej nie będą już pracować.
- Mogą powyciągać wszystkie braki i domagać się odszkodowania - uważa prezes dużej krakowskiej firmy.
   Ponoć jednym z koronnych argumentów Gürisa ma być ten, że miasto nie wykupiło na czas wszystkich terenów pod inwestycję.
   
- Rzeczywiście, pewne sprawy własnościowe były jeszcze załatwiane w bieżącym roku - przyznaje Krzysztof Adamczyk. - _Ale, w mojej ocenie, nie stanowiły one bariery dla rozwinięcia właściwego frontu robót.
   Paradoksalnie Turkom mogą pomóc ewentualne ustalenia... komisji doraźnej ds. KST, zwłaszcza jeśli dojdzie do politycznych naparzanek między radnymi i publicznego prania brudów. Część polityków marzy np., by komisja zbadała, czy w "tureckim wymarszu" nie pomógł ktoś zainteresowany wejściem na budowę innych firm. I czy ktoś nie stał za zmasowaną antyturecką kampanią medialną, pod wpływem której krakowska opinia publiczna uznała, iż jedynym wyjściem jest wyrzucenie Turków i zastąpienie ich kimś innym. Najlepiej Polakami.
   Andrzej Gołaś przyznaje: - Kiedy Güris okazał się wykonawcą, z którym współpraca układa się źle, odniosłem wrażenie, że zaczęło chodzić o to, by realizację inwestycji przejął po nim ktoś inny, może następny na liście, najlepiej bez przetargu. Jednak takiej możliwości procedura EBOR-u nie przewiduje. Zaczęto zatem rozważać zmianę wykonawstwa w drodze cesji.
   Hasło "cesja", czyli przeniesienie umowy na innego wykonawcę, pojawiło się w mediach już w marcu. Publicyści znanych gazet przekonywali, że to jedyny ratunek. To samo mówili przedstawiciele władz miasta tłumacząc, że dalsze gierki z Turkami mogą oznaczać ponadroczny poślizg.
   Co ciekawe, Krzysztof Adamczyk przewidział taki rozwój wypadków. W notatce spisanej po spotkaniu prezydenta z przedstawicielami Gürisa 24 marca 2004 roku twierdził: "W podanym terminie (do 30 kwietnia) wykonawca nie dostarczy do ARM kompletnej listy podwykonawców, którzy po zaakceptowaniu mogliby zrealizować całą inwestycję" oraz "w podanym terminie (do 31 maja) wykonawca nie będzie dysponował kompletem uzgodnionej dokumentacji wykonawczej (...)". Dalej wyraził "zaniepokojenie co do możliwości wykonania w roku bieżącym planowanego zakresu rzeczowego i związanego z tym planu finansowego zapisanego w budżecie miasta na rok 2004".
   Güris odpowiedział, że inwestycja "nie wymaga opracowania pełnej dokumentacji ani pełnej listy podwykonawców przed rozpoczęciem prac budowlanych" i zapewnił, że wszystkie umowne terminy zakończenia robót zostaną dotrzymane.
   Po roku przewidywania Adamczyka okazały się trafne. Turcy sugerują, że urzędnicy zrobili wszystko, by doszło do "samospełniającej się przepowiedni". Takie oskarżenie leży w ich interesie. Bo gdyby przyjąć, że po stronie miasta nie było złej woli i uchybień, to również nie było podstaw do wypowiedzenia umowy przez Gürisa. Natomiast miało do tego prawo miasto, bo Güris, zamiast budować, szukał pretekstu do ucieczki i zwalenia winy na ARM. Jak było naprawdę? Przekonamy się w arbitrażu. Wydaje się, że wyjaśnienie tej fundamentalnej kwestii przerasta możliwości krakowskiej speckomisji.

Opowieść siódma:

Jak ludzie prezydenta

wykombinowali, żeby za wszystko zapłacił Güris, a tramwaj ruszył

na czas

   Wiosną, kiedy Turcy mieli już fatalną prasę, a w Internecie ruszyła akcja "Napisz protest do Gürisa - niech spieprza z Krakowa", Krzysztof Adamczyk pisał do prezydenta otwarcie, iż "przyczyną opóźnień na budowie jest wybór wykonawcy, który zaoferował nierealną kwotę do wykonania inwestycji".
   Skądinąd wiadomo, że pełnomocnik prezydenta zawsze uważał, iż Turcy sobie nie poradzą. W pierwszym przetargu optował za zwycięstwem firmy Todini (z krakowskim Energopolem jako podwykonawcą), która zgłosiła najtańszą z nieodrzuconych ofert; wprawdzie chciała o 15 mln euro więcej niż Turcy, ale po pierwsze - pewnie dawno wszystko by już wybudowała, a po drugie - biorąc pod uwagę różnice kursowe i podatkowe - mogła się nawet okazać tańsza od Gürisa. Zwłaszcza gdyby komuś chciało się policzyć koszty opóźnienia innych inwestycji (a jest ich w tym rejonie 33) i chaosu w mieście. Ale tych, choć wielokrotnie przekraczają wartość kontraktu, nie liczył nikt.
   Miasto znalazło się teraz pod presją czasu - i opinii publicznej. Czy nie jest to wyśmienita okazja do bezprzetargowego skoku na publiczną kasę? Turek uciekł, ktoś musi budować. Kto i na jakich zasadach?
   Po wypowiedzeniu umowy cesja stała się niemożliwa (zapisy umowy - w tym przewidujące cesję - przestały obowiązywać). Ale pełnomocnik prezydenta ds. prawnych, prof. Andrzej Oklejak, zapewnia, że miasto zrobi wszystko, by kontynuatorzy robót weszli na budowę jak najszybciej. Nawet zaraz. - Prace po zachodniej części dworca mogą być przecież realizowane jako roboty zabezpieczające i dokańczające - wyjaśnia prof. Oklejak. - A na rondo Mogilskie trzeba zrobić szybki przetarg w kręgu tych, którzy startowali poprzednio. To zajmie cztery miesiące.
   Od dłuższego czasu mówi się, że następcy Gürisa będą chcieli budować o ok. 30 procent drożej niż on. Przecież fachowcy twierdzili, że oferta Turków była zaniżona! Czy wobec tego miasto będzie musiało dopłacić kilkadziesiąt milionów zł?
   Prof. Oklejak: - Wtedy zażądamy od Gürisa pokrycia różnicy.
   - A Turcy będą żądać odszkodowań za błędy miasta - _mówię.
   
- Było sporo raf przy tej inwestycji - przyznaje profesor - _ale oni budowali tak wolno, że nie zdążyli do nich dotrzeć. I to oni mieli zrobić projekty, załatwić pozwolenia i zbudować.
   Jacek Majchrowski: - Tak naprawdę po podpisaniu umowy powinniśmy powiedzieć: kochani państwo z Gürisa, my przychodzimy w październiku 2006 roku, żeby przeciąć wstęgę i nic nas nie interesuje.
   Zdaniem prof. Oklejaka sytuacja miasta jest dobra. Wartość robót wykonanych przez Gürisa to 8 mln euro (jeśli nie zostaną wykryte potężne usterki), a wypłacono mu o 2 mln euro mniej. Miasto może skorzystać z gwarancji bankowej. - Idę i zabieram 3 mln euro z wypłaconej Gürisowi zaliczki - zapowiada prof. Oklejak. Pozostaje kwestia czasu...
   Niektórym potentatom budowlanym, którzy - jak twierdzą znawcy branży - prowadzą od lat własne gry, śni się, że przejmują budowę KST za 50 milionów euro. Miasto płaci tylko 32, różnicę pokrywa Güris. To by dopiero była nauczka dla Turków - żeby się nie pchać, gdzie ich nie chcą!
   Ale to, na razie, tylko sen.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie