Kulturałki: Kraków jako tytuł

Redakcja
W tym tygodniu już zmuszony do tonu polemicznego w innym miejscu, teraz chętnie oddam się sentymentom i radości. Chyba że mnie poniesie... Czytelnicy pewnie pamiętają moje utyskiwania na upadek pism kulturalnych i smutek, że owo zjawisko zaniku tak dotknęło Kraków. I właśnie Kraków, niegdyś kwartalnik, teraz - miesięcznik, powstał po latach przerwy z martwych, a ściślej z determinacji Jana Pieszczachowicza. Cieszy mnie to podwójnie, boć to mój pierwszy w życiu naczelny, właśnie z takiego już nie ukazującego się pisma. Zwało się Student, a jego łamy długo pewnie jeszcze będą przywoływane przez choćby zajmujących się literaturą, jako że pojawiali się na nich poeci Nowej Fali z Kornhauserem i Zagajewskim, a później Pilch, i Maj, i Stala... Przywołuję ten czas z radością nawet nie dlatego, żem młodszy o te 30 lat był, ale właśnie z racji owych spotkań.

   Ale miało być o Pieszczachowiczu. Różne były jego losy - prezesował w ZLP, był naczelnym Pisma (też od dawna nieobecnego na rynku) i teraz, w wieku przedemerytalnym, wskrzesił jako naczelny Kraków. Oczywiście nie ośmielę się pisma recenzować, i to nie tylko z uwagi na Jana P., ale i grono, jakie zebrał na łamach: prof. prof. Aleksander Fiut, Walery Pisarek, Henryk Markiewicz, Antoni Dziatkowiak, Stanisław Stabro (też ze Studenta), Andrzej Kapiszewski... Ewa Lipska jako autorka minifelietoniku o… koszach na śmieci, bynajmniej nie w swej roli poetki, za to Wisława Szymborska - jak najbardziej. Kto ciekaw - niech zajrzy.
   Mnie zaintrygowała otwierająca numer ankieta Czy Kraków staje się pustynią kulturalną? _Rzuciłem się na nią łapczywie, by szybko dojść do wniosku, że znacznie łatwiej postawić pytania, nawet sześć, niż znaleźć na nie odpowiedzi. Dodajmy, nie pierwsze to łamy w ostatnim czasie, które temat poruszają, i bodaj nie ostatnie, które w tym pustynnym piasku grzęzną. To oczywiście ledwo pierwsze głosy, a redakcja zapowiada serię, ale obawiam się, że diagnozę będzie ciężko postawić. Każdy bowiem mówi o czym innym (_jak zwykle w domu rodzinnym... - Boy by dopowiedział), każdy przez swoje okienko patrzy i siebie ogląda. Autorytety snują dostojne rozważania, Tadeusz Nyczek (niegdyś filar Studenta) lekkim stylem takoż lekkie prztyczki rozdaje, a z kolei przedstawiciel młodych (rocznik 1976) poza tezą Kraków potrzebuje świeżej krwi, galopuje po owej zapiaszczonej ziemi z dezynwolturą i na oślep. Bo niby co oznacza zdanie: Należy się poważnie zastanowić nad wpływem i zasięgiem radia Kraków, TVP Kraków, "Dziennika Polskiego" czy "Gazety Krakowskiej" (o czymś zapomniałem?) _A choćby o tym, że co ma piernik mediów publicznych do wiatraka gazet prywatnych? A wpływów i zasięgu to mógłby autor tych słów - jak czytam, redaktor naczelny jednego z pism tzw. niszowych - "Dziennikowi" pozazdrościć (zatem nie będę mu robił reklamy w nakładzie wielokrotnie wyższym). W innym miejscu ów amator świeżej krwi wyznaje: _Krakowski teatr kojarzy mi się z "rzyganiem" (że niby koledzy z akademika pracowali w "Starym", sprzątając po wycieczkach alkoholizujących się licealistów). Czytam te wynurzenia, zatytułowane: _Pośród starych murów rodzą się myśli nowe, _i zastanawiam się, czy gdybym przyniósł Janowi P., gdy był moim naczelnym, taki tekst, to też by to puścił? A mówiąc ściślej, zastanawiam się, czy to on złagodniał, czy też mnie wzrok się wyostrzył na głupstwa. No i proszę, poniosło mnie. Mimo sentymentu do Jana P. A może dlatego, że gdy Kraków jest tematem, to bez emocji nie potrafię.
WACŁAW KRUPIŃSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie