Lejdis z Chrzanowa zostały sławne przez przypadek

Redakcja
To miała być tylko dobra zabawa, więc bez wahania zgodziły się na udział w sesji zdjęciowej do kalendarza prezentującego chrzanowianki. Nie spodziewały się, że kalendarz z ich wizerunkami spowoduje takie zainteresowanie i szum medialny. Niektórzy uważają, że "Lejdis z Chrzanowa" mogą stać się najlepszą wizytówką miasta.

Pomysł na stworzenie kalendarza z fotografiami chrzanowianek zrodził się... przy kawie. Kosmetyczka Aldona Stach i stylistka Ilona Dudek postanowiły zrobić coś nietypowego. Pierwotnie myślały o wydaniu kalendarza ze zdjęciami nastolatek z Chrzanowa.
- Zainspirowała mnie moja córka. Potem stwierdziłyśmy jednak, że większym wyzwaniem będzie zorganizowanie sesji i pokazanie urody dojrzałych mieszkanek naszego miasta - wspomina Aldona Stach.
Od pomysłu do realizacji droga była długa. Obie panie uznały, że idealnym partnerem do współpracy będzie ich dobry znajomy i fotograf Marek Kowalski. Trzeba było jeszcze do idei kalendarza przekonać przyszłe modelki. W większości były to klientki salonu kosmetycznego i znajome. Bez większych oporów zadeklarowały swój udział w sesji.
- Propozycja padła w okresie wakacyjnym. Pomyślałam, że będzie to wspaniała wakacyjna przygoda. I zaryzykowałam - opowiada Agnieszka Wójcik, która pojawia się na listopadowej karcie kalendarza.
Podobnie zareagowała większość proszonych do udziału w sesji pań. Założenie było takie, by pokazać zwykłe mieszkanki Chrzanowa, które każdy na co dzień może spotkać na ulicy, w sklepie, czy u lekarza. Karty kalendarza zdobią więc nauczycielki, sprzedawczynie, instruktorki fitness, urzędniczki.
- Myślę, że w tym tkwi siła tego pomysłu. Teraz, gdy o naszym kalendarzu jest już głośno, otrzymuję mnóstwo e-maili i gratulacji od znajomych. Przede wszystkim podoba im się to, że ktoś postanowił pokazać w ten sposób tzw. zwykłe kobiety, a nie modelki - mówi Olga Zakordoniec, ozdoba września.
Przygotowania i potem sesja trwały pół roku. Finanse pochodziły głównie z kieszeni Ilony i Aldony oraz Marka Kowalskiego z żoną Magdą. W studiu fotografa odbywały się sesje z kolejnymi modelkami. Ilona z Aldoną jeździły po powiecie w poszukiwaniu gadżetów do zdjęć. Po strychach szukano więc starych balii, rowerów i innych przedmiotów, które mogłyby pasować. Dziś krążą już anegdoty o tym, jak zdobywano kolejne rekwizyty wykorzystywane podczas sesji. Beczka do kiszenia kapusty została wyszukana u dziadka jednej z modelek, podobnie wózek dla dzieci. Z kolei zboże zbierano na polu za chrzanowskim cmentarzem...
Potem trzeba było jeszcze dopasować poszczególne rekwizyty do występujących pań, dobrać im suknie i odpowiednio wszystko sfotografować. - To była ciężka praca. O godzinie 8.00 wizyta u fryzjera, potem makijaż, stylizacja i zdjęcia. Do domu wróciłam o godz. 18.00. Efekt był tego wart. Zresztą - gdy dowiedziałam się, że zdjęcia będzie robił Marek, wiedziałam, że nie ma się czego bać - wspomina Marzena Bębenek, kalendarzowy kwiecień.
Sesje odbywały się w niedziele. Aldona Stach nie kryje, że miała kaca moralnego, iż przez pół roku ten jeden wolny dzień w tygodniu - zamiast rodzinie - poświęca kalendarzowi. Teraz wszyscy uczestnicy tego przedsięwzięcia miło wspominają tworzenie kalendarza. Bywały jednak chwile zwątpienia.
- Najtrudniej było chyba dogadać się z tyloma kobietami - żartuje Marek Kowalski. Wspierała go żona.
Zdjęcia budzą zachwyt, a prezentowanie na nich panie nie wyglądają na zmęczone czy znudzone wielogodzinnym pozowaniem. Przyznają, że było to dla nich fantastyczne przeżycie, choć miały zastrzeżenia np. do pomysłów stylistek. Agnieszka Wójcik do dziś pamięta, jak załamana była fryzurą, którą zaproponowano jej do sesji. Aleksandra Zmyślony za nic nie chciała wystąpić w turkusowej sukni.
- Teraz przyznaję, że efekt jest dobry i warto było zaufać profesjonalistom - mówi kalendarzowy marzec.
Pytane, czy po raz kolejny zdecydowałyby się wziąć udział w takim przedsięwzięciu, w większości odpowiadają, że tak. Przytrafiają się wprawdzie niemiłe komentarze, ale większość znajomych i rodzina nie szczędzi komplementów.
- Może nieco zaskoczyło i onieśmieliło nas zamieszanie wokół tej sprawy, bo kalendarzem zainteresowały się gazety, telewizja, radio. Tymczasem to miała być tylko zabawa - dodaje sierpniowa Jolanta Kubińska.
A są już pomysły na kolejne projekty. Mówi się o kalendarzu z chrzanowskimi mężczyznami. Może na zdjęciach pojawią się mamy i córki? - Musimy najpierw odpocząć, to było też dość kosztowne przedsięwzięcie. Zobaczymy, co czas przyniesie - dyplomatycznie odpowiada Aldona Stach.
I zaprasza do obejrzenia wystawy fotografii umieszczonych w kalendarzu, ale także tych, dla których zabrakło miejsca. Prezentowane są w Muzeum Domu Urbańczyka w Chrzanowie.
AGNIESZKA SIEROCIŃSKA

Wideo

Materiał oryginalny: Lejdis z Chrzanowa zostały sławne przez przypadek - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie