Le quattro stagioni

Redakcja
W bujnie rozwijającym się, na przekór wszelkim trudnościom, życiu muzycznym Krakowa mocno zaznacza swą obecność kwartet smyczkowy "Amar Corde", który tworzą cztery panie z filharmonicznego grona: skrzypaczki Barbara Stuhr i Bogusława Ziegelheim, altowiolistka Beata Płoska i wiolonczelistka Agata Zając.

Smyczkiem i pałką

     W ubiegłym tygodniu ten ambitny zespół wystąpił dwukrotnie. Najpierw na koncercie uniwersyteckim w auli Collegium Maius, poświęconym uczczeniu "Roku Adama Mickiewicza". Na tę okazję dobrano stosowny repertuar, a więc muzykę polską z XIX wieku: młodzieńczy I Kwartet smyczkowy d-moll Moniuszki i Kwintet fortepianowy g-moll Juliusza Zarębskiego, dzieło wybitne i oryginalne, ale osamotnione, bo nasza twórczość kameralna z tamtego okresu jest nader ubożuchna.
     W popisowej partii fortepianowej brylował Waldemar Malicki, który razem z "Amar Corde" utrwalił Kwintet Zarębskiego na płycie, wykonanie było więc bardzo pieczołowicie przygotowane, nie tylko przykładnie precyzyjne, ale pełne polotu. Duże brawa!
     Na hasło "Cztery pory roku" Vivaldiego słuchacze - w przeważającej mierze młodzi - tłumnie zapełnili w sobotni wieczór salę Filharmonii, bo dzieło to cieszy się niesłabnącą popularnością, a dodatkowym magnesem było nazwisko solisty, znakomitego skrzypka Krzysztofa Jakowicza, któremu towarzyszyła tym razem nie orkiestra, lecz właśnie kwartet "Amar Corde" przy współudziale kontrabasisty Marka Kalinowskiego i Katarzyny Tomczak przy klawesynie.
     Ograniczenie obsady smyczków nie przynosi żadnego uszczerbku treściom muzycznym, bo wszystko może być zagrane zgodnie z partyturą. Zmieniają się natomiast proporcje brzmieniowe i do pewnego stopnia ogólny koloryt: ptaszki trylują nie chórem, lecz pojedynczo, delikatniej wieją wiatry. Są to zresztą wiatry południowe i nawet "orrido vento", okropny wiatr zimowy nie mrozi lecz zagrzewa do wirtuozowskiego popisu.
     Krzysztof Jakowicz, w znakomitej formie, efektownie wyeksponował skrzypcowy blask utworu, nadzwyczaj sugestywnie kontrastując go kantylenami, granymi specyficznym dźwiękiem, nieco zamglonym, lekko rozjaśnionym dyskretną wibracją. Bezpośredni kontakt solisty z małym zespołem nadał jednorodny impuls rytmiczny, a impetu i wigoru Jakowiczowi nie brakuje! Razem z bisami dwóch fragmentów koncert trwał godzinę i żałowaliśmy, że są tylko cztery pory roku.
ADAM WALACIŃSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie