Kuriozalne pomysły minister Fedak

Redakcja
Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej w drodze na posiedzenie rządu Fot. PAP/Paweł Supernak
Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej w drodze na posiedzenie rządu Fot. PAP/Paweł Supernak
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Minister pracy i polityki społecznej Jolanta Fedak chce ograniczyć funkcjonowanie towarzystw emerytalnych. Podkreśla, że to jej autorski pomysł, ale zapowiada, iż będzie robiła wszystko, aby wszedł w życie.

Jolanta Fedak, minister pracy i polityki społecznej w drodze na posiedzenie rządu Fot. PAP/Paweł Supernak

POLITYKA. - Towarzystwa emerytalne gospodarują naszymi pieniędzmi znacznie lepiej niż ZUS - mówi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS

- To, co ta kobieta wyczynia, najdelikatniej nazwać mogę jako skrajne kuriozum - mówi prof. Czesław Skowronek (członek Rady Naukowej Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, były kierownik Ministerstwa Rynku Wewnętrznego w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego), który - z bardzo poważnymi zastrzeżeniami - opowiada się za rządową reformą systemu emerytalnego.

Minister Fedak proponuje, by Polacy o tej części pieniędzy, która ma trafić do OFE, decydowali sami. Mogliby z nimi robić, co im się podoba. - Dość już koncesjonowania rynku - przekonuje szefowa resortu pracy. Podkreśla, że w gospodarce wolnorynkowej obywatele powinni decydować o losie swoich pieniędzy, w tym tych, które mają nam zabezpieczyć życie na emeryturze.

- Jestem gotów przystać na rozwiązanie zaproponowane przez panią minister, ale pod pewnymi warunkami - nieoczekiwanie twierdzi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS, znany jako ostry krytyk rządowego projektu. Okazuje się jednak, że akceptacja ze strony Mordasewicza ma przewrotny charakter: - Jeżeli minister Fedak wzywa do swobody wyboru, to rozumiem, że da mi też prawo zabrania wszystkich swoich pieniędzy z ZUS. A poważnie mówiąc - bo zapowiedzi pani minister nie biorę serio - byłbym za dobrowolnością w ubezpieczaniu się w II filarze (obecnie II filar to wyłącznie OFE - red.) wówczas, gdyby wysokość składki pozostała na dotychczasowym poziomie.

Mordasewicz uważa, że Polacy nie mają rzetelnych informacji na temat systemu emerytalnego, w tym tak kluczowej dla nas wszystkich sprawy, jak przyrostu kapitału w OFE i ZUS. - Towarzystwa emerytalne gospodarują naszymi pieniędzmi znacznie lepiej niż ZUS - mówi członek rady nadzorczej ZUS. Stopa efektywności z OFE wynosi ponad 9 proc., czyli sporo więcej - co dziwić nie może - niż nie tylko w ZUS, ale nawet w bankach, obligacjach i akcjach większości spółek.

Przypomnijmy podstawowe fakty. W obecnym systemie dwie trzecie pieniędzy, które do niego trafiają, idzie na finansowanie bieżących świadczeń, gdyż dostaje je ZUS i wypłaca emerytom. Jedna trzecia jest oszczędzana na naszą starość, a tym zajmują się OFE. Warto też pamiętać, że obecnie trzy osoby pracują na jednego emeryta, a za 25 lat relacja ta będzie wynosić - jak przewidują demografowie - jak niecałe 1,5 do 1.

Na emeryturę przekazujemy 19,52 proc. naszego wynagrodzenia. Z tej puli składka przekazywana do OFE wynosi 7,3 proc. naszej pensji (reszta przekazywana jest do ZUS). Od kwietnia ma zmniejszyć się o 5 proc. Do OFE trafi więc tylko 2,3 proc. naszego wynagrodzenia. Tymi pieniędzmi OFE musi tak operować, by pomnażać je, inwestując w akcje i obligacje.

