LADY GAGA

Redakcja

Madonna powiedziała w wywiadzie dla „Rolling Stone'a”, że widzi w niej samą siebie. Gaga odpowiedziała jej grzecznie: „Moim celem jest zrewolucjonizowanie muzyki pop. Ostatnia rewolucja, która dokonała się w tym gatunku, zaszła 25 lat temu i wywołała ją Madonna”. Obie gwiazdy mają wspólny detal w biografii – wywodzą się z włoskich emigrantów.

Dziwadło ze sceny

Stefani Joanne Angelina Germanotta, czyli Lady Gaga, od dziecka wykazywała zainteresowanie muzyką. Jako czterolatka zaczęła pobierać lekcje fortepianu, jako trzynastolatka napisała pierwszą piosenkę, a jako czternastolatka zaczęła startować w konkursach wokalnych. W katolickiej szkole, do której posłali ją rodzice, koncentrowała się na nauce, dając upust swym fascynacjom podczas występów w licealnych przedstawieniach. „Lubiłam prowokować swoim zachowaniem, ale ponieważ chciałam być dobrą uczennicą, powstrzymywałam się od wygłupów. Czułam jednak, że tam nie pasuję, że jestem jak jakieś dziwadło”.

Nie wytrzymała długo – na drugim roku studiów zrezygnowała z nowojorskiej Tisch School Of Arts i za zgodą ojca, który obiecał ją wspomagać finansowo, rozpoczęła muzyczną karierę.

Początki nie były łatwe. Mieszkała w tanim mieszkaniu, oszczędzała na jedzeniu, codziennie odwiedzała klub lub wytwórnię w poszukiwaniu zainteresowania. W końcu poznała rapera ukrywającego się pod pseudonimem RedOne. To z nim napisała pierwsze piosenki, które sprawiły, że stała się rozpoznawalna w klubach na Lower East Side. Jej występy zwracały uwagę – kiczowate kostiumy, przerysowane zachowanie, erotyczne prowokacje utrzymane było w formule dekadenckiej burleski. Nie obyło się bez narkotyków. Kiedy ojciec Stefani dowiedział się, że córka je zażywa, zerwał z nią kontakt na kilka miesięcy. Dziewczyna poznała w międzyczasie bardziej lukratywnych opiekunów. Jednym z nich okazał się producent Rob Fusari, który wymyślił młodej Włoszce słynny dziś pseudonim.
„Kiedy śpiewała, zawsze przypominała mi Freddy’ego Mercury’ego z Queen. Dlatego, gdy przychodziła do studia, zaczynałem nucić „Radio Ga Ga”. To była jej piosenka na wejście. Pomyślałem, że to może być dla niej dobry pseudonim. Napisałem to w e–mailu, a autokorekta zmieniła „radio” na „lady”. I tak poszło. Dzień później odpisała: „Od teraz jestem Lady Gaga, nie nazywaj mnie już więcej Stefani”.

Mieszanka wybuchowa

Klubowe sukcesy otworzyły przed wokalistką drzwi do znanej wytwórni Interscope. Początkowo zatrudniono ją jako autorkę piosenek dla gwiazd – Britney Spears, Fergie i Pussycat Dolls. To jednak nie odpowiadało ambitnej Amerykance. Wynajęła wraz z RedOnem na tydzień studio i nagrała dwa utwory – „Just Dance” i „Poker Face”. Kiedy usłyszeli je szefowie Interscope, natychmiast wsadzili Gagę do samolotu i wysłali do Los Angeles, aby rozwinęła swe pomysły w pełny album. W 2008 roku ukazał się on pod tytułem „The Fame”, wtedy wokół piosenkarki rozpętało się prawdziwe szaleństwo. Oba nagrane wcześniej utwory stały się przebojami numer jeden na całym świecie, a płyta, z której pochodziły, sprzedawała się jak ciepłe muffiny w Starbucks.

Co tak zachwyciło fanów i krytykę? Gaga, niczym jej starsza koleżanka, Madonna, potrafiła czerpać z różnych gatunków i połączyć je w efektowną całość. W nagraniach z „The Fame” wpływy plastikowego popu z lat 80. mieszały się z nowoczesną produkcją w stylu electro, a klubowe rytmy rodem z techno – z wokoderowymi wokalami zapożyczonymi z R&B. Nic dziwnego, że zarówno „The Fame”, jak i „Poker Face” zdobyły statuetki Grammy dla najlepszych produkcji tanecznych roku – jako album i singiel.

CZYTAJ DALEJ >>
R E K L A M A


Gaga natychmiast wyruszyła w trasę koncertową. Początkowo jako support New Kids On The Block, a po kilku tygodniach już jako główna gwiazda amerykańskich scen. W jej scenicznych prezentacjach Christina Aguilera doszukała się podobieństw do własnego image’u – i skomentowała to w złośliwy sposób: „Właściwie nie wiadomo, czy Gaga jest kobietą czy mężczyzną”. Ta wypowiedź podziałała jak zapalona zapałka: wkrótce w internecie zaroiło się od plotek sugerujących, że młoda wokalistka jest... transwestytą. Wrzawę ucięła dopiero wypowiedź Gagi dla ABC News, w której przyznała, że jej androginiczny wygląd to tylko sceniczny image.

Wkrótce jednak wybuchł kolejny skandal. Gaga pojawiła się na zorganizowanej w San Francisco „paradzie równości”. W wywiadzie udzielonym później „Rolling Stone” przyznała, że jest biseksualistką. „Fakt, że pociągają mnie kobiety, działał na moich chłopaków stresująco. Zawsze mówili, że nie potrzebują trójkątów”. Nic dziwnego, że środowisko homoseksualne uznało Gagę za swą idolkę. Sympatia okazała się wzajemna: piosenkarka wielokrotnie podkreślała wdzięczność dla gejów i lesbijek za pomoc w początkach kariery oraz nieustającą inspirację w kwestii mody.

Atmosfera skandali sprawiła, że wydany w 2009 roku drugi album Gagi – „The Monster” – z miejsca stał się bestsellerem. Muzycznie nie dorównywał jednak debiutowi – piosenki znacznie częściej ocierały się o kicz, okazały się wtórne, sprawiały wrażenie, jakby je sklecono z odrzutów z wcześniejszych sesji nagraniowych. Brak oryginalności piosenkarka postanowiła zakamuflować ekstrawaganckimi teledyskami – „Telephone” z udziałem Beyoncé czy „Alejandro” nawiązującym do prowokacyjnego „Like A Prayer” Madonny. Gaga pokochała też kreacje wielkich projektantów, zwłaszcza nieżyjącego już Alexandra McQueena. Jej kolejne wcielenia sceniczne, odziane w kolekcje haute couture, przyciągały uwagę mocniej, niż pobrzmiewająca z głośników muzyka. Wizualny kamuflaż okazał się skuteczną taktyką – internauci obliczyli, że wideoklipy obejrzało ponad bilion osób, co stanowi absolutny rekord w historii show–biznesu.

Od chwili wydania „The Fame” Lady Gaga jest w nieustannej trasie koncertowej. Mało tego – występuje w telewizji, pojawia się na pokazach mody, pracuje nad nowym albumem. Kilka tygodni temu przyznała, że jest chora na toczeń rumieniowaty. Potem do mediów przeciekła informacja, że ma poważne problemy z kokainą.

Nie wiadomo, co z tych informacji jest prawdą, a co sprytnym działaniem sztabu piarowców. W przypadku Gagi trudno oddzielić prawdę od fikcji. Jedno jest pewne – jej kariera to skandalicznie dobra kreacja. I kapitalny interes.

Paweł Gzyl

R E K L A M A

Wideo

Dodaj ogłoszenie