Kurs na Amerykę jest wspólnym dziedzictwem polskich rządów po 1989 roku

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Rząd PiS dużo ryzykuje tak jednostronnie wiążąc się ze Stanami Zjednoczonymi
Rząd PiS dużo ryzykuje tak jednostronnie wiążąc się ze Stanami Zjednoczonymi Bartlomiej Ryzy/Polskapress
Zaskakujące. W telewizji Polsat w materiale dotyczącym konferencji o Bliskim Wschodzie w Warszawie wystąpił Radosław Sikorski. Miał dwie wypowiedzi. W pierwszej narzekał, że Polska głosująca za utrzymaniem porozumienia nuklearnego z Iranem na forum Unii Europejskiej, a teraz wspierająca politykę Trumpa, wygląda mało poważnie.

Ale w drugim powiedział trochę zagadkowo: Jeśli Polska nawet nadwyręży trochę stosunki z Europą Zachodnią, ale uzyska zwiększenie obecności wojskowej USA, „bilans może się zmieniać”. Byłem zaskoczony, bo to jedna z niewielu wypowiedzi tego polityka niuansująca oceny skutków polskiej dyplomacji. Sikorski zwykle wali z grubej rury.

Może to konsekwencja spokojnej atmosfery stacji Polsat, ale także inne komentarze polityków opozycji były wstrzemięźliwe. Były minister obrony z PO Tomasz Siemoniak odnosił się do zakupu od Amerykanów 20 zestawów rakietowych HIMARS, co rząd ogłosił sukcesem. Siemoniak wyraził rytualny pogląd, że to kropla w morzu polskich potrzeb, że Rumunia dostała (a właściwie kupiła) dużo więcej. Ale tłumaczył, że zestawy są skuteczniejsze niż to, czym Polska dysponuje dziś. Trudno więc uznać tę transakcję za klęskę, taki był niewypowiedziany wniosek.

Dyplomacja polega na dokonywaniu wyborów, których skutki nie do końca da się przewidzieć. Nieraz ujawniają się po latach

Powtórzę, że takie głosy kontrastują z propagandą klęski produkowaną wspólnie przez opozycję i bliskie jej media. Akurat w sprawie konferencji bliskowschodniej głosy takich ekspertów liberalnej lewicy jak Roman Kuźniar współbrzmiały z narzekaniem skrajnej prawicy, choćby narodowców. Mieliśmy narazić na szwank polskie bezpieczeństwo, ryzykując niepotrzebny konflikt z Iranem (jeśli, jak głosi Trump, sponsoruje on terroryzm, zagrożenie jest tym większe), a równocześnie po raz kolejny ujawnić, że nie do końca maszerujemy z Francją i Niemcami. Rządy tych krajów istotnie niemal zbojkotowały konferencję, wysyłając na nią drugorzędnych urzędników. PiS znów wychodzi na prymusów jednostronnej przyjaźni z Ameryką. I ma za to uzyskiwać zbyt mało.

Rządząca prawica odpowiada propagandą sukcesu. Już sam fakt, że do Warszawy przyjeżdżają amerykański wiceprezydent i sekretarz stanu, czy premier Izraela, by radzić nad całkiem innym regionem świata, jest przedstawiane jako osiągnięcie. Do tego dochodzi owa uznana nawet przez Sikorskiego zapowiedź „zwiększenia obecności wojskowej USA”, i takie kontrakty jak ten z HIMARSAMI.

PRZECZYTAJ TEŻ: Błaszczak i Morawiecki: "W środę podpiszemy umowę z rządem USA". 20 wyrzutni HIMARS dla polskiego wojska za 414 milionów dolarów

Tę aurę zakłócają też inne sygnały. Akurat PO czy „Gazeta Wyborcza” ich nie podnoszą, ale dla prawicy są kłopotliwe. Sekretarz stanu Mike Pompeo wspomniał o restytucji żydowskiego mienia. Sprawa tyleż niejasna, co dla Polski absurdalna, bo chodzi nie tyle o kosztowne wynagrodzenie spadkobierców, co żydowskich organizacji. Pojawiły się inne zgrzyty, choćby wypowiedź dziennikarki NBC Andrei Mitchell, która powiadomiła swoich widzów, że wiceprezydent Pence uczcił pamięć powstania w getcie warszawskim „przeciw polskiemu i nazistowskiemu reżimowi”. Oczywiście amerykańska administracja nie odpowiada za telewizyjne dziennikarki, ale widać kontekst napięć na tle tematyki żydowskiej. A przecież sama konferencja jest symbolicznym stanięciem Polski u boku nie tylko USA, ale i Izraela.