Zabrane OFE 5 proc. przesunięte zostanie do ZUS, ale nie na normalne konto, tylko na specjalne subkonto. W kolejnych latach proporcje składek będą się zmieniać. Stopniowo coraz więcej z naszych zarobków dostawać będą OFE, a maleć będą składki na subkoncie ZUS-owskim. Docelowo w 2017 r. ZUS ma otrzymywać 3,8 proc. naszych wynagrodzeń, a OFE - 3,5 proc.
Stan subkonta w ZUS będzie corocznie waloryzowany o wysokość średniego wzrostu gospodarczego i inflacji za ostatnie pięć lat. Teoretycznie może się zdarzyć, że wskaźnik waloryzacji będzie ujemny. Wówczas nie możemy liczyć na przyrost pieniędzy na subkoncie.

OFE będą mogły procentowo trochę więcej naszych pieniędzy inwestować na giełdzie. Teraz w akcje maksymalnie mogą zainwestować 40 proc. wszystkich zgromadzonych oszczędności, a od kwietnia pułap wzrośnie do 42,5 proc. W następnych latach będzie stopniowo podnoszony - do 62 proc. w 2020 r. Warto przy tym nie zapominać, że obecnie do OFE trafia 7,3 proc. naszych pensji, czyli w liczbach bezwzględnych poprzez fundusze na giełdę trafia znacznie więcej pieniędzy niż będzie trafiało po zabraniu im 5 proc.

Premier Donald Tusk, minister finansów Jacek Rostowski oraz minister Michał Boni nie tylko obiecują nam wyższe emerytury dzięki proponowanym rozwiązaniom, ale też zapewniają, że nie niszczą reformy przyjętej przez rząd Buzka w 1999 r. Spora część ekonomistów ma odmienne zdania, ale nie brakuje też wśród nich zwolenników rządowego rozwiązania. Krytycy rządu, m.in. prof. Leszek Balcerowicz i prof. Krzysztof Rybiński, ostrzegają, że nasze emerytury będą niższe, a w dodatku przyszłe pokolenia zadłużone będą w stopniu znacznie większym niż dzisiaj, choć już teraz poziom zadłużenia jest bardzo wysoki. Zarzucają też rządowi, że reforma OFE to w gruncie rzeczy kosmetyka, a nie rzetelna i niezbędna reforma finansów publicznych.

Ministrowie Rostowski oraz Boni nie ukrywają, iż rząd zmienia zasady funkcjonowania OFE również w tym celu, aby ograniczyć rosnące zadłużenie państwa i deficyt budżetowy. Pieniądze, które odebrane zostaną OFE i przekazane na subkonta ZUS, zostaną wydane na sfinansowanie bieżących emerytur. Jak wyliczyli eksperci z Ministerstwa Finansów pozwoli to budżetowi państwa zaoszczędzić w tym roku 11 mld zł, gdyż tyle trzeba byłoby wyłożyć z niego, by dofinansować ZUS. W ciągu najbliższych 10 lat tym sposobem kasa państwa ma zaoszczędzić 234 mld zł.

Prof. Czesław Skowronek zwraca uwagę, że w projekcie przedstawionym przez rząd nie ma kluczowej sprawy: - Nie został przedstawiony pełen rachunek obciążeń państwa w wyniku proponowanych zmian. Rząd powinien proponować zmiany w systemie emerytalnym dopiero wtedy, gdyby podał te wyliczenia. Prof. Skowronek przestrzega rząd, by nie dziwił się, że jego krytycy zarzucą mu skok na ponad 220 mld zł, które są w kasach OFE.

Jeremi Mordasewicz twierdzi, że Polacy powinni dowiedzieć się prostych - jego zdaniem - danych: - Jeżeli z naszej składki emerytalnej, wynoszącej 19,52 proc., do OFE będzie trafiało zaledwie 2,3 proc., to w konsekwencji jedynie około 12 proc. naszej przyszłej emerytury będzie pochodziło z tej instytucji (towarzystw emerytalnych). Teraz jest to 37 proc. Uświadomienie sobie tych liczb pokazuje, w którym kierunku idzie rząd, forsując swój projekt.

Włodzimierz Knap

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie