reklama

Laik - o architekturze

RedakcjaZaktualizowano 
Przystępuję do zapisania krótkich refleksji o architekturze i wyglądzie Krakowa nie jako uczony - specjalista w dziedzinie urbanistyki, lecz jako zwykły mieszkaniec tego miasta.

Stanisław Bortnowski

Nie zawsze mogę się zgodzić z opinią fachowców, obrona niektórych założeń wydaje mi się nieracjonalna, stąd opór przeciwko tezom, które są na mitach oparte.
Bliżej jarmarku niż salonu
Pierwsze z dyskusyjnych założeń brzmi: Rynek salonem miasta. Zgadzam się z wyciszeniem Rynku, ograniczeniem liczby imprez, dbałością o detal, ale protestuję przeciw wypięknionej pustce. Na szczęście średniowieczny, targowy przecież plac, dostępny dla ludu, nigdy salonem nie był i nie będzie. Aby tak się stało, trzeba by zeń wypędzić hałaśliwe wycieczki szkolne, a także zagranicznych i polskich obywateli, którzy ubierają się byle jak, jedzą, korzystają z ogródków (bardzo zadbanych, dalekich od plastiku Mediolanu czy Kopenhagi) i kręcą się wszędzie, obłażąc zarówno górnolotny pomnik Mickiewicza, jak i klasycyzującą rzeźbę Mitoraja. Właśnie w oswojeniu przestrzeni miejskiej widzę istotę Rynku dla wszystkich. A ponieważ tłum rządzi się gustem byle jakim, nie rażą mnie kramy z pamiątkami, skłonne do żartów żywe posągi przebierańców, wygimnastykowani chłopcy tańczący niezbyt estetycznie, bo na bruku, a nie na parkiecie.
Kłopot z dorożkami: mogłyby wyglądać jak te, które widywałem w latach pięćdziesiątych. Ale lud polski i zagraniczny chce karoc i czy można wprowadzić w tym zakresie restrykcje? Trzeba było działać przed laty, a nie dziś się zżymać. Podświadomie zgadzamy się na powozowy kicz, ale ja bronię kiczu świadomie. Kicz jest stałym składnikiem kultury, która ucieka przed sterylnością, która np. we wzornictwie skandynawskim - może przerażać. Kicz jest w każdym mieście; w Paryżu i Lourdes, w Rzymie i w miasteczkach austriackich. Kicz pleni się w sztuce barokowej (złote, wszędobylskie aniołki), dlatego trochę kiczu w Krakowie to wymóg równowagi między salonem a ulicą.
Bronię też kiełbasek i innych poddymionych specjałów. Oczywiście, nie stale, ale kilka razy w roku z okazji świątecznych targów. Komu wtedy wiejski zapach przeszkadza, niech idzie do miejsc eleganckich, a Rynek zostawi dla nas, obywateli demokratycznych państw, którzy przyjechali na festyn do średniowiecznego miasta. Odebranie Rynkowi jego spontaniczności wydaje mi się pomysłem poronionym. Rynek powinien się zmieniać: raz być miejscem religijnej procesji, innym razem - patriotycznej uroczystości z chóralnym śpiewem miłośników legionowej pieśni, często - przestrzenią dla różnorodnej muzyki, byle nie za głośnej. Ale zawsze miejscem przyciągającym. Rynek - salon to byłaby klęska.
Ci, którzy mają zaprojektować nowy plac Nowy na Kazimierzu, niech zmienią tam jak najmniej. Gdyby ode mnie zależało, pozostawiłbym to kultowe miejsce nienaruszonym. Brzydota jest dziś wartością estetyczną, jej polerowanie może tylko zaszkodzić autentyzmowi.
Obsesja jednolitości
Kolejny mit to zasada jednolitości. Wiadomo, że trzeba projektować kamienice, uwzględniając charakter otoczenia. Ileż ataków wywołała przebudowa i rozbudowa kamienicy Rubinsteina na ulicy Szerokiej. Być może stała się zagrożeniem dla innych budynków, naruszając ich statyczność. Tego nie neguję, ale chodzi mi wyłącznie o jej wysokość. Urbaniści, którzy atakowali projekt, raczyli nie zauważyć, że równie wysoka jest kamienica, w której znajduje się hotel "Ester", i straszliwie zaniedbana kamienica restauracji "Vinci". Do żadnego naruszenia skali nie doszło. Piękno ulicy Szerokiej polega na tym, że gabaryty budynków falują, że obowiązuje zasada różnorodności i kontrastów, że zachowały się jednopiętrowe domki obok czteropiętrowych. Podobnie jest w innych miejscach Krakowa, na przykład na ulicy Karmelickiej. Ujednolicanie miasta na siłę, piętnowanie każdego odstępstwa jako zbrodni dlatego, że np. architekt zaplanował przeszklone okna (hotel "Campanilla" na Plantach nominowany do Archi - Szopy) jest aberracją planistów. Chcieliby tak samo i tak samo, a tak samo czasami jest siłą miasta (ulica Basztowa z zabudową monumentalną, nowa dzielnica sądów), ale czasami powoduje wrażenie monotonii. Miasta powinny rozwijać się tylko częściowo planowo, trzeba jednak także dopuszczać improwizację, różnorodność stylów, a także szaleństwa. Zgody w odczuciach nigdy nie będzie. Równie ważna jak zasada równowagi, staje się zasada przyzwyczajenia. Po latach okazuje się, że to, co było wypryskiem, urozmaica skórę miasta, może więc przyzwyczaimy się z czasem do agresywnej, czerwonej bryły opery, wepchniętej na siłę w ciasną przestrzeń, ale jednak rozbijającą koloryt otoczenia.
Toleruję, ale nie lubię
W myśl założenia, że wszystko jest dopuszczalne, toleruję kilka pomysłów architektonicznych idealnie realizujących założenia stylu, ale wbrew opiniom fachowców, chcę napisać, że mi się nie podobają. Pierwszy z trzech przykładów to kaplica cmentarna na cmentarzu Batowickim, ekumeniczna, funkcjonalna, przypominająca Niebieski Statek, który odprowadzi nas do wieczności. Proszę spojrzeć na jej przeszklone wejście. Zaprasza jak do sali widowiskowej czy do kina. Kaplice wewnątrz przypominają salki obrad w domu kultury. Ekumeniczność oznacza tu brak duchowości, jest szlachetna, ale zarazem bezwładna wobec tradycji, nasyconej przecież religijnymi symbolami. Odejście od sacrum oznacza strywializowanie śmierci. Oglądana z daleka i z wysoka znad Mistrzejowic, kaplica przypomina długi magazyn, jest brzydką plamą na krajobrazie.
Minimalistyczne centrum sportu nazwane Centrum Rozwoju ComComZone w Nowej Hucie za stadionem Hutnika ma być celnym przykładem architektury, która rezygnuje z ozdób, przemawia bryłą i surowością wnętrza. Prawdopodobnie jest funkcjonalne, ale zimne i co najgorsze - ciężkie. Proszę wejść do środkowego pasażu lub pod zadaszenie pustego placu (parkingu? betonowego parku?) zamykającego budynek. Mamy wrażenie, że znaleźliśmy się pod betonowym, ciężkim mostem. Do tego betonowa wieżyczka strzegąca obiektu jak więzienia. Wewnątrz rury, belki, drabinki, całkowita asceza wysokich, pozbawionych przytulności pomieszczeń. W sumie: ładnie wyprofilowane proporcje całej bryły oglądanej z zewnątrz i ciężar betonowej pustki, złagodzonej na szczęście przez przeszklony basen i takąż halę sportową.
Ostatni z przykładów to postmodernistyczny klasztor Zmartwychwstańców u stóp Skałek Twardowskiego. Jeśli ktoś zachwyca się architekturą polegającą na cytowaniu rozwiązań z przeszłości, będzie zachwycony. Wielostylowość sprawdza się tu idealnie. Ale o ile kościoły na ogół zapraszają do wewnątrz, kuszą fasadą, ten klasztor przypomina twierdzę, jest niedostępny dla wiernych, otoczony kilkoma murami. Mnie interesuje wieża: na pewno symboliczna. To cztery pęknięte płaszczyzny betonu, przypominające ręce złożone do modlitwy. Czy każdy się tego domyśli czy raczej stwierdzi: tej wieży niedokończono! To brudny, bezkształtny beton. Tak patrzę na bardzo chwalone przez fachowców realizacje architektoniczne. Może nie mam racji, a może reprezentuję tych cichych mieszkańców Krakowa, którzy nie mają odwagi czy okazji sprzeciwić się nowoczesności i bronią tradycji. W ocenie architektury trudno o sprawiedliwość, chciałbym jednak, aby projektanci rozmawiali z tłumem i by nie opierać się wyłącznie na opinii jednej strony.
Zamalować plagę
W zakończeniu ostatni problem. Odpowiadając na pytanie, co szpeci Kraków, odpowiemy: odpadające tynki, brudne kamienice, agresywne szyldy. A napisy na ścianach odremontowanych czy starych kamienic, to plaga bodajże największa. Kiedy wracam na przykład z Rzeszowa, zazdroszczę temu czystemu miastu, które w ciągu kilku lat zmieniło swój wizerunek. W Krakowie najwięcej bazgrolą kibice. Jak wciągnąć ich w działanie przeciwne? Czy nie warto raz do roku rozwinąć akcję pod hasłem: "Zamalowujemy szpecące napisy, tworzymy grafitti." Pod kierunkiem władz dzielnicy, plastyków i rzemieślników, za pieniądze miasta kibice i wszyscy chętni przyłączają się do działania. Potrzebna sprawna organizacja i pomoc mediów. Może to naiwne wierzyć w efekt znany z powieści Marka Twaina (malowanie płotu jako przywilej, za który trzeba płacić), ale jakaś mobilizacja jest potrzebna. Czy mamy rezygnować z porządkowania i ozdabiania miasta tylko dlatego, że nie dostaliśmy Euro 2012? Pyta laik, krakowianin, który chciałby, aby mieszkało się w naszym mieście jak najładniej.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3