18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

„Leksykon miast intymnych” i nie tylko

Redakcja
Kiedyś nazwałem się patriotą kosmopolitycznym, bo uważam, że nie ma tu sprzeczności. Kosmopolityzm – to zdolność człowieka przyjmowania „cudzego” za „swoje”. Innymi słowy – to otwartość.

Jurij Andruchowycz

Jurij Andruchowycz to nie tylko znany prozaik i poeta, ale i niestrudzony podróżnik. Stale podróżuje po państwach i miastach Starej Europy i Nowego Świata. Niedawno pokłosiem tych podróży stał się największy objętościowo jego utwór -„Leksykon miast intymnych. Wolny podręcznik z geopoetyki i kosmopolityki”.

W książce autor opowiada o swoich spotkaniach ze 111 miastami, opisuje swoje szczęśliwe i nie tylko, zdarzenia i refleksje. Wszystkie te przygody – są jak najbardziej intymne. Wiadomo, opowiadania Andruchowycza są subiektywne, to jego osobiste charakterystyki miejsc. Można tu odczuć smaki i zapachy ulubionych zakątków, zawarte w pamięci pisarza.

Pierwsza prezentacja „Leksykonu” odbyła się 11 listopada w Kijowie. Okazało się, że cyfrowe zbiegi okoliczności towarzyszą utworowi Jurija Andruchowycza prawie na każdym etapie jego powstawania. Powiedzmy, nową książkę ukończono 11.01.11. Egzemplarz kontrolny autor podpisał we wrześniu w czasie festiwalu poezji MeridianCzernowitz („Leksykon miast intymnych” przygotowano do druku w czerniewickim wydawnictwie pod tą nazwą) na 11 miesięcy przed prezentacją utworu. Ale przejdźmy do krótkiej rozmowy z autorem.

 

z JURIJEM ANDRUCHO**WYCZEM**rozmawiał LEO-NID GOLBERG.**

 

Decyzja o napisaniu tej niezwykłej książki zapadła, jak sam piszesz, w Dusseldorfie. Dlaczego właśnie tam?

Przypadek. To mogło się zdarzyć w każdym innym mieście. Ale będąc w Dusseldorfie, jesienią 2005 roku nagle uświadomiłem sobie, że ilość miast, w których bywałem, z pewnością przekroczyła setkę. W następnych dniach podliczyłem – wypadło gdzieś pomiędzy 107 a 120.

Dlaczego realizacja zamiaru trwała aż pięć lat?

Przyjemnie jest pisać powoli, bez pośpiechu. Przynosi to szczególną twórczą satysfakcję.

Czym jest dla Ciebie „Leksykon”? Jaki to gatunek literacki?

Cała intryga tej książki przeważnie leży w tym, że nie można jej określić. Chciałem napisać jakąś „uniwersalną” książkę, mieszankę gatunków. Ale mój krewny, poeta Jarosław Dowgań, przedwczoraj spotkał mnie we Frankowsku i mówi: „Daj ci Boże jeszcze nie jedną taka powieść napisać”. Odkrył moją próbę napisania „Leksykonu” jako takiej, można by powiedzieć, ukrytej powieści.

Tu jest tylko 111 miast. Czy to wszystkie, które w życiu odwiedziłeś?

Nie, nie wszystkie, ma się rozumieć. Już mówiłem, że jesienią 2005 roku naliczyłem gdzieś około 120. Na dziś to już o wiele więcej. Ale stanąłem na tej cyfrze – 111. Trzeba było dla tej książki stworzyć jakieś szczególne ramy!

Jakie określenie pisarz Andruchowycz mógłby dać pojęciu miasta, jego fenomenu? Bo dla Iwana Franki, żywioł miasta był w jakimś stopniu wrogi. A dla Ciebie?

Dla mnie przeciwnie – to żywioł mojego życia. Nie mogę bez miast. Według mnie – miasto jest czymś takim, gdzie w najdrastyczniejszy sposób kultura przecieka w cywilizację i na odwrót. Dopuszczam myśl, że miasto jest, przede wszystkim, fenomenem okresu modern, który już mamy za sobą. W okresie postmodernistycznym, niby panującym obecnie, nie ma już miasta, ale „globalna wioska”. Nawet, jeżeli tak jest, to miasto wydaje mi się ciekawszym obiektem badań: czymś, co traci swoje znaczenie, jednak niezauważalnie dla przeważającej większości z nas.

Opowieść o Drohobyczu, skąd sam pochodzę i gdzie mieszkam, powiązana jest w Twojej książce z postacią Bruno Schulza. Kim on jest dla Ciebie i na ile możemy mówić o wejściu pisarza w kontekst kultury ukraińskiej?

Schulz jest dla mnie wyjątkowo ważnym pisarzem. Dopiero teraz uświadamiam to sobie w pełni – teraz, gdy go przekładam. W następnym roku ma się ukazać jego wybrana proza w moim przekładzie. Dopiero teraz, przekładając, mam możliwość czytać go z taką uwagą, na jaką zasługuje. Według mnie, dziś już jest on obecny w ukraińskim kontekście kulturowym. Teraz idzie mowa o tym, żeby tę obecność wzmagać i powiększać, bo Schulz jest nam bardzo potrzebny. Mam nadzieję, że mój przekład będzie temu sprzyjał.

Swój nowy utwór nazwałeś „podręcznikiem geopoetyki i kosmopolityki. Jaki sens wkładasz w pojęcie „kosmopolityzm, kosmopolityczny” i dlaczego dla wielu to słowo (tak, jak liberalizm, liberał, tolerancja) jest obraźliwym?
Na twoje „dlaczego?”, wydaje mi się, nie ma dobrej odpowiedzi. Można dopuszczać różne stereotypy myślenia totalitarnego, recydywy stalinizmu czy neonazizmu. Kiedyś nazwałem się patriotą kosmopolitycznym, bo uważam, że nie ma tu sprzeczności. Kosmopolityzm – to zdolność człowieka przyjmować cudze za swoje. Innymi słowy – to otwartość.

Na czym, dla Ciebie osobiście, polega różnica odbiorze Drohobycza w roku 2007, 2010 i dzisiejszym, gdy nie ma z nami rektora Walerego Skotnego, z którym łączyły Cię ciepłe, przyjacielskie stosunki? O czym, czy o kim, w Drohobyczu chciałbyś jeszcze napisać?

Niech spoczywa z Bogiem pan Walery. A różnica? Różnica nie jest w Drohobyczu – różnica jest w mnie. W 2007 roku byłem tu – wstyd powiedzieć – po raz pierwszy. A w 2012 przyjadę tu jak do jednego z najważniejszych dla mnie miast. Czy jeszcze coś o Drohobyczu napiszę – nie wiem. Ale muszę powiedzieć, że przekładając Schulza, stale jestem w jakimś innym, magicznym Drohobyczu.

Dlaczego właśnie w Czerniowcach wydałeś „Leksykon”? Czy dlatego, że to miasto jest związane z twoim, świętej pamięci, ojcem?

Nie. Nie jest to z nim w żaden sposób związane. Tak naprawdę, to zawsze ciekawie pracować mi z nowymi ludźmi. Wydawnictwo Meridian z Czerniowic nie miało doświadczenia w wydawaniu takich książek, ale zrobili wszystko co mogli. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

Wiem, że teraz pracujesz nad przekładem Schulza. Jak daleko do zakończenia pracy? Co zmusiło cię do nowego przekładu? Gdzie masz zamiar wydać książkę? Może w Drohobyczu?

Jeżeli mam być szczery, to do dziś nie wiem, gdzie będzie wydana ta książka. Gdzieś na pewno wydadzą, w to nie wątpię. Moja sprawa – doprowadzić do końca mój przekład. Jestem daleko nie pierwszym tłumaczem Schulza na język ukraiński, moi poprzednicy robili to niezwykle starannie. To bardzo utrudnia moje i tak nie proste zadanie tłumacza.

Jakie masz najbliższe plany? Czy nie miałeś chęci napisać coś dla dzieci, przecież masz wspaniałą wnuczkę?

Jest to rzecz wiadoma: dla dzieci trzeba pisać tak jak dla dorosłych, ale lepiej. Dlatego na razie nie odważyłem się. Ostatnio absorbowała mnie praca przy zakończeniu naszej wspólnej z polskim zespołem „Karbido” muzycznej trylogii – „Absynt”. Niedawno odbyła się premiera w sali kijowskiego konserwatorium.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie