Ktoś cieszy się po słabym skoku? Coś kombinuje z kombinezonem

Rozmawiał Przemysław Franczak
Udostępnij:
Trener Zbigniew Klimowski, asystent Łukasza Kruczka w kadrze skoczków narciarskich, opowiada o dyskwalifikacji Kamila Stocha, kulisach kontroli sprzętu i ciągłym balansowaniu na granicy przepisów

- Zwęziliście już wszystkie kombinezony Kamila Stocha?

- (śmiech) Nie, jeszcze nie wszystkie. Za dużo ich ma.

- Jaki jest wniosek po jego dyskwalifikacji w konkursie drużynowym w Willingen? Trzeba bardziej uważać, czy mniej eksperymentować?

- To nie tak, że w tej sytuacji ktoś był nieuważny czy sprawdzał jakieś nowe rozwiązania. To był nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Takie rzeczy na bieżąco się sprawdza, koryguje, zresztą Sepp Gratzer, czyli człowiek odpowiedzialny za kontrole, przekazuje swoje uwagi ekipom: poprawcie to i to, zwróćcie uwagę na to i na to. Mierzymy więc skoczków i dopasowujemy kombinezony, żeby wszystko było zgodne z tym, na co pozwalają przepisy. Kiedy jednak przychodzą zawody, wysiłek, stres, to tego centymetra - jak w przypadku Kamila - może zabraknąć.

- Te kontrole zawsze są takie drobiazgowe?

- Kontrola generalnie jest wyrywkowa. Zawodnik po skoku odpina narty, przechodzi przez bramkę i ewentualnie jest wołany do kontroli. Taką listę ustala sobie Gratzer, znajduje się na niej siedem-dziesięć nazwisk. Kontrolowani też są zawodnicy z pierwszej dziesiątki konkursu. I powiedzmy, że pada na Kamila. Po skoku, tak jak stoi, idzie bezpośrednio do kontroli. Mogą sprawdzać mu wiązania, buty, narty, kombinezon, zależy na co mają ochotę. Rzadko kontroluje się wszystko naraz, bo nie starczyłoby na to czasu.

- No to niech sprawdzają mu kombinezon.

- Pierwszą rzeczą, którą się robi, jest pomiar kombinezonu w kroku. Zapewne wszyscy pamiętają historię z Austriakami, którzy kiedyś skakali w strojach z mocno obniżonym krokiem, co zwiększało powierzchnię nośną. Teraz więc zwraca się na to uwagę. Zawodnik staje w 30-centymetrowym rozkroku przy specjalnym urządzeniu - to taki stojak z wysięgnikiem, podobny do tych, którymi kiedyś w szkole mierzyło się wzrost, tyle że tu mierzy się od dołu - i wynik sprawdzany jest z limitem, który dla każdego jest wcześniej określony.

Jeśli wszystko gra, to zawodnik cały czas stoi w tej samej pozycji, a kontroler zaczyna palcami sprawdzać kombinezon. Jeśli wyczuje, że obwód może być zbyt duży, zaznacza to miejsce, na przykład w pasie. Potem zawodnik ściąga kombinezon, a kontroler mierzy obwód kombinezonu w zaznaczonym miejscu i obwód pasa skoczka, a potem porównuje wynik. Oczywiście nie zawsze ta kontrola jest tak dokładna. Czasem "przedmuchuje" się tylko materiał, żeby sprawdzić, czy przepuszczalność jest odpowiednia, czasem tylko mierzy rękaw czy nogawkę.

- Czyli to trochę loteria. Można wpaść na czymś błahym, a czasem można bez konsekwencji przemycić coś większego.

- Dokładnie.

- Jak choćby Anders Jacobsen i jego za długie rękawy w wygranym konkursie Turnieju Czterech Skoczni.

- Przepis mówi jasno: rękaw może sięgać tylko do - mniej więcej - tej kości na nadgarstku. Mając dłuższe rękawy, naciągał w locie kombinezon w ten sposób, że zwiększał powierzchnię nośną na wysokości klatki piersiowej.

- Nie został jednak zdyskwalifikowany.

- Podniósł ręce do góry, rękawy się cofnęły i Gratzer to przeoczył. Zresztą to samo można przecież zrobić z krokiem. Proszę zwrócić uwagę, że czasem zawodnicy unoszą ręce do góry po nieudanych skokach i cieszą się tak, jakby przeskoczyli skocznię. Robią to, żeby ten krok poszedł do góry i żeby wszystko było w zgodzie z przepisami.

- Dyskwalifikacja Kamila to był, jak zasugerował trener Łukasz Kruczek, donos rywali czy przypadek?

- Moim zdaniem raczej przypadek. Gdy zwężałem Kamilowi kombinezon w Japonii, to wtedy jego obwód pasa wynosił 73 cm. A teraz to jest już 71 cm, nie pamiętam, żeby miał kiedykolwiek tak mało. Spada z wagi i to gdzieś ucieka. Jednemu ubędzie najwięcej w udach, drugiemu w biodrach, a jemu w pasie.

- Ile punktów na kombinezonie może zakwestionować Gratzer?
- Ile chce. Od kolan w górę luz między kombinezonem a ciałem skoczka może wynosić maksymalnie trzy centymetry. Od kolan w dół może być dziesięć - to kwestia butów, które naciągają kombinezon - ale tu raczej nikt nie zbliża się do limitu. No, ale Gratzer może sprawdzić kombinezon, gdzie chce.

- Zna się na swojej robocie, skoro Aleksandra Zniszczoła zdyskwalifikował za zbyt duże buty. Jak on na to wpadł?

- Tu była taka kwestia, że Olek jeszcze nie jest na tyle doświadczony, żeby mógł się z nim wykłócać. A mógłby. Każdy zawodnik miał kiedyś robione pomiary stopy, a but może być maksymalnie dwa centymetry większy. Olek pomiar miał bodaj półtora roku temu, a od tego czasu jeszcze trochę urosła mu noga. But się rozbił i stąd klops. Kontrola została porównana ze starym pomiarem, a Olek się nie dopominał, żeby zmierzyć mu stopę. Może był za bardzo wystraszony, żeby się tego domagać.

- Pan nadal szyje kombinezony dla naszych skoczków?

- Nie, teraz już tylko dopasowuję. Choć był taki okres, że sami sprowadzaliśmy materiał i ja siadałem przy maszynie do szycia. Teraz korzystamy z usług Berdaksu z Poronina i firmy Stefana Huli. Próbowaliśmy też kombinezonów z Czech, jeden mamy zamówiony dla Kamila ze słoweńskiej firmy Dalisport. W jej strojach skaczą Koudelka i Prevc. Chcemy po prostu sprawdzić, czy oni nie mają czegoś innego, czy nie będzie się w tym lepiej skakać. Cały czas trzeba szukać, wyścig zbrojeń trwa.

- Dziś jednak chyba trudniej przemycić coś nie do końca legalnego, co dawałoby przewagę?

- To prawda, przepisy są w tej chwili bardzo precyzyjne. Ale i tak wszyscy czegoś próbują, kombinują, balansując na granicy przepisów.

- I przy okazji sprawdzają wytrzymałość Gratzera?

- Na pewno też. Ale trzeba być ostrożnym, bo jak się podpadnie raz czy dwa, to później trzeba często chodzić do kontroli.

- Kiedy w skokach były czasy największej technologicznej wolnej amerykanki?

- Na pewno nie wtedy, kiedy ja byłem zawodnikiem (przełom lat 80. i 90.), bo ja chciałem mieć jakikolwiek kombinezon (śmiech). Dwa-trzy ostatnie lata kariery Adama Małysza były dość ciekawe. Było trochę więcej elementów, z których składał się kombinezon, było dużo różnych możliwości. Przez lata monopol na nowinki mieli Austriacy, ale to się zmieniło w chwili, gdy ich trenerzy rozjechali się po świecie. Teraz już wszyscy kombinują.

- Ten kombinezon ze Słowenii to ma być tajna broń Kamila na mistrzostwach świata?

- Zobaczymy, czy w ogóle go zabierze do Falun. Bardziej chodziło o to, żeby się przekonać, czy czegoś nie przegapiliśmy. Ale
kto wie, może zadziała. Jeden nowy kombinezon dla niego już jest, taki złotawy, od Huli. Będziemy go teraz dopasowywać.

- Czyli zwężać?

- (śmiech) Spokojnie, będzie leżał jak ulał.

Bez medalu podczas MŚ juniorów w Ałmatach
Wczoraj w konkursie skoków MŚ juniorów w Ałmatach Przemysław Kantyka był 10., Krzysztof Leja 17., Andrzej Stękała 18., a Adam Ruda 46. Medalistami zostali Norweg Johann Andre Forfang przed Niemcem Andreasem Wellingerem i Norwegiem Phillipem Sjoeenem. - Mogło być trochę lepiej, więcej oczekiwałem od Andrzeja Stękały. Stawka rywali była bardzo mocna, konkurs wyrównany, trzeba było mieć trochę szczęścia do wiatru. W sobotę konkurs drużynowy - komentuje trener Robert Mateja.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie