Legendy Hollywoodu

Legendy Hollywoodu

BK

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Legendy Hollywoodu
Czy kino mogłoby w ogóle zaistnieć, gdyby nie było Hollywoodu? Ależ tak, na pewno przemysł kinematograficzny rozwinąłby się i bez niego, zwłaszcza w Europie, bo to w niej przecież kino narodziło się w 1895 r. (to kwestia sporna, Amerykanie przypisują sobie wynalezienie kina, tego samego zdania są Niemcy, choć to Francuzi, bracia Lumière, pierwsi wystąpili z publicznym pokazem użyteczności swego patentu), ale nie tak szybko, nie z takim rozmachem, jaki zapewniło mu kalifornijskie centrum producenckie, bez Hollywoodu nigdy nie trafiłyby na ekrany wspaniałe filmy, zaliczane dziś do klasyki, to on był głównym ośrodkiem przemysłu filmowego, miejscem, w którym niemożliwe stawało się możliwe, a marzenia oblekały się w rzeczywistość.
Legendy Hollywoodu

Historia w znaczki wpisana

Powstał na ugorach


To wręcz nieprawdopodobne, jak szybko powstała ta kolebka nowoczesnej kinematografii. Bo wpierw tam, gdzie dziś kręci się filmy było tylko ściernisko, gorzej nawet – pusta, nieurodzajna przestrzeń, którą bardzo powoli zagospodarowywali farmerzy, kowboje, poszukiwacze złota, bandyci.
Ale Kalifornia przyciągała także coraz więcej ludzi ze wschodu USA swym łagodnym klimatem i dostatkiem słońca. Kupowali ziemię i budowali się. Już w końcu XIX w. przeobrazili leżące odłogiem ziemie, w całkiem spore miasteczko. Jeszcze bez nazwy, ale to zmieniło się w 1887 r., kiedy żona jednego z najaktywniejszych jego mieszkańców, pani Wilcox, nawiązała w pociągu rozmowę z panią, która przyjechała z Florydy i przedstawiając się powiedziała, iż mieszka tam w mieście zwącym się Hollywood. Pani Wilcox ta nazwa bardzo się spodobała, co przekazała mężowi, ten zaś uznał, iż jemu także pasuje, i tak również w Kalifornii pojawił się Hollywood, ściślej – Hollywoodland. Na razie był jednak miasteczkiem jak wiele innych.


Nowy rozdział w jego historii otwarł rok 1907 r., kiedy pewna firma, produkująca filmy w Chicago, z powodu złej pogody nad jeziorem Michigan, wysłała ekipę do Kalifornii, by tu nakręcić brakujące sceny plenerowe. Wypadły znakomicie, co zachęciło do przeprowadzki – już na stałe – innych producentów.


Pierwsze studio założyła tu firma Nestor Film Company, w 1912 r. było ich już 15, bo Amerykę ogarnęła kinomania, w 1920 r. co tydzień sale kinowe wypełniało 40 milionów widzów, domagających się, rzecz jasna, wprowadzania na ekrany wciąż nowych obrazów. Trzeba było więc je produkować, zatrudniać coraz więcej ludzi. Musieli gdzieś mieszkać, powstawało zatem coraz więcej domów, a w ślad za nimi – sklepów, restauracji, nocnych klubów itd. Filmy kreowały gwiazdy, te zaś, nieźle opłacane, fundowały sobie rezydencje przy najokazalszych ulicach i bulwarach. Podobnie reżyserzy i producenci. Rodziła siłę filmowa arystokracja.


W 1923 r. miejscowy magnat prasowy zafundował miastu jego ikonę – wielki billboard, tablicę z jego nazwą, mającą 13 liter, rozłożonych na płaszczyźnie rusztowania o wymiarach 9 x 15 metrów, które ustawiono na zboczu góry. Miała przyciągnąć nowych inwestorów, ale ustalono, że będzie reklamową wizytówką tylko przez półtora roku. Tymczasem stoi do dziś, okrojona teraz do słowa Hollywood sławi filmową metropolię. Niedawno wydawało się, że jej dni są policzone, bo jakiś deweloper chciał przeznaczyć zajmowane przez nią miejsce na nowe budownictwo. Podniosła się fala protestów: jak to, symbol stolicy kina, będący tym, czy dla Egiptu są piramidy, dla Paryża Wieża Eiffla, a dla Londynu Big Ben, miałby zniknąć? Dała pożądany efekt: zebrano fundusze przeznaczone na wykup ziemi zajmowanej przez billboard (razem 138 akrów) i tym samym zapewniono, że tablica będzie zawsze głosić chwałę amerykańskiego świata filmu.


Wróćmy jednak do studiów filmowych. Jako że było ich coraz więcej, musiały także ze sobą konkurować. To spowodowało, że niektóre upadły, a inne połączyły się w wielkie przedsiębiorstwa, grające teraz pierwszoplanowe role na kinematograficznym rynku (są to, przykładowo, Paramount, Universal, 20th  Century Fox, Sony/Columbia, Warner Bros). Tu wtrąćmy, że niebagatelny udział w tym interesie mieli także żydowscy imigranci z Polski. Tu przede wszystkim należy wymienić urodzonego w Warszawie Samuela Goldwyna (wcześniej Szmula Gelbfisza), który po uczestnictwie w rożnych spółkach założył w 1923 r. własną wytwórnię (Samuel Goldwyn Studio), ta zaś zapisała się w historii Hollywoodu długą listą wybitnych filmów i wylansowaniem wielu znakomitych gwiazd ekranu. Podobną rolę odegrali także bracia Warner z Krasnosielca, którzy w 1918 r. założyli wytwórnię filmów Warner Bros. Ona również  wsławiła się w następnych latach, zwłaszcza po udźwiękowieniu filmów, licznymi produkcjami do dziś uznawanymi za arcydzieła sztuki filmowej.


Oczywiście, filmy tworzą wielkie zespoły ludzi (amerykański przemysł filmowy liczy dziś około 2,5 miliona pracowników), to scenarzyści, reżyserzy, kamerzyści itd., ale obejrzawszy je, zapamiętujemy przede wszystkim aktorów. Ich plejada jest ogromna, w niej zaś wybijają się na czoło aktorki i aktorzy, którzy zostali uhonorowani najwyższą nagrodą filmową, prestiżowym Oscarem Akademii Filmowej, a także ci, którzy choćby byli do niej nominowani. Wielu z nich, choć już nie stają przed kamerami lub pożegnali się z tym światem, nadal ma swoich zaprzysiężonych fanów, wielu doczekało się biografii. Są więc legendą. I to właśnie sprawiło, że poczta USA zainicjowała w 1995 r. cykliczną emisję, którą nazwała „Legendy Hollywoodu”.
1 3 4 »

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo