Kulisy walki Adamek-Molina okiem sędziego Jankowiaka

Artur Gac
Walka Adamek Molina. Sędzią w ringu był Leszek Jankowiak.
Walka Adamek Molina. Sędzią w ringu był Leszek Jankowiak. fot. Anna Kaczmarz
Małopolanin Leszek Jankowiak, sędzia ringowy prowadzący walkę wieczoru Tomasza Adamka z Erikiem Moliną podczas gali Polsat Boxing Night znalazł się w ogniu krytyki, która jego zdaniem jest zupełnie bezpodstawna. Co gorsza, jeden z kibiców posunął się do chuligańskiego czynu i uderzył arbitra w głowę w Tauron Arenie Kraków.

ADAMEK - MOLINA KTO WYGRAŁ? Zobacz wynik walki Polsat Boxing Night w Kraków Arena [RELACJA NA ŻYWO]

Trwa gorąca dyskusja na temat Pana decyzji o zakończeniu pojedynku Adamka z Moliną. Współpromująca „Górala” grupa Main Events złożyła protest do federacji IBF dotyczący Pana rzekomych błędów. Obawia się Pan sankcji?
Na pewno nie obawiam się, że zostanie zmieniony werdykt, bo do tego nie ma podstaw. Natomiast personalnie oczywiście mogę mieć problemy. Nie w tym sensie, że ktoś zadzwoni i pogrozi mi palcem, tylko mogę być pomijany przy kolejnych obsadach.

Podstawowy zarzut dotyczy tego, że rozpoczął Pan liczenie w chwili nokdaunu Adamka, podczas gdy Molina nie był jeszcze zdyscyplinowany i odesłany do neutralnego narożnika.
Doprecyzujmy, choć to bez większego znaczenia, ja wypowiedziałem komendę „down” i podążyłem do Amerykanina skierować go do dalszego narożnika, a w tym czasie liczeniem zajmował się sędzia czasowy od nokdaunów. Ów arbiter miał obowiązek liczyć cały czas od momentu, gdy Adamek dotknął matę ringu tzw. trzecim punktem podparcia. Od tej regulacji nie ma żadnego wyjątku.

Tyle tylko, co podkreślają Pana adwersarze, Molina jeszcze nie został doprowadzony na swoje miejsce.
To nie miało żadnego znaczenia. Byłbym zobligowany przerwać liczenie tylko w hipotetycznej sytuacji, gdyby już zdyscyplinowany przeze mnie Amerykanin, w chwili gdy przejąłem liczenie od szóstej sekundy, na przykład odwracał się do kibiców lub wskakiwał na liny.

To znaczy, że początkowe odprowadzanie Moliny do narożnika nie wymagało, aby w ogóle wstrzymać się z liczeniem Adamka?
Oczywiście. Inną sprawą jest fakt, że moim zdaniem liczenie przez sędziego od nokdaunów było zbyt szybkie. Powiedzmy, że na przestrzeni pięciu sekund, po których ja przejąłem liczenie, została ”urwana” prawie sekunda. To wniosek wynikający z kilkukrotnej analizy materiału wideo.

Kto był tym arbitrem?
Mega doświadczony Paweł Kardyni, ale nie chciałbym na nikogo zrzucać winy, bo stanowimy jeden zespół. Ja nie uciekam od odpowiedzialności, bo zdaję sobie sprawę, że odium spada zazwyczaj na sędziego ringowego. Chcę tylko zauważyć, że za tempo liczenia do pięciu nie ponoszę bezpośredniej winy.

To zupełnie inne spojrzenie na sprawę od tego, które zostało opowiedziane w telewizji.
Tym większa szkoda, że nie zwrócono się do mnie o przedstawienie tej wersji, która ma poparcie w przepisach. Interpretacja, na którą powoływano się w programie telewizyjnym, była zupełnie nieuzasadniona i mam nadzieję, że wynikała jedynie z niewiedzy. W każdym razie wypaczono zasady działania całego systemu, czyli przedstawiono widzom kompletną bzdurę, która rzutuje na naszą tj. Polskiego Wydziału Boksu Zawodowego reputację. Naprawdę wystarczyło do mnie zadzwonić i poprosić o wytłumaczenie, tym bardziej że byłem dostępny.

Fala wezbrała i powoli dosięga Pana ostracyzm?
Nie jestem bardzo wrażliwy, ale wiadomości, które otrzymałem w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin, wprawiły mnie w osłupienie. Pomijam fakt, że nieprzyjemności dosięgły mnie już w hali, gdy od jakiegoś kibica dostałem ordynarnie w głowę.

Żartuje Pan?
A skąd. Na szczęście nie oberwałem z pięści, tylko z otwartej ręki za ucho. Dzięki temu nawet bardzo nie bolało.

Brzmi strasznie. Rozważa Pan rozbrat z boksem zawodowym?
Czy rozważam, to za dużo powiedziane, ale zastanawiam się, do czego ta nienawiść i wylewanie pomyj może doprowadzić. Dopóki fala agresji dotyka tylko moją osobę, ktoś mi przyłoży lub wyśle wiadomość o treści: „jeśli jesteś głodny, to chętnie napełnię ci gębę gównem”, jestem w stanie to udźwignąć. Ale co stanie się, jeśli jakaś osoba odszuka mój adres lub numer telefonu i zrobi krzywdę komuś z mojej rodziny? Jak o tym myślę, to jestem zaniepokojony.

Jest jeszcze jeden wątek w sprawie. Miał Pan świadomość, że runda dobiegła końca?
Owszem, miałem.

I nie pomyślał Pan, że może lepiej odesłać Adamka do narożnika, by w ciągu minutowej przerwy spróbował dojść do siebie?
Była to jedna z ewentualności, natomiast w ułamku sekundy, który miałem na podjęcie decyzji uznałem, że nie jest to najlepsze rozwiązanie. Po prostu nie byłem przekonany, czy Tomek w ogóle będzie w stanie wrócić do narożnika. Najpierw go przytrzymałem, a chwilę później odprowadzając do narożnika musiałem trzymać naprawdę mocno za biodra, bo miałem wrażenie, że Tomek trochę „pływał”. Poza tym moim zadaniem nie jest kalkulowanie i unikanie odpowiedzialności, tylko w pierwszej kolejności dbanie o zdrowie zawodnika. Pięściarza trzeba chronić czasami przed samym sobą lub jego narożnikiem.

Ma Pan doświadczenie, że narożnik nieraz kieruje się chęcią wypchnięcia zawodnika do ringu bardziej niż troską o jego zdrowie?
Narożnik z oczywistych względów bywa mniej zdystansowany do wydarzeń, choć nie twierdzę, że w tym przypadku byłoby tak samo. Jako sędziowie jesteśmy uczulani, aby w pierwszej kolejności brać pod uwagę swoją opinię, a nie oczekiwać reakcji trenera lub innej osoby z otoczenia zawodnika. Natomiast pozwolę sobie na jedno „gdybanie”...

To znaczy?
Załóżmy, że w kolejnej rundzie Tomek dostałby jeszcze jeden mocny cios z prawej ręki, bezwładnie rozłożyłby się na ringu i stałaby się tragedia. Dzisiaj nasłuchiwalibyśmy informacji ze szpitala. Czy myśli pan, że stopień hejtu, który spotyka mnie obecnie, byłby mniejszy?

Wątpliwe.
Jestem przekonany, że byłby większy i bardziej uzasadniony. Na tym poziomie może nie powinno uciekać się do tego typu formułek, ale z ludzkiego punktu widzenia może naprawdę lepiej zatrzymać walkę o jeden cios za wcześnie.

Była gwiazda polskiego boksu Marian Kasprzyk, gość specjalny gali w Krakowie uważa, że być może uratował Pan zdrowie Adamkowi. Mistrz olimpijski z Tokio jest przekonany, że Molina świadom przegrywania na punkty, poszedłby na żywioł mając naruszonego Polaka.
Nie chciałbym szukać poparcia tylko w tej opinii, zwłaszcza że broni mnie litera prawa. Pragnę podkreślić, że Tomek nie wysłał mi żadnego sygnału, jakoby chciał kontynuować walkę. Stał do mnie bokiem, nie podniósł rąk w geście gotowości, nie mówił nic, ani nie szukał mnie wzrokiem. Jedyne, co robił, to próbował złapać pion.

Niemniej w głowie dźwięczą mi słowa z wywiadu, który przeprowadziłem z Panem przed galą...
Wiem do czego pan zmierza, bo moi antagoniści już do tego nawiązali. Rzeczywiście powiedziałem, że granica, po przekroczeniu której będę skłonny przerwać ten pojedynku, zostanie dość mocno przesunięta.

A precyzując, moment przerwania miał zostać przesunięty w kierunku dość ekstremalnego punktu.
Wszystko podtrzymuję, ale muszę widzieć, że zawodnik chce kontynuować pojedynek. Podczas odprawy w szatni powiedziałem Adamkowi, że jego obowiązkiem jest, aby podczas trwania całej walki udowadniać mi, że wie gdzie jest i chce być w ringu. W moim odczuciu, w tamtej konkretnej sekundzie, gdy doliczyłem do dziesięciu, Adamek nie kontrolował tego, co dzieje się wokół.

W dyskusji pada też argument, że liczenie Krzysztofa Głowackiego w walce z Marco Huckiem w New Jersey trwało 20 sekund, po czym Polak zdołał znokautować przeciwnika i zdobył pas mistrza świata.
W porządku, ale czy to było zgodne z przepisami? To dziecinny argument, bo oznacza, że oficjalnie dopuszczamy manipulowanie przy liczeniu, czego ja nie akceptuję. Generalnie te wszystkie kontrowersje, w moim odczuciu, biorą się z tego, że wszyscy pragnęli zwycięstwa Adamka. Jako rodak doskonale to rozumiem, ale nie mogłem brać pod uwagę, że ludzie przyszli oklaskiwać jego triumf.

Wideo

Materiał oryginalny: Kulisy walki Adamek-Molina okiem sędziego Jankowiaka - Gazeta Krakowska

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mr
Ten sędzia juz nie powinien więcej sędziować,skrzwdził nie tylko Adamka,ale też Rękowskiego,ten gościu nie nadaje się do sędziowania.
W
Wkurwiony
Ten pseudo sędzia to zwykła ciota.Za to jak potraktował Adamka powinien być zesłany na Sybir.Jak można zakończyć walkę gdy Tomek zaliczył glebę równo z gongem Skąd ten patafian mógł wiedzieć co byłoby po minucie przerwy,czy Tomek byłby w stanie kontynuować walkę czy też nie Jasnowidz k....wa!
R
Rock'n'Rolf
Decyzja sędziego Jankowiaka byłą jak najbardziej prawidłowa. Adamek był podłączony jak wstał. Jankowiak obejmował go wpół, żeby się nie zataczał. Gdybanie co dała Adamkowi minuta przerwy jest w tej chwili zupełnie bezpodstawne. Być może wymęczone zwycięstwo na punkty, ale być może wózek inwalidzki. Gong nie ratuje w żadnej rundzie. taka jest zasada
R
Ryba
Widzialem twarz Adamka, on nie widzial nic, probowal tylko stac i nie dawal rady stac samodzielnie
ś
św.NH
Mordobicie won z Polski za Don, niech w świńskich krajach a nie u nas leją się za duże pieniądze w publicznych arenach.
T
Tom
Skrzywdzil polski boks i tyle, upokorzyl polsat na swiatowej scenie, Adamek jest szanowany w swiecie bokserskim i wierze ze na polsat boxing night juz nie bedzie znanych, cenionych gosci z usa :(
J
Jan
Nigdy wiecej nie skusze sie na ogladanie jakiejkolwiek walki (wliczajac warcaby) sedziowandj przez tego sedziego,dwie afery "Zimny Adamek" jedna zaraz po drugiej, jak dla mnie koniec. Ten gostek powinien stracic licencje!! A werdykty wyczyszczone!
Dodaj ogłoszenie