PRZECZYTAJ TEŻ: Dziennikarka NBC News Andrea Mitchell o powstaniu w getcie warszawskim: "zryw przeciwko polskiemu reżimowi". Paweł Kukiz interweniuje

Jeszcze bardziej w tle mamy żądania Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, aby IPN przekazywał mu rocznie kilkaset tysięcy kopii różnych materiałów związanych z tematyką zagłady. Instytut robił to od lat, ale na zasadzie wymiany. Amerykanie chcą zapłacić, ale wzajemność się kończy, bo IPN wyczerpał swoje zainteresowanie zbiorami w Waszyngtonie.

Gwarancje bezpieczeństwa Amerykanów dla Polski są mocno niepewne. Ale kto nam daje pewniejsze?

Kierownictwo Instytutu się opiera. Przeniesienie tak wielkich, można by rzec kompletnych, zbiorów do innej, na dokładkę zagranicznej instytucji, wywołuje naturalny opór wszystkich muzealników czy archiwistów, rodzi też pytania, czy jest to zgodne ze znowelizowaną ustawą o IPN. W tle błąka się pytanie, może obawa, jaka będzie narracja waszyngtońskiego muzeum, kiedy zacznie te dokumenty prezentować.

Co ciekawe, w negocjacje dwóch podmiotów prowadzących politykę historyczną wtrąciła się oficjalnie ambasador Georgette Mosbacher. Ta sama pani Mosbacher przedstawia się jako rzecznik polskich interesów w USA, w „Financial Times” opowiedziała się za zwiększeniem amerykańskiej obecności wojskowej w Polsce (zdementował to skądinąd Pentagon). Pytanie, czy używa tego w innych rozgrywkach, choćby tej o materiały IPN. Zaprzeczyła, a my wierzymy w rzeczy zdementowane najmocniej.

Naturalnie to niejedyne żądanie Amerykanów, skoro nie zapomnieli na początku konferencji o apelu, aby Polska nie wiązała się mocniej z chińskimi firmami i chińskim sprzętem. W tle mamy grę ekonomicznym Trójmorzem przeciw dominacji Niemiec, ale też opieszałość w spełnianiu polskich oczekiwań, choćby dotyczących zniesienia wiz dla Polaków jadących do USA. Łatwo w tej sytuacji wywołać klimat rozczarowania. Zakupowi HIMARSÓW nie towarzyszy offset, perspektywa kupowania drogiego amerykańskiego gazu jest atrakcyjna geopolitycznie, ale niekoniecznie ekonomicznie itd. A pakiet tematów żydowskich wywołuje w Polsce tradycyjne, nieraz uzasadnione emocje.

PRZECZYTAJ TEŻ: Konferencja bliskowschodnia w Warszawie zakończona. „Wyrugujemy radykalny islamski terroryzm z powierzchni ziemi”

Sceptykom można na razie odpowiedzieć jedno. Dyplomacja polega na dokonywaniu wyborów, których skutki nie do końca da się przewidzieć. Nieraz ujawniają się one po latach i rzadko są jednoznaczne. Tych, którzy sarkają na pozycję młodszego brata Amerykanów, na braki symetrii jeśli nie upokorzenia, którzy przypominają rok 1939, spytam o pewniejsze gwarancje bezpieczeństwa. Pewniejsze od tych mocno niepewnych.

Rząd PiS dużo ryzykuje taką strategią, także podejrzeniem, że wybiera ją z powodów polityki wewnętrznej, dlatego choćby, że nie umie się dogadać z europejskim Zachodem. Ale też kurs na Amerykę jest w jakimś stopniu wspólnym dziedzictwem polskich rządów po 1989 roku. To dlatego prof. Kuźniar może narzekać i wygrażać Trumpowi, ale już Sikorski gryzie się trochę w język. Oni sami przecież też grają po trosze z Amerykanami, którzy bronią ustami pani Mosbacher TVN-u. Ale też, pomijając już doraźne konteksty, sprowadzanie polskich żołnierzy negocjował Siemoniak, a potem przekazał pałeczkę prawicy. Naprawdę wierzymy, że Berlin czy Paryż nas obronią? Mamy lepszy scenariusz?

Najgorszy będzie jednak moment, kiedy ta polityka naprawdę przyniesie widowiskowo mniejsze efekty od spodziewanych już teraz. W tym kontekście niepokoją krążące pośród polityków obecnego obozu rządowego pogłoski, że Fort Trump, amerykańska baza w Polsce, jest nierealny. Tłumaczenie, że w zamian dostaniemy trochę amerykańskich żołnierzy może nie wystarczyć.

POLECAMY:

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Materiał oryginalny: Kurs na Amerykę jest wspólnym dziedzictwem polskich rządów po 1989 roku - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